Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 3 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

- Ale ja teog nie wiem. A ja tu jestem wodze, Howahkanie - powiedział surowo i bez cienia uśmiechu na twarzy.
- Jutro mi udowodnisz, czy mogę pozwolić grupie głosować - uniósł palec ku górze, a potem wycelował go w czoło Howahkana.
- W Old Whiskey są trzy kościoły. Na każdym z nich, jutro w nocy, zostawisz nasz znak. A na sam koniec, wejdziesz na dzwonnicę kościoła w Wild West Town i wywiesisz tam flagę... Wszystko w jedną noc. Jak się uda... będzie głosowanie.



Zobacz profil autora
- No jesteś, jesteś wodzem. - nie miał z tym problemu. Przez większość życia słuchał rozkazów. Przywykł do tego. Można rzec, że urodził się do wykonywania rozkazów. Tak było prościej. Unikał pełnej odpowiedzialności za swe czyny.
- Rozumiem, że materiały potrzebne do zadania dostanę? - o sam plan nie pytał. Był jasny jak słońce.



Zobacz profil autora
- Dziś wieczorem - powiedział cicho i poklepał Howiego po policzku.

Przez resztę dnia Naoh nie było w domu. Howahkan mógł nawet odnieść wrażenie, że chłopak olał go i całą sprawę. Może "wytrzeźwiał" i przemyślał?
Nic z tych rzeczy. Równo o 22:00 do domu wpadł Houser. Wręczył chłopakowi torbę, w której była maska, spray, szablon i flaga z wymalowaną twarzą syna wodza Cochise - Naiche. 

- Jeśli cię złapią, nakryją... nie wejdziesz już do tego domu - rzucił, całkiem poważnie.
Potem kazał Howahkanowi nałożyć na twarz makijaż wojenny. 



Zobacz profil autora
Gdy nastał wieczór Howahkan czekał z niecierpliwością na Noah. W końcu ten się pojawił. I znowu zaczął tym poważnym tonem. Kurde, aż się Indianin cały przejął. Wkręcił na maksa. Jednak nie odczuwał strachu. Jedynie entuzjazm.
- Dobra, dobra. Dam radę! - obiecał i stanął przed Noah wyprostowany jak struna i uderzył się w pierś. - Wodzu!
Nie wyglądało jakby się naigrawał z niego. Może nie był super, hiper poważny, ale też nie żartował.
Potem przebrał się w ciemne ciuszki, co Consuela niestety przeoczyła i pewnie zapłakałaby się z tego powodu. Ubrał bandanę, narzucił kaptur i poddał się woli Noah, malując twarz w te kreski i inne, co były barwami wojennymi.
Gdy był gotowy stanął w drzwiach. Wyobrażam sobie, że musiał wyglądać efektownie jak nigdy. Jaram się totalnie.
Przerzucił pasek od torby, przez ramię, by mu było lepiej. Przez myśl przemknęło mu, że powinien zainwestować w motor.
Czekał na błogosławieństwo do wyruszenia.
Niczym syn idący na bal maturalny. Niczym chłopiec idący na wojnę i żegnany przez mamusię białą chusteczką.



Zobacz profil autora
Na takie akcje najlepsze stopy. Albo rower - cicho i szybko. Motory na inne okazje. 
Ale nie było czasu na tłumaczenia. Noah wręcz wykopał Howahakana z domu, zmykając wszystkie zamki. 
- Jak ci się uda, zapukał w okno 4 razy - rzucił jeszcze nim mężczyzna został sam...

/zt dla Howiego.



Zobacz profil autora
22.09, nad ranem

Tak jak bylo ustalone zapukal w szybe cztery razy i czekal az go wpusci. Zapewne zostal wpuszczoiny i wgramolil sie do srodka, prawie upadajajac. Wyprostowal sie jednak i stanal taki dumny Noah niczym partyzant na Starej Kiszewie po udanej akcji. Sciagnal bandane i odetchnal, rzucajac torbe na bok.
- Nikt mnie nie zlapal. Wszystko wykonane. - rzucil uszczesliwiony, jak piesek, ktory wykonal poprawnie komende. Zamerdal ogonem.



Zobacz profil autora
Noah siedział w domu, też ubrany w swój Duszkowy Mundurek. Czemu? Howahkan się za moment miał o tym przekonać.
Bo gdy tylko ten wlazł do domu, Houser momentalnie go z niego wypchał. 
Kazał wsiadać do swojego forda, po czym szybko odjechali w kierunku pustyni.
A Consuela zapewne rano zastała karteczkę w kuchni "Wrócimy późno. Nakarm kota."


/zt - ??



Zobacz profil autora
/ 23.09.2013, później popołudnie

Po dniach pełnych wrażeń, pijaństwa i kaca, Noah musiał się... uspokoić. Wiedział, że policja węszy i dał tez Howahkanowi do zrozumienia, że powinni teraz się nie wychylać. odczekać, nie rozmawiać o tym co się działo. Pierwsza zasada - po takich akcjach cisza i gęba na kłódkę. Nikt przecież się wsypać nie chce, a wiadomo, ze gliny będą szuka winnych wśród kolorowych. Przecież dali im wystarczające ku temu powody. 
Tak wiec dzień spędził na graniu na syntezatorze, rysowaniu erotycznych fanartów do Sailor Moon i bawieniu się z Wypierdalaj. Trochę po szesnastej przypomniał sobie, że kupił przecież bilety na szalonego Maksymiliana! To go zmusiło do wyprasowana sobie KOSZULI. No przecież jak wsiok do miasta nie pojedzie...



Zobacz profil autora
/23.09.2013/później popołudnie/początek/

Consuela pewnie niedawno wróciła z pracy, potem zjadła na obiad dwie kanapki, potem popłakała sobie w łazience z tęsknoty za swoim laptopem, aż w końcu weszła do salonu, natykając się na Noah, który właśnie prasował sobie koszulę. Dziewczyna uniosła wysoko brwi.
- A ty co, w koszulach teraz będziesz chodził jak jakiś esesman? - zapytała z lekkim zdziwieniem, a potem zarechotała głupio. Chyba kompletnie zapomniała o ich Szalonym Maksymilianie.



Zobacz profil autora
- E, nie, ale czasami trzeba wyglądać jak człowiek, co nie? - Też się głupkowato zaśmiał, przyciskając ledwo działające żelazko, do materiału. No nie był to szczyt elegancji, ale lepsze to niż bluza z kotem. 
Spojrzał na dziewczynę, zastanawiając się, czy Consuela przypadkiem kompletnie nie zapomniała o ich Szalonym Maksie.
- Czy ty przypadkiem kompletnie nie zapomniałaś o naszym Szalonym Maksie? - Zapytał - nie martw się, wybaczam. Jak nie chce, to się wybiorę sam.



Zobacz profil autora
Dziewczyna przez chwilę miała na sobie nieco skonsternowany wyraz twarzy.
- O ja pindole, kompletnie zapomniałam o naszym Szalonym Maksymilianie! - powiedziała, łapiąc się za głowę.
- Przepraszam cię Noah, że tak wyszło. Miałam trochę ważniej... - no cóż - to była prawda, że Consuela miała na głowie sprawy dużo ważniejsze niż głupie kino. Jednak mimo wszystko nie brzmiało to fajnie, gdyż Noah mógł odebrać, że to właściwie on jest taką jakąś mniej ważną sprawą, a tak przecież nie było.
- To znaczy, yyyyy... - podrapała się w skroń w lekkim zakłopotaniu - Jak ty ładnie dziś wyglądasz. - spróbowała desperackiej metody na uratowanie sytuacji.



Ostatnio zmieniony przez Consuela Ramirez dnia Czw 02 Lip 2015, 22:13, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora
Uśmiechnął się lekko.Rozbawiło go to jej zmieszanie.
- Ej, spoko. Totalnie rozumiem! No przecież ja tez miałem ważniejsze sprawy.. 
Skończył z koszulą i obejrzał się po sobie.
- Lupita, mam na sobie t-shirt z Shakirą, bokserki i klapki. Dziękuję. A ty, wskakuj w kieckę. Mamy randkę - zafalował brwiami.
- Nie no, nie randka. Dobra, możesz gacie nałożyć.



Zobacz profil autora
- Dobra, ubiorę się. - powiedziała, powoli wycofując się do pokoju - I żebyś wiedział, że założe gacie. Największe jakie am. Takie do kolan i pod szyję. W końcu to nie randka, to sobie mogę, co nie. - powiedziała, trochę się obawiając, że mimo wszystko Noah coś tam do niej tego i stąd to kino w ogóle.
- Och, chyba nawet ich ostatnio nie prałam, ale to trudno! - krzyknęła z pokoju, w którym zaczęła ściągać z siebie ciuchy - O rany, jeszcze ciepłe! - kontynuowała, rzucając ubraniami na wszystkie strony.



Zobacz profil autora
Noah przyjął do wiadomości, ze Consuela nie traktuje tego jak randkę i spokojnie mógł sam tak myśleć. Ale słysząc jej nerwowy głos i ton, udający jak ona bardzo tego nie traktuje jak randkę - to się zaczął zastanawiać.
Sam ściągnął koszulkę i ubrał koszulę. 
- Mogłabyś mi wiesz, moje spodnie rzucić. Nie wparuję ci do pokoju jak jesteś w bieliźnie, jeszcze sobie coś pomyślisz, hoho!



Zobacz profil autora
- Ależ spokojna twoja głowa, nic nie pomyślę. Moje wielkie gacie skutecznie odcinają mnie od tego typu myśli. Chociaż nawet jakbym ich nie miała, to wtedy też bym nie myślała. - oznajmiła z wiadomą sobie elokwencją.
- Nie, żebym nie nosiła kiedykolwiek gaci. Zawsze noszę. Nawet jeszcze większe. - mówiła dalej, a w międzyczasie zza drzwi jej pokoju wyleciały spodnie Noah.
- O, moja ulubiona sukienka! - zawołała nagle, zupełnie nienaturalnym tonem - Do kostek! Wygląda trochę jak habit, ale jest super. Jak ją zakładam, to ciągle myślę o Bogu. Wiesz, że kiedyś chciałam iść do zakonu? - szykuje się im super wieczór.



Zobacz profil autora
Nie wiedział, czy robić facepalma czy się śmiać. Może jedno i drugie. Dziewczynina się chyba stresowała jak przed studniówką. Aż miał ochotę... a zresztą.
Zajrzał do tego pokoju, wychylając głowę przez drzwi.
- Słuchaj, idziemy tylko do kina, nie oświadczam ci się. Spokojnie!



Zobacz profil autora
Consuela pewnie rzuciła w Noah swoją koszulką, kiedy wychylił się do jej pokoju. Miała nadzieję, że będzie to wyraźny znak, by wycofał wojska.
- Ależ oczywiście, że mi się nie oświadczysz, bo to NIE JEST randka. - powtórzyła.
- Na randki, to nie chodzą tacy ludzie jak my. Bo my w ogóle do siebie nic nie tego, ani nic. Na randkach, to się człowiek patrzy w oczy i maca po kolankach, a nie ogląda jakiegoś Pojebanego Maksymiliana, czy jak to ten tam film szedł. - zarechotała, odrobinkę histerycznie.
- A przede wszystkim... - kontynuowała, wychodząc w pokoju. W letniej sukience do ziemi w kolorze butelkowej (hehe) zieleni. - ...na randkach sie je kolacje. A ja już jestem najedzona.



Zobacz profil autora
Wycofał się, gdy ta rzuciła w nieco koszulką.
- No. Racja. Bez macania i patrzenia sobie w oczy - odparł, odrzucając ciuch na kanapę.
- A, bo ja myślałem, że potem pójdziemy na kebaba. Albo coś - podrapał się po głowie. 
Przyjrzał się dziewczynie i pokiwał głową.
- No, totalnie wyglądasz nie randkowo. Idziemy? - zapytał, wyciągając rękę, ale potem ją cofnął i uciekł gdzieś wzrokiem. - A no tak. Nie randka.



Zobacz profil autora
- Tak, tak właśnie. Cieszę się, że się rozumiemy. - pokiwała głową, ściągając usta w lekki dzióbek. Znowu kiwnęła głowa, kiedy powiedział, że ma nierandkowy wygląd, jednak zaraz potem chłopak wyciągnął w jej stronę rękę, by zaraz potem się speszyć. Consuela też się speszyła, czując się tak, jakby ktoś jej właśnie wsadził kij od miotły w cztery litery. Stała przez parę sekund, jak taki pantograf, czerwona jak buraczek, by w końcu westchnąć głęboko.
- Ach... jebać. - mruknęła i tym razem ona wyciągnęła do niego nie rękę, a obie ręce. Złapała go za kołnierz i wessała się mu w twarz.



Zobacz profil autora
- Co jeba...
Dziewczyna jednak skutecznie zamknęła mu usta i jednocześnie odpowiedziała na to niedokończone pytanie. Przez pierwszą chwilę się zastanawiał, co powinien zrobić, żeby nie wyszło głupio - bo przecież oboje byli trzeźwi i Consuela pocałowała go z własnej, nieprzymuszonej woli. 
To chyba jednak miała być randka. I żeby było jak najbardziej normalnie, to Noah też pocałował Consuelę. 
- No - dodał po chwili - serio ładnie wyglądasz. Hm, idziemy?
I teraz bez pytania, ją chwycił za rękę.



Zobacz profil autora
Rumiana jak pomidorek, zamrugała kilkukrotnie, zaraz po zajściu. Noah zaraz potem złapał ją za rękę i poprowadził do drzwi. Pewnie wszystko sobie zaplanował, szmaciarz. Zacisnęła usta, próbując przełknąć jakoś świadomość, że jednak będzie to randka. Ona nie umiała chodzić na randki i chyba własnie zaczęła się stresować zupełnie tak, jakby miała z nim jechać nie do kina, a na sprawdzian z algebry.
No i już tego żałowała. Szła na randkę z ćpunem, za co Baker ją zabije.
Pewnie całą drogę zastanawiała się co jej odjebało by go pocałować.
zt --> AC



Zobacz profil autora
/ początek, 25.09, południe

Jak kiedyś Parker wielokrotnie wspominał - potrafił zobowiązać się do nałożonej przez niego samego i wygłoszonej obietnicy. Podobnie było z zapewnieniem. Może bardziej z jego inicjatywy, ale teraz też Consueli zapewnił, że pożyczy jej pieniądze na spłatę grzywny, żeby nie musiała ona sprzedawać motocykla. To było akurat głupie posunięcie, ale zrozumiałe pod tym względem, że jej puste kieszenie śpiewały odę do biedy.
Któregokolwiek z mieszkańców byłego domu Parkera (niewiedzącego o tym, że tam jest nieco więcej niż jedna osoba) mógł zainteresować nagły warkot motocykla, jaki ucichł przed domem. Zaraz też rozniosło się pukanie.
No, Will mógł wejść jak do siebie, bo wcześniej klucze miał, ale zamki zmienione, po tej burzy wszystko ogarnięte, że aż żal.

Zobacz profil autora
/ początek, 25.09, południe


Noah właśnie szykował się do pracy. Trzeba było jechał po dzieciaki do szkoły, a potem im w mikrofalówce tortille odgrzać. Zakładał właśnie swoje zniszczone trampki, gdy ktoś zapukał.
- O... pan... Parker? - zapytał, przypominając sobie nazwisko.
- A... tak? Em, do Consueli? - podrapał się po nosie. 



Zobacz profil autora
- Elokwencji po Ramirez to nie masz - skwitował i kiwnął krótko na potwierdzenie tego, kim jest.
- Jest Consuela? - spytał, zauważając, że chłopak gdzieś się wybiera. Poza tym, oddawanie swoich ciężko zarobionych pieniędzy całkiem obcej osobie jakoś nieszczególnie mu się widziało, chociaż... patrząc na to, że mieszka z Ramirez to jakiś kredyt zaufania powinien mu udzielić.

Zobacz profil autora
Wycofał się, wpuszczając Willa do środka. 
- Em, nie, nie ma. Pomodliła się do Matki Boskiej z Guadalupe i gdzieś pognała - odpowiedział.
- A... coś jej przekazać, albo chce pan poczekać na nią? - Przestąpił nerwowo z nogi na nogę.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 3 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach