Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 10 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

- Nie?!
Odgarnął błoto z twarzy i doszło do niego, ze faktycznie, to nie może być Glass, gdyż przed nim leżał Reynolds.
Odwrócił się i spojrzał na Vincenta, który własnie został przechrzczony na George'a.
- Co?! Ten dziadek wystylizowany na emerytowanego rockmena o wyglądzie wychudzonego Travolty?! No teraz to mnie obrażasz!
Zerwał się na równe nogi, by potem się poślizgnąć i znowu wpaść w błoto.
Potem nagle pojawił się kolejny George Glass.
- Co... LUPITA! Ilu ich jest?!



Zobacz profil autora
Spojrzał na Vincenta, a potem na Consuelę.
- O, no sam chciałbym wiedzieć, co tu się dzieje... Na pewno mi to wynagrodzisz. Nie wiem jeszcze, jak, Boże, mam chyba błoto w spodniach - jęknął, próbując się podnieść i to mu wyszło - do siadu. Jeszcze jakiś typ o aparycji zboczeńca pedofila na haju przybył, to już w ogóle wyrzucił ręce w górę.
- Ty jesteś tym piaskarzem czy innym, co to szkło wyrabia?! - wrzasnął na Wilsona. - Nie wyglądasz na takiego, co słucha Cockera, jak w dedykacji - powiedział szybko i spojrzał na Noaha, odsuwając się tak, by ten na nim nie wylądował.
- Ja pieprzę, a za trzy godziny mam seans - jęknął. - Co to ma być? - spojrzał na Consuelę. - I czemu jesteś w staniku i w szortach, Boże, zaziębisz się! - i przyjrzał się bliznom u dziewczyny, po których spływał deszcz.

Zobacz profil autora
Vincent jak tu mieszkał, to w takiej sytuacji się nie znalazł. A trochę już minęło! Przyciągnięty przez dziewczynę, spojrzał na nią w niemałym zdziwieniu, zwłaszcza że w takim negliżu była. Wydał z siebie dłuższe "eee", po czym westchnął i mruknął:
- No cześć, George...
Jednak wiele więcej nie zdążył, bo za nimi pojawił się kolejny typ z tym dziwnym wyznaniem. Vincent popatrzył na Consuelę - a jej twarz po pożarze domu Ramirezów pewnie śniła mu się po nocach, gdy wszyscy w biurze się z tym dłubali, a potem jeszcze Gabrielle męczyła o śledztwo i poszukiwania siostry.
No to ładnie trafił.
- Ekhm, no właśnie, CONSUELO, do domu raz-raz - powiedział, spoglądając na dziewczynę znacząco. - A ty... Ty tu kitu nie wciskaj, na cycki przyleciałeś, ale nie dla psa kiełbasa - rugnął Wilsona. Nie miał pojęcia co się działo, ale był profesjonalistą, co nie.



Zobacz profil autora
Consuela wpadła w lekką panikę. Jej historia z Georgem Glassem wymknęła się spod kontroli szybciej niż myślała.
- Przestań obrażać miłość mojego życia, ty... ty...utyta Pocahontas! - krzyknęła w w stronę Noaha po jego jakże grzecznej refleksji.
Potem spięła się słysząc nagle głos Milo. Schowała się za plecami Vincenta, gdyż była przecież taka odważna względem Buendiów.
- A ty... a ty wypierdalaj! Jesteś w Buendiach, jesteś Buendem! - krzyknęła do niego, przez co Milo zapewne łatwo domyślił się kto był autorem pięknego grafitti na domu Hernandez. Tak czy siak Consuela przestała się wychylać zza pleców Vincenta, czerwieniąc się jak buraczek po pytaniu Joolsa.
- No bo... - ścisnęła ramię Vincenta nieco mocniej. - Przed chwilą razem z moim chłopakiem Georgem Glassem - teraz dyskretnie i lekko kopnęła go w kostkę - Uprawialiśmy SEKS. Tak, SEKS! - powtórzyła, żeby Noah wszystko doskonale usłyszał.



Zobacz profil autora
- HA! A więc to jest autor pięknego grafitti na domu Hernandez! - oznajmił Milo, ciskając palcem w Consuelę, a potem powiedział słowa, które pewnie będą śniły jej się po nocach w najgorszych koszmarach: - Jesteś u pani!
Potem niby się oddalił, ale ciągle przypatrywał się tej sytuacji z zaciekawieniem, pewnie cykając im po cichu foty.
- Dobra, żartowałem! Jestem tylko Milo! - zawołał zaraz potem, kiedy zwrócił się do niego Vincent.
- Nie śmiał bym zadzierać z.. czekaj, jak ci tam było. Ej, ty, Winnetou po stu czizach, jak ty go tam nazwałeś? Aaa... emerytowanym rockmenem o wyglądzie wychudzonego Travolty. Hehehe... to dobre było akurat.



Zobacz profil autora
- Tak, a może jeszcze ja jestem George Glass, co?!
W końcu podniósł się z tego błota. Jakie graffiti? Jakiej pani? Oj, chyba Consuela wpadła w jeszcze większe bagno niż on tu z Joolsem.
- Ej akurat to ja w tym mieście graffiti robię - rzucił, wypluwając jeszcze błoto - ty na nią nie skarż! 
Potem jednak wycelował palcem w Lupitę i jej "chłopaka".
- Ni musisz trzydzieści razy powtarzać, ze się bzykałaś! I tak... i tak nie będę zazdrosny, o! Postanowione!
Potem zrobił krok i znowu się wywalił, tym razem nieźle się tłucząc.



Zobacz profil autora
Jools się podniósł i pokręcił głową tak, że krople deszczu i błota opryskały każdego zebranego: Świętą, Duszka, Policjanta i Buendię. Czuł się taki brudny, że gdyby nie to, że to Old Whiskey to uwierzyłby w swoją obecność na Woodstocku albo w chlewie.
- Wszyscy graffiti robicie, a potem trzeba zamalowywać, żeby to dobrze wyglądało, ogarnijcie się - wyrzucił ręce w górze, upierdolone tak, by witały się z czarnym i nie był pobrudzony (Jools, nie czarnuch) bardziej.
- Zazdrosny? Ja myślałem, że jesteście razem, skoro jej kupujesz tampony i mówisz o tym na wizji, Jezus Chrystus! - zamachał na Noah, potem na Consię i spojrzał na Vincenta oraz Milo. - Ogarniacie?

Zobacz profil autora
Miłość jej życia? Okej, robiło się grubo. Gdy padło słowo Buendia, Vince zerknął kontrolnie na Milo. Warto wiedzieć, warto. Szybko jednak musiał skupić uwagę znów na Ramirez, bo ta ścisnęła go za ramię i kopnęła w kostkę. Po kolejnych słowach poczuł, że mimo panującego dziś znacznego chłodu, robi mu się ciepło.
No, ciekawie się robiło.
- No, khem, tego... - kiwnął niepewnie głową, posyłając Consueli spojrzenie z rodzaju "wtf?!"
Potem zadawał sobie te same pytania, co Noah. Jakie graffiti i jaka pani. Okej, krótka obserwacja Indianina pozwoliła wysnuć Vedze pewne wnioski. Skrzywił się lekko, gdy chłopak po paru krokach znów zaliczył glebę.
Informacja o tamponach to nie było coś, co chciał wiedzieć. Pokręcił tylko głową i znów spojrzał na Ramirez. Co do uwag a tematt swej aparycji, to nie wiedział, czy uznac je za obelżywe czy nie. Emerytowany było nie na miejscu, ale ostatecznie Travolta nie był zły, nie?
- To ten. Idziemy się wysuszyć, koniec pokazu - zarządził wreszcie, bo stali w deszczu jak durnie. Vincent tym razem złapał Consuelę za ramię i zaczął iść w strone swojego auta.
- Co to miało być?! - syknął, nachylając się do niej lekko.



Zobacz profil autora
- Nie mówiłam, że się bzykałam, tylko że uprawiałam seks! - krzyknęła do Noah. Po słowach Joolsa, Consuela postanowiła go oświecić.
- Nie jesteśmy razem i nigdy nie będziemy. - powiedziała, czując rosnącą w niej złość w kierunku Housera. Potem wykonała w jego kierunku ten gest i dała się pociągnąć za winsem do auta.
- Sorry koleś, nawet nie wiem od czego zacząć. - powiedziała płaczliwie.
- Porzebowałam pilnie chłopaka, to sobie go wymyśliłam, no i wtedy zjawiłeś się ty, no i... pomyślałam sobie, że mógłbyś go przez chwilę poudawać. - zamilkła, trzepocząc rzęsami i starając się wyglądać najsłodziej jak się da.
- Dobra, przyznaję: w ogóle nie myslałam. - dodała, kiedy już w końcu speniała.



Zobacz profil autora
- Hehehe, szykuje się pukanko w aucie? - zawołał Wilson, widząc, jak się Consuela z Georgem Glassem zbliżają do jego pojazdu.
- Polecam! Wiem co mówię! Hehehe.... - i zniknął.
zt



Zobacz profil autora
Patrzył jak Consuela odchodzi z Vincentem, słyszał jak oznajmiała, że nigdy razem nie będą i właśnie pękło mu do końca serca. Nawet było to słuchać - a może to był po prostu trzask szklanki, którą przewróciła właśnie Wypierdalaj w domu.
Nic nie powiedział. Zebrał się  z tego błota i poszedł w kierunku domu.



Zobacz profil autora
Boże, to aż Joolsa zabolało, jak Consia tak powiedziała. Przypomniała mu się Celine, w której się kochał, a wolała jego brata. Nawet Duplo nie pomagało, by zdobyć jej serce, a był pewien, że żarcie na każdą laskę działa!
- Wow - skwitował krótko to wszystko.
Rozłożył ręce. Nic tu po nim. Szybciochem skierował się do domu, żeby się przebrać i jechać do kina.

/zt

Zobacz profil autora
Vincent na nią popatrzył... i zaczął się śmiać.
- Wymyśliłaś sobie chłopaka? - aż przystanął, ale że padało, to zaraz się ruszył dalej. - Ile ty masz lat, osiem? - śmiał się dalej, chociaż nie jakoś złośliwie. Sytuacja była kuriozalna. A poza tym wiedział, ile miała lat. Hehe. No, mniej więcej, zdążył zapomnieć konkrety. Erli tłentis, jak to mówią.
Zerknął w stronę krzyczącego Milo i znów poczuł się dziwnie. No, cóż, jakby był jej wymarzonym Georgem Glassem, to być może tak by się skończyło!...
Ale nie był.
Niczyim wymarzonym, ehehe. Przystanął nieopodal samochodu.
- No i co, będziesz jeszcze potrzebować George'a Glassa? Mam się z tobą bawić w scenki rodzajowe przed twoimi znajomymi, czy jednorazowo mnie ten zaszczyt kopnął? - spytał, bo się w sumie zaczął zastanawiać. Bo kłamstwo Consueli właśnie dostało jego twarz.



Zobacz profil autora
- ...obiecuję ci, że już nigdy... - kontynuowała swoją tyradę, którą nagle urwała, kiedy Vincent zapytał, czy nadal tę szopkę będzie odstawiać. Podrapała się w skroń.
- Mam nadzieję, że nie... ale w razie czego wezmę twój numer. O ile pozwolisz, George. - uśmiechnęła się cwaniacko, po czym puściła do niego oczko. Zapewne wzięła od niego ten numer, podziękowała grzecznie, zapewniła że jest zdrowa psychicznie i skierowała się do domu (pewnie też w międzyczasie pożegnała się z Joolsem).
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś! - oznajmiła w kierunku Noah, przekraczając progi mieszkania, przesiąknięta deszczem, półnaga i obłocona.



Zobacz profil autora
Noah właśnie zbierał stłuczone szkło, które okazało się resztkami wazonu. Wypierdalaj skutecznie unicestwiła naczynie, korzystając z samotności w domu.
- Co? Masz ma za złe, ze chciałem poznać miłość twojego życia, która w ciągu jednego dnia wyrasta spod ziemi? - odpowiedział, rzucając na blat stołu kwiaty od Glassa. 
- A co, zrobiłem ci siarę przy twoim chłopaku? Nie martw się, ostatni raz. Nie musisz się już martwić Grubą Pocahontas.



Zobacz profil autora
- Poznać?! Rzuciłeś się w błoto razem z Joolsem, obrażałeś George'a Glassa, a jakby tego było mało Buendie już wiedza, że to ja namazałam ten głupi napis na domu Heernandez! - była wściekła, z resztą nie było to niczym dziwnym. Ta szopka musiała pociągnąć za sobą tragiczne konsekwencje. A to wszystko przez Noah! Gdyby nie oglądał się za jakimiś obcymi babami...!
- Nie będę się już martwic żadną Pocahontas! Nigdy! - krzyknęła i zamknęła się w łazience, by wleźć pod prysznic.
Nie wiedziała, czy to strumienie wody, czy łzy spływają jej po policzkach. A może to był deszcz?
Deszcz z pewnością pojawił się w salonie, kiedy to Wypierdalaj mogła odkryć fakt iż przecieka im dach. Syknęła głośno, kiedy kropla wody zderzyła się z jej futrem.



Zobacz profil autora
- Trzeba było nie kłapać gębą i się nie chwalić ciągle tym jaki to Glass jest wspaniały i doskonały i jaki masz z nim zajebisty seks jakbyś chciała żebym był... chwila...
Wziął kilka głębszych oddechów żeby pomyśleć. I jemu na twarz zaczęły spadać krople deszczu. Doskonale, jeszcze dach przecieka?!
Chwycił jakiś garnek i podstawił pod domowy wodospad. a potem pod kolejny i kolejny...
Potarł twarz i usiadł przy stole w kuchni. Ściągnął koszulkę i skrzywił się,w idąc swój ubrudzony opatrunek.



Zobacz profil autora
W Consueli się zagotowało. Owinęła się ręcznikiem i wybiegła spod prysznica, by kontynuować awanturę.
- Ach, tak bardzo ci to przeszkadza?! To może nie wiem, znowu idź puknij jakąś babę na pocieszenie. Podobno całkiem nieźle ci to ostatnio wycho... - zmarszczyła brwi, na widok przeciekającego dachu.
- No jeszcze tego brakowało! - wrzasnęła i zaczęła tupać nogami, trochę jak przedszkolak.
- Boże! Dlaczego mnie tak karzesz?! - zawołała w sufit, udając się do swojego pokoju, by narzucić na siebie niedbale dres. Wróciła zaraz po jakiś garnek, żeby ustawić go w swoim pokoju, gdyż w tamtych rejonach też dach zawodził.
- A tobie co się stało? - zapytała w końcu gdy zauważyła jego opatrunek, minimalnie się już uspokajając.



Zobacz profil autora
- Aaaaa! - wycelował palcem w Conseulę, już rozumieją - to o to chodzi! Jesteś ZAZDROSNA! To ja ci przypomnę, ze to ty... tak jakby dałaś mi kosza!
Gdy ta zapytała o opatrunek, odwrócił się plecami od niej.
- A co cię? nic się nie stało. Na treningu się... poraniłem - skłamał, zaglądając pod bandaż.



Zobacz profil autora
- Ja?! Zazdrosna?! Nie rozśmieszaj mnie. Jesteś śmieszny Noah. Jak Marcin Daniec. Za bardzo cię chyba poniosło, patrz jak się śmieję. - wywróciła oczami, czerwieniejąc jednak na policzkach ze złości i frustracji.
- Ach, na treningu? Nic dziwnego, skoro to dopiero początki. Każdy zaczynał jak ostatnia pierdoła. - starała się nie brzmieć złośliwie, ale nie wyszło.



Zobacz profil autora
- Tak, zazdrosna! Plujesz się o to, ze bzykałem inną pannę! I nagle, o, nagle dzień po tym, jak się jakiś cudem dowiedziałaś się o mojej rozpuście, jakieś cyrki z Glassem! Ja pierdolę! I wiesz co?! Jasne, tak, tak, jestem ostatnia pierdoła, co? Jak zawsze, zawsze ja, Noah, biedny, grubasek, pierdoła co nie umie zadbać o siebie!
Aż wstał i podszedł do dziewczyny.
- Wiesz co? Nie, skłamałem, nie an treningu. Postrzelili mnie.



Zobacz profil autora
- Ledwo co o niej wspomniałam, a ty już podejrzewasz mnie o jakąś zazdrość! Myślisz, że wymyśliłabym tą całą historyjkę z Glassem tylko z zazdrości? Myślisz, że co, sama sobie kwiaty kupowałam>?! Sama ze sobą na randki chodziłam?! A może sama dla siebie wysyłałam dedykacje do radia?! Myślisz, że ja jestem jakaś wariatka, żeby takie rzeczy robić?! - tak, Consuela właśnie była wariatką, która wyczyniała takie cyrki.
- Z resztą sam go widziałeś, więc przestań! - prychnęła, zamaszyście machając rękami.
- Kto cię niby postrzelił? - dopytała.



Zobacz profil autora
Wzruszył ramionami.
- Nie wiem, może jakby ci bardzo na mnie zależało to byś tka robiła. No ale chyba tak nie jest, więc muszę kupić to, że ten koleś to faktycznie George Glass - syknął. 
Wyminął dziewczynę i wszedł do łazienki, nie zamykając jednak za sobą drzwi. zaczął szukać apteczki.
- Nie ważne, nie powinienem w ogóle o tym wspominać, zapomnij! 
Szlag, jeszcze chwila a przez nią wszystko wypapla!



Zobacz profil autora
Nabrała mocno powietrza w płuca słuchając Noah. Gdyby jej bardzo zależało, phi! Dobre sobie. W ogóle jej nie zależało, nic a nic. Ani trochę nie była zazdrosna. A ten George Glass to powstał tylko i wyłącznie dlatego że...
Podrapała się z konsternacją po policzku. Kurwa, wszystko szło nie tak.
- Jak mam zapomnieć! - ...dlatego podchwyciła drugi, poważniejszy temat.
- Ktoś cię postrzelił, kurwa mać! Kto to był? - zapytała, wparowując szturmem do łazienki. Przed oczami stanął jej najgorszy scenariusz: P albo Buendie.



Zobacz profil autora
Zdjął opatrunek i przyjrzał się ranie. Nie było tak źle ale przydałby się prysznic i świeży bandaż.
- Nie powinienem mówić bo to się ciebie nie tyczy - rzucił. Spojrzał po dziewczynie.
- Nie dasz mi z tym spokoju? Dobra, ok.
Nie krępując się, ściągnął gacie i wszedł pod prysznic



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 10 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach