Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Joan Wharton

Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 3]

1 Dom Joan Wharton on Pon 04 Maj 2015, 13:23

First topic message reminder :

Parterowy dom o niskospadowym dachu pokrytym brązową dachówką. Zbudowany ze dobrej jakości materiałów. Ma dobrą izolację i działającą klimatyzację.
Wchodzi się do sieni, a z niej do dużego pokoju dziennego z otwartą kuchnią. Część kuchenna nie jest duża, poza całą masą szafek i szuflad, i oczywiście lodówką, mieści wyspę z płytą grzewczą. Nieco dalej znajduje się niewielki stół maksymalnie na sześć osób. Więcej miejsca przeznaczono na pokój dzienny z kanapą i fotelem oraz niskim stołem. Pod oknem znajduje się biurko, a przy ścianach kolejne regały z książkami. Może na półkach znajdzie się pojedyncze zdjęcia, ale ogólnie brak jakiś osobistych pamiątek. Na wolnych przestrzeniach wiszą oprawione karty z zielników.
Korytarz po lewej stronie prowadzi do łazienki i dwóch pokoi, a mały korytarzyk przy kuchni kryje małe pomieszczenie gospodarcze i przejście do garażu. Garaż mieści jeden samochód.

Zobacz profil autora

26 Re: Dom Joan Wharton on Pon 22 Cze 2015, 18:43

/16.09.13, popołudnie/
W pracy z nudów przeglądała rożne strony internetowe i tak jakoś trafiła na forum dyskusyjne o prawach, równości i takich tam. Po powrocie do domu, w przerwie między sprzątaniem kuchni, a łazienki. Zarejestrowała się jako whatever i dała posta w odpowiedzi na mądrości jakiegoś (biorąc pod uwagę treść, a nie nick) KawaiiUnicorn, który chyba był trollem, ale na razie bawiło ją to. Przynajmniej póki fuckhah-coś-tam przystopowało z rzucaniem przekleństwami. Pisała głownie, że cofanie się 50 lat wstecz nic nie da, a jak komuś przeszkadzają kobiety w pracy, to niech zacznie pracować w domu i każdy realizuje się, tak jak mu najbardziej odpowiada, bez sensu się z tego powodu denerwować, lepiej wziąć prozac i od razu świat jest lepszy (na jakieś dwanaście godzin, ale zawsze).
/zt

Zobacz profil autora

27 Re: Dom Joan Wharton on Wto 23 Cze 2015, 14:36

/17.09.13, wczesny ranek/

Z rana Joan postanowiła, że ma dość lokalnej rozgłosi i włączyła jakieś internetowe radio. Muzyka nie należała do tej, którą lubiła, ale nieważne, była energiczne dobra na trudne, poranne chwile. I tak nawet nie spostrzegła, jak zaczęła się poruszać w jej rytm. Tam podskok, tu obrót własnej osi i takie tam. Tekst piosenki jakoś nie był skomplikowany, więc refren szybko mogła zanucić, szczególnie te newralgiczne i skomplikowane części z "uhuuu, uhuuu". To chyba była godzina z Jasonem Derulo, bo potem poleciała kolejna piosenka. Joan sobie energicznie tańczyła do "What you gon' do, tell me, tell me baby, what you gon' do. What you gon' do, tell me, tell me baby, what you gon' do." I rację mają socjologowie, że najlepiej sprzedają się piosenki o miłości i seksie.

Potem zasiadła do laptopa i napisała odpowiedź w wątku dotyczącym najpierw kobiet, a potem zmian płci i ruchu LGBT. Nie potrafiła zrozumieć, co komu przeszkadza, że ktoś zmienia płeć, skoro naukowo wyróżnia się co najmniej kilka płaszczyzn rozróżniania płci, a najważniejsze jest płeć psychiczna, to jak sama osoba się czuje i nikomu do oceny czy to normalne czy nie. Potem spojrzała na godzinę, ale się w to wciągnęła, a powinna już wychodzić.
/zt

Zobacz profil autora

28 Re: Dom Joan Wharton on Sro 24 Cze 2015, 17:54

/18.09.13, poranek/

Praktycznie zaraz po przebudzeniu Joan zapuściła sobie swoją nową playlistę z Jasonem Derulo, aby kontynuować treningi do energicznej nuty. Teksty były monotematyczne, ale podkład idealny do ćwiczeń. Potem prysznic i śniadanie. Mogła wyjść do pracy.
/zt

Zobacz profil autora

29 Re: Dom Joan Wharton on Nie 28 Cze 2015, 20:11

/20.09.13, rano/
Jak zwykle ostatnio dzień zaczęła od ćwiczeń przy Jasonie Derulo. Potem prysznic, śniadanie i sprzątanie całego domu. Musiała w końcu dokończyć segregowanie rzeczy po dziadku. Część rozdała, trochę będzie musiała zawieźć do kościoła. Reszta lądowała w koszu.
W końcu mogła siąść przy laptopie i zalogowała się na forum, jako whatever. Dyskusja o legalizacji małżeństw homoseksualnych była ostra, szczególnie, gdy ktoś wspomniał, że to kwestia kilku najbliższych lat. Joan odpisała na nieśmiertelny argument, że to furtka do adopcji dzieci przez zboków, że już teraz w teoretycznie normalnych rodzinach dzieci nic nie chroni ani przed przemocą, ani przed molestowaniem. Lub dlaczego mają spędzać życie w domach dziecka, jeśli mogą mieć szanse na kochająca rodzinę, skoro pary homoseksualne wychowują swoje biologiczne dzieci i jakoś nic się tym dzieciakom nie dzieje. Po przetraceniu godziny na czczej dyskusji internetowej, w końcu oderwała się od klawiatury i wyszła z domu.
/zt

Zobacz profil autora

30 Re: Dom Joan Wharton on Sob 04 Lip 2015, 20:34

/24.09.13, poranek/
"Jak dobrze wstać, skoro świt" i tak dalej śpiewałby Joan, gdyby była to piosenka Jasona Derulo oraz gdyby zdarzały jej się takie katastrofy, jak nucenie. Zaczęła swój codzienny trening do hitów Derulo. Teksty były właściwie o jednym, ale idealny rytm do marszowych kroków, kolejnych wymachów. Chyba przydałby się jej step. Po wszystkim wyszła do pracy.
/zt

Zobacz profil autora

31 Re: Dom Joan Wharton on Pon 13 Lip 2015, 01:23

/08.10.13r., poranek/
Ranek zaczęła od treningu do Jasona Derulo, jakiś tam trening abs z piosenkami Derulo - internet nie zna granic i wszystko ma. Potem zasiadła do laptopa i weszła na forum. Zalogowana zaczęła pisać, głownie, że szkoda tracić czasu na hejtowanie ludzi ze względu na orientację, pochodzenie i jakkolwiek, bo naprawdę, co to kogo obchodzi, jak ktoś żyje - "moja wolność kończy sę, gdzie zaczyna twoja" i ogólnie taki duch przyświecał jej w dyskusji. W końcu po wymianie kilkunastu postów ściągnęła kolejne artykuły naukowe. Dwa o enzymach do testów ELISy, kolejny o nowych typach narkotyków. Potem wyszła na drugą zmianę do pracy.
/zt

Zobacz profil autora

32 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 17:10

11/10/2013, bilokacja za zgodą administracji

Liluye dotarła do domu Joan pewnie koło dziesiątej, jeśli ta nie była w pracy. Albo po południu, jesli była. Stanęła przed drzwiami z jakąś siatką w rękach i zapukała, czekając na odpowiedź.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

33 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 17:19

Niech będzie, że popołudniu po pracy. Drzwi otworzyła Joan, wpuściła Liluye na progu przecież jej nie trzymała. Przywitała się, choć bez przytulania, bo w sumie obie za tym nie przepadały.
- Przyniosłaś ze sobą tyle moreli, skorupiaków i bakalii, że aż część musiałaś w reklamówce zebrać? - skinęła na to, co Liluye taszczyła w rękach.
- Na początek, coś do picia? Po temat podszedłby alkohol. Ale je stopuję ostatnio, ty chyba nigdy nie lubiłaś. W każdym razie kawa, herbata, sok, woda.

Zobacz profil autora

34 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 17:50

- Żebyś wiedziała - parsknęła na wieść o siatce - A tak na prawdę to mam tam masę niezdrowych rzeczy, którymi to wszystko zajemy. I coś do picia też - weszła do środka i sciagnęła buty od razu.
- No.. ja ostatnio tez przesadzałam. A nie lubię. Zresztą, to zahacza o temat skorupiaków i morel. I trochę bakalii, ale nie z tej strony.. No i nie tych robaczywych czy tez dojrzałych, do czego mamy dojść.. Jednorazowych.. bakalii.. - zerknęła na Joan czy ta ogarnęła co Lil ma na myśli. Tym bardziej, że ta opcja jednorazowa raczej wydawała się dziwna przy Indiance i jej charakterze. Nie żałowała, po prostu nie wiedziała jak to rozwiązać. Nie chciała tego spieprzyć.
- Sok może, niech będzie, na razie - wybrała i pewnie poszły do kuchni.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

35 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 18:02

Joan poukładała sonie wszystko w myślach. Popatrzyła po dziewczynie, nie oceniała, ponieważ póki nie krzywdzi się innych, to każdy robi, jak mu się podoba.
- Póki co, to brzmi jakbyś opisywała amiszową Rumspringę - uśmiechnęła się. Wypakowały to wszystko, co było niezdrowe, tuczące, dobrze, że jeszcze legalne.
- Może by się przydały odpowiednie code name? Mieszanka studencka i mieszanka egzotyczna? Ale to może jeszcze bardziej zamieszać - zastanowiła się chwilę. - Jednorazowa oraz dojrzała też mogą być.
Joan nalała soku Liluye, sama pozostała przy wodzie. To już mogły spokojnie zasiąść na kanapie.

Zobacz profil autora

36 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 18:18

- Nie, bo się zakręcimy.. Może w ogóle najlepiej to nazwać wszystko po imieniu - przeczesała włosy palcami - Bo i tak będziesz wiedziec o kogo chodzi i tak.. - wzruszyła ramionami i z tymi ciastkami, chipsami, czekoladą i wszystkim, co Lil przyszło na mysl polazły do salonu i na kanapę. Lil usiadła po turecku. Napiła się soku i pokręciła głowa.
- W sumie to nie wiem, gdzie jest początek.. ale może zacznę od tej jednorazowej.. sprawy.. - westchnęła. Oparła się wygodniej - Will zresztą mówił, że się poznaliście? Masz od niego pozdrowienia - uśmiechnęła się trochę niemrawo.
- No i to jest to.. Generalnie, zaczęło się od.. w sumie wiesz, że się trzymałam ze świętymi. No, ale jak wydało się z kim się trzyma Cath i że się znamy to zrobiło sie niemiło. Mam zakaz spotykania się ze Świętymi, ale Betty ma go gdzies, a z Willem widywałam się rzadko, w różnych miejsach, bo chciałam porozmawiać. No i teraz.. w sumie nic się nie działo, po prostu chciałam się spotkać, padło na zajazd, przyniosłam butelkę czegoś z procetami, bo miał mnie nauczyć grac w karty i stwierdziłam, że na trzeźwo tego nie zrozumiem. Gadaliśmy o wszystkim, co u mnie i co u niego i on sobie picie darował, ale ja popijałam po trochu. A głowy nie mam najmocniejszej. I chyba to było to, bo inaczej nic takiego bym nie zrobiła.. - pogrzebała w misce z ciastkami i wyciągnęła jakieś z rodzynkami. Lubiła rodzynki.
- Właściwie, gdyby nie chciał, to by zaprotestował, tak? - spojrzała na Joan. Przecież nawet jakby nalegała bardzo natarczywie to by sobie z nią bez problemu poradził. Więc chciał.
- No i.. No i w sumie to tyle. Bo teraz mam problem.. wiesz, nie chcę tracić przez to przyjaciela, tak? Dobrze się dogadujemy, ale po tym raczej nie będzie się dało rozmawiac bez jakiejś niezręczności.. chyba? Nie wiem jak sobie z tym poradzić. To znaczy.. Hm. - zakręciła się.
- Bo nie protestowałabym, gdyby cokolwiek z tego wyszło, tak? Ale chwilę przed tym i tak rozmawialiśmy, że on się nie nadaje do związków.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

37 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 18:42

Skinęła głową, zresztą żarty się skończyły. Oczywiście, że nie. Joan z powodzeniem była z zasady "why so serious?" tylko ten kawałek z bycia psychopatą odstępowała inny, na przykład Parkerowi.
- Jak miło z jego strony. Mam nadzieję, że skorzystał z batonika, bo ja odczuła wyraźny jego brak - i właśnie wyłowiła sobie kokosowy batonik w czekoladzie. O teraz sobie odbije, a co tam.
O Świetych i Liluye też wiedział, zresztą, kto w tym mieście, o czymś nie wie lub się nie domyśla. Na wspomnienie o Cath Joan ograniczyła się tylko do wymownego spojrzenia w sufit.
- No, to siedzenie u mnie ci notowań u nich nie podniesie - stwierdziła, bo no cóż, w końcu była psem, cywilem, ale jednak.
- Z całym szacunkiem Liluye, ale Święty to się żaden nie nadaje do związków, rodziny czego tam jeszcze. Mało w ogóle tutaj się nadaje, tak generalnie. - Może ludzie, jako gatunek to sobie tym myśleniem i uczuciami całkiem zwalił prostą sprawę, którą ewolucja tak ładnie załatwiła (głownie feromonami i atawistycznymi odruchami).
- Poza tym, to facet do tego wolny, rzadko, który jak nadarza się okazja, to nie korzysta. A poza tym praktycznie to nijak wam okoliczności nie sprzyjają. Lepiej to postawić jasno, bez niedomówień. Swoją drogą bardziej to, jak przyjaciele z korzyściami, niż cokolwiek innego. Nie najgorsze chwilowe rozwiązanie, ale na dłuższą metę traci sens i się siedzi w takim zawieszeniu - tak mówiła z doświadczenia. - Ale twój wybór, nie?

Zobacz profil autora

38 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 18:56

- Nie podniesie, ale co za różnica - wzruszyła ramionami. - I tak to wszystko było mocno naciągane i tak. Była z nimi właściwie tylko przez Betty i tylko dzięki niej.
- Wiem, wiem, nie myślę nawet o tym, tylko.. Nie, inaczej. Byłoby miło i w ogóle, lubię go, ufam i dobrze się przy nim czuję, ale wiem, że to się nie stanie. I nie będe robić do tego żadnych podchodów, nie będę słać ckliwych smsów, bo to nie ma sensu, mogę tylko wszystko spieprzyć.. a to nie jest czlowiek, którego bym chciała stracić ze swojego otoczenia. O. Teraz dobrze. Więc moje pytanie brzmi.. jak to rozwiazać, żeby tej relacji nie skopać? Jak mam się teraz zachować? I to te moje morele właśnie, bo za bardzo mi na nim zalezy, żeby to zepsuć. No chyba, że już za późno?




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

39 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 19:08

Zdążyła zjeść batonika i zapchać jakiś ciastkiem, najpewniej cytrynowy od Jonathana, co kupiła rano na kiermaszu.
- Jak nie jest kompletną świnią albo co prędzej psychopatą - aha, Joan pokiwała głową, bo niech sobie Lilu przemyśli tę znajomość jeszcze pod tym kątem. - No to porozmawiacie, jak dorośli. Jak mu powiesz to, co mi, że jest tam ważny, nie chcesz sobie niszczyć tej relacji, i że nasz nadzieję, że seks nie popsuje tego teraz i coś tam, coś tam. Nie mam pomysłów, co jeszcze możesz powiedzieć, więc pod "coś tam, coś tam" kryją się poważne, dojrzałe zdania - powiedziała szczerze.

Zobacz profil autora

40 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 19:15

- Nie jest - choć przy psychopacie by się zastanowiła dwa razy.. Tak dla pewności.
- No to rozmowa, przy najstępnej okazji - pokiwała do siebie głową.
- Jak tak się ma kończyc odreagowywanie potencjalnych bakalii, to już więcej w ogóle nie piję - o tych potencjalnych jeszcze nic nie wspomniałła. Może ją Joan o to dopytać, a może zignorować temat.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

41 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 19:25

Ha! Ziarno psychopatycznych wątpliwości zostało zasiane.
- Tak chyba najlepiej. Oczyści się atmosfera - dodała ze wzruszeniem ramion.
- Abstynencja alkoholowa nie przeciwdziała bakaliom. Może jedynie nie osłabia skorupiaków. Ok, ale tego jedzenia to za dużo, jak na jedną przygodę w motelu po procentach. Co jeszcze?

Zobacz profil autora

42 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 19:32

Jeśli tak, to obydwoje byli psycholami. Nawet by się zgadzało.
- Co jeszcze..? - zastanowiła się - No tak.. Jeszcze.. pamiętasz tego boya hotelowego z Santa Barbara? To w sumie do niedoszłych bakalii. I nie tylko to.. No ale.. Coś czuję, że on już zadecydował, kręciła się wokół niego Regina.. A drugie niedoszłe.. Hm. No.. Też przepadły, bo się do mnie nie odzywa.. Przez ten zakaz ze Świętych.. - zmieszała się trochę i zagłębiła w miskę z chipsami tym razem, a potem napiła soku.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

43 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 19:41

Joan sobie jeszcze kolejny kawałek ciasta zaserwowała, w końcu dużo tego było.
- Co, boy hotelowy zjechał tu do nas? - Nawet nie wiedziała, kolejnego Świętego (ten tok myślenia co do płci był całkiem usprawiedliwiony, w końcu więcej mieli jednak facetów) nie komentowała.
- Wygląda, jakbyś coś nadrabiała. - To nie było złośliwe, raczej spostrzeżenie, no w końcu mówiły o przynajmniej trzech różnych osobach, na dość krótkiej przestrzeni czasu.
- Dobra jednorazowe, niedoszłe, a co ze starymi, robaczywymi lub jednak dojrzałymi?

Zobacz profil autora

44 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 20:00

- Zjechał, zjechał, stracił wszystko w tym hotelu to razem ze swoim kumplem tu wylądowali - pokiwała głową. Co do płci świętego nie będzie niczego naprostowywać w razie czego. Dla niej to było.. nieodpowiednie? Może tak. Nic na to nie mogła poradzić, ale na pewno nie mówiłaby wprost kto jej się podoba, tym bardziej jeśli to była kobieta. Dziewczyna.
- Niczego nie nadrabiam, miałam za duże nadzieje, chyba.. To były BARDZO niedoszłe bakalie. Bardzo, bardzo. Przy okazji chyba trochę niedojrzałe - westchnęła.
- A to.. to w ogóle dłuższa historia. Znamy się z Delshayem rezerwatu, mieszkaliśmy blisko siebie.. - powinna go koajrzyc, bo Del mieszkał w OW chyba z trzy lata.
- No i tu następuje cała litania pierwszej prawdziwej miłosci - westchnęła - Wiem, że to ckliwe, ale tak było. Wiesz, pierwszy chłopak, pierwszy raz, wszystko pięknie.. Dopóki nie zniknął. Po prostu pewnego dnia go nie było. I tyle. Zapadł sie pod ziemię. Byłam zakochana po uszy, nie wiedziałam co się stalo, myslałam, że nie wiem.. zginął czy co. Wyjechał gdzieś, zrobił jakąś głupotę i leży w jakiejś kostnicy w czarnym worku.. No nie wiem, same czarne myśli. A on się nie odzywał przez.. trzy albo cztery lata. No, dużo. Potem przyjechałam tutaj i po jakimś czasie się pojawił. Ale unikaliśmy się zupełnie, ja miałam ochotę go zabić, ale nie chcialam go przy okazji spotkać, tyle życia mi napsuł przez to.. Wyobrazałam sobie nie wiadomo co, z nikim się przez ten czas nie spotykałam jak go nie było.. I potem przyszedł jakby nigdy nic.. Pokłóciliśmy się.. a potem znów zniknął. I wrócił teraz, z podkulonym ogonem.. - pokręciła głową i zajadła to Kefir Wayem.
- Jest uparty i wydaje się, że kompletnie się zmienił.. Ale nie wiem. Dwa razy zniknął! A teraz twierdzi, że się zmienił i na nic nie liczy.. I nie oczekuje, że mu wybaczę to, co zrobił..




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

45 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 20:27

Gdyby Joan była inna pewnie by tam się rozpłynęła nad ckliwością i ogólnie och, jak romantycznie. Nie, po pierwsze zakochanie jest, jak choroba psychiczna, aż się wzdrygnęła, bo w sumie to ten typ chorób to najgorsze, co może być. Po drugie jej pierwsza, poważna miłość miała potajemnie drugą dziewczynę albo Joan za nią robiła, poza tym kolejną laskę na telefon i ogólnie kochał wszelkie kobiety i różnorodność. Trudno, żeby nie była sceptyczna.
- Aha - skwitowała. - Optymistycznie patrząc, to może poszedł po rozum i zrozumiał, czego chce i ogólnie happily ever after - słowo sarkazm powinno się zaświecić za plecami Joan na różowo z dwumetrowymi literami. - Realistycznie nie wierzyłabym mu za grosz. Łatwo jest mówić i odgrzać stare uczucia.

Zobacz profil autora

46 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 20:51

Liluye się udało, przynajmniej do pewnego czasu. I chyba nigdy się do końca nie wyleczyła. Bo jak to tak, z pierwszej miłości, która wróciła i obiecuje (a raczej niby nie obiecuje) wszystko, jeśli tylko Lil będzie chciała.
Zaświeciło się. W wyobraźni Lil było różowym, mrugającym neonem za plecami Joan.
- No... właśnie - westchnęła i na moment schowała twarz w dłoniach, a potem potarła ją. To było co do odgrzania starych uczuć.
- Powiedział, że pomoże mi.. dojśc do siebie. Jak będe chciała. I że nie chce nic w zamian.. za różowo to brzmi, on był całkiem samolubny.. Mówi, że nie chce nic obiecywać.. Przy pierwszym spotkaniu dostał ode mnie w twarz.. I powiedział, że nie odezwie się sam, poczeka aż ja to zrobię. I faktycznie poczekał.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

47 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 21:01

Czy różowo to synonim sarkastycznie? Wyjdzie tu nowy słownik znaczeń.
- No, ok. Trzyma się, jak długo? Aż poczuje się znów pewnie? Dobra, nie jest najlepszą osobą na rozmowy na takie tematy. Szybko się wycofuję - żeby nie powiedzieć uciekać, znaczy łapać dystans. - Chcesz tego? Pomimo ewidentnego ryzyka.

Zobacz profil autora

48 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 21:21

Sarkazm na pewno ma kolor różowy. Albo jadowicie żółty. Może z domieszką niebieskości. Może zalezy czy jest po prostu irocznie-złośliwy czy na prawdę wredny. Ten drugi na pewno jest żółty.
- Nei wiem, czy chcę. Tak na prawdę.. To znaczy.. Jeny, ale to bez sensu - zatkała się na chwilę ciastkiem - To znaczy Sasha i.. ten święty.. A teraz to.. za dużo tego trochę jak na raz. Chyba. Poczekamy, zobaczymy jak się będzie zachowywał..? Nie chcę go wykorzystać ani sfriendzonować.. Ani dać się wykorzystać.. - pokręciła głową.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

49 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 21:30

Odchyliła się do tyłu.
- Ok, czyli jakieś szanse dajesz. Inaczej się nie przekonasz, jak tylko dać czas i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Mam jakieś tam talenty, ale wróżką nie jestem, ok nie ma żadnych talentów. Żeby jednak to ci się ułożyło - westchnęła.
- Musisz złapać dystans. Nie można się przejmować wszystkim. Wyszło, nie wyszło. Bo rozpamiętywanie, to nie jest dobre.

Zobacz profil autora

50 Re: Dom Joan Wharton on Czw 16 Lip 2015, 21:39

- No.. to raczej mi bliżej do wróżki w tym układzie - uśmiechnęła się i chrupała chipsy, które postawiła sobie na kolanach. Nie wiem czy Joan wie cokolwiek o jej wizjach i całej reszcie.
- Muszę, to fakt. Na razie po prostu dam temu czas i zobacze co z tego wyjdzie.. Ostatnio udało mu się wyciągnac mnie na kolacje. Było fajnie - przyznała - Ale przy okazji zaznaczyłam, że niech nie ma nadziei na cokolwiek, bo ja nadal nei wiem co z tym zrobić.. Ale obydwoje pracujemy w parku, więc raczej bedziemy się spotykać regularnie.. No to może coś z tego wyjdzie albo i nie wyjdzie. Zobaczymy - pokiwała głową.
- Chyba tyle.. w sumie.. No i Howie ostatnio przyszedł.. - tez nie wiedziała czy Joan wie o akcji, którą zrobił albo ze chociaż go ni ema w domu.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 3]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach