Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Joan Wharton

Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 3]

1 Dom Joan Wharton on Pon 04 Maj 2015, 13:23

Parterowy dom o niskospadowym dachu pokrytym brązową dachówką. Zbudowany ze dobrej jakości materiałów. Ma dobrą izolację i działającą klimatyzację.
Wchodzi się do sieni, a z niej do dużego pokoju dziennego z otwartą kuchnią. Część kuchenna nie jest duża, poza całą masą szafek i szuflad, i oczywiście lodówką, mieści wyspę z płytą grzewczą. Nieco dalej znajduje się niewielki stół maksymalnie na sześć osób. Więcej miejsca przeznaczono na pokój dzienny z kanapą i fotelem oraz niskim stołem. Pod oknem znajduje się biurko, a przy ścianach kolejne regały z książkami. Może na półkach znajdzie się pojedyncze zdjęcia, ale ogólnie brak jakiś osobistych pamiątek. Na wolnych przestrzeniach wiszą oprawione karty z zielników.
Korytarz po lewej stronie prowadzi do łazienki i dwóch pokoi, a mały korytarzyk przy kuchni kryje małe pomieszczenie gospodarcze i przejście do garażu. Garaż mieści jeden samochód.

Zobacz profil autora

2 Re: Dom Joan Wharton on Pią 08 Maj 2015, 17:01

/20.08.13, poranek/
Połowę dnia od wczesnych godzin Joan spędziła na przeprowadzaniu tych wszystkich rzeczy i mebli, które przetrwały przejście tornada w przeciwieństwie do starego domu. Sporo rzeczy zostało w kartonach, pewnie ich sukcesywne rozpakowanie zajmie jej najbliższy tydzień. Poza tym trzeba było nadrobić braki w umeblowaniu.
/zt

Zobacz profil autora

3 Re: Dom Joan Wharton on Pon 11 Maj 2015, 11:11

/21.08.2013, wieczór/
Pół dnia walczyła z martwą materią i doszła do wniosku, że z powodzeniem mogłaby mieszkać na kartonach. Akurat napatoczył się Arthur, który po przejściu ze swojego pokoju do kuchni był zasapany i chwytając się za pierś ciężko opadł na krzesło. Joan spojrzała przeciągle po nim i kuchni, i kartonach w pokoju dziennym, po czym uśmiechnęła się delikatnie, miło i przyjaźnie, jak aniołek.
- Mam rozpakowywać twoje rzeczy czy mogę od razu oddać do Armii Zbawienia lub Oxfamu? - ton jej głosu był swobodny, spokojny i spowodował obniżenie temperatury o jakieś dwadzieścia stopni. - Odstawiłeś leki, wszystkie. Pewnie, jak wyjechałam do Kalifornii. Widziałam wyniki, nerki, prawie jakby nie pracowały, jak się oddycha z postępującym obrzękiem płuc, co? Zrób mi jedną przysługę, bierz leki na cukrzycę chociaż, bo oboje nie chcemy twojej wegetacji w śpiączce. - Spojrzała na dziadka z założonym rękami.
- Nie rozumiesz i lepiej żebyś nie zrozumiała. Czy te prochy mi pomogą, wyleczą? Nie, nic nie dają, odwleka się to o kilka miesięcy, rok. Nie potrzebuję tego, nie chcę tego, maszyn, chcę być w domu, w łóżko, nie jak Ellen - głos mu się złamał, a potem rozkaszlał się, jak przykładny gruźlik.
Joan podeszła bliżej starego człowieka. Pomogła mu wstać i Arthur opierając się prawie całym ciężarem na wnuczce wrócił do siebie.
- Lekarz może przypisać ci morfinę, wiesz, że - jednak przerwał jej szybko: - nie, sam, to moja decyzja.
Joan skinęła głową i bez słowa wyszła z pokoju.
/zt

Zobacz profil autora

4 Re: Dom Joan Wharton on Czw 14 Maj 2015, 22:11

/24.08.2013, popołudnie/

Trochę to tornado wyszło na dobre, bo miała teraz klimę, a i lepiej znosił to wszystko Arthur. Po pracy Joan prawie leżała, rozłożona wygodnie z laptopem na sobie i przeglądała internety. Trafiła na osławioną Starą Kiszewę tak z ciekawości przeglądała forum. Znała rpgi, nawet grała kiedyś w młotek chaosu, ale przez neta przez posty, ale wyglądało nieźle. Potem zaczęła szukać coś innego, gdy doszły ją charakterystyczne rzężenia dziadka. Weszła do niego do pokoju, pomogła mu zmienić pozycję na siedzącą, bo gdy spał znowu się zsunął. Założyła maskę tlenową. Posiedziała z nim póki znowu nie usnął i poczekała jeszcze chwilę.
Znowu się zastanawiała czy nie wynająć kogoś na ten czas, kiedy była w pracy, bo póki co przesiadywali z nim jego kumple. Jednak co innego dotrzymywanie towarzystwa, a co innego zajęcie się chorym. A stan dziadka się pogarszał. Przynajmniej tyle, że rozmawiała z nim więcej, niż wcześniej, dużo więcej.
Boso wróciła do pokoju dziennego i opadła na kanapę. Odchyliła głowę do tyłu zniechęcona. W tle grało cicho radio, gdy pewnie przerwano audycję i nadano komunikat o pościgu na drodze do Old Whiskey. Z ciekawości włączyła telewizor, żeby zobaczyć relację na żywo.
/zt

Zobacz profil autora

5 Re: Dom Joan Wharton on Pon 18 Maj 2015, 00:11

25.08.2013, po 5 rano
Obudziło ją coś. Początkowo nie mogła zidentyfikować źródła dźwięku, który wyrwał ją ze snu. Po chwili skojarzyła uderzenie plastiku o parkiet. To musiała być maska tlenowa. Joan poderwała się z łóżka za szybko, aż prawie zatoczyła się na szafkę stojącą obok. Przemoc domowa, mebel kantem nabił jej siniaka na udzie.
W pokoju Arthur dyszał niczym najlepszy przyjaciel Darth'a Vader'a i próbował przyciągnąć maskę tlenową. Ta musiała wcześniej spaść, bo wlekł ją za pomocą przezroczystego przewodu po podłodze. Joan podniosła ją i delikatnie założyła ją dziadkowi. Przysiadła na brzegu łóżka, a mężczyzna złapał ją za rękę zaskakująco mocno, jak na jego stan. Po chwili jednak uścisk zelżał. Spojrzała na niego pytająco, ale zrozumiała.
Szarówka przechodziła w jasny poranek, zapowiadał się kolejny dzień rodem z piekarnika. Joan sprawdziła po raz ostatni tętno i oddech Arthura.

kilka godzin później
Godzinach, które upłynęły Joan na formalnościach, jak telefon do rodziców, pracy, że nie przychodzi dziś i jutro, i może dłużej, firmy pogrzebowej, urzędów. Załatwienie testamentu zostawiła matce.
Teraz Joan siedziała na parapecie w oknie i paliła papierosa wydębionego od pracownika firmy pogrzebowej, bo kto odmówi kobiecie w żałobie. Tylko, że nie była, nie czuła tego. Oczywiście, mogłaby wzbudzić sobie płacz, ale to byłoby puste po prostu.
Metodycznie porządkowała rzeczy dziadka. W nocy przyjechali rodzice Joan, w piątek rano dziadkowie z San Francisco.
Pogrzeb miał się odbyć w sobotę, cicho i bez tłumów, jak chciał Arthur.
/zt

Zobacz profil autora

6 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 16:38

27.08.2013, popołudnie

Życie Bobby'ego, w porównaniu z wieloma innymi mieszkańcami Old Whiskey, wciąż było w miarę normalne. Tylko miał ostatnio problemy w pracy. Chyba nie dość dokładnie zaznaczył termin urlopu. Zły przepływ informacji jak zwykle doprowadził do nieporozumienia, które przypłacił obniżką pensji. Udało mu się też przeżyć tornado bez większych skutków ubocznych, a i ekipę dość sprawnie ogarnął.
No i wszystko się generalnie toczyło bez większych rewelacji, aż do wczoraj. Albo przedwczoraj. Toteż dziś prosto z przychodni zajechał pod nowy adres Joan i ruszył do drzwi. Trochę się denerwował.



Zobacz profil autora

7 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 17:03

Drzwi Bobby'emu nie otworzyła Joan, tylko kobieta w średnim wieku z fryzurą, jakby oskalpowała Hai Wu, choć może to bardziej radziecką archeolog z ostatniej części Indiany Jones'a. Zmierzyła go wzrokiem. Nie zdążyła się odezwać, bo obok pojawiła się Joan, która cicho powiedziała, żeby ta wróciła do stołu. Równocześnie Joan wytarła mokre dłonie o szorty.
- Coś się stało? - odezwała się, gdy jej matka wróciła do środka. Przez zamieszanie ostatnich dwóch dni nie była pewna czy o czymś nie zapomniała.
- A i cześć - dodała, bo w sumie z tego wszystkiego się nie przywitała.

Zobacz profil autora

8 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 17:16

Och, to było... dziwne. Bobby chwilę wpatrywał się w nieznajomą kobietę i już, już miał się odezwać, albo pozwolić zrobić to jej, gdy podeszła Joan. Założył, że to jej mama. I pomyślał, że chyba trochę ze wzgardą na niego spojrzała.
- No cześć - uśmiechnął się blado. - ...Ty mnie pytasz? Chciałem zobaczyć, czy wszystko u ciebie w porządku. I jak się trzymasz. I w ogóle.
Nawet, jeśli Joan w ferworze mu nic nie powiedziała, to wysoce prawdopodobne, że dowiedział się w przychodni. Do zgonów też trzeba wysyłać medyków, nie?



Zobacz profil autora

9 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 17:41

Możliwe, że Bobby odniósł całkiem słuszne wrażenie, jak to po spotkaniu oko w oko z apodyktyczną suką.
Joan odetchnęła głęboko i przeczesała włosy, przez co ich część wysunęła się z węzła, jakoś zapominała, że zaczęła je spinać. Zaraz założyła wolne kosmyki za uszy.
- Dobrze, jestem trochę zmęczona. Chcesz wejść? Zresztą oni zaraz wychodzą do prawnika - dodała, w ogóle Joan łatwiej było wysiedzieć u siebie, niż ciągle przebywać z rodzicami. - Jest tak absurdalnie gorąco.

Zobacz profil autora

10 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 17:53

Ach, ma się to wyczucie. Bobby chyba nie wiedział za wiele o rodzinie Joan. No, pewnie miał w czasie ich znajomości wątpliwą przyjemność poznania jej dziadka. Prawdopodobnie byliby świetnymi kumplami z panem Garcią, gdyby nie byli tacy wredni. W dodatku Garcia zadziwiająco dobrze się trzymał, skurczybyk.
- Mhm - przytaknął, chociaż po tej krótkiej wymianie spojrzeń z panią Wharton chyba nieco się obawiał zetknięcia z jej rodziną. Tym niemniej znowu się uśmiechnął, przestąpił przez próg, objął Joan w pasie i pocałował.
- No jest. Poratuj czymś do picia - zamknął za sobą drzwi i spojrzał w stronę wejścia do salonu. - To trochę dziwne poznawać twoją rodzinę w takim momencie. Mam się bardzo bać? - spytał konspiracyjnym tonem.



Zobacz profil autora

11 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 18:29

Och, Joan mimo wszystko broniłaby swojego dziadka, że zachowanie wynikało ze schorowania i zgorzknienia, no i tego, że nigdy nie pogodził się z nagłą śmiercią żony. Choć fakt był wredny.
- Jasne, sok, woda czy piwo? - zrobiła krok w tył, ale zaraz się obróciła. - Bardzo, możesz nie wyjść z tego cało. Matka jest zła, bo musiała przyjechać tutaj, a nie znosi Old Whiskey, a tato jest - zrobiła pauzę - inny, całkiem - wyjaśniła szeptem. - Ale jak chcesz, to możesz wejść oknem do mojego pokoju. Wtedy wszystko do uniknięcia - dodała z lekkim uśmiechem. - Poważnie. Możesz się jeszcze wycofać.
Westchnęła cicho: - albo miejmy to za sobą.
Joan pociągnęła za sobą Bobby'ego, przedstawiła rodzicom, nawet z uwagą, że się ze sobą spotykają. Sarah chłodno, ale bez wrogości, po prostu się przywitała.
- Mów mi Neil - powiedział pan Wharton wyciągając rękę do Bobby'ego. - Miło poznać - dodał z serdecznym uśmiechem. - Nie wiedzieliśmy, że Joan kogoś ma. W ogóle, mogłaby się częściej odzywać, bo tak mógłbym zapomnieć, że mam dziecko.
- Bez przesady nie mam pięciu lat, żeby co chwila ze wszystkim biegać do ciebie - odpowiedziała Joan.
- Nawet, jak miałaś, to tego nie robiłaś. Trudno do niej dotrzeć, ale pewnie wiesz - Neil zwrócił się do Bobby'ego.

Zobacz profil autora

12 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 19:05

Fakt, starość, schorowanie i samotność to mieszkanka, przez którą trudno było nie zgorzknieć.
- Woda - wybrał po chwili zastanowienia. Ostatecznie przyjechał autem. Wysłuchał Joan z nietęgą miną. - Co to znaczy, że inny? Inny od twojej mamy, czy inny bo... taka sytuacja?
Zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową. Jakby spotkali się piętnaście lat temu, to faktycznie mógłby rozważyć opcję wchodzenia oknem. Toteż ruszył za Joan, wdział na twarz swój najgrzeczniejszy uśmiech i przywitał, podając dłoń najpierw pani Wharton, a potem ojcu Joan.
- Bardzo mi miło państwa poznać... Szkoda, że w takich okolicznościach. Przykro mi z powodu straty - ostatnie zdanie miał całkiem nieźle wyćwiczone po paru latach pracy w domu spokojnej starości. W każdym razie od razu zapałał sympatią do Neila. Bobby spojrzał lekko rozbawiony na Joan, chociaż po prawdzie sam jakoś super często nie rozmawiał z rodzicami, ani nie rozpowiadał za wiele, że się spotykali. Chociaż jak w lipcu wspomniał mamie, że "jedzie z dziewczyną na wakacje", to mu parę dni żyć nie dawała. Co mu przypomniało, że przecież Joan po pobycie w Santa Barbara pojechała na parę dni do domu.
- Nie? No... Bo Joan to taka skryta jest! - rzekł z lekkim uśmiechem, zahaczając znowu ręką o jej talię. Niezbyt nachalnie, ale dość odruchowo. Stęsknił się, no!



Zobacz profil autora

13 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 19:47

Sarah tylko zdawkowo skinęła głową na kondolencje, a potem usiadła sztywno wyprostowana i zaczęła przeglądać dokumenty z teczki leżącej na stole.
Joan posłała uśmiech Bobby'emu. Miała nadzieję, że nie uznał, że nie jest dla niej ważny, skoro nic nie wspominała o nim rodzinie.
- No jestem, trudno nauczyłam się z tym żyć - rozłożyła ręce na boki.
- Raczej to my się nauczyliśmy - odpowiedział jej ojciec i spojrzał znacząco na Bobby'ego. - Ale może tutaj znajdziesz to, czego szukasz.
- Wśród ćpunów, bezdomnych i przestępców, którzy zdominowali Old Whiskey? - wtrąciła się chłodno matka za stołu. Joan mimowolnie się spięła na jej słowa.
- No cóż, pracy ci nie zabraknie - zwróciła się do córki. - Neil, zaraz się spóźnimy. Do wiedzenia.- dodała. Zebrała papiery i ruszyła do wyjścia.
Kiedy Sarah wyszła z domu, to Joan trochę się rozluźniła. Ojciec pokręcił głową.
- Bądźcie grzeczne dzieciaki. Albo nie, w sumie mógłbym mieć już wnuki. Do zobaczenia - i z tymi słowami wyszedł za żoną.
Joan ukryła na chwilę twarz w dłoniach.
- Życie z nimi wygląda, jak zaburzenie afektywne dwubiegunowe.
Wyszła do części kuchennej i wróciła z wodą z lodem, która podała Bobby'emu. Joan opadła z westchnieniem na kanapę.
- Właśnie, dlatego jestem zmęczona.

Zobacz profil autora

14 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 20:06

Zerknął niepewnie w stronę mamy Joan. No cóż, musiała być zestresowana i w ogóle. Zaraz jednak uśmiechnął się do Neila, ale wtrącenie pani Wharton znów zbiło go z tropu. Auć. To było ostre.
- Do widzenia! - bąknął szybko, spojrzał przelotnie na Joan, a potem na jej ojca i... Boże, poważnie? Chyba się nie przesłyszał. Bycie świadkiem tej scenki tak go zadziwiło, że nawet nie odpowiedział na pożegnanie Neila, tylko kiwnął głową.
Wypuścił wolno powietrze.
- Okej, to było... ciekawe doświadczenie - zaśmiał się w końcu, rozluźniając. - No... Tak. Kurcze, normalnie jakbym trafił do filmu Allena - stwierdził. Odebrał szklankę i siadł obok Joan na kanapie, przechylając się, żeby dać jej buzi.
- Biedna. Twoja mama faktycznie nie przepada za Old Whiskey. Aż się zacząłem zastanawiać, czy rzeczywiście jest tak źle, jak powiedziała...



Zobacz profil autora

15 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 20:34

Allen byłby adekwatny, jak w "O północy w Paryżu" Bunuel i Dali komentują problemy miłosne bohatera: Bunuel - "Widzę fotografię!" "Widzę film!" Bohater - "Widzę problem nie do rozwiązania." Na co Dali: "Widzę nosorożce" i tak się czuła Joan widziała egzotyczne i ciężkie zwierzaki tratujące jej równowagę psychiczną.
Odwzajemniła pocałunek i musnęła palcami włosy chłopaka.
- Bo dla niej jest synonimem porażki. Może, gdyby za życia dziadek tak jej nie wyrzucał, że sprzedali poprzedni dom i kupili ten mniejszy, który teraz zmiotła trąba powietrzna, żeby mogła iść na studia, to byłoby inaczej. Chociaż ona mi robi to samo - westchnęła i oparła głowę o oparcie. - Nie rozumiem po co mnie wysyłała przez całą szkołę do Old Whiskey na wakacje. Tak czy inaczej mam teraz ochotę tu zostać, choćby na złość jej. A tato jest inny, wiesz luźny, otwarty, za co uwielbiają go uczniowie. Wspierałby mnie nawet, gdybym uznała, że chcę spędzić życie na obserwacji muszek owocówek.

Zobacz profil autora

16 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 21:09

- Och - mruknął. Rodzinne problemy.
Poczuł pewne ukłucie, jak powiedziała, że zostałaby tu na złość matce. Przez chwilę się zastanawiał, czy w przeciwnym razie wyjechałaby bez wahania.
Zaraz jednak porzucił te myśli i uśmiechnął lekko, kładąc jedną dłoń na jej udzie.
- No, twój tata wydaje się super - przyznał rozbawiony. Wnuki. Boże. W sumie to był komentarz na miarę jego mamy. Ona też by chciała wnuki i po zerwanym narzeczeństwie Bobby'ego miała równie złamane serce, co on. Albo i bardziej.
- Też bym cię wspierał, gdybyś poświęciła życie obserwacji muszek owocówek. W końcu Mendlowi to wyszło na dobre, nie?



Zobacz profil autora

17 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 21:44

Uśmiechnęła się blado, gdy powiedział o jej ojcu.
- Jest bardzo bezpośredni i równoważy matkę, ale nie wiem, jak oni wytrzymali ze sobą tyle lat. Zawsze się nad zastanawiałam, chyba to jednak miłość albo choroba psychiczna, albo na jedno wychodzi.
Przykryła swoją dłonią jego rękę.
- A to byłoby wsparcie moralne czy też finansowe. Podejrzewam, że ciężko wyżyć z muszek owocówek - zaśmiała się cicho. Po chwili spoważniała.
- Miałam tego nie mówić, ale - urwała. - W trakcie naszego wyjazdu do Kalifornii odstawił leki i potem, jak wróciłam, to w sumie na to mu pozwoliłam. I, i - zamilkła, spojrzeniem błądziła po ścianach salonu. Nie miała mówić o tym wszystkim i nie była pewna czy chce kogoś obciążać swoimi wątpliwościami.

Zobacz profil autora

18 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 22:06

- Tak, zauważyłem - uśmiechnął się i pokiwał głową. Jemu starczyło pięć minut, by zacząć się zastanawiać, jak tak różne charaktery były w stanie stworzyć związek. To faktycznie musiała być miłość! Albo... No. Joan doskonale to ujęła.
- No zależy, jakiego byś potrzebowała. Hm, myślę, że w ogóle ciężko wyżyć z kariery naukowej, nie? Ale to nic. Muszki owocówki są spoko. Dopóki nie legną się w jedzeniu - skrzywił się lekko.
Spojrzał na Joan i zmarszczył brwi.
- Czego?...
Przez chwilę był trochę zagubiony. Przez ułamek sekundy sądził, że wciąż mówiła o ojcu, co go trochę zdziwiło, ale leki ludzka rzecz. Ale dość szybko zrozumiał.
- Hej... - powiedział cicho, biorąc jej obie dłonie w swoje. - Jeśli tak... To była jego decyzja. A ty... robiłaś to, co dla niego najlepsze.



Zobacz profil autora

19 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 22:27

Z początku Joan była pewna, żadnych wyrzutów, ale teraz powoli dawała dojść do głosu wątpliwości, że może powinna lepiej zajmować się dziadkiem, że gdyby nie jej nieuwaga stan Artura nie pogorszyłby się tak szybko w ciągu dwóch lat. Zazwyczaj nie poddawała się myśleniu "gdyby". Wiedziała, że to nie prowadzi do niczego dobrego.
Bobby chwycił ją za ręce, to zmusiło ją, żeby wróciła wzrokiem do niego. Skinęła głową.
- Mhm.
Miała nadzieję, że kryzys był zażegnany, ale wiedziała, że takie myśli będą wracać.
- Dziękuję - powiedziała cicho, wysunęła z uścisku swoje dłonie i wstała.
- Chcesz coś jeszcze do picia? Jedzenia? Mam pełna lodówkę, bo znajomi dziadka postanowili zaopatrzyć mnie na najbliższy rok, jak się zdaje. - Skierowała się do kuchni.

Zobacz profil autora

20 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 22:45

Spojrzał za nią i po chwili ruszył do kuchni, przy okazji mając szansę na rozejrzenie się po domu. Postawił pustą szklankę na blat.
- Więcej wody i będę absolutnie szczęśliwy. Nie mam specjalnego apetytu przy tym upale. Chociaż potem siedzę wieczorem i wyjadam z lodówki - westchnął, klepiąc się po brzuchu. Przydałoby się poćwiczyć, bo się robił mięciutki jak podusia.
Przyglądał się chwilę Joan, a potem podszedł i ją przytulił. Tak po prostu. Swoją skrytą Joan. Jasne, że rozumiał jej wątpliwości. I podejrzewał, że pod powłoką stoickiego spokoju musiała smierć dziadka mocno przeżywać. Choćby Arthur był nie wiadomo jak wielkim wrzodem na dupie. A obecność jej matki pewnie nie sprzyjała.
- Ładnie tu urządziłaś - pochwalił przy okazji.



Zobacz profil autora

21 Re: Dom Joan Wharton on Czw 21 Maj 2015, 23:36

- Mogę dać ci na wynos, trzy różne wersje makaronu z serem, kilka wariacji na temat zapiekanek - skinęła głową w stronę lodówki, z której wyjęła wodę i rozlała do dwóch szklanek.
Objęła chłopaka rękami w pasie, niemal przylgnęła do niego swym ciałem. Oparła czoło na jego ramieniu. Zaśmiała się cicho na uwagę o wystroju. Podniosła głowę i rozluźniona spojrzała na niego.
- Tak, pomieszanie ustawień ze stron katalogu z meblami i wystawek sklepowych. Ale dzięki.
Złapała się na tym, że nie bardzo chciała opuszczać ramion Bobby'ego. Czuła się spokojna i bezpieczna. Joan nie potrafiła przypomnieć czy w poprzednich związkach też towarzyszyło jej podobne poczucie. Chyba nie. Pocałowała go powoli i w końcu odsunęła się od niego.
- Nie będę cię dłużej oddzielać od szczęścia - zażartowała i podała mu szklankę.

Zobacz profil autora

22 Re: Dom Joan Wharton on Pią 22 Maj 2015, 00:05

- Och, mój prywatny catering. Nie śmiem odmówić - wyszczerzył zęby.
Bobby nie znał się na wystroju wnętrz. Wystarczająco godny pochwały był dla niego fakt, że w tak krótkim czasie udało jej się znaleźć odpowiednie lokum, urządzić w miarę znośnie i przetransportować siebie i dziadka. W końcu wymagało to sporo wysiłku i organizacji.
- Zawsze mi się podobały wystawki sklepowe - przyznał. - Musimy kiedyś jechać do IKEI połazić po tych śmiesznych mieszkankach - stwierdził.
Zaśmiał się, odebrał wodę, a drugą ręką znowu przyciągnął do siebie Joan.
- No to nie oddzielaj - wyszczerzył zęby. Chwilę jeszcze stał, znów ją obejmując, przy czym rzekł: - ...Ale przy tych dodatkowych 36.6 i 46 w cieniu zaraz się roztopimy - uśmiechnął się wesoło i odsunął kawałek dalej, wlewając w siebie wodę.



Zobacz profil autora

23 Re: Dom Joan Wharton on Pią 22 Maj 2015, 00:26

- Takie wystawki zdecydowanie ułatwiają sprawę. IKEIA? Na nazwach ich mebli można połamać sobie język. Ale wyzwanie przyjęte - powiedziała ze śmiechem.
- Gdzieżby śmiała - odpowiedziała. - Racja, białka nam się zdenaturują.
Joan sięgnęła po swoją szklankę i upiła trochę. Potem oparła się o blat.
- Ok, to zaraz podzielę się moimi zapasami. Tylko pojemniki do zwrotu, bo będzie mnie ścigać pół ulicy, jak się z nich nie rozliczę. Niektóre gospodynie traktują je, jak wyjątkowo cenne i obdarzone cudownymi zdolnościami relikwie. A okres ochronny żałoby w końcu się skończy - dokończyła z lekkim uśmiechem. Joan wróciła do swojego czarnego poczucia humoru, który chyba odziedziczyła po ojcu.
Mogli jeszcze chwilę posiedzieć, ale Bobby w końcu się zebrał, jeśli chciał uniknąć wpadnięcia na państwa Wharton (na co szczególnie naciskała Joan). Przynajmniej wracała z jedzeniem, a ona musiała użerać ze sprawami rodzinnymi.
/ztx2

Zobacz profil autora

24 Re: Dom Joan Wharton on Pon 15 Cze 2015, 21:18

/12.09.2013r, wieczór/

A wszystko przez promocję, naprawdę. W sklepie się natknęła na dwupak rum z likierem wiśniowym, gotowy starter do daiquiri. Sok z grejpfrutów ładnie się mroził, lód zresztą też, limonki grzecznie czekały na blacie. Joan w tym czasie zrobiła syrop z cukru. Potem wszystko wylądowało w szejkerze z lodem i ilością rumu w stylu Hemingwaya. Jeden drink, drugi, na rozluźnienie, w końcu uznała, że przydałoby się jakiś kokosowy akcent i ruszyła po coś takiego do sklepu. W końcu była całkiem trzeźwa.
/zt

Zobacz profil autora

25 Re: Dom Joan Wharton on Wto 16 Cze 2015, 16:30

12.09.2013, wieczór, od Willa
Gdy wpadła do domu, może niekoniecznie tak wpadła, bo najpierw przekonała się czy to jej. Sprawdziła ulicę, numer, adres, wszystko i dopiero wpadła do siebie. Wylała do zlewu rum i likier, od teraz żyła w trzeźwości. Wzięła zimny prysznic i poszła spać.

13.09.2013, rano
Obudziła się bez kaca i po posprzątaniu kuchni, zaległa przed telewizorem, gdzie obejrzała blok programów o resocjalizacji zwierząt, w tym szczeniaków po traumatycznych spotkaniach trzeciego spotkania z kotami. Och, gdyby tylko wiedziała, jakie to bliskie jej życia, Sophie już nigdy nie będzie tą samą suką. Tak ją to zainteresowało, że w sieci zaczęła szukać o tym informacji, aż trafiła na forum. Z pewnym zainteresowaniem przeczytała watek, w którym wypowiadał się lub wypowiadała się aktywist(k)a o nicku nameless. Tak ją to ruszyło, że poszukała namiary fundacji, która w Arizonie prowadziła ośrodek resocjalizacji dla biednych, porzuconych szczeniaczków z traumą. Przez płatności internetowe wpłaciła tysiąc dolarów na ich konto.
/zt

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 3]

Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach