Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Restauracja "Rosso"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Restauracja "Rosso" on Wto 07 Lip 2015, 11:11

Najelegantsza restauracja z całym powiecie – dorównywać może najznamienitszym lokalom z hoteli Hilton w Dubaju. Może nie ma tu złotych klamek, ale są pozłacane krany i aksamitne firanki, a wnętrze przypomina wręcz domowy salon. Beżowe, ciepłe kolory na ścianach stanowią wspaniałe tło dla prac znanego artysty bez rąk – Teddy'ego Miklasinskyego. To pejzaże oraz akty, które mimo swojej odważnej formy – nie odstręczają swoją bezpruderyjnością.
Biedacy tu nie jedzą – tylko najważniejsi sąsiedzi z przedmieść Appaloosa City i Cole Town. Idealne miejsce by zakosztować muli w winie, krewetek w czekoladzie, zamówić katering na Boże Narodzenie czy umówić kolację zaręczynową. Właścicielka tego przybytku – Monique Ross-Return dba o to, by każdy wszedł tutaj z odpowiednią zawartością portfela, a wyszedł zadowolony z tego, że wydał pieniądze na kawior z krakersami. Fachowa obsługa lokalu, w tym młodzi, przystojni kelnerzy; do tego zawsze możesz liczyć na szczery uśmiech ze strony kelnerki Ramony, która znana jest z fachowego układania sztućców na białych i różowych obrusach. Za odpowiednia opłatą Ramona może przyjść do ciebie do domu i ułożyć tobie sztućce w odpowiedniej kolejności; oczywiście tylko jeśli zamówisz katering z „Rosso”.

Zobacz profil autora

2 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 12:36

<- Common St., 8.10.13 r., 23:45

Reynolds westchnął bezgłośnie, słuchając litanii i lamentów Jose'a. Był cierpliwy. Bardziej myśl, że nie wiedział (nie chciał, nie mógł) coś powiedzieć go męczyła. Nie udzielał się, czekając tylko na to, aby ruszyć.
- Aw, a mam tam na dniach na urodziny jechać - powiedział do Smitha, przejeżdżając nieco dalej. Na razie wolał nie wspominać o kotach, takich malutkich, tyci-tyci. - Sprawdzę czy warto po takim czasie tu wracać - zaśmiał się.

Zobacz profil autora

3 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 13:22

- Na pewno nas czeka dziś wykwintna kolacja... - rzucił i wyszedł z samochodu. Skierowali się do restauracji, która, jak zwykle o tej porze, była pełna. Przekroczyli próg ekskluzywnego, wiejskiego lokalu, a Smith od razu zauważył żonę Jose, która siedziała z jakimś gachem. Chyba go nawet kojarzył...
Wskazał parę Joolsowi.
- Możemy podejść od razu i załatwić to na gorąco, albo pójdziemy na dymka i poczekamy aż wyjdą.



Zobacz profil autora

4 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 13:25

Reynolds może i był ryzykantem, ale mając na uwadze to, czym kiedyś-kiedyś się parał i obejrzał dużo filmów to musiał się zastanowić. Zwłaszcza, że za parę dni i tak miał się tutaj pojawić, jako że były urodziny.
- Poczekamy. Spalisz sobie na spokojnie - powiedział Jools, spoglądając na Smitha. - Mamy czas.

Zobacz profil autora

5 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 13:49

Jak Jools zadecydował, tak zrobili. Wyszli przed restaurację, zapalili papierosy (a może tylko Smith), pomilczeli, wpatrując się w drzwi restauracji. I tak chyba z godzinę... w tym czasie Smith napomknął, ze on by to tak nie umiał się oświadczać w restauracji.
- Albo cokolwiek, co nie?



Zobacz profil autora

6 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 13:52

Tylko Smith zapalił. Jools powiedział, że rzucił palenie parę lat temu i nawet jeśli przytył - to przynajmniej czuł się lepiej. Zresztą, Tony mógł zauważyć czasem nerwowe ruchy jego dłoni, jakby Reynolds czegoś zapomniał i czegoś mu brakowało.
Kierowca spojrzał na zegarek, a potem na Smitha.
- Cokolwiek? - spytał. - Nie no, oświadczać to nie. Takie, o, na pokaz, nie wiem po co, durne to-to.

Zobacz profil autora

7 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 14:49

Smith zgasił, drugiego już w ciągu tej godziny, papierosa. Zrzucił niedopałka na ziemię, a tu - jak grzyb po deszczu, wyrósł jakiś gówniarz. Nie z papierosa, oczywiście.
- Przepraszam - rzucił smarkacz, z miotełka i szufelką. Wyglądało na to, ze był to ktoś ze służb porządkowych. Od razu zamiótł peta wywalonego przez Smitha.
Anthony aż się cofnął o krok.
- I co, mam ci napiwek dać? - zapytał.
- Nie proszę pana, zarabiam kilkaset dolarów tygodniowo i mam pełne ubezpieczenie zdrowotne, dzięki czemu stać mnie na studia. dobrej nocy panowie!
Smith odprowadził chłystka wzrokiem i prawie nie zauważył jak żona Jose wychodzi z knajpy ze swoim gachem.
Klepał Joolsa w ramię i wskazął na meżczyznę.



Zobacz profil autora

8 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 14:58

Można by powiedzieć, że Eben był przyzwyczajony do takiego zachowania, jakie dało się zauważyć u chłopaczka. Na szczęście nie miał zapędów żydowskich, więc jakoś się nie przejął tym, że dzieciak może sobie pozwolić na studia. On akurat nie żałował, że ich nie skończył. Życia i nerwów zaoszczędził, a bawił się równie wyśmienicie!
Jak go tak klepał w ramię to Reynolds spojrzał na niego. Chciał powiedzieć, że nie jest jego żoną, by go klepać.
- ...zawał masz? - rzucił do niego i zaraz spojrzał na tę parkę, co to wyszła z restauracji. I tak, no, przez moment nie wiedział, co zrobić. Czy zaczekać, aż pójdą dalej, czy od razu zaczepić. Wolał dać im się nieco oddalić, żeby nie tak bezczelnie przy lokalu.
- Chociaż wiesz, jak on się nazywa? - spytał, powoli kierując się w stronę tejże pary.

Zobacz profil autora

9 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:02

- Antonio albo Mariano - mruknął.
W końcu podeszli do paru. Smith od razu stanął obok mężczyzny i chwycił go za ramię.
- Mamy do pogadania...
I w tym momencie żona Jose pisnęła i zamachnęła się torebką na Smitha.
- On was nasłał?! Mówiłam mu, nie wrócę! Nie wrócę do niego!



Zobacz profil autora

10 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:07

- Mariano - prychnął. Już chciał prychnąć przy Antonio, ale Mariano brzmiało... głupio. - ...Patafiano? - zerknął na Smitha, a potem skierowali się w ich stronę.
A jak żona pisnęła i się zamachnęła, to Jools usiłował złapać za bagaż.
- No gdzie, gdzie z tą torebką - rzucił, ale zdobywając się na ton mniej profesjonalny, bardziej przekonujący. Wiedział, że to dużo nie da, ale frajda jakaś musiała być. - Aż tak źle z nim było? - spytał. Bo czasem i Reynolds potrafił być dupkiem, pokierować się myślą, że albo kobieta miała za mało pieniędzy na codzienne, tysięczne wydatki, albo znudziło jej się usługiwanie!

Zobacz profil autora

11 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:30

Smith uciekła przed ciosami.
- Weź ją, kurde, nie wiem, weź ją złap czy co!
Mnożnik na refleks i siłę dla Joolsa. Próg 30. jak przekroczysz, łapiesz kobietę i możesz ja zaciągnąć do furgonetki.



Zobacz profil autora

12 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:46

44, bez rzutu!

Nie było co przeciągać - Reynolds kobietę złapał i wycofał się z nią w stronę furgonetki, do której miał zamiar ją wcisnąć. Kontrolnie też spojrzał, jak tam sobie Smith radzi! Przecież nie będzie stał bezczynnie, jeśli będzie miał wolne ręce, prawda? Wystarczyło przecież tę żonę wrzucić na tył auta, by w towarzystwie dwóch panter czekała na nich.

Zobacz profil autora

13 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:53

Smith sam się zajął Antonio-Mariano. Chwycił go za frak i zaciągnął do furgonetki. 
- Masz taśmę? - zapytał Jools, wpychając gacha do środka. Zarówno on jak i żona Jose byli przerażenie widokiem panter. Sam wlazł też do środka.

Mnożnik na spostrzegawczość dla Jools, próg 40. jak przekroczysz, znajdujesz taśmę izolacyjną. 



Zobacz profil autora

14 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 15:58

4 (36)

- Nie mam - powiedział, nie zauważając taśmy. - W niektórych furgonetkach mamy zamontowane linki zabezpieczające, ale nie wiem czy akurat w tej... - zastanowił się i rozejrzał. Ciężko byłoby się tam wcisnąć w towarzystwie panter, żony, Patafiano czy też Smitha. Ktoś zresztą prowadzić musi.

Zobacz profil autora

15 Re: Restauracja "Rosso" on Pon 13 Lip 2015, 16:08

W czasie, gdy Jools szukał linek, Smith ogłuszył parę. Wreszcie Reynolds dostał w łapy linki i Anthony mógł skrepować kochasiów. 
Ściągnął buty lowelasa, a potem zrzucił z jego śmierdzących stóp skarpetki. Z nich zrobił kneble.
- Dobra, ja tu z nimi posiedzę, a ty za kółko - zarządził - jedziemy w stronę Appaloosa.

/zt - Arizona Drive



Zobacz profil autora

16 Re: Restauracja "Rosso" on Sro 15 Lip 2015, 20:21

/ początek, 11.10.2013 r., popołudnie

Tak jak Jools parę dni temu mówił o tym Smithowi - wolał działać wówczas na spokojnie, skoro miał spotkać się z rodziną na dniach. Nie był to byle jaki powód! W końcu urodziny matki, więc wypadało się pojawić u kobiety. Zwłaszcza, że dawno z nią nie rozmawiał. Nie dlatego, że był skłócony, choć można było to tak nazwać. Jools po prostu od paru ładnych lat ograniczył dość mocno kontakt z kobietą. Potem miał swoje małżeństwo, a te też było ważne. Zwłaszcza, że nadal potrafił za nim cierpieć!
Trochę męczył się z faktem, że wypadało założyć garnitur. Przynajmniej zawsze było takie podejście rodziny do okazji, w których mogli posiedzieć razem - by strój był odświętny, choć bardziej oficjalny, jakby to były spotkania biznesowe. Na pewno nie było to niczym dziwnym dla dziadka czy też brata, którzy skupiali się na tego typu pracy. Sam Ebenezer nie wydawał się bardzo tym zachwycony, ponieważ preferował luźniejszy, znacznie wygodniejszy styl. Całe szczęście, że zarówno kraciasta koszula, jak i garnitur pasowały do niego, więc czasem mógł błysnąć jako taki elegancik i pokazać, że jednak wychowany był w Cole Town, a część życia spędził w Appaloosa. Potem - no, w wielu miejscach.
Wiedząc dobrze, że oprócz niego pojawi się brat z żoną i swoimi dzieciakami, dla młodych też coś zakupił. Może nie jakieś drogie prezenty, a raczej upominki, by pokazać, że jest tym dobrym wujkiem, który zawsze pamięta; nie ma innej opcji. Po jakimś czasie zajechał więc pod restaurację swoją czystą, piękną i lśniącą Impalą, która tak bardzo różniła się od typowo klasycznych lub nowoczesnych aut, że zwracała na siebie uwagę tym, ze wyróżniała się i swoim kształtem, i kolorem. Jemu to jednak nie przeszkadzało, ani trochę. Wysiadł z auta, rozejrzał się po okolicy. Boże, dziwnie się czuł z myślą, że gdyby zainteresował się tym, by jednak przejąć biznes, by się tym zająć - to mógłby mieć dom nieopodal tejże ulicy. Nie lubił gdybania. Tym bardziej, że zawsze przypominało mu się małżeństwo, które niestety nie wróci.
Wszedł do restauracji z pakunkami - niewielkimi, ładnie zapakowanymi (całkiem starannie jak na niego), aby się rozejrzeć po sali, żeby bez konieczności bycia poprowadzonym przez menedżera sali, samemu odnaleźć znajome twarze. Nie było to problemem, gdy usłyszał radosny pisk najmłodszego dziecka jego brata, które wcześniej zdążyło zauważyć Joolsa. Niemalże od razu - między stołami - zaczęła pędzić, nie bardzo zwracając uwagę na to, że nie wypadało się tak zachować w restauracji. Reynolds zresztą też nie czuł się źle.
- Wujek Eb! - zawołała sześciolatka, którą kierowca przechwycił zgrabnie, żeby ją przytulić do siebie, witając ze śmiechem.
- Cześć, Ruby. Gdzie masz braci? - spytał, a poprowadzony przez dziewczynkę, która nie miała nic przeciwko bycia niesioną przez młodszego wujka, zaprowadziła ich do stołu, przy którym siedział brat z żoną, jego dwóch synów, a po krótszych bokach stołu matka i dziadek. Nestor rodu, jak lubił się tak nazywać, zaśmiał się i stwierdził głośno, że on i tak ich wszystkich przeżyje, na co Reynolds przystał ochoczo i bez wątpliwości z nim się zgodził w tej kwestii. Z każdym po kolei (ze świadomością, że najpierw matka, bo pierwsza, najważniejsza kobieta w życiu) się witając, podarował rodzicielce drobny prezent. Potem zasiadł między Ruby a Gary'm, którego odwiedził jakiś czas temu w szpitalu.
Dziwnie czuł się z myślą, że siedzi w mieście, które wolał opuścić, ale uznał, że wypada raz na jakiś czas odświeżyć kontakt z rodziną, prawda? Zwłaszcza, że swojej najbliższej-najbliższej przecież nie miał. I czas mijał mu w tym towarzystwie całkiem dobrze. Nie mógłby na to narzekać, skoro wymienili się mniej czy bardziej ważnymi żartami oraz informacjami, a Eb, który musiał kręcić głową na dziewczynkę lub chłopaka na wózku - nie mógł na to narzekać, czując przyjemne, choć w jakimś stopniu przykre (bo u siebie tego nie ma) uczucie w okolicach serca, jak to jakiś grafoman by opisał, hehe.
Trochę mili tutaj posiedzieć. Dowiedzieć się, próbować znaleźć informacje czy wtrącić swoje trzy grosze w to wszystko. Eb przyjrzał się bratu, który wydawał się bardziej przejęty tym, że musi odpisać na nadchodzące wiadomości tekstowe lub e-maile, niż wziąć udział w dyskusji, jaką najczęściej inicjowały dzieciaki, zadając mnóstwo ciekawskich i wścibskich (Jezu, Jools to uwielbiał, sam taki był!) pytań. Miał ochotę opierdolić za to starszego brata, ale uznał, że to przy innej okazji, by nie psuć matce urodzin. Parsknął parę razy na słowa bratowej, przyglądając się jej sceptycznie, choć widać, że nie zdawała się być szczególnie przemęczona.
Ebenezer westchnął parokrotnie, pomagając to jednemu, to drugiemu dziecku i bawiąc się z nimi. Obiecał nawet, że młodego Gary'ego to on odwiedzi niedługo i będą mogli ścigać się na wózkach inwalidzkich (no, chyba że młody go będzie wiózł to już w ogóle super), a z młodą - że przyjdzie do niej oglądać bajki.
Był dobrym wujkiem! Szkoda, że tylko nim!
Niemniej, cały wieczór naprawdę dobrze spędził. Umówił się z bratem, że za jakiś czas do niego się odezwie, by z nim pogadać, a gdy nadszedł moment rozstania - przyszło to dość ciężko, zważywszy na przysypiające kurduple, ale jednak miało miejsce.
Sam zaś, z jakimś niesprecyzowanym, choć miał wrażenie, że ciężkim i nieprzyjemnym uczuciem, wsiadł do samochodu, kierując się do Old Whiskey z powrotem. Albo gdzieś dalej.
Ale nadal nie przepadał za garniturami.

/zt

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach