Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Szpital i pogotowie

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 17 ... 32  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 32]

1 Szpital i pogotowie on Pią 06 Cze 2014, 18:49

First topic message reminder :

Szpital w Appaloosa City to potężny kompleks. Murowany, trzypiętrowy i mocno rozbudowany. Ma wiele wejść, duży parking, na tyłach znajduje się plac, na którym stoją kontenery na śmieci i którędy podaje się wszelkiego rodzaju dostawy. Tędy także wywożone są zwłoki.

Szpital ma wiele oddziałów specjalistycznych (położniczo-ginekologiczny, chorób zakaźnych, chorób wewnętrznych, chirurgiczny, onkologiczny, intensywnej terapii i inne), laboratorium analityczne, stołówkę, aptekę. Na wyższe piętra można dostać się windami lub klatką schodową.

Osobne skrzydło szpitala stanowi pogotowie ratunkowe, gdzie można udać się z nagłymi przypadkami. Stąd blisko na oddział intensywnej terapii.

Należy oczywiście pamiętać, że koszty pojedynczej wizyty są wysokie. Jeśli nie posiada się ubezpieczenia, są horrendalnie wysokie, zaś przeleżenie tygodnia na jakimś oddziale prawdopodobnie może doprowadzić na skraj bankructwa.

Zobacz profil autora

26 Re: Szpital i pogotowie on Nie 19 Paź 2014, 15:55

- A co mam nie być? - odparł błyskotliwie i zaśmiał się pod nosem. Hehe. Szedł za Betty Jou, ae mina mu zrzedła, jak zobaczył pastora. Nie przywitał się. Spojrzał za to na Sally. Siedziała w łóżku z noworodkiem i był to absolutnie rozczulający widok. Tak, że nie wiedział, co ma powiedzieć. Swojej córce. Co za beznadziejna sytuacja.
- Um. Gratulacje, Sally - powiedział w koncu.



Zobacz profil autora

27 Re: Szpital i pogotowie on Nie 19 Paź 2014, 16:02

Betty przywitała się z córka i pastorem, przysiadła przy łóżku córki i od razu zaczęła ćwierkać w stronę noworodka. To jednak zupełnie ignorowało jakiekolwiek nawoływania .
Sally spojrzała na Sue i lekko się uśmiechnęła.
- Dzień dobry Sue. Poznaj Sue.

Zobacz profil autora

28 Re: Szpital i pogotowie on Nie 19 Paź 2014, 16:15

Baker wsadził ręce w kieszenie i odwzajemnił uśmiech. Awkard!
- Mmm...
Zrobił krok do przodu i spojrzał na twarzyczkę dziewczynki. Potem przeniósł wzrok na Sally.
- Ładnie razem wyglądacie.
Och, cóż miał mówić! Przez chwilę spoglądał na Betty Jou. Potem pomyślał, że wypadałoby może pogratulować i Stevenowi, ale jakoś tak... Nie. Jego miał w dupie. Co tu ukrywać. Pastor, a kurde zbałamucił mu córkę przed ślubem. Pfff. Każdy byłby lepszy od jakiegoś tłumakowatego klechy.



Zobacz profil autora

29 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 10:31

- Jasne, że ładnie wyglądają, bo maja urodę po mnie - rzuciła Betty, lecz jej własna córka skwitowała ją słowami:
- Ale nosy mają po kimś innym.
Jou zacisnęła usta i spojrzała na Sally jakby samym wzrokiem chciała jej dać lanie. Steven już chciał wkroczyć i zaczął coś trajkotać jak znerwicowana nastolatka, ale Betty kazała mu wyjść; Sally nawet nie zaoponowała i duchowny musiał pogodzić się z tym, że go wyrzucono.

Zobacz profil autora

30 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 12:16

- Mhm - przytaknął Baker. Nie dało się ukryć, że wszystkie były podobne. Równie śliczne. Chociaż noworodka ciężko mu bylo ocenić. Ostatecznie nie miał jakiejś wybitnej styczności z dziećmi (pomijając gówniarzy w gangu pokroju Connora i Consueli. Która oczywiście nie była jeszcze nawet w gangu.)
Po komentarzu o nosie Sue spojrzał spod byka na pastora i obciął go, nawet się z tym nie kryjąc. Boże, myślał sobie, co za miękka pałka.
Potem podrapał się po głowie i nie wiedział, co ma więcej powiedzieć. Komplement był? Był. Uśmiech był? Był. Olanie pastora było? Było. No to by było na tyle!



Zobacz profil autora

31 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 12:40

Gdy drzwi za pastorem się zamknęły, Sally zaczęła mówić już mniej miłym tonem głosu.
- Sue, nie będę tu udawać szczęśliwej rodzinki. Jestem już dorosła i chyba w sumie bez sensu nagle udawać, że się wzruszę na twój widok i wpadnę ci w ramiona. Zresztą, to i tak bez sensu i zupełnie niepotrzebne. Nie zacznę mówić do ciebie tato, chociaż lubię cię, i chyba w sumie spędziłam z tobą więcej czasu niż z jakimkolwiek moim ojczymem. Mamo, nie przerywaj, ja mówię. Może i nie mam potrzeby posiadania ojca w tobie, ale chyba należy ci się chociaż możliwość kontaktów z małą Sue. Tak w zadośćuczynienie za to co mama ci zrobiła... tak, tak, mamo, ot było chamskie! ale w sumie tez i ja rozumiem, bo ty święty nie jesteś, Sue! Nie obchodzi mnie co robicie ze sobą, to wasze życie i przeżyjecie ej jak chcecie, ty i mama. Ale z mojej strony mówię tylko, że Sue to twoja wnuczka. Tyle miałam do powiedzenia.

Zobacz profil autora

32 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 13:11

A Bejker stał i zawijał w sreberka...
Gdy Sally zaczęła mówić, od razu było widać, kto ją wychował. Miała cięty język po matce, to na pewno. Nie rozumiał tylko, skąd w niej tyle wyrzutu. Przecież wszyscy oni wiedzieli, jak było. Ani on, ani Betty Jou, ani Sally nie spodziewali się wielkiego reunion - doskonale zdawał sobie z tego sprawę. W związku z tym słowa Sally dosyć go zdenerwowały, ale nic nie powiedział.
Przynajmniej dziewczyna nie broniła matki, to jedyne, co go w jakimś stopniu ucieszyło.
- Okej - rzekł po tej całej tyradzie.



Zobacz profil autora

33 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 13:20

- Mam nadzieję, ze będziecie lepszymi dziadkami, niż rodzicami. Bo, wybacz mamo, ale nasza rodzina jest pojebana. Mam nadzieje, ze chociaż pościeliliście łózko w gościnnym po nocy.
Tymi słowami Sally skończyła swój wywód, by skupić się w końcu na swojej córce.
Betty tylko przytknęła palce do skroni i przymknęła oczy, by policzyć do dziesięciu. Aż cała się zawstydziła.

Zobacz profil autora

34 Re: Szpital i pogotowie on Pon 20 Paź 2014, 13:28

Baker się spiął i zacisnął usta.
(Dobrze, że Betty Jou tylko tak się zawstydziła, a nie uciekła do pobliskiego łóżka schować się pod kołdrę.)
W końcu odchrząknął i odsunął się o krok w tył.
- Pewnie jesteś zmęczona i wolałabyś spędzić czas z dzieckiem i... - zawahał się, bo już miał określać pastora w jakiś niekoniecznie uprzejmy sposób. - narzeczonym - wydusił w końcu z siebie. - Więc już pójdę.
Ruszył do drzwi i położył łapę na klamce. Wtedy odezwał się jeszcze raz:
- Miło było... was zobaczyć.
Po tych słowach wyszedł, minął czekającego pod pokojem Stevena i ruszył do wyjścia.

zt



Zobacz profil autora

35 Re: Szpital i pogotowie on Wto 21 Paź 2014, 21:27

/ 04.03.2013, koło 21:00, < - kopalnia miedzi

Zaparkował w jednej z równoległych uliczek. Nim jednak wysiadł z samochodu, minęło długie dziesięć minut; w dodatku zdawało mu się, że te trwają wieki. Wpatrzony w schowek, w którym była broń – zastanawiał się nad każdym detalem swojego planu.
Nie, nie może się nie udać – mówił sam do siebie. Nie może, inaczej...
Inaczej – co? Kulka w łeb, więzienie, elektrowstrząsy w psychiatryku? Każda z tych wizji przyprawiała go o dreszcze i mdłości.
Głowa zaczęła boleć, stopy spociły się już dawno w niewygodnych adidasach – Naiche w końcu zebrał się w sobie i wysiadł z auta. Przekręcił kluczyk w zamku i schował go głęboko w kieszenie spodni sanitariusza.
W stroju ratownika ruszył tam, gdzie nie mógł wzbudzać podejrzeń – do szpitala.
Mijając pierwsze tłumy wiedział, że nie będzie tak trudno wtopić się w to środowisko. Mało kto zwracał na niego uwagę, gdy pacjenci jęczeli a pielęgniarki szukały lekarzy, którzy mieli wszystko w dupie. Wiedział też dobrze, gdzie się kierować; szybko więc odnalazł oddział oparzeniowy. Chociaż labirynty korytarzy i pokoi litościwe nie były.
- Przepraszam bardzo... - szybkie spojrzenie na plakietkę przy piersi pielęgniarki w recepcji – Samantho... gdzie leży Maria Mayer? Mamy ją przewieźć do innego szpitala, chcielibyśmy wszystko przygotować...
- Słucham? Ale... ja nic o tym nie wiem?..
Naiche prychnął kpiąco.
- Jasne, nikt nic nie wie a potem pacjenci umierają, bo jest burdel w papierach...
- Chwila... ja zawiadomię lekarza.
- Jasne, niech pani dzwoni, ale ja tu się spieszę, naprawdę muszę wiedzieć gdzie ona leży.
- Nie mogę...
- To przez nogę i już mogę.
- Pan jest bezczelny!
- Może i tak, ale ratuje życia. Niech pani dzwoni po lekarza i tak musimy z nim pogadać. Ale najpierw musi mi pani dać numer pokoju...
Podał kobiecie podrobioną legitymacje sanitariusza z Old Whiskey. Kobieta spojrzała na nią, po czym przeniosła wzrok na Naiche. Chciałaby się do czegoś przyczepić, ale nie miała tak naprawdę do czego.
Kobieta fuknęła kilka razy – wreszcie te prychnięcia zamieniły się w przekleństw, gdy nie potrafiła dodzwonić się do lekarza. Tylko szczęście uratowało teraz Naiche – i zabieg, w którym brał udział ordynator.
Z ulgą odszedł od recepcji, w myślach powtarzając numer pokoju. Potruchtał do windy i wjechał na trzecie piętro, cisnąc się w dźwigu razem z dwiema pielęgniarkami i pacjentem z cewnikiem.
Nie myślał jednak ani o ostrym zapachu perfum starej oddziałowej, czy moczu kapiącym na podłogę, tuż obok jego butów. Skrupił się tylko an tym by dotrzeć do drzwi numer „16”.

Wdowa Mayer leżała sama, podpięta do aparatury, która dawkowała jej morfinę. Słychać było jej ciężki oddech; spod bandaży wyglądała stara, zmęczona kobiet,a która miała poparzoną twarz i ręce.
Była przytomna.
- Pamiętasz mnie, stara kurwo?
- Wolałabym nie zaśmiecać sobie pamięci takimi brudasami jak ty.
Mówiła cicho, lecz ton miała pełen złości. Zwróciła twarz w stronę Naiche i śledziła go wzrokiem.
Chłopak podszedł do łóżka. Z kieszeni spodni wyciągnął lateksowe rękawiczki, które wylądowały na jego dłoniach.
- Szkoda, że się nie zjarałaś.
- Szkoda, ze twój stary dziad tak długo żył.
Ledwo się powstrzymał, by nie przylać kobiecie w twarz. Skupił się na maszynie, do której była podpięta Mayerowa.
- Lepiej będzie jak mi powiesz, gdzie ten wasz cały klub się spotyka.
- Zaraz będzie obchód... zawołam ochronę... zamkną cię...
- Zaraz ja zadzwonię na policję i powiem, że to ty zabiłaś Jacoba Whiteoak'a i wysadziłaś stację
- Gówno zrobisz!..
- Tak jak i ty. Tylko, że ja nie pod siebie, stara prukwo.
Położył palec na przycisku, który ustawiał poziom morfiny.
- Zaraz zejdzie do zera jak nie będziesz mówić.
Kobieta zaczęła szybko oddychać. Spojrzała na wyświetlacz i zauważyła jak poziom leku spada. Wzięła kilka głębokich oddechów.
- Powiem... powiedziałabym ci tylko dlatego, żebyś tam pojechał... żebyś tam pojechał i żeby cię zastrzelili jak kundla. No co, co... wiem, jak was mało. Mulatko. Jest was kilku. Pojedziecie tam i co? Moi chłopcy tam już na was będą czekać, wiesz? Będą czekać i was spalą, tka jak powinni zrobić to dawno. Tfu, ty i ten twój dziadek. Brudny cham, naiwny. On i ten jego klub brudasów. Czarni Indianie, żółtki. Myślał, ze jak założy sobie jakiś gang, to was uchroni. I co? I gówno!
- Nie pierdol tylko mów, gdzie...
- Ha!
Kobieta zacisnęła oczy i jęknęła z bólu.
- Naiwny Jacob. On i te wasze kartele, gangi.. każdy zajmujący się pierdołami, zamiast... zamiast życiem i... prawami normalnych ludzi.
Naiche zaczął szybko oddychać. Do jego uszu zaczęły dobiegać odgłosy z korytarza – nie miał czasu na dłuższe rozmowy.
Obszedł łóżko dookoła i zaczął grzebać w szafce nocnej. Znalazł w niej telefon komórkowy i kilka leków.
- Ty mała kurwo! - syknęła Mayer – I co, uciekniesz, tak? A ja powiem, żeś przyszedł tu i mi groził, żeś mnie okradł... złapią cię, wtedy ja powiem, że to ty … ty podpaliłeś stację z twoim brudnym, pedalskim wujkiem! Że to ty strzelałeś w górach, że to ty... podpaliłeś mój dom! Ty, tak, to ty. Dobrze o tym, wiem, jesteś taki sam jak Jacob!..
- Gadaj zdrów.
Podszedł do maszyny i przycisnął palec do dozownika morfiny. Nastawił go na najwyższą dawkę i odsunął sprzęt od łóżka tak, by kobieta nie była w stanie dosięgnąć. Potem sięgnął po kolejną ampułkę narkotyki i uzupełnił dozownik, by Mayer dostała kolejną dawkę.
- Już nic nie powiesz.

Wdowa Mayer faktycznie zamilkła i zamknęła oczy, nie widząc jak Naiche wychodzi z pokoju.

/zt

Zobacz profil autora

36 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 15:43

// 04.04.2013/05.04.2013

Liluye wraz z Naiche zostali przewiezieni na pogotowie. Tobias od razu został zabrany na salę zabiegową, by wyciągnąć kulę i zszyć ranę. Liluye zaś, została zabrana do gabinetu lekarskiego, by dostać leki uspokajające. Dla pewności , zostawiono ją na noc na obserwacji.
Noc spędziła na sali z innymi pacjentkami na sali obserwacji. Dostałą leki, pobrano jej krew do badań i podano jej nieco elektrolitów, bo była osłabiona. Pryz obchodzie lekarz oznajmił jej, że do koca dnia będzie mogła wyjść, jednak będzie musiała brać jeszcze leki wzmacniające organizm. 
Naiche leżał w sali po zabiegowej, czekając też na resztę badań.

Zobacz profil autora

37 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 15:47

Nie była zachwycona tym, że musiała zostać, ale się nie kłócila. Nie uważała, że warto. Pewnie Loco wyjdzie z Moirą. Gdy dowiedziała się, że Naiche leży w sali pozabiegowej poszla do pokoju pielęgniarek, by dowiedziec się czy może go odwiedzić.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

38 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 15:50

Trafiła właśnie na pielęgniarkę wracającą z obchodu. Spojrzała na kartę pacjenta, po czym na Liluye.
- Hm, no nie wiem, nie wiem, pacjent powinien teraz spać... - powiedziała, patrząc na wyniki badań.  Może pani poczeka na lekarza on zadecyduje!
Po chwili kobieta wyszła, by zawołał ordynatora. Liluye nie czekała długo; po około 15 minutach w pokoju pojawił się ordynator.
- Tak? Ach, to pani, z tej strzelaniny... czemu pani nie leży w łóżku? Jest pani osłabiona!

Zobacz profil autora

39 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:02

- Jakbym miała leżeć w lożku za każdym razem jak czuję się osłabiona to bym z niego nie wstawała. Ogólnie się tak czuję, panie doktorze. - westchnęła. - Chcialam odwiedzić przyjaciela, żeby nie siedział tam sam.. po tym wszystkim.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

40 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:04

Mężczyzna spojrzał na Liluye nieco oceniającym wzrokiem, ale nie skomentował jej słów. Coś odnotował z kajecie i kiwnął na pielęgniarkę.
- Dobra, ale tylko na moment. 
Pielęgniarka zaprowadziła Liluye na salę, gdzie leżał Naiche. Ten, przypięty do kroplówki, kulił się w szpitalnym łóżku, na sali, gdzie co drugi pacjent miał zabandażowane ręce czy nogi...

Zobacz profil autora

41 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:06

Pokiwała głową i poszła za pielęgniarką do Naiche. Gdy ta wyszła, bo mam nadzieję, że wyszła, Lil usiadła na skraju jego łóżka i popatrzyła na Indianina nie odzywając się przez chwilę.
- Jak się czujesz?




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

42 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:08

Naiche leżał zwrócony plecami do Liluye. Nawet, gdy usłyszał jej głos, nie drgnął. Dziewczyna widziała, że ramię chłopaka owinięte jest świeżymi opatrunkami.
- Będę mieć operację... - mruknął, wzdychając.

Zobacz profil autora

43 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:10

- Jaką operację? - zmarszczyła brwi. Polozyla dłoń na jego przedramieniu i ścisnęła lekko.
- Obróc się do mnie, co?




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

44 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:15

Niechętnie, ale obrócił się. Położył głowę na poduszkach i spojrzał na Liluye. Wahał się, co do odpowiedzi.
- No ręki... - spojrzał na opatrunek - mają mi coś z nerwami robić. Bo wciąż nie umiem poruszać palcami. Świetnie, nie?
Prychnął i spojrzał na sufit, pod którym zawieszone były głośne jarzeniówki.

Zobacz profil autora

45 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:21

- Przecież wiem, że ręki. Chodziło mi o to co dokładnie. - popatrzyła na niego. - Jak to.. - zmarszczyla brwi. - Na prawdę? - popatrzyła na jego rękę. - Mam nadzieję, że to naprawią.. - widać było, że się zmartwiła. - Coś mówili więcej?
Westchnęła.
- Przyniosę ci nową bandamę, bo oślepniesz od tych włosów w oczach.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

46 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:24

Westchnął, wciąż wpatrzony w światła na suficie.
- Hm, że jakieś nerwy. Że kula coś uszkodziła i w ogóle, trudno było ją wyjąć... nie wiem, nie rozumiem. Jedyne co co wiem, to, ze albo mi naprawią, albo nie. 50 na 50 procent szans. I tyle, z mojego serwisu rowerowego.
Odruchowo odgarnął z czoła włosy - oczywiście zdrową ręką.
- Lola zaraz tu będzie... - powiedział.

Zobacz profil autora

47 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:33

- Kiedy ta operacja..? - zapytala jeszcze. Nie wiedziała czy to tak od razu, jeszcze dzisiaj czy już później.
- No to idę.. Nie będę przeszkadzać. - podniosla się z łóżka.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

48 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:35

- Jak się uda, to jutro - odpowiedział - tylko jest problem. Nie mam ubezpieczenia.
Tak, to było największą przeszkodą w tym wszystkim.
Gdy Lil chciała wstać, Naiche w pierwszym odruchu chciał wyciągnąć do niej chorą rękę. Zaklął tlko i podniósł się an poduszkach. 
- Nie, nie idź. Chcę, żebyście się dogadały.

Zobacz profil autora

49 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:38

- Ej, ej, uważaj na siebie. - podskoczyla od razu do niego, ale nie bardzo przecież mogla mu pomóc.
- Mam trochę odlożonych pieniędzy.. no, nie dużo, bo mam raty, ale.. Mogę ci troche pomoc? - odsunęła się o krok od łóżka, skoro zaraz ma przyjść Lola.
- Dogadały? - zdziwila się. - Wiesz, jak to brzmi? Jakbyś był umierający, a my mamy się pogodzić na twoim łożu śmierci. A to ma być operacja. I na penwo się uda.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

50 Re: Szpital i pogotowie on Sro 03 Gru 2014, 16:41

- O nie, nie, nie! - Zaprotestował, prostując się - Nie będę brał od ciebie pieniędzy, zwariowałaś? Ty masz swoje wydatki. Możesz... mi pomóc inaczej, a nie... dając kasę.
Westchnął. Poczuł, ze zaczyna go głowa boleć.
- Nie chcę, byście się kłóciły, dobra? Na was obu mi... zależy i nie mam zamiaru słuchać oskarżeń, kłótni... Liluye, proszę. Może jeszcze nie umieram, ale będzie wszystkim lżej.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 32]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 17 ... 32  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach