Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Bar "Viva Maria!"

Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19, 20  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 17 z 20]

1 Bar "Viva Maria!" on Sob 04 Lip 2015, 13:48

First topic message reminder :



STAN NA 2017 ROK:
Bar po strzelaninie i aresztowaniach w 2014 roku został zamknięty. Przez prawie dwa lata nikt tu nie zaglądał. Dopiero jesienią 2016 do miasta wróciła jedna z pracownic - Gigi. Wtedy też "Viva Maria" znowu zaczęła działać. 
Właścicielką wciąż jest Betty Jou, chociaż ta do Old Whiskey już prawie nie zagląda. 



Bar Viva Maria! mieści się w dwukondygnacyjnym budynku wciśniętym między drobnymi lokalami usługowymi. Pomieszczenie, do którego się wchodzi, jest długie i stosunkowo wąskie. Po prawej stronie ciąg stolików i krzeseł, zaś po lewej długa lada z rzędem barowych stołków. Podłoga imituje drewniany parkiet, ale zdarcia w niektórych miejscach zdradzają, że jest to zwykłe linoleum. Lada, stoliki i krzesła są jednak drewniane, siedziska wysłane zaś ciemnobrązową okładziną. Co zobaczymy za ladą, poza uroczą właścicielką, Betty Jou? Oczywiście liczne alkohole. Poza napojami wyskokowymi można tu dostać także drobne przekąski. Naturalnie, jak na porządny amerykański bar przystało, w strategicznym miejscu wisi także telewizor, który pamięta pewnie lata osiemdziesiąte – ale wciąż działa! Poza tym świętym pudłem, ściany zdobi też kilka rogatych czaszek oraz liczne, starsze i nowsze, zdjęcia. Widać na nich stałych bywalców, imprezy, samą Betty Jou, ale i kilka bardziej znanych ogółowi twarzy. Przy wejściu stoi szafa grająca, zaś na tyłach stół do bilarda. Ogólnie wnętrze jest dość ciemne, a gdy zbierze się w nim grupa palących facetów, widoczność staje się ograniczona do minimum.
Bar posiada ciasną kuchnię. Na piętro prowadzi obskurna klatka schodowa, a o jego zastosowaniu jakoś nikt nie mówi.

SZAFA GRAJĄCA VIVA MARIA!



W barze można zagrać w BILARD:


  1. Gra przeznaczona dla dwóch POSTACI - z czego jedną może być NPC.
  2. Gdy gracze dobiorą się w pary, rozpoczyna się grę. Jeden MECZ ma 3 TURY. Każda tura to rzut kostką na INTELIGENCJĘ + CELNOŚĆ (może być wspomagana logiką).
  3. Wynik rzutu kostką podstawiamy do wzoru na mnożnik: (Inteligencja + celność + ew. umiejętność) + k6*5
  4. Osoba z pary, która ma wyższy mnożnik WYGRYWA TURĘ i dostaje 10 punktów.
  5. Mecz wygrywa osoba, która wygrała najwięcej tur - zdobędzie najwięcej punktów.
  6. Rozpisanie meczu (sposób pisania) zależy jest od graczy - jak im wygodnie. Ważne, by było w postach zaznaczony wyniki mnożnika i punktacja.
  7. Grę w bilard można rozgrywać dowolną ilość razy (nie ma ograniczeń co do ilości meczy)
  8. Grę w bilard można wpisywać do DZIENNICZKA UMIEJĘTNOŚCI.








Oparła się dłońmi o blat baru i spojrzał na Bakera z kpiącym uśmieszkiem.
- A co, teraz to już o własnym barze nie mogę decydować? Tego tez mi zabronisz? No... no... A dziewczyn nie ściągam tu siłą. Same przychodzą, bo mnie lubią. Nie martw się,. Nie robią tego w godzinach pracy.
Odeszła kilka kroków od mężczyzny i sięgnęła po drugie piwo, by mu podać.



Zobacz profil autora

401 Re: Bar "Viva Maria!" on Pią 25 Sie 2017, 17:31

Nie zdążył, Lil pilnowała takich spraw. Przynajmniej wtedy, kiedy mogła, bo przecież cały czas go kontrolować nie będzie i nawet nie zamierza. Miał swój rozum (choć czasem wątpiła). Omen usiadł na zewnętrznym parapecie i stukał w szybę. Uparty. Fawor mentalny.
- Właśnie widziałam - obeszła bar, by do niego podejść i przytulić się, cmokając w policzek. Nie była fanką wylewnego okazywania uczuć publicznie.
- Na pewno wszyscy święci, którzy mogą. Jakieś duszki. Dalej ciężko mi powiedzieć, ale to i tak da sporą liczbę osób. Nawet Betty przyjechała - a mieszkała na Florydzie, miała więc kawalek.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

402 Re: Bar "Viva Maria!" on Pią 25 Sie 2017, 22:41

Zaparł się na przedramieniu na barze. Dosłownie na moment, kiedy to Gigi prawie potykając się o swoje własne nogi doleciała ze szklankami do wypicia bruderszaftu. Niemalże mechanicznie rękę przełożył, przeplótł i łyknął sobie zdrowo. Tradycyjnie mógł zniszczyć marzenia Gigi, jeśli liczyła na pocałunek w ramach ceremoniału.
Usiadł z powrotem obok Briana, wysłuchując tego, co mówi. Skrzywił się, patrząc na półki z alkoholem różnego rodzaju i pochodzenia. Sięgnął po podsuniętą przez Liluye whisky i wychylił.
— Możliwe, że dlatego, że kasyno nigdy nie było stricte powiązane ze Świętymi, a osobny interes — zauważył. I pomimo to, część zarobku stawała się częścią oszczędności gangu. — Warsztat... o tyle dobrze, że to jedyne miejsce, w którym muszą naprawić, bo co, do Appaloosa pojadą i zapłacą dwa, trzy razy tyle? — pokręcił żarem o ścianki popielniczki, formując w stożek. — Foster spuściła z ceny pewnie właśnie ze względu na to. Reklama dźwignią handlu i zdążyło jej się to zwrócić. Może mu zakazała, może nie. Swoje zadeklarował, wszystkiego nie zrobił, więc jebać to — zerknął w stronę okna, gdzie ptaszysko Liluye stukało w szybę z oburzeniem. Również kiwnął do Delshaya.
— Zresztą... Mamy tutaj aferę, więc albo będą zajmować się sprzątaniem swojego syfu i zostawią nas w spokoju, albo znowu będziemy psy gościć do zbędnych przesłuchań. Można to wykorzystać.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

403 Re: Bar "Viva Maria!" on Pią 25 Sie 2017, 23:23

Elisabeth uśmiechnęła się na ten komplement od Gigi a potem zerknęła na Setha ciekawa jak zareagował na wieści, które chwilę wcześniej podała telewizja.
Pewnie znowu będzie miał długie spotkania z Brianem i ogarnianie wszystkiego by się zupełnie nie rozpadło. Teraz mieli do pomocy Willa z jego analitycznym umysłem i pozostałych, którzy opuścili więzienie.
Elisabeth nie mieszała się do spraw klubowych ale od czasu do czasu zastanawiała się, kiedy w końcu Brian przejmie formalnie władzę. Sue cholera wie, kiedy wyjdzie a po z tym czy on już nie powinien na emeryturę przejść.
Upiła łyki piwa i zerknęła na Liluye w koszulce. W sumie tez mogłaby swoją założyć.
- Zaraz wracam.- rzuciła-do Setha i Willa by ruszyć do toalety. Po chwili wróciła w nowym stroju i ulokowała się przy boku prawie męża jednocześnie pisząc sms do opiekunki czy wszystko z bliźniakami ok.



Zobacz profil autora

404 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 00:13

Seth zasępił się oglądając wiadomości. Pierdolone jebaki, które nie mają pojęcia o co rozgrywa się gra. Nie znosił dziennikarzy, starał się unikać wiadomości jak ognia, bo stronniczość wiadomości podawanych w formie papki dla idiotów, którzy siedzą z paczką chipsów, z plamami od tłuszczu ze skrzydełek kurczaka, była dla niego nie do przetrawienia. Może nie był najbystrzejszym gościem pod słońcem, bo do rozmysłu i śliskości Willa wiele mu brakowało, ale w końcu, kurwa, po to mieli Willa. Całe szczęście, że wyszedł.
- Pieprzyć ich. Zrobimy co trzeba, jak zawsze zresztą. - stwierdził spokojnie, popijając drinka. Kiwnął głową Brianowi, w końcu Seth też pracował w warsztacie i pomagał utrzymać całą tę kupę gówna we względnym kształcie piramidy. Wewnętrznie zastanawiał się tylko czy to gówno nie wyparowało gdzieś do atmosfery i czy nie spadnie na ich łeb gówniany deszcz. A koprofilem nie był, więc języka nie wystawi.
- Warsztat się utrzyma. Trzeba będzie pomyśleć nad czymś co ociepli nasz wizerunek... - zagaił do Briana i Willa, zbliżając się do nich, gdy Beth poszła do łazienki. - poglądowo w wykonaniu tych Świętych, którzy w pierdlu nie byli. A może i wszystkich, nie wiem. - pociągnął ze szklanki, wydobywając papierosa z kieszeni kamizelki.
- Will, mogę z tobą pojechać do Foster, wingman ci się przyda, a poza tym to dawno nie robiłem nic poza trzymaniem narzędzi w łapie. - stwierdził, a gdy jego jeszcze-nie-żona wróciła, uśmiechnął się do niej na widok koszulki. Pasowała jej.
W tym samym momencie zasępił się znacznie i spuścił głowę, gdy dotarła do niego świadomość, że burza gówna może zagrozić jego dzieciom. Nie był idealnym ojcem, ale kochał te dwa małe potwory i myśl, że ktoś mógłby coś im zrobić sprawiła, że napięły mu się mięśnie karku. Zamaskował to jednak, sięgając po zapalniczkę. Gdy odpalił szluga zaciągnął się i podniósł wzrok z powrotem na resztę.




Ridin' through this world
All alone
God takes your soul
You're on your own
Zobacz profil autora

405 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 11:19

Jimbo jeszcze długo wpatrywał się w ekran telewizorka, miętoląc w ustach najrozmaitsze przekleństwa. No wkurwiony był. Jim był z resztą notorycznie wkurwiony. Gang mu się posypał, niewdzięczna familia wypięła na niego dupsko, części w motorze mu zardzewiały, a on sam nie miał grosza przy duszy - z resztą jak większość Świętych (prócz Parkera, bo ten skurwiel zawsze wiedział jak się urządzić). Informacja o tym, że Smith rozpłynął się w powietrzu była jak wisienka na torcie. Aż mu z tego wszystkiego skoczył cholesterol.
- Pierdolony Baker. - wymruczał, o dziwo to jego w tym momencie przeklinając.
- Gdyby nie jego decyzje, Smith już dawno poszedłby do piachu, a my... Nie musielibyśmy zaczynać wszystkiego od nowa, kurwa... - z tego wszystkiego wyciągnął faję i zajarał, nerwowo strzepując popiół do popielnicy stojącej na ladzie.
- A teraz co? Jesteśmy bez grosza, wszystkie nasze interesy upadły, albo zostały przejęte przez brudasów - pozdrawiamy Duszki. Jak widać ich egzotyczna uroda przyćmiewała Jimowi ich zasługi. W końcu gdyby nie Duszki to większość lokali należących wcześniej do Świętych by upadła, być może nawet razem z Vivą. Może Jimbo nawet zdawał sobie z tego sprawę, ale jego głęboko zakorzeniony rasizm nie pozwalał mu się do tego przyznać. No i, jak widać, towarzystwo Delshaya nie sprawiało, że Gruby się jakkolwiek krępował przed wygłaszaniem swoich opinii.
- No nie mam, kurwa racji? - rozejrzał się po chłopakach (aprobaty kobiet nie szukał, bo miał je w dupie; był w końcu również seksistą), szukając z ich strony słów poparcia, po czym powtórzył:
- Pierdolony Baker.



Zobacz profil autora

406 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 12:52

- I dlatego wychodzimy jako tako na plus - odpowiedział Willowi i potwierdził słowa Setha o warsztacie. Ogarniał papiery, wraz z Roberts zapewne, na miarę swoje możliwości, ale jak na razie nie groziła im kontrola z fiskusa. - No, kasyno to prawda. Jest trochę tych idiotów jest, co myślą, że wygrają nowe życie. - Podniósł piwo na toast, jak jebać, to jebać, nie miał powodu, żeby się z tym spierać.
- Ano można by wykorzystać twoją kobietę - spojrzał na Setha. - Oddać krew albo nawet zorganizować jakieś atrakcje, co tam ludzie lubią. Krwią nie będą gardzić - wzruszył ramionami. - Można jeszcze cisnąć mały remont świetlicy przy kościele. Stoły zbić tym starym pierdzielom, odmalować. - Po taniości, ale ludzie będą gadać.
- A rozpierduchę ze Smithem można wykorzystać dla zasłony. Odzywali się już do mnie ludzie. Ochrona, włączenie się w rynek. Dziura po nas została, nikt nie chce tu być, jak siedzi tu całe pierdolone DEA z DPSem. - Oczywiście narkotyki nie interesowały Świętych od czasów Bakera, ale ludzi broni potrzebowali, pewnie znaczyło to na wejście na gorszych warunkach, bo byliby pośrednikami, a nie dostawcami, ale na razie na dużo więcej liczyć nie szło.
Obejrzał się na Jima, który się miotał, jak zazwyczaj, ach sentyment.
- Nie, Jimbo. Zawsześmy podejmowali decyzję większością. Pierdolony Baker, he? To pierdoleni my - warknął, bo kto, jak kto Dalton był Święty, jeszcze zanim dostał oficjalną kurtkę lata temu. - Trzy lata minęły i było, jak było. Warsztat się uchował, Seth to ciągnie. Maro dla ciebie tam miejsce zawsze było i będzie - spojrzał na wymienionego Świętego. - Viva jest nasza to się nie zmieniło, możesz szczekać, jak stara baba na odpuście na kolorowych, ale bez nich tego by nie było. Mają pierdoloną stację, na której tak siedział ten jebany M&M's, niech piekło go spali. Na chuj ona? Nie zaczynaj burd Jimbo, kurwa nie teraz - skinął na telewizor.



Zobacz profil autora

407 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 16:43

Gigi przysłuchiwała się wszystkiemu, posłusznie roznosząc piwo. 
Oj, oj, a tak cicho i spokojnie było bez tych ich sporów dotyczących klubu! Czasami Gigi się zastanawiała, czy można prowadzić gang motocyklowy bez motocyklistów? Tylko ich baby? Wszystko byłoby łatwiejsze!
Podała kolejne piwo Sethowi, potem podsunęła Brianowi solone orzeszki.
- A może byśmy tak znowu zrobili mordobicie?
Betty spojrzała na nią, otwierajac szeroko oczy.
- Gigi. Chyba mamy dość.
- Nie! Nie takie! Ale że takie walki w klatkach! Bo wiecie, niedaleko jest taki klasztor i tam zakonnice wynajmują taką nieużywaną kaplicę i ja tam byłam i tam się tak normalnie po mordach leją. Nie te zakonnice, ale takie chłopy. No i raz i dwa sama tam kilka walk obstawiłam, no i ja już Braianowi, znaczy panu Daltonowi - tu się wyszczerzyła do najstarszego z braci - mówiłam, ze ej, to okazja jest, zróbmy coś takiego znowu! A ja mam kilka kontaktów do osób co by tu przyjechały i sobie dały po buziach dla kasy i zabawy. No i można by wtedy wiecie, jakieś nowe byznesy ogarnąć, co nie?

(Ps dzięki Dominika za tę historię o klasztorze)

Zobacz profil autora

408 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 16:50

//z mgły niepamięci

Do Vivy przyszła Eva pociągają nogami. Więzienie zgasiło nieco jej pojebany sposób bycia. Ogarnęła wzrokiem towarzystwo i kiwnęła głową ale i tak wszyscy ją olali.
- Można piwo? - siadła koło Świętych i słuchała o czym gadają. Chociaż o czym innym mogli by gadać jak o szambie w którym wszyscy byli.

Zobacz profil autora

409 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 16:55

Lil odruchowo odbiła od baru, porzucając na chwilę rozmowę z Delshayem i podała Evie piwo, podstawiając jej szklankę i odkapslowaną butelkę.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

410 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 17:00

Conczi wlazła do baru w momencie, kiedy Gruby i Brian powarkiwali w swoich kierunkach. To znaczy - może Brian powarkiwał. Grubas za to wyglądał, jakby miał się za chwilę udławić ze swojej złości. Reszta obgadywała miedzy sobą niektóre kwestie - w końcu było o czym rozmawiać.
W każdym razie, miasto nie należało do największych, więc kiedy tylko dowiedziała się, że ci śmierdzący, kudłaci i podstarzali panowie, których tak gorąco kochała (hehe) plus Eva, znaleźli się w Vivie, jak za starych, dobrych (chociaż może to zależy dla kogo) czasów, Ramirez postanowiła wpaść i się może pochwalić pewnymi niusami, w posiadaniu których była. Najpierw się jednak grzecznie powitała:
- Cześć. - a potem dane jej było wysłuchać pomysłu Gigi. No, wyglądała na taką, co ma nitkę między uszami, ale odkąd przyszło jej z nią pracować, mogła się przekonać, że jest bardziej rozgarnięta, niż niektórzy sądzą. W każdym razie widok niektórych gęb sprawiał, że nie czuła się tu do końca jakoś super komfortowo, jednak mimo wszystko dobrze ich było tutaj widzieć w komplecie. No, prawie. W końcu jej ukochany tatuś Bejker dalej szorował podłogi szczoteczką do zębów w więziennych kiblach.
- Widziałam się w zeszły weekend z Tyrsenem. - jebnęła nagle niczym Gołota twarzą o deski, po czym zabrała się do pomocy Gigi przy barze.
Aha! Wcześniej się pewnie przywitała ładnie z Betty, całując ją w oba policzki. Topór wojenny między kobietami został zakopany już dawno. To w końcu Jou wyłożyła kasę na to, by prawnicy mogli ją jak najszybciej wyciągnąć z pierdla.



Zobacz profil autora

411 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 17:25

— Nie możemy od razu zrobić wszystkiego co trzeba — odezwał się tuż po Clusterze. — Chyba że masz zamiar ponownie samemu tu siedzieć z Brianem i dziewczynami — wzruszył ramieniem. Oczywista oczywistość, którą musiał skomentować, bo nie dałoby mu to spokoju.
— Beth, co o tym sądzisz? Zbiórka oddawania krwi czy jakaś zapomoga mieszkańcom? — zapytał bezpośrednio lekarki, która jednak stała nieopodal nich, zajęta telefonem. Dobrze było się zorientować w tym wszystkim. Już pominął swoje sceptyczne nastawienie, nie dzieląc się nim z pozostałymi. — Remont, remonty, prywatnie też tego potrzebują.
— Decyzje, na które wszyscy przystawaliśmy, bo jak pamiętam to jednak jeszcze było to wspólne głosowanie, więc… Jak Brian mówił — zerknął na najstarszego, dając mu dokończyć. — Pierdoleni my.
William napił się piwa i skinął do Evy, która przyszła do baru.
— Zresztą i tak już pewni patrzą spod byka na fakt wyjścia nas wszystkich. No, wiadomo, oprócz Bakera, więc trzeba nieco na uboczu podziałać, odnowić kontakty, rozeznać się i korzystać tylko z tego, że całą uwagę poświęcają Smithowi. Trochę roboty nas czeka w każdym razie.
Wysłuchał tego, o czym zaczęła mówić Gigi. Siłą rzeczy wiedziała dobrze, jakie są interesy i jaka jest sytuacja gangu w ostatnim czasie; w końcu to ona siedziała na zewnątrz i pomagała chłopakom.
— Długo te walki tam trwają?
Zerknął też na przybyłą Consuelę.
— I co? Zmienił się, kurwi z Buendiami nadal czy ucieka? — zapytał, mając świadomość sytuacji z Tyrsenem. Inni też wiedzieli.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

412 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 17:41

//pewnie z domu

Ryk motoru to w OW żaden zaskakujący dźwięk, ale ten motocykl brzmiał inaczej niż zaparkowane pod Vivą choppery. W chmurze pyłu pod bar zajechał ktoś nowy.
Jimmy ściągnął kask, splunął mieszaniną śliny i piachu i spojrzał krytycznie na wystawkę pojazdów przed przybytkiem. Na co mu przyszło? Z bajkerami miał nie raz do czynienia, niektórzy nawet dobrze się prali, ale mieli kiepską technikę, jak jakieś jebane osiłki spod sklepu. Nadrabiali masą, to prawda, ale te ich piwne bebechy mogły im równie dobrze ograniczać ruchy.
Zerknął jeszcze raz na sms-a od Gigi, słodkiej laski, aż żal dupę ściskał, że musiała siedzieć w tej zabitej dziurze pół życia... A teraz Jimmy Yoon też tam trafił. Cholerny pech.
Przeklął pod nosem po koreańsku i pchnął drzwi do baru, czując się jak na jakimś Dzikim Zachodzie. Jego oczom ukazało się zbiorowisko brodaczy, indiańców, cycatych babek w różnym wieku i... Czy to były dziecięce ubranka z logiem gangu? Stłumił parsknięcie, rozglądając się za Gigi. Zignorował totalnie to, że Święci byli w trakcie jakiejś hiper ważnej dyskusji, bo wszyscy byli zasapani jak po maratonie, i podszedł do jak zawsze rozradowanej blondynki, po czym oparł się o bar, przekręcając łobuzersko głowę.
- Cześć, kociaku. Twoja familia? - wskazał skinięciem zbiorowisko. Wolał, żeby Gigi sama go przedstawiła, bo interesów nie zaczyna się bez rekomendacji.

Zobacz profil autora

413 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 17:51

Consuela sobie sama poradzi z alkoholem jeśli będzie chciała się napić, więc jej tylko skinęła glową.
Omen odpuścił napieprzanie w drzwi i gdzieś zniknął, chociaż z tym ptakiem to cholera wie co mu do głowy przyjdzie.
Za to jej uwagę zwrócił Jimmy, bo wcześniej go tu nie widziała. Zlustrowała szybko Świętych spojrzeniem.
Ups?




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

414 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 18:03

Przywitała się z Evą i do tego piwa, co jej Liluye podała, podsunęła czipsy. I cukierki. Gratis. Chłopcy (nie licząc Willa) często nie mogli liczyć na taką ilość słodyczy do drinka. Sama też sięgnęła po cuksa, cyckając go z gracją w czasie mówienia.
- Em nooo, od roku? - cmok cmok. Zastanowiła się chwilę
- Tak, jakoś tak - zamlaskała - od roku się tam naparzają. Ale ja to trzymam rękę na pulsie, no i mi te siostry zakonne dają znać jak się ktoś podejrzany pojawi.
Sięgnęła po kolejną mordoklejkę.
Betty pokręciła głową i zapaliła kolejnego papierosa.
- W takim razie macie zajęcie, ogarnąć klub walk i postarać się ogarnąć kto dotychczas to organizował - rzuciła w stronę Willa i Briana - Małymi kroczkami.
I może by kontynuowała temat zakonnic i ich klubu bokserskiego, gdyby nie rewelacja Consueli. Betty aż poczerwieniała na twarzy.
- I co, nie ujebałaś chuja przy okazji? Pfff.
Ona to by mu już kulkę między oczy zasadziła!
- Oj, oj szefowa się nie denerwuje - zaśmiała się Gigi, znowu wpychając sobie słodycze w policzki - Hihi, ogarnie się to i sobie z tym JUDASZEM poradzimy! Co nie?
Puściła oczko do Evy. Jednak ostatecznie jej uwagę przykuł nie kto inny jak drogi kolega Jimmy. Ten zdecydowanie chudszy i ładniejszy!
- Ooo! Pamiętacie jak mówiła o kontaktach? No to! - dopadła Jin-ho, objęła go ramieniem i zaprezentowała jak na pokazie - No to tak, może słowem, hihi wstępu. Pamiętacie miłość mojego życia? No, to nie on. Ale! To jego kolega. No i on robi rzeczy!
Najlepsza reklama.
Betty aż wywróciła oczami.
- Gigi, nikt nie ma pojęcia o czym mówisz.
- Oesuuu, no mówię! To jest Jimmy. Jimmy ma kolegów w Kalifornii, którzy tez maja taki fajny klub jak my! Tylko trochę inny. Wyobraźcie sobie klub w którym są sami Williamowie, tacy mądrzy i ładni! No to taki klub!

Zobacz profil autora

415 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 18:30

Eva wzięła łyk piwa i bąknęła pod nosem "dzięki" gdy dostała chipsy. Nie omieszkała też zawiesić wzroku na tyłku Gigi. Płaski raczej ale na bezrybiu... w sumie suszyło ją od kiedy wyszła z więzienia.
Wypiła jeszcze trochę.
- Hej lala - przywitała się z laską co przed chwilą weszła ... po czym się okazało że ma ona penisa. Noż co za szczęście. Chociaż z twarzy całkiem całkiem.
- Ja krwi oddawać nie bede - bekła szarmancko w stronę facetów - mnie to się wydaje że nikt nam nie uwierzy żeśmy się jakimś huc ..huwwc HUFCEM, o, ... stali cnie? - dodała swoje trzy grosze, podrapała się po głowie i spojrzała na Willa.
Parsnęła śmiechem na tłumaczenia Gigi. Tyłek może i płaski ale śmieszny lachon.

Zobacz profil autora

416 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 18:31

Jimmy wyprostował się dumnie, wysłuchując pochwał Gigi. Nie miał pojęcia, kim jest William, ale to musiał być jakiś gościu z klasą. Skinął głową w stronę Betty, bo wydała mu się być tu szefową. Co za banda pind, skoro babki muszą nimi rządzić, pomyślał.
- Dobry. Reprezentuję Czerwone smoki z LA. Podobno szukacie jakiejś małej pomocy?
Podniósł paluszka i zagryzł go, uśmiechając się szelmowsko. Trudno było powiedzieć, gdzie wędruje jego wzrok zza szparek oczu. W rzeczywistości Jin-ho dokładnie przyglądał się ekipie Świętych, szacując swoje szanse na wypadek, gdyby sprawy nie potoczyły się tak różowo, jak reklamowała mu to Gigi.

Zobacz profil autora

417 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 18:40

Skoro Jim chwilowo zbierał siły na replikę, to Brian obrócił się do Gigi.
- A tak. - Nawet nie zawracając sobie głowy jej przejściem z ty na pan. - Miejsce jest dobre, bez przypadkowych ludzi, nie zwraca uwagi. Walki idzie tanio i szybko zrobić, a Gigi ma kontakty. Jakiś czas, nie jest to zbyt regularne - odpowiedział Williamowi.
Skinął głową Evie i Consueli, pojawiły się, jakby worek z gówniarzami ktoś obok rozsypał.
- Same gówna zaczęły teraz wypływać. On i Smith mogliby w jednym kręgu zdychać.
Popatrzył na wchodzącego gościa.
- To ten od twój fagasa, Gigi? - zapytał, zanim Brian postanowi pozbyć się, jak przedwczoraj jedną taką ścierę od Buendii.
- Kurtki też nie musisz mieć, ojciec się ucieszy. Gówno zdziałamy, jak nie będziemy mieć ludzi za sobą, a za to co chwila zgłoszenia do psiarni. - Dziwne, że Brian ogarniał, że ludzie teraz wszystko nagrywają, przekazują do prasy i służb, a młoda Eva jakoś nie.



Zobacz profil autora

418 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 18:55

Trzy lata we więzieniu nauczyły Williama selekcjonować informacje. Dźwięki też i choć pewnie byłby bliski zabicia za mlaskanie i ciamkanie, to jednak to przemilczał, słuchając na zmianę Gigi i Betty, a przy tym także wymiany zdań Briana, który mu wyjaśnił to i owo.
— Nieregularność akurat jest dobra — stwierdził po wysłuchaniu. — Nie będą czaić się dziesiątego każdego miesiąca, więc jak przy Fight Clubie, rozesłanie informacji do poszczególnych... — mruknął pod nosem, drapiąc się po siwej skroni. Spojrzał na Betty, Gigi, z powrotem na Betty.
— Jasne, że małymi kroczkami. Nieuniknione, że będą sprawdzać jak szybko coś spierdolimy, do tego nie można dopuścić — stwierdził swobodnie. Pozwolił sobie sięgnąć po jedzenie, które było gotowe (chyba że go wygoniono do grilla, aby przyrządził to też nie miał problemu!). Wiadomo, że po takim czasie to jednak kuchnia "własna" to jest coś.
— Pewnie tak się skończy. Tyrsen będzie teraz uważał, choć coś słabo mu to wychodzi, skoro tak szybko go przyczajono... — zamruczał, coś pokroił, piwa się napił. — Może uwierzą, może nie uwierzą, spróbować trzeba.
Słuchał Gigi, gdy tłumaczyła nowo przybyłą osobę. Zerknął na Koreańczyka i nie skomentował komplementu, jaki Giselle wypowiedziała.
— Czerwone smoki — powtórzył pod nosem, starając sobie przypomnieć; jednocześnie zachęcał obcego do wyjaśnienia. — Co masz na myśli z pomocą? — bardziej chodziło mu o to, jak może pomóc, a nie o tym, co usłyszał od blondynki.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

419 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 19:23

Jimmy pociągnął nosem i sięgnął po kolejnego paluszka.
- Powiem tak - chrupnięcie. - Tak mi się życie ułożyło, że tu teraz będę mieszkać, nie? Mniejsza, dlaczego. Ze smokami się nigdy nie rozstanę bo to są moi bracia. Rodzina - powiedział z naciskiem, nagle strasznie poważny.
Przy okazji jeszcze raz staksował wzrokiem Świętych. Jeśli też byli rodziną, to w bardzo poobijanym stanie.
- Ja chcę tu spokojnie przetrzymać, dopóki nie będę mógł wrócić do swoich. Wy chcecie wrócić do gry. My - wskazał na siebie - możemy pomóc wam na przykład przy organizacji tych walk, o których mówiła Gigi - powiedział z uśmiechem. - Takie coś u nas dzieje się co weekend. A ludzi chętnych do napierdalanki znajdę nam o- tak! - pstryknął palcami.

Zobacz profil autora

420 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 19:29

- Czy jest sens mieszać się w Tyrsena teraz? Wyszedł, wy wyszliście, niech tam sobie siedzi w swojej norze. Z kurtkami czy bez jesteście na cenzurowanym. Szkoda by było dodawać pracy Foster - a raczej oddawać jej więcej pieniędzy. Wtrąciła się, chociaż w teorii nie powinna i zwykle pewnie przy Jimie i Maxie sobie darowała jakiegokolwiek uwagi, ale teraz jednak nie. No trudno, niech sobie brzęczą..
Potem przeniosła wzrok na Jimmiego, tego kolorowego w każdym razie i już się nie wtrącała. Podsunęła kolejną pełną soku szklankę Delshayowi.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora

421 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 19:35

Brian nie zamierzał tracić czasu na Tyrsena ani na jego marne poczynania, ani bzdurny bełkot o psach czy innym zwierzyńcu, o którym za pewne Parker w trakcie widzeń zdołał opowiedzieć. Święci nie mieli na to czasu i energii okienko szansy na powrót do interesu nie będzie długo na nich czekać.
- My? - Widział jednego, może poza jednym przyczajonym smokiem, były jakieś ukryte tygrysy? - Możemy zapewnić ochronę, też zostały nam kontakty. Kasa z walk i zakładów do podziału, a z jaką stawką?



Zobacz profil autora

422 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 20:28

- Mhm - Jimmy skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Tak jak mówiłem, reprezentuję tu swoich. Mogę ściągnąć kumpli i parę grup kibiców, lubiących obstawiać solidne, nie ustawione wcześniej walki. To wasz teren, więc proponuję 25 procent dla nas a reszta wy.
Jimmy kątem oka śledził niczego sobie Indiankę, która była jednak zajęta jakimś długowłosym gachem. Swój do swego ciągnie najwyraźniej. Jimmy zastanawiał się, czy w takiej dziurze jak ta w ogóle ma się wybór, czy po prostu wszyscy żenią się ze swoimi kuzynami, jak w środkowej części Stanów.
- Sam też chętnie wezmę udział - dodał, pewnie trochę za bardzo na wyrost prężąc się przed resztą. - A wy? Słyszałem dobre rzeczy o niektórych bikerach, podobno nie boicie się krwi i obicia kostek. Chociaż - rozejrzał się po towarzystwie - średnią wieku to wy macie tu wysoką.

Zobacz profil autora

423 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 20:52

— Nie ma sensu — odpowiedział Liluye. — Dobrze wie, że ma przepierdolone, więc nie powinien robić głupich rzeczy — skomentował z akcentem.
Podobnie zaakcentowanie rodziny zwróciło uwagę Williama, jednak nic sobie z tego nie zrobił. Mógł się tego spodziewać. Przecież nie mieli monopolu na określenie w ten sposób samych siebie.
— Wkład na wejściu jest czy dopiero przy zakładach? — zapytał najpierw, robiąc sobie przerwę od jedzenia. Nie musiał spojrzeć po obecnych. Dobrze wiedział, jak wyglądali. On najlepiej.
— Przynajmniej będzie zawyżona i może obędzie się bez konieczności sprawdzania dowodów osobistych — skomentował naprędce, choć nie można było powiedzieć, żeby był w jakimkolwiek stopniu urażony słowami Koreańczyka. — Gigi, polej mu.
William zerknął na Briana, ciekaw tego, co mężczyzna sądzi.
— Opowiedz coś o tych grupach i Czerwonych smokach.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

424 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 21:12

Tyrsen, Tyrsen, Tyrsen! Nie chciała o nim gadać, bo jej się przypominało, jak ŚMIERDZIAŁ! Fuj! I zawsze miał spocone łapska!
Przysłuchiwała się uważnie, temu co mówili. Może mieli ją za tępą dzidę, może i tak się zachowywała. Ale pamięć miała dobrą, a i znała się na ludziach. To i wykorzystywała te swoje super moce. Zapamięta sobie co kto dziś powiedział i po czyjej stronie stanął. Obserwator z niej był niezły!
Posłusznie poszła po butelkę gorzały i polała Jimmy'emu, puszczając do niego oczko. Na razie szło dobrze, William i Brian byli skorzy do rozmowy. Ale co się dziwić, oni mieli olej w głowie, o!
- Eee... siostry w klasztorze, to one wkład na wejściu robiły. Od zawodników. A obserwatorzy przy zakładach. Taka jednak siostra przełożona trzymała kasę i ona rozliczała - tak wtrąciła się w dyskusję.
- A no i ja myślę, ej... ej mogę powiedzieć? - aż podskoczyła z ekscytacji - no to może byśmy w przerwach między meczami robili tańce? No wiecie, dziewczyny zgarnę! Kolejny zarobek, mogę dziołszki rozliczyć potem z procentu!
Uwiesiła się na Jin-ho.
- C'nie? Ale fajnie będzie!

Zobacz profil autora

425 Re: Bar "Viva Maria!" on Sob 26 Sie 2017, 21:52

Konsuela powitała Liluye lekkim uśmiechem. Kiedyś bliska była wydrapania jej oczu - w końcu dziewczynie zdarzało się nawalić w niektórych kwestiach, ale komu niby się to nie zdarzało? Ona sama była swego czasu królową spierdolenia, więc nie powinna tak ostro oceniać innych. Potrzebowała czasu by dojść do podobnych wniosków. W każdym razie nieco dorosła i pewnie widząc jak Lilu stara się ogarniać sprawy Świętych i Duszków zaczęła doceniać jej towarzystwo.
W każdym razie Consuela, zabierając się za czyszczenie szkła, w które miała zamiar zaraz porozlewać kolejne porcje piwska, przyglądała się z lekkim zaciekawieniem młodemu Azjacie, który nagle pojawił się w ich progach.
- Zmienił się, skurwiel. Na gorsze. - odpowiedziała Parkerowi, krzywiąc się mocno. Widząc zdenerwowanie Betty, podała jej kufel.
- No a co ja niby miałam zrobić z wyrokiem na karku? Gdybym nie miała dzieciaka w domu, to odstrzeliłabym spierdoleńca, jak psa. Niech Bóg mi wybaczy. Zdołałam mu jedynie napluć w ryj. - prychnęła, wypełniając po brzegi kolejny kufel, w którym tym razem ona zamoczyła usta.
- Pracuje w Appaloosa, w monopolowym na Old Circle. Myślę, że warto by było mieć go na oku. - dodała, po czym zachichotała głupio i wyjątkowo dojrzale słysząc beknięcie Evy. Zaraz potem jej uwagę przykuła rozmowa... czy ona dobrze słyszała? O fight clubie?
- Czy ja dobrze słyszę? Szykujemy mordobicie? - zapytała, nieco pogodniej, dolewając piwa wszystkim, którzy potrzebowali doleweczki.

A co do GRUBEGO JIMA - pozwolę sobie nim odpisać w jednym poście.
- Jeśli chcesz się czuć winny tego całego bajzlu, to proszę bardzo. Dowódca powinien być mimo wszystko mądrzejszy niż jego stado baranów. Z resztą, z tego co sobie przypominam nie tylko ja miałem ból dupy o niektóre jego decyzje. – spojrzał w kierunku Setha i Williama. Oczywiście, Jimbo Święty był dosłownie i w przenosi i od każdego niepowodzenia umywał ręce. A jako, że Sue siedział w ciupie, to łatwo go było demonizować i całą winę przelać na niego.
W każdym razie po jego tyradzie, której mało kto miał ochotę słuchać - w końcu pewnie każdy tutaj liczył na odrobinę spokoju, jego uwagę przykuły nowiny od Consueli, a potem jakiś obcy Azjata-brudas. Kolejny. Aż z tego wszystkiego miał ochotę splunąć.
- Tyrsen już dawno powinien mieć rozwalony łeb. Za taką zdradę powinien żałować, że się kiedykolwiek urodził. - prychnął w odpowiedzi na słowa Lilu. Jak widać, chyba był najradykalniejszy w swoich poglądach i nawet kiepawa sytuacja Świętych mu w tym nie przeszkadzała. Ale cóż, miał już 62 lata, z każdym rokiem jego zacietrzewienie się pogłębiało jeszcze bardziej.
- Tie, żółtek... - mruknął ochryple w stronę Azjaty - Swojego imienia chyba nie podałeś. - przypomniał mu. Niewychowany gówniak, tfu.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 17 z 20]

Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19, 20  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach