Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

/ 20:00, tego samego dnia

Noah wszedł do domu. Ubrany w ciemną bluzę z kapturem, bojówki i ciężkie buty. Na ramieniu ta sama sportowa torba co rano, lecz nie miał w niej już farb i szablonów. O nie. 
widząc Howiego, rzucił do niego bagaż i kazał wyciągnąć ze środka dwie bandany i bluzę, niemal identyczną z tą, którą Houser miał na sobie.
Zakładaj - rzucił, samemu wiążąc na głowie czerwoną chustę, Howie mógł zauważyć, że chłopak ma na twarzy typowy, apacki wojenny makijaż.
- Wyjdziemy oknem w sypialni. Reszta da nam znać jak będzie.



Zobacz profil autora
Właśnie miał pełną buzię od pizzy, gdy wpadł Noah i rodem z filmu sensacyjnego rzucił w niego torbą i kazał ubierać się w jakieś ciuszki. Howahkan jedynie przełknął pizze i złapał torbę. Zajrzał do niej.
- Widzę, że poważna sprawa. - skomentował. Zaraz jednak założył bluzę bez dalszego dyskutowania. Potem bandanę przewiązał wokół szyi, by ją szybko założyć ewentualnie. Drugą podał chłopakowi. Ale malować się nie zamierzał. I przebierać się nie musiał bo w czarnym dresiku sobie siedział już.
Na szybko wpakował do ust kolejny kawałek pizzy, by mu potem nie burczało w żołądku. Dźwignął się z kanapy i był gotów.
- Jestem niezwykle ciekaw co siedzi w tej twojej głowie, z której rośnie to bujne włosie. - uśmiechnął się pod nosem.



Zobacz profil autora
- Się przekonasz - odparł, nasuwając bandanę na twarz, a potem zakładając czapkę i kaptur do tego. Usłyszeli samochód a potem klakson. Noah gwizdnął i polazł do sypialni.
Chwilę potem oboje wyskoczyli z domu, by skierować się na pakę pick upa, gdzie siedział już jeden Duszek. Drugi za kierownicą.
- Nie sypnie? - rzucił ten, siedzący na aucie.
- Ręczę za niego.
- To miejmy nadzieję, ze masz rajcę, bo chujowo by było, jakbyś być bez ręki.
Noah spojrzał na Howahkana.
- Kilka zasad. Nie wołamy do siebie po imieniu, trzymasz się mnie, a jak coś sam spierdolisz i wpadniesz w kłopoty, to cię zostawiamy. Robisz co mówię i za nic, do chuja, nie ściągasz bandany. A jak zaczniesz sypać po wszystkim, to bądź pewien...
- Że się odpłacimy - dodał drugi Duch, którzy trzymał strzelbę - śmierć konfidentom.



Zobacz profil autora
Poszedł za przykładem Noah i nałożył na buzię bandanę, a na głowę kaptur. No wyglądał teraz jak najprawdziwszy zbir. Siostra byłaby taka dumna...
Wyleźli z domu przez to okno i Howahkan bez trudu wskoczył na bagażnik pick upa. Nie odzywał się podczas wymiany zdań dwójki mężczyzn. Uważnie jedynie obserwował tego drugiego. Gdy się do niego zwrócili to włączył mu się tryb żołnierza i kiwał głową posłusznie.
- Zrozumiałem. - rzucił zdecydowanie, a lekki dreszczyk podniecenia pojawił się w jego pustej od jakiegoś czasu duszy.
Spojrzał jednak na strzelbę. Tego się nie spodziewał. Z bronią był obyty, ale nie spodziewał się aż tak poważnej akcji.

zt oboje



Zobacz profil autora
/21.09.2013/wieczór/

Po spotkaniu Świętych Consuela przespała cały dzień. Obudziła się pewnie późnym popołudniem, kiedy chłopaków nie było w domu. Umyła się, wskoczyła w koszulkę z Napoleonem Borntoparty, przyrządziła sobie wykwintny posiłek w postaci płatków śniadaniowych z mlekiem, odpaliła sobie jakiś mołdawskich Milionerów. Akurat leciało pytanie za tysiaka.
A Wypierdalaj siedział w kącie i syczał nienawistnie.



Zobacz profil autora
21.09.2013, ok godz 24

Podjechali pod dom Consueli i zapewne Noah i Howahkan zeskoczyli z auta i pognali do domu. Albo ich wysadzili kawałek wcześniej.
Gdy tylko przekroczyli próg domu Hołie dał upust swojej fascynacji.
- Dawno tak bardzo nie czułem, że żyję! Wow!
Nawet nie zauważył Consueli, był tak podjarany akcją. Machnął rękami i uśmiechał się wesoło. Jego oczy błyszczały. Niczym dzieciak po wizycie w Disneylandzie.



Zobacz profil autora
21.09.2013, ok godz 24


Noah i Howahkan zachowywali się, jakby wygrali w totka. Skakali, potrząsali sobą, cieszyli się jak gówniani i szczeniaki, które cieszyły się, ze ktoś im piłkę rzucił. 
- Udało się, udało! No kurwa, mówiłem co, mówiłem ci, że jest warto!...
Własnie uniknęli rozstrzelania i spalenia żywcem, nie złapała ich policja ani białasy. Nic tylko świętować.
Zapewne rzucili się sobie w ramiona, w tym tryumfie. Noah sprzedał też Howiemu braterskiego buziaka w ust.a No homo, ale zawsze. 



Zobacz profil autora
A Consuela siedziała na kanapie, z miną wsiowego debila, trzymając łyżkę z płatkami w drodze do ust i przyglądając się temu egzotycznemu obrazkowi, którym byli dwaj z reguły smutni Indianie, cmokający się w usta. Jej twarz przybrała wyraz lekkiej grozy.
- Czy wy przypadkiem sobie nie... no ten? - zapytała, śmiesznie marszcząc nos - O borze, totalnie to zrobiliście. - powiedziała w końcu, lekko się wzdrygając.



Zobacz profil autora
Ale Howahkan był na takiej fazie, że totalnie się nie przejmował tym co zrobił Noah i tym co mówiła Consuela. Roześmiał się i wyrzucił dłonie ku niebu, aby zaraz potem dać od siebie coś. Drugiego buziaka Noah.
Bryknął na kanapę, ciągnąć za sobą drugiego Indianina, by klapnął po drugiej stronie, przeskakując oparcie i chwycił w dłonie policzki Consueli, cmokając ją też. Potem ją uściskał.
- Nawet nie wiesz jak się dziś bawiłem! - nie marnował czasu na zaprzeczenie słowom Ramirez.
Potem wychylił się i spojrzał na Noah, wyciągnął ku niemu dłoń, by przybili piąteczkę.



Zobacz profil autora
Klepnął na kanapie i powoli się uspokajał. Na twarzy miał rozmazany makijaż wojenny, pod szyją bandanę i ubrany był jak na wojnę. Wyciągnął nogi przed siebie.
- Co? Tak, totalnie to zrobiliśmy. Totalnie sfajczyliśmy przyczepę. Fajczyła się aż miło. 
Wziął kilka głębokich oddechów. Spojrzał na Howahkana, który przed chwilą pocałował Consuelę - ale nic nie powiedział. Spojrzał tylko na dziewczynę, jak szczeniak co też chce dostać nagrodę. Albo pochwałę za to co zrobił. 
powoli jednak do niego dochodziło jak to mogło brzmieć. Dziwnie.
Potarł dłonią twarz.
- byliśmy na akcji... z Duszkami... o boże, jestem tak podjarany, ze mógłbym, nie wiem co. Zrobić jeszcze jedną akcję, albo ułożyć puzzle 2000 elementów w jedną noc, albo się bzykać na okrągło przez kilka godzin, albo nie wiem co, tańczyć!



Zobacz profil autora
Lekko ją wmurowało, kiedy Howie się nagle zrobił taki wylewny. Nie, żeby nigdy podglądając go w łazience nie wyobrażała sobie różnych rzeczy, jednak w prawdziwym życiu niektóre rzeczy wyglądają ciut inaczej.
Potem przeniosła wzrok na Noah, który znalazł się nagle po jej drugiej stronie i przez moment patrzał na nią, jakby mu się chciało siku. Na szczęście chwilę potem wyjaśnil jej o co chodzi.
- Paliliście przyczepy? To w takim razie... to w takim razie wy wcale nie... - odetchnęła w końcu z ulgą, a na jej twarz wpłynął lekki uśmiech.
- No bo się przestraszyłam, żeście się czegoś razem nawciągali. - pokiwała głową, śmiejąc się lekko.
- Co?! Paliliście przyczepy?! Czemu?! - zapytała nagle już żywiej, bo dalej nie wiedziała o co chodzi.
- Aha, no i jakbyście chcieli to powtórzyć... tego buziaczka, to następnym razem poczekajcie aż wyjmę telefon, dobra? Chcę mieć na pamiątkę, hehe he... - odchrząknęła i podrapała się w policzek, kiedy zorientowała się, że to w sumie średnio śmieszne było. Nie to co Kasia, która myli Bajora z Bajmem.



Zobacz profil autora
Howahkan spojrzał na Noah, który tak po prostu powiedział Consueli wszystko. A potem wzruszył ramionami. W sumie ufał on bardziej jej niż Hołiemu. Chyba tak to było.
Znów się roześmiał i ściągnął bluzę, bo zrobiło mu się gorąco. Został w samej, luźnej koszulce na ramiączkach. Potem rozwalił się na kanapie wygodniej, buciory wrzucając na stolik.
- Co ty! Jakie wciągali! My czyści! Noah to już w ogóle. - wyjaśnił. - Kurwa, Noah. Akcja, seks i taniec! Wino, kobiety i śpiew! Dziwki, koks, tajski boks!
Gadał jak najęty. Do tego zupełnie nie był sobą. Nagle jakby wszystko w nim puściło, w dobrym kierunku (chyba). No bo nie lał po mordzie, a się cieszył.
- Ja to wolałbym powtórzyć buziaczka z piękną kobietą. - odezwał się i spojrzał z uśmiechem na Consuelę. Oh... Potem wyciągnął szybko telefon i na nim się skupił, wystukując jakiegoś smska. Chyba jednak nie o Consuelę mu chodziło.
- Nie wierzyłem, że spotkam takich kumpli jak wy!



Zobacz profil autora
Mimo iż wciąż czuł adrenalinę, to powoli odzyskiwał trzeźwe myślenie. Zaśmiał się nerwowo.
- No, nie no, tak jak Howie mówi... z ładną dziewczyną to można - spojrzał kontrolnie na parę. Nic nie skomentował.
Porał znowu spocone i brudne czoło.
- Paliliśmy przyczepę byłego przywódcy KKK. A tak w ogóle, to nic nam nie jest, znaczy, cało wyszliśmy, to ten. Sukces. Tylko teraz nie możemy się przez jakiś czas wychylać. 
Sam ściągnął swoje ciężkie, obłocone buty. 
- Em, no fajni kumple to podstawa, co nie? Boże... padam z nóg... nie mam sił iść pod prysznic nawet...



Zobacz profil autora
Consuela zaśmiała się głupio, nawijając kosmyk włosów na palec, będąc przekonana, że chłopaki mówiąc o 'ładnej dziewczynie' mieli na myśli własnie ją. No cóż, ładna to może nie była i wiedziała o tym doskonale, ale nie gardziła z reguły drobnym kłamstewkiem od czasu do czasu, od tak dla poprawienia sobie humoru. Zwłaszcza, że osobą, która ostatnim razem powiedziała jej, że jest ładna była jej babcia.
- Tylko nie ściągnijcie na mnie żadnych kłopotów, dobra? - westchnęła, mając nadzieję, że nie straci przez nich kończyn, w końcu ręczyła za ich obu.
Potem po tekście o prysznicu, Consuela zbliżyła się nagle do Noah, wciągając mocniej powietrze nosem. Pachniał benzyną, kurzem i potem.
- Obawiam się, że bez prysznica się nie obejdzie. Chyba, że chcesz spać znowu z Howiem. - wskazała kciukiem na chłopaka i roześmiała się.



Zobacz profil autora
Hołi nie odzywał się przez dłuższą chwilę, pisząc coś intensywnie w telefonie. Stukał i pukał, hehe. W końcu rozłożył rękę na oparciu kanapy, za Consuelą i oparł głowę, odchylając ją. Zaśmiał się znowu, nieco bardziej zamulony. Prawie, że senny.
- No, było zajebiście. Piszę się na to. - rzucił i przymknął na moment oczy. Szybko się opamiętał, bo poczuł, że śmierdzi. - To ja pierwszy lecę!
Zerwał się nagle i w biegu do łazienki zrzucił buty, koszulkę i spodnie i prawie na szczupaka wskoczył do łazienki, zamykając się na chwilę, by zakosztować prysznica.



Zobacz profil autora
Noah nie mógł mówić za Howahkana, ale chłopak mówiąc o ładnej dziewczynie miał na myśli Consuelę. Tak obiektywnie! Jednak chyba nie miał na tyle odwagi, by dalej ciągnąć ten temat.
- Nie ściągniemy na ciebie problemów, obiecuje - powiedział i założył Consueli włosy za ucho. Mogłaby się uczesać!... Ach!
Podniósł rękę i powąchał się pod pachami. Dziewczyna miała rację, cuchnął i przydałby mu się prysznic. Niezależnie jaką sympatia pałał do Hawhkana, nie chciał z nim powtarzać nocy na kanapie w salonie.
- Zdecydowanie wolę spać z tobą. W tej, no, mojej szufladzie, co nie? - dodał nerwowo, opuszczając ramię i spoglądając na Consuelę. Wzrok jednak szybko powędrował w stronę Howahkana, który skutecznie rozrzucał swoje ciuchy po pokoju. 
- Nie sądzisz, ze ten, schudnąć powinienem? - zapytał nagle, szeptem, spoglądając po sobie. Co by nie było, klata Thora w wykonaniu Oldwooda mogła wpędzać w kompleksy, a sam Noah chyba nie lubił być nimi przytłaczany. A jeszcze gorzej było, jak faktycznie lubił osobę, o którą był zazdrosny.
- Oj, ale się nie śmiej dobra!
Wstał i zaczął zbierać ciuchy Howahkana, by odrzucić je na kanapę.



Zobacz profil autora
Kiedy Howie się nagle poderwał i po drodze do łazienki zaczął ściągać z siebie i rozrzucać swoje ubrania, świat w głowie Consueli zwolnił, a w uszach rozbrzmiała ta piosenka. Jako, że dziewczyna zasilała grono estetów wrażliwych na piękno wymienników cieplnych, które są elementami centralnego ogrzewania. Przyglądała się Howiemu z tępym wyrazem na twarzy i lekko rozchylonymi ustami, dopóki nie znikł w łazience.
- Schudnąć? A po co? - zapytała, kiedy Barry White ucichł. Niestety - kiedy patrzyła na Noah, ten nie zaśpiewał. Być może był dopiero w trakcie komponowania ody do podgrzewacza ciepłej wody użytkowej.



Zobacz profil autora
Gdyby tylko czytał w myślach to... w sumie to nie wiedziałby jak zareagować, bo trudno oczekiwać innego soundtracku do pośladków Howahkana. Lecz Houser chyba nie chciał o nich myśleć. Jak Noah sam na siebie patrzył, to mu w głowie leciały utwory Drake'a o tym jaki to jest miły a dziewczyny i tak go nie chcą. 
Jak się tak dziewczyna zapatrzyła to jej pomachał dłonią przed oczami. Ziemia do Consueli.
- Eeee... no nie wiem, bo chyba jestem taka kluska nieco, nie? - zapytał, drapiąc się po głowie.



Zobacz profil autora
Jakby wiedział co siedzi w głowie obojga to zapewne, by się bardzo, ale to bardzo zawstydził. Bo on nie przykładał jakiejś większej wagi do swojego boskiego ciała, jedynie dbał o kondycję tak jak był przyzwyczajony. Dłuższą chwilę spędził w łazience, by w końcu wyleźć w ręczniku, standardowo szczotkując jeszcze zęby.
- Ej a mozhgue bymy obie jak to no wiehie ahm kuhde. - wybełkotał niezrozumiale i polazł wypluć pastę i wypłukać usta. Wrócił po chwili. - Jaka kluska? Że co? Ej, Noah, wy to takie akcje to często?



Zobacz profil autora
Kiedy chłopak pomachał jej dłonią przed nosem, ogarnęła, że jej zapatrzenie się było widać trochę bardziej niż planowała. Potem spojrzała na Noah, marszcząc lekko nos.
- Nie rozśmieszaj mnie, Noah. - pokręciła głową, podpierając brodę o dłoń, wracając wzrokiem do Howiego w samym ręczniku. Znowu w uszach jej rozbrzmiał Barry White.
- Przecież jesteś taki słodki, Noah. Miły, pomocny, uroczy... no i ten kaloryfer... - oznajmiła z rozmarzeniem i westchnęła.
- Do takiego kaloryfera, to się można by było przykuć jak strajkujący z Greenpeace do drzewa z lasów równikowych... - wymruczała i... zorientowała się, że powiedziała to na głos. W towarzystwie ich obu.
Nagle się wyprostowała, odchrząkując.
- W sensie... no wiecie, wymiennik cieplny, który jest elementem centralnego ogrzewania. To miałam na myśli. - sprostowała, czerwona jak buraczek, już nic nie mówiąc. Lepiej by chłopaki obgadali sobie Duszkowe akcje - to było w końcu ważniejsze.



Zobacz profil autora
O tak, miły, uroczy, uczynny i na pewno nie wyglądający jak mistrz mister mokrego ręcznika. Aż zacisnął zęby, ale nic nie powiedział, zasiadając głębiej na kanapie. 
- Taaa...
Racja, powinien skupić się na duszkowych sprawach, ale ciężko było, jak Thor im tu świecił klatą, a Noah usiłował nie wyglądać jak klops w sosie z buraków. 
- Czy często? Zależy od sytuacji... a co? Chciałbyś się zapisać na kolejne?
Spojrzał kontrolnie na Consuelę.
- Bo to się da załatwić
Nagle poczuł się jakby... lepszy. W tym momencie to on był ważniejszy w swoim mniemaniu niż Thor. Aż się wyprostował dumnie.



Zobacz profil autora
No skoro słowa padły na głos to teraz twarz Howahkana wyglądała jak sos burakowy. Zawstydził się wyraźnie, bo jakoś sobie z tego sprawy nie zdawał. Przejechał po krótkich włosach na głowie i odchrząknął. Nie wiedział co ze sobą zrobić, dlatego polazł do szafki i wyciągnął, czerwoną koszulkę, którą nałożył, by nie świecić golizną.
- Hm... Khm... - spojrzał na Noah. - No wiesz, możesz na mnie liczyć. Chciałbym...
Potem spojrzał na Consuelę, której jakoś nie ogarniał. Była mega dziwna. O czym ona mówiła. Wrócił wzrokiem na Noah i zauważył jak on ciągle przygląda się Latynosce. Zostawiłby ich samych, ale nie za bardzo wiedział, gdzie mógłby się podziać.



Zobacz profil autora
Consuela uśmiechała się krzywo, spoglądając to na Noah, to na Howiego. Była w końcu mistrzem subtelności - uczyła się w końcu od najlepszych. Od Świętych. Z resztą - była wyjątkowo prostą dziewuchą i z reguły jej myśli znajdowały ujście w otworze gębowym.
- To... to ja was może zostawię. - powiedziała, po czym podniosła się z kanapy i pewnie zaszyła się w swoim pokoju, uprzednio pewnie myjąc się, a potem zakopując w pościeli.



Zobacz profil autora
Nim poruszył ponownie temat akcji, poczekał aż Consuela zaszyje się w łazience. Słysząc prysznic, Noah pochylił się do przodu, splatając dłonie.
- Chciałbyś. Ale musisz udowodnić, że jesteś wojownikiem - I mówił to bardzo, bardzo poważnym tonem.



Zobacz profil autora
Howahkan jeszcze trochę podjarany poprzednią akcją, nachylił się też, że prawie stykali się nosami jak dwa Eskimoski. Pokiwał głowa.
- Jestem wojownikiem. W wojsku nie narzekali. Walczyłem do końca. To teraz też dam z siebie wszystko... Taka adrenalina, łał. Idę na to. - odparł ciszej, konspiracyjnym tonem. No zupełnie jak nie on.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach