Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Posiadłość Ramirez-Cooper

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 5 z 5]

1 Posiadłość Ramirez-Cooper on Wto 12 Maj 2015, 10:16

First topic message reminder :

Dom dwupiętrowy, z garażem mieszczącym dwa samochody. Na parterze znajduje się kuchnia z wyspą połączona z jadalnią, obszerny salon, łazienka, pomieszczenie gospodarcze i jeden pokój. Na piętrze mieszczą się trzy pokoje, łazienka i toaleta. Dom posiada niewielką piwnicę. Na tyłach znajduje się ogród z basenem.

Zobacz profil autora

101 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 18:10

- Nie tłumacz się! - Podniosła głos i wycelowała palec w męża - Zatajałeś przede mną sprawy dotyczące mojej rodziny! Co jeszcze mi nie powiedziałeś? Co?! - Gabrielle była wściekła, że zdradzały ją dwie osoby. Dwie najważniejsze dla niej osoby.

Zobacz profil autora

102 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 19:47

- Co, co... co czego ci nie powiedziałem?! 
A może dlatego ci nie powiedziałem, bo wiedziałem, że może to nie będzie dobry pomysł, co? Bo zaraz poleciałabyś do Consueli, z t ą swoją gadką, żeby ta nic nie robiła, że ma to zostawić, a mnie być kazała się nie wtrącać. tylko sama być pacem nie ruszyła!
Był wściekły i nie miał zamiaru się gryźć w język.
- Może też wiedziałem, ze Consuela by mi nic nie powiedziała, gdybym ci powiedział o tych spotkaniach.

Zobacz profil autora

103 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 19:54

- Z tą moją gadką?! - Aż poczerwieniała na twarzy ze złości, słysząc co Nate mówi - Nie bądź bezczelny! I nie rób z siebie bohatera! To ja wypruwałam sobie żyły dla Consueli, a teraz Ty mi mówisz, że za moimi plecami się spotykaliście?! No wielkie dzięki, kochany mężu, że dowiaduje się o wszystkim po czasie! Mam być ci wdzięczna, że w końcu zechciałeś? O nie! Nie jestem!
Krzyczała, chociaż płakać jej się chciało, że własny mąż był przeciwko niej.

Zobacz profil autora

104 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 20:45

- Nie robię z siebie bohatera, bo nim nie jestem. I ty też nie - warknął. 
- Tylko, ze ja zacząłem coś robić i w czymś grzebać, rozumiesz? Nawet jeśli teraz mamy się o to pokłócić, nawet jeśli ty masz być wściekła... to nie żałuje. Bo coś zacząłem robić.

Zobacz profil autora

105 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 21:04

- I co zrobiłeś? Jak na razie nie widzę byś w czymkolwiek pomógł! - wydarła się, czego miała zapewne po czasie żałować. Jednak owładnięta myślą, że wszystko jak się sypało, tak się sypie, nie potrafiła ugryźć się w język - I zabraniam ci robić cokolwiek za moimi plecami!

Zobacz profil autora

106 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 22:30

Milczał dłuższą chwilę, spoglądając na żonę. zacisnął zęby. Poruszył się niespokojnie, po czym skierował do sypialni.
- Nie zapominaj, że jestem dorosły i raczej twojego pozwolenia czy zakazów nie potrzebuję - dodał.

Zobacz profil autora

107 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 05 Wrz 2015, 22:35

Popatrzyła za mężem, jakby co najmniej ją spoliczkował. Stojąc przez chwilę jak zamurowana, w końcu się poruszyła i łapiąc za klucze, wyszła z domu, trzaskając drzwiami. W przypływie gniewu na moment zapomniała, że przed chwilą wypiła.
Wyłączyła alarm i wpakowała się do samochodu, jego drzwiami też trzaskając. Za chwilę odpaliła silnik i odjechała.

zt

Zobacz profil autora

108 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sro 23 Sie 2017, 12:26

// 11.03.2017, po przeskoku

Dziś wyjątkowo pracował w domu. Wziął akta sprawy na tydzień, by je spokojnie przejrzeć i później móc się spotkać z prokuratorem. Chociaż wielu mu mówiło, że powinien już odpuścić, on się zaparł. Jak zaczął, to dokończy. Zresztą, w momentach w których udawało mu się pochylić nad pracą, nie myślał o strasznych rzeczach. Nie skupiał się nad tym co go spotkało - dążył do tego by doprowadzić sprawy do finiszu...i  to taka jego vendetta. 
Ale o ile rpaca w domu była udogodnieniem w jego sytuacji to tak wiązała się z pewnym rozproszeniem. O imieniu Audrey, która nie znosiła, gdy rodzice nie poświęcali jej wystarszającej uwagi.
I tak, po niecałych 10 minutach czytania, Cooper musiał odłożyć akta, by móc z nią oglądać świnkę Pepę. 
No i mówiąc o Pepie, to pewnie dzisiaj Consuela podrzuci mu do opieki swoją własną córkę.

Zobacz profil autora

109 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sro 23 Sie 2017, 19:37

|| przeskok

Po trzech latach wszystko wydawało się zupełnie inne a Gabrielle na wydarzenia spoglądała z zupełnie innej perspektywy. Bogatsza w doświadczenia, po części pokonała swój porywczy temperament i przy pomocy córeczki zaczęła szlifować swoją cierpliwość. W czasie tych dwóch lat macierzyństwa, niejednokrotnie miała ochotę wyrwać sobie włosy z głowy, ale obserwując dorastanie Audrey i poprawę u męża, pojęła co w życiu jest najważniejsze.
Nie potrafiąc całkiem zrezygnować z pracy zawodowej, uczyła się dzielić czas między biuro a dom. Ktoś kto stał z boku, musiał przyznać, że Gabrielle Ramirez lepiej wygląda z córeczką na ramionach niż za kierownicą radiowozu. Mundur zamieniając w garsonkę szytą na miarę, tak jak mąż, więcej czasu siedziała w papierach.
Czasy pościgów miała za sobą.

- Wróciłam! - Zawołała od progu, chociaż rodzinka na pewno zdążyła usłyszeć nie tylko otwieranie drzwi ale i podjeżdżający samochód. Tyłkiem musząc zatrzasnąć drzwi, rzuciła klucze na stolik i szybko odłożyła na niego papierową torbę z gotowym żarciem, nastawiając się do przywitania małego tornada. No chyba, że leciał nowy odcinek Peppy!

Zobacz profil autora

110 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sro 23 Sie 2017, 20:06

Niestety, Gabrielle przegrała z animowaną świnką. Mała Audrey siedziała na poduszkach w salonie, całkowicie zapatrzona w ekran telewizora. Na szczęście nadrobił za nią Nathan, który żonę przywitał.
- Jak było w pracy? - zapytał, sięgając po torbę z jedzeniem. Zajrzał do niej i pokiwał głową. No, na szczęście nie był wybredny i zjadał gotowe żarcie z mikrofalówki. A Audrey i tak była jeszcze na słoiczkach.  
- Słyszałem, ze szeryf pojechał dzisiaj szukać Catherine Hernandez! - rzucił przez ramię, wracając do córki, która wciąż wpatrywała się w ekran.
- Podobno są jakieś luki w zeznaniach... burdel, mówię ci. Po tylu latach dopiero się zorientować.

Zobacz profil autora

111 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sro 23 Sie 2017, 20:52

- W porządku - Uśmiechnęła się do męża, jako matka musząc pogodzić się przegraną z Pepe. Odpowiedź Gabrielle wcale nie odbiegała od prawdy, chociaż była bardzo krótka. Typowa, bo i Gabrielle nie była osobą roztrajkotaną. Jak na przykład Lola (pozdrawiamy!).
Ruszając za Nathanielem, ściągnęła marynarkę z ramion i przechodząc obok fotela, starannie ją powiesiła na oparciu. Przesuwając dłonią po gładko zaczesanych włosach przy skroni, podeszła do córeczki i nachyliła się, by dać jej całusa w czubek głowy. Zignorowanego.
- Tak, słyszałam. Lepiej późno niż wcale. A prędzej czy później wszystko o wszystkim sobie przypomni. - Odpowiedziała, pewnie mając na myśli, że szydło z worka zawsze wyjdzie. Przelotnie spojrzała na kolorowe obrazy przelatujące na ekranie i odwróciła się do męża, przysiadając na kanapie.
No niech opowiada o lukach!

Zobacz profil autora

112 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sro 23 Sie 2017, 22:03

Gdy Peppa zabawiała Audrey, Cooper miał czas "popracować". A właściwie to podzielić się swoimi spostrzeżeniami co do całego, ciągnącego się śledztwa.
- Wciąż brakuje konkretnych zeznań. Tez po śmierci Jonesa straciliśmy dobrego świadka. Jest bałagan, usiłują wydobywać informacje o ludziach z Old Whiskey, bo sądzą, że Buendia miało tu więcje swoich ludzi niż sądziliśmy... i w sumie tyle. Dlatego te kolejne przesłuchania. W sumie... totalnie losowe.
Wzruszył ramionami.
- Słyszałem plotkę, że chcą przycisnąć bardziej Smitha. A nawet go tu ściągnąć. Tyle, że... to może być niemały problem.
Przeniósł wzrok na telewizor. odcinek Peppy powoli się kończył, bohaterowie właśnie wygłaszali główny morał. Po chwili wpatrywania sie w animowane świnki, Cooper ponownie zwrócił się do żony.
- Smith im zaginął.

Zobacz profil autora

113 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Czw 24 Sie 2017, 11:27

Oparła się wygodnie i w zamyśleniu słuchając męża, podniosła jedną z lalek Audrey. Ugniatając jej szmacianą głowę (lalki, nie Audrey!), zastanawiała się nad tym jak długo jeszcze będą ciągnąć się pewne sprawy.
Zmarszczyła brwi, zaciskając usta a malowane oczko, zostało brutalnie wciśnięte. Zamiast specjalnej antystresowej piłeczki, w tym domu wykorzystywało się szmaciane zabawki własnej córki. Gorzej jeśli ta przyuważyła maltretowanie swych przyjaciół.
- Zaginął?
Gabrielle nie mogła powstrzymać rozbawienia. Mimo zaskoczenia, ubawiła się myślą o ucieczce Smitha sprzed nosa odpowiedzialnych za jego pilnowanie. Mrużąc oczy, wyprostowała się i pochyliła w stronę męża.
- Dlatego McConnor wypytuje Hernandez - mówiła już bardziej sama do siebie. A ja już nie pamiętam czy Gabrielle może wiedzieć coś więcej.

Zobacz profil autora

114 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Czw 24 Sie 2017, 12:04

Wzruszył ramionami.
- To tylko plotki. Nikt się przecież nie przyzna, ze stracił z oczu głównego świadka. No i seryjnego mordercę przy okazji. 
Odcinek Peppy się skończył i Audrey, jak odczarowana, zwróciła swoją główkę ku mamie. Długo nie trzeba było czekać, by zaczęła wyciągać ręce do Gabrielle, domagając się uwagi. Teraz ani telewizor, ani tata nie istniał, bo mamusia wróciła.
- Ale może już sobie z tym poradzili? Kto wie. Mało chcą mówić, żeby prasa nie wyniuchała, że im coś ie idzie w śledztwie. Szczególnie teraz, gdy tylu Świętych zwolniono warunkowo z więzienia. To byłby bardzo zły PR dla DEA.

Zobacz profil autora

115 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Czw 24 Sie 2017, 20:05

Teraz matka zagapiła się w jakiś punkt nad głową Nathaniela, nie od razu reagując na powrót córki do świata. Myśli Gabrielle pogalopowały w kierunku plotek i nierozwiązanych spraw, ale Audrey długo jej na to nie pozwoliła.
Szarpnęła mamę za materiał białej koszuli i wyszczerzyła ząbki, chyba próbując wdrapać się na głowę Gabi, która w końcu spojrzała na córkę i z uśmiechem złapała ją w ramiona.
- Cześć skarbie, podobała się bajka? A chcesz coś zjeść?
Podnosząc się z córką, popatrzyła na męża, który mógł się spodziewać, że Gabrielle o plotkach nie zapomni. Najpewniej do tematu wróci gdy oboje walną się do łóżka. Teraz nie dość, że musieli coś zjeść, to przede wszystkim nakarmić córę.
Niejadka, wybrzydzającego nad zupkami i kaszkami, wymagającego serka w kształcie słonika i uśmiechniętego pomidorka.

Zobacz profil autora

116 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Czw 24 Sie 2017, 20:26

W chwili, gdy Gabrielle zajęła się córką, Cooper przełączył program, by w końcu trafić na konferencję prasową prokuratury. Juz w ciszy, skupił się na tym co dzieje się na ekranie. Po chwili, rozumiejąc o czym mowa, zawołał żonę.
- Gabi! Szybko, patrz!

Czy Old Whiskey jest bezpieczne?

Zaczęto zadawać pytania. O zwolnionych Świętych i czy to dobra decyzja. Po co i dlaczego wyszli na warunkowe, skoro są zamieszani w największą aferę narkotykową ostatnich lat? Wielu dziennikarzy nie kryło oburzenia faktem, że przestępcy wyszli po ledwo trzech latach.
Prokurator zaczął uspokajać. Dopiero gdy zaczął dłuższą przemową, Gigi zauważył, ze tuż za nim stoi szeryf McConnor. Cierpliwie czekający, jakby to i on miał za chwilę zostać wywołany do odpowiedzi.
Nim jednak to nastąpiło, w stronę prokuratora rzucono kontrowersyjne pytanie:
- Jak pan skomentuje pogłoski o tym, że prokuratura nie ma kontaktu ze swoim najważniejszym świadkiem, który miał być objęty programem ochrony świadków?
Mężczyzna zdębiał, sam McConnor też wyprostował się nerwowo, spoglądając w kamerę. Nastąpiło jeszcze większe zamieszanie, dziennikarze zaczęli się przekrzykiwać. Widać było, że na to pytanie nikt nie był gotowy.
- Nie wiem skąd ma pani takie informacje, ale pragnę zapewnić, że prokuratura ma nad wszystkim kontrolę.
- Czy to dlatego sprawa wciąż się dłuży?
- Czy dlatego wypuściliście Świętych z więzienia? Potrzebni wam są do śledztwa? Czy to nagroda dla nich za zeznania?
- Jak to wszystko wpłynie na znalezienie ostatnich z Buendia Familia?
Prokurator aż poczerwieniał na twarzy, ledwo udawało mu się zachować spokój.
- Bez komentarza.
I tyle. Okrzyki i nawoływania dziennikarzy zostały zignorowane.


- No i sępy zwietrzyły plotkę - westchnął, wyciszając fonie, jednak wciąż zostawiając włączony telewizor.
- Trzeba będzie porozmawiać z szeryfem. Musi mieć teraz niezły młyn w biurze.  

Zobacz profil autora

117 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Pią 25 Sie 2017, 11:41

Zdążyła tylko posadzić córkę na jej krzesełku i podać kolorowy makaronik w kształcie misia, gdy padło wołanie z pokoju, do którego Gabi w kilku krokach wparowała. Ze zmarszczonym czołem stanęła przed telewizorem i zacisnęła zęby.
Chociaż można było spodziewać się zwęszenia informacji przez dziennikarzy, słuchanie ich pytań nie podobało się nie tylko tym, którzy nim oberwali. Wsuwając dłonie w kieszenie prostych, czarnych spodni, Gabrielle zerknęła na męża.
Kiedyś od razu zerwałaby się do biura, ale dziś musieli myśleć jeszcze o Audrey. Dlatego westchnęła przeciągle i na moment przymknęła powieki, uspokajając oddech.
- Jutro.
Czuła, że te kilka godzin Święci, Buendia, Smith i cały cholerny świat może poczekać. Podeszła do męża i wyciągnęła dłoń do jego. Zmienili się, musieli się zmienić a Gabrielle myślała jeszcze o dobru Nate. Przez ostatnie trzy lata przeszli bardzo dużo i gdy wydawało się, że wychodzą na prostą, znowu świat postanowił stanąć na głowie.

Zobacz profil autora

118 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Pią 25 Sie 2017, 12:46

- Tam, masz rację - chwycił dłoń żony i ucałował jej wierzch.
- Nic się nie stanie jak poczekają, prawda? - uśmiechnął się spokojnie. Tak, kiedyś to by od razu lecieli do biura wkręcić się w wir pracy.. Teraz jednak mogli sobie pozwolić na nieodbieranie telefonów, albo wolne weekendy. Bo tak postanowili. Chociaż często jeszcze go kusiło, by tak zarwać nockę nad aktami!
Audrey jednak zaczęła się domagać uwagi, wiec myśli o pracy prysły. Żeby teog było mało, to opdezwała się tez komórka Nathana.
- Ohoh - rzucił, spoglądając na swojego Szajsunga - Noah pisze, że chcą mieć wychodne z Consuelą dziś wieczorem.
Podniósł wzrok na żonę.
- Chyba czeka nas dzisiaj maraton z Elsą - zaśmiał się głośno, jednak i to zostało zagłuszone przez donośne marudzenie Audrey. 
- Myślisz, że Consuela w końcu postawi na swoim i zaciągnie Housera do kościoła?

Zobacz profil autora

119 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 26 Sie 2017, 12:30

Gabrielle kiwnęła głową, uśmiechając się. Kusił nawet powrót do pracy w mundurze, ale rozsądek podpowiadał, że nie warto. Co dzień spoglądając na bliznę na policzku, przypominała sobie o ryzyku, jaki podejmowała.
Dziś już nie mogła sobie na niego pozwolić.
Słysząc marudzenie Audrey, odwróciła głowę w jej stronę i wysunęła dłoń z dłoni męża, ruszając do córki.
- Kochanie, jedz ładnie. Przecież lubisz misie.
Upominając córeczkę, chciała ją trochę przechytrzyć. Nawet się udało, bo dziecko spojrzało na makaronik i zaczęło się zastanawiać czy mama mówi prawdę. Gabrielle złapała za papierowy ręcznik i zgarnęła kilka miśków z podłogi, nie mogąc przejść obok nich obojętnie. Roześmiała się, słuchając Nate.
- Na pewno. W końcu to Ramirez.
Odpowiedziała z dumą i pewnością, rzucając mężowi wyzywające spojrzenie. On też niech nie zapomina z kim się związał!

Zobacz profil autora

120 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 26 Sie 2017, 15:42

- Ach, no tak. Ramirez. Wy i te wasze... temperamenty!
I może by kontynuował, gdyby nie rozbrzmiał ponownie telefon Coopera. tym razem to dzwonił szef z Appaloosa. Nae spojrzął w stronę żony, ale nie czekajac długo - odebrał.
- Cooper, słucham?
Chwilę mężczyzna posłuchanie wysłuchiwał co ma mu do powiedzenia przełożony. Kiwał głową wydając z siebie niewiele mówiące "mhm", "tak", "rozumiem". Co jakiś czas spoglądał na Gabrielle. 
Gdy się rozłączył, westchnął głośno i nie brzmiało to jak dobre wiadomości.
- W poniedziałek wzywają mnie do Prokuratury. Zaczyna się. Pewnie ciebie też wezmą na dywanik.

Zobacz profil autora

121 Re: Posiadłość Ramirez-Cooper on Sob 26 Sie 2017, 17:14

Gdy Nathaniel zajął się rozmową telefoniczną, Gabrielle zerkając na niego wrzuciła gotowe (jeszcze ciepłe) jedzenie na talerze. Pyszne meksykańskie żarcie, które pakowała w Coopera, jeśli ten sam nie zadbał o coś innego do jedzenia.
Zachęcając Audrey do jedzenia, dostawiła talerze na stół i zabrała się do jedzenia. W końcu! Dłoń jej zatrzymała się nad talerzem, gdy usłyszała rewelacje. Z westchnięciem pokręciła głową.
- Zadzwonię do Marii Fernandy i zapytam, czy może przychodzić codziennie.
Przeczuwała, że kolejny tydzień przestawi ich harmonogram do góry nogami, co wymagało podjęcia kroków od razu. Gabrielle, nienawidząc niespodzianek, musiała mieć wszystko ustalone.

Audrey jednak już resztę dnia wywróciła do góry nogami, nie chcąc iść spać i uciekając z kąpieli.

zt

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 5]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach