Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 5 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

Siedział wciąż pod drzwiami sypialni, przytłoczony tym wszystkim co dziewczyna mówi. Nawet, gdy mówiła o tym, że jego obecność jest czymś dobrym - czuł się, szczerze mówiąc, chujowo. 
- Wiesz, czemu tak chce ci pomagać? Bo mi, kurwa, zależy. Na tobie jako osobie i tym, żeby wyjść z tego szamba. Bo wiem, że w sumie, to powinniśmy wyjść z tego razem. Bo... no, na Boga.... jakiegokolwiek Boga, mam tylko ciebie teraz. 
Wyprostował się, oparł plecami o drzwi i wyciągnął nogi przed siebie. 
- Bo jak ci obiecałem, że dam radę to chcę żebyś ty też dała... ale wiem, może faktycznie przesadzam i nie powinienem. To było durne, przepraszam. To, z tym pokerem i długim... nie pomyślałem. 
Pomyślał, ale nie mózgiem*.
- No ale... jak jest tak troszkę normalnie to jest fajnie. To się zapomina o tym gównie no... chciałbym, żeby czasami było normalnie. No jak wtedy jak siedzieliśmy w aucie na pustyni i gadaliśmy o gwiazdach i teleskopie - spojrzał na Consuelę - a wiesz, że teleskop Hubble'a był budowany przez agencję wojskową? I niestety, zjebali pierwszą soczewkę i okazało się, że ma astygmatyzm, ale i tak go posłali w kosmos. No bo w tamtym czasie szefem NASA był wojskowy... który doskonale wiedział, ze obliczenia są błędne, i ze budują złą soczewkę. Ale nie mógł tego powiedzieć nikomu, bo by złamał tajemnicę rządową. Dopiero gdy wysłano teleskop w kosmos i przyszły pierwsze, niewyraźne zdjęcia, można było uznać, ze coś z soczewką jest nie tak i ją wymienić. W kosmosie! Czaisz?
Po tym wywodzie znowu zrobił nietęga minę i skulił się w sobie.
- No. Tak było. 
Wstał, poszedł ostrożnie do dziewczyny, która miała nóż w ręku. Znowu wiele ryzykując, przytulił się do niej, obejmując ja od tyłu.
- Przepraszam. 

*sercem myślał, żeby nie było



Zobacz profil autora
Wysłuchiwała ciekawostki o teleskopie z uniesioną brwią, krojąc pomidory i ogórki. Ona też chciała, by było normalnie, ale nie miała złudzeń, że tak będzie. W końcu bycie sierotą w wieku 24 lat nie jest normalne. Wstąpienie do gangu nie jest normalne. W końcu pozwolenie, by głównym celem w życiu, główną jego siłą napędową była nienawiść - też nie jest normalne.
Z resztą, chyba każdy z mieszkających tu osób pragnął normalności. Nawet Wypierdalaj pewnie pragnął, by za kuwetę służył mu nie tylko pustynny piasek i żeby ktoś na niego czekał po tym, kiedy wyjdzie z domu by się całymi dniami błąkać. By wszyscy przestali liczyć na to, że już nie wróci.
Tak, w tym domu nawet, wredny, gruby kot miał dramę.
Kiedy Noah zaczął się do niej przytulać, Consuela zaczęła się od niego opędzać.
- Dobra, dobra. Wypierdalaj z kuchni. - powiedziała wylewna jak zawsze.
Po jej słowach na stół wskoczył nagle znikąd kot i zaczął lizać masło.



Zobacz profil autora
Chyba normalność w tym mieście nie istniała - gdzie się nie spojrzało, tam gangi, ćpuny, wariaci i dysfunkcyjne rodziny. Nawet jak ktoś z pozoru zdawał się być przeciętniakiem, to rzeczywistość i tak go wplątywała w dziwne sytuacje. A może to bł tylko Mistrz Gry?
Gdy zaczęła go odganiać, posłusznie się wycofał, zawstydzony tym co zrobił. Widząc Wypierdalaj liżącego masło, nieco spanikował, bo wiedział, ze jak zjedzą to masło, to mogą umrzeć.
Chwycił zwierzaka i odciągnął od blatu. 
- Mo... może powinniśmy go inaczej nazwać, co? - dopytał nieśmiało.



Zobacz profil autora
- Też o tym myślałam. - przyznała, kiwając głową - Może jakieś rozkoszne imię odczarowałoby jego zjebanie. Tylko musiałoby być takie, które się dobrze kojarzy, od którego od razu robi się cieplej na duszy. Nie wiem, może Majka Jeżowska, czy coś. - wzruszyła ramionami.
- Wypierdalaj! - fuknęła jeszcze na Wypierdalaj, jednak tan tylko prychnął i w akcie zemsty nasikał na podłogę.



Zobacz profil autora
- Ej, no weź, bo i mnie obsikał! - krzyknął Noah. Odstawił kota na podłogę, ściągnął koszulkę i ciężko westchnął patrząc na kałużę sików.
- Majka Jeżowska. Weź się puknij. Ja bym go nazwał Kulfon i Monika. 
Wziął mopa, który stał nieużywany w rogu kuchni i wytarł koci mocz, który, szczerze mówiąc, jebał.
- Wykastrować też by się przydało...



Zobacz profil autora
Consuela wywróciła oczami, kończąc przygotowywanie śniadania.
- Taa, może od razu Pan Tik-Tak. - prychnęła, a potem zanuciła - Ja jestem Pan Tik Tak, zjebanie to mój znak
Tak tak tak, to Pan Tik-Tak
Zeszczałem się o tak. - wskazała palcem na śmierdzącą kałużę moczu, którą wycierał właśnie Noah.
- Powinniśmy go podrzucić Pooperowi. - powiedziała. otwierając okno na oścież.



Zobacz profil autora
- Nie, nie będę nigdzie mojego kota podrzucał - odparł, sam goniąc mopem Wypierdalaj, by nie pił własnych sików. 
- Mówię ci, będzie miły jak mu się jajca utnie - oznajmił i usiadł przy stole. parł głowę o dłoń i przymknął na chwile oczy. W ogóle w nocy nie spał, 
- Bo mimo wszystko lubię teog kota - mruknął, prawie odlatując w krainę snów i nocnych koszmarów - cuchnie i drapie ale zawsze wraca, co nie? Tak chyba koty działają... ale mógłbym mieć też psa. 
Ziewnął.
- Nawet dwa. Lubie psy. Lubie zwierzątka. Lubie Consuelę. W ogóle to wyglądasz jak taki kundelek. 
Położył głowę na blacie.
- Zaadoptujmy dużego, groźnego psa...



Zobacz profil autora
- Ale wypierdalaj to ona. - powiedziała, zapewniając Noah pewnie niezły plot twist. Kiedy chłopak wspomniał o psie, ta uniosła wysoko brew.
- A po co nam groźny pies? Żeby pilnował naszej willi z basenem i kosztowności? - zapytała, po czym pokręciła głową, zaczynając szamać. Kiedy skończyła, zerknęła na zegarek.
- Dobra, stary. Ja spadam do pracy.- powiedziała przełykając ostatni kęs i wycierając dłonie w koszulkę, by zarz potem ogarnąć się i wyjść.
zt



Zobacz profil autora
Tak, to bł plot twist roku. Ona? Czyli co?! No mogą kastrować? 
Będzie musiał wypytać weterynarza, tak, na pewnie!
Już chciał to oznajmić, ale... zasnął z głową na blacie. Tak zapewne leżał aż to południa. Obudził się z bolącym karkiem, głową i duszą. 
- Doskonale - skomentował, patrząc na Wypierdalaj, która znowu lizała masło - doskonale, Moniko.

zt



Zobacz profil autora
/26.09.13 po południu

Mimo, że Consuela nie wywarła na Alice wspaniałego pierwszego wrażenia, i Harry nadal był nią rozczarowany to przez swoje gołębie serce i ewidentną słabość do niewychowanych dzieci, którą ostatnio zauważyl, nie potrafił się na nią długo gniewać. Zajechał pod jej dom pod pachą trzymając tobołek zawinięty w kuchenną szmatę.
Zapukał do drzwi, bo dzwonek nie działał.



Zobacz profil autora
/ ta sama pora

Niestety, nikt Harry'emu nie otworzył. Za to prawnik usłyszał, ze ktoś jest za domem - z samochodowego auta leciała muzyka, a Noah stał ze szlauchem i chwilę się zastanawiał, jak wziąć się do roboty. To znaczy - jak umyć to cholerne auto, żeby się za bardzo nie narobić.



Zobacz profil autora
Harry stał i stał aż w końcu znudził się i miał zamiar cofnąc się do samochodu gdy usłyszał jak cos się dzieje z tyłu domu. Obszedł budynek zobaczyć czy to aby nie Consuela.
Nie.
- o. Um. Dzień dobry Noah. - powiedział nieco niepewnie - Zastałem Consuelę?



Zobacz profil autora
Noah właśnie włączył szlauch, gdy Harry coś powiedział. Odwrócił się i woda minęła prawnika o milimetr.
- O, ja... przepraszam! - zawołał spanikowany, zakręcając węża.
- Zmoczyłem panu... spodnie? Em i... nie, Cosnueli nie ma - podrapał się po nosie - w pracy jest.



Zobacz profil autora
Harry nie zdążył się odsunąć nawet ze swoim zabójczym refleksem.
- Um, nie nie. Nic się nie stało - powiedział i podszedł do chłopaka chlupiąc wodą w butach.
- Oh. W pracy. No tak. TO dobrze, dobrze niech pracuje - powiedział rozkojarzony trochę i podrapał się po szyi. Przekręciwszy głowę przypomniał sobie o pakunku pod pachą. Zastanowił się chwilę.
- Przyszedłem jej przyniesc obiad - zmarszczył się i szybko sprostował - Alice, moja żona, zrobiła trochę za dużo vegeburgerów i jak się ich szybko nie zje to będą do wyrzucenia - odwinął szmatkę i odsłonił plastikowy pojemnik z burgerami.
- ... może ty masz razie ochotę? - powiedział tatuś roku.



Zobacz profil autora
Chwilę patrzył na Harry'ego jakby nie wiedział czy ma sobie pójść czy jednak zostać. Odłożył szlauch i podrapał się po głowie.
- Vegeburgery? Takie bez mięsa - dopytał, kojarząc fakty - A... znaczy, no mogę, znaczy, dziękuję. Ja mogę je w sumie Consueli przekazać, co nie?
Podszedł i niezgrabnie odebrał od Brighta przesyłkę.
- Em, mam zapłacić? Bo jak tak, to pan poczeka, bo portfel mam w domu.



Zobacz profil autora
- Co? Nie. To tak po przyjacielsku. - popatrzył na chłopaka unosząc jedną brew. Czy on wyglądał na dostawcę? Dał żarcie indianinowi. 
Harry westchnął i rozejrzał się. Dostrzegł jakiś stołek i usiadł sobie na nim z bezczelnością starczego człowieka w pobliżu młodziaków.
- Ale gorąco. Dostałbym może wody? W szklance, nie ze szlaucha o ile to nie kłopot. - uśmiechnął się uprzejmie.



Zobacz profil autora
- Wody? O, tak, sorry, jasne!
Pobiegł do domu, po szklankę. W połowie drogi powrotnej się zorientował, że nie nalał do niej wody. wrócił się. Dopiero gdy był pewien, ze kranówka jest w szkle, wrócił do Harry'ego.
- Um, proszę. - odarła, podając prawnikowi napój - zaprosiłbym do środka, ale jeszcze nie pozmywałem...



Zobacz profil autora
- Dziękuję - powstrzymał się przed dodaniem 'młody człowieku' i wypił wodę. Uśmiechnął się na spięcie chłopaka.
- Nie ma problemu, z resztą widzę, że jeszcze masz co robić tutaj - kiwnał na brudny samochód. Chwilę patrzył na jego maskę po czym przeniósł wzrok na chłopaka.
- Wiesz, tak wogóle to chciałbym z tobą porozmawiać - Noah po wyrazie twarzy i tonie głosu powinien czuć, że roznosi się o coś wielce poważnego.



Zobacz profil autora
Spojrzał na swoje zakurzone auto. No tak, z praca to on jest w polu jak nie w lesie. Ale ton Harry'ego skutecznie go odciągnął od myślenia o praniu dywaników.
- Aaa... słucham?



Zobacz profil autora
- Rozumiem, że mieszkacie razem z Consuelą?



Zobacz profil autora
Stał przed Harrym na baczność.
- Tak. Mieszkamy razem. Tak jakoś wyszło.



Zobacz profil autora
Kiwnął głową.
- Jako... współlokatorzy? - dopytał unosząc jedną brew.



Zobacz profil autora
- Mieszkamy w tym samym domu i pokoju. I chyba... no nie płacę za czynsz, to nie wiem.



Zobacz profil autora
Harry zbił usta w ciup.
- Łóżku też tym samym?



Zobacz profil autora
- Aaaa, no tak jakby - powiedziała, zastanawiając się jakby to ugryźć.
- No bo skręciłem takie łóżko, spod którego wysuwa się taka szuflada z materacem i tam mam łózko swoje. Wie pan, takie w Łikeji, no bo Consuela ma w pokoju ołtarzyk Matki Boskiej i takiego flaminga różowego i tam miejsc anie było to trzeba było coś wymyślić.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach