Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Spacerniak

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 2 z 4]

1 Spacerniak on Nie 26 Lip 2015, 16:22

First topic message reminder :

Spacerniak - Spora przestrzeń otoczona siatką i drutem pod napięciem, otoczona z dwóch stron strażnicami. Znajduje się tam boisko do koszykówki, rozległy, przycinany  regularnie przez więźniów trawnik oraz wysypane żwirem ścieżki.
Pod płotem znajduje się kilkaskromnych, kamiennych płytek z widniejącym na nich krzyżem, które umapiętniają miejsce, w którym zginął tu niegdyś któryś z więźniów.
Boisko do koszykówki – rzuty do kosza:



  1. Rzuty do kosza punktowane są kolejno: 1, 2, 3 punkty. Każdy z nich ma swój poziom trudności.
    Rzut próg
    za 1 punkt30
    za 2 punkty55
    za 3 punkty70

  2. Na początku gracz wybiera próg, który chce przekroczyć – czyli wybiera, za ile punktów chce rzucać. Kolejno progi oznaczają też to, ze zawodnik znajduje się dalej od kosza.
  3. Po wyborze progu (czyli określeniu odległości, z której się rzuca), gracz może rzucić kostką.
  4. Wynik rzutu kostką wstawia we wzór: (Celność + ew. umiejętność) + k6 * 5
  5. Umiejętności, które można dodawać do mnożnika to sport, lecz tylko sporty zespołowe jak koszykówka, piłka ręczna czy siatkówka.
  6. Gracz po obliczeniu mnożnika, rzuca jeszcze DWIE KOSTKAMI NA ŚLEPY LOS.
  7. Jeśli gracz wyrzuci:
    wynik rzutuopis
    2niezależnie od mnożnika, gracz nie trafia
    6niezależnie od mnożnika, gracz nie trafia
    8niezależnie od wyniku mnożnika gracz trafia.
    12niezależnie od wyniku mnożnika gracz trafia.
    innebrak wpływu

  8. Jeśli wynik mnożnika jest wyższy niż próg i ślepy los sprzyja – gracz zdobywa punkt.
  9. Powyższy system można wykorzystywać w rywalizacjach między postaciami.



Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Sro 29 Lip 2015, 12:04, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora

26 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 22:53

Tyrsen ziewnął, przeciągnął się i wstał z ławki, powoli zmierzając w stronę boiska do gry w kosza.
- E, ty! - krzyknął do kolesia który zaczął grać. Widocznie u Patricka włączyły się hormony i nafuczony, hurr durr, musiał pokazać kto tu rządzi.
- Spierdalaj, to moja piłka! - machnął ręką na nieznajomego i pokazał na drzwi od spacerniaka w geście "ić stont czowieku".
- Głuchy, czy co?! - krzyknął jeszcze, nadal zbliżając się więźnia.



Zobacz profil autora

27 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 23:04

Gdy po raz pierwszy krzyczał Patrick, to Mark nawet nie wiedział, że to do niego i rzucał dalej. Gdy padły kolejne słowa, coś czuł w kościach, że to chodzi o niego, lecz są rzeczy które trzeba zlać zimnym moczem, więc gdy piłka uderzyła w blaszaną tarczę kosza podbiegł w stronę spadającej sfery, łapiąc ją po chwili i wykonał piękny dwutakt z prawej ręki. Gdy jednak brodacz nie przestawał go wkurwiać i nawet wjebał się na boisko.
-Słucham mam zajebisty, ale kurwa nie rozumiem do czego się chcesz przypierdolić.- powiedział, dalej kozłując, ale nie odrywał wzroku od Tyrsena, który najwidoczniej chce przykozaczyć lub pograć w kosza, ale nie potrafi gadać normalnie z ludźmi.



Zobacz profil autora

28 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 23:14

- Patrz kurwa. Tam... - wskazał na worek z piłkami. - ... masz od chuja piłek. A ty przypierdoliłeś się do mojej. Nic do ciebie nie mam stary, ale nie leć sobie ze mną w chuja, nie? Trochę szacunku do innych ludzi. - stanął wyprostowany na boisku ze wzrokiem utkwionym w postaci nieznajomego. Może po prostu szukał zwady? Cholera go wie. Z jego wahaniami nastrojów mógł nawet chcieć brzoskwini i być zirytowanym, że na śniadanie jej nie dostał. Mmm... ale by sobie zjadł taką soczystą, delikatną brzoskwinię. Aż się na chwilę rozmarzył.
Definitywnie życie bez bab im nie służy.
- Można to rozwiązać bez problemów stary. Po prostu  odłóż ją i weź inną. - Tyrsen przygryzł wykałaczkę, wyciągnął ją z ust i wyrzucił na płytę boiska.



Zobacz profil autora

29 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 23:27

Mark jak na złość odbijał piłką, ale na chwilę spojrzał się na kosz z piłkami po czym znów na mężczyznę, który najwidoczniej nie jadł dziś brzoskwiń, które zawierają liczne witaminy i minerały powstrzymujące procesy trucia dupy normalnym ludziom. W sumie też by zjadł brzoskwinkę lub jabłko albo inny owocek.
-Skąd ty wiesz, że to jest akurat twoja ?-zapytał się nie wierząc słowom brodacza-Jest chyba z trzydzieści podobnych piłek w koszu, a ty kurwa widząc z odległości dwudziestu metrów lub nawet więcej potrafisz jednoznacznie określić, że to jest twoja ?-dalej kozłował, ale w końcu przestał i dodał-To brzmi jak totalne pierdolenie.- wyczuwał narastający konflikt, ale nie miał zamiaru być frajerem w Arizonie. W Bostonie dał radę, więc i tutaj nie da dupy dosłownie oraz metaforycznie.



Zobacz profil autora

30 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 23:38

Pytanie nieznajomego zbiło z tropu Tyrsena. No właśnie, skąd właściwie wiedział że to akurat jego piłka? Nie dawał jednak nic po sobie poznać.
- Albo odłożysz tę piłkę, albo dajesz mi fajki. - wbił jeszcze groźniejsze spojrzenie w postać stojącą parę metrów przed nim.
- Tak, to jest pierdolenie i tak, jestem pierdolnięty. Ale to jest moja piłka i chuj ci do niej. - włożył prewencyjnie jedną rękę do kieszeni, jakby miał coś z niej wyjąć. Widocznie po prostu szukał zwady...



Zobacz profil autora

31 Re: Spacerniak on Pon 10 Sie 2015, 23:51

Brak argumentacji oznaczał rozwalenie linii logicznego negowania jego słów.
-Tak się składa, że nie mam żadnej przy sobie.-odpowiedział na pytanie i również obdarzył oponenta swoim groźnym wzrokiem.
-To zajebiście, bo też jestem pojebany, a ta piłka jest dla mnie zajebista do gry i w ogóle jakby żyła nazwałbym ją Julia, a nawet bym się z nią ożenił. Taka to kurwa dobra piła.- powiedział czując jak znów zbiornik z płynnym zjebaniem wylewa się strugami po mózgu. Wracały stare dobre czasy.



Zobacz profil autora

32 Re: Spacerniak on Wto 11 Sie 2015, 00:10

A Tyrsen patrzył. Tylko i wyłącznie patrzył. Złość odpłynęła, a błogi spokój spłynął na niego i otoczył jego osobę wszechogarniającą pustką. Uwolnieniem od wszystkiego i wszystkich. Chwilowym wyłączeniem z aktualnej rzeczywistości, otoczeniem głęboką czernią i w końcu włączeniem do rzeczywistości nimf grających na harfach, powolnie spływających wodospadów i egzotycznego lasu. Przechadzał się żwirowymi ścieżkami wzdłuż leniwej rzeki, której krystalicznie czysta woda, jeśli się tylko w nią spojrzało, odbijała Tyrsena z lekko tłustymi włosami, umęczoną twarzą i w pomarańczowym uniformie.
Mężczyzna przez chwilę wsłuchiwał się w słodką melodię która rozbrzmiewała zewsząd i jednocześnie znikąd, a następnie ruszył z powrotem ścieżką. Co chwilę obok ścieżki przesiadywała któraś z nimf, grając i śpiewając przejmującym głosem. Aż chciało się zatopić w jej delikatnych ramionach i pogrążyć się w złocistych włosach. Patrick jednak czuł, że ma jakąś misję do spełnienia. Szedł, szedł i szedł. Całość wydawała się trwać co najmniej godzinę, aż w końcu mężczyzna dotarł do polany na której otoczona żwirem stała fontanna, do której to Patrick podszedł. Na szczycie stała rzeźba nimfy trzymającej garnuszek, z którego na dół spływała złocista ciecz. Tyrsen nabrał w ręce cieczy i napił się, a świat rozmył się i rozmywał cały czas aż do osiągnięcia kolejnej czerni, z której nagle...
Przeszedł do rzeczywistości. Z boku wyglądało to jak paru-sekundowa utrata świadomości wraz z ucieknięciem oczu Patricka w tył głowy. Gdy powrócił do świata rzeczywistego, obejrzał się, spojrzał na kolesia z piłką w ręku i nie odzywał się dalej. Wydawał się być zdziwiony. Znów był tu, w więzieniu. W tych zimnych, szarych murach.
- Eee... - mruknął niesamowicie elokwentnie. - Ja... co tu się... tego. - zaciął się i nie wiedział co powiedzieć.



Zobacz profil autora

33 Re: Spacerniak on Wto 11 Sie 2015, 11:37

W momencie gdy kończył swoje dziwne gadanie, zauważył jak na kilka sekund Trybson odpłyną. Przez oczy było widać jak synapsy wyłączały się, a sam Patrick nabrał trochę tępej twarzy. Mark również zrobił twarz niedowierzająca co się tu stało.
-Wow... Po prostu... Jak ?-zapytał się nie rozumiejąc tego-Słyszałem, że ludzie potrafią wyłączyć się, ale tak randomowo i z dupy ?-po chwili jednak sam na chwilę wyłączył swój mózg i odbijając piłkę w końcu zapytał się-To o czym gadaliśmy ?-stracił znów wątek. Cóż - taki jest skutek uboczne dawno nieotwieranemu dziwactwu.
-Na cholere mi ta piłka ?-rzucił piłkę do kosza i odszedł skonsternowany całą sprawą. Rzadko wariuje, ale niektórzy ludzie potrafią to odpalić.

z/t



Zobacz profil autora

34 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 14:33

/ początek, 3.02.2014 r., godziny spacerniaka (ok. południa?), z celi (bo skąd?)

Dzień piękny. Cudowny, tak samo jak każdy inny. Słoneczko ładnie świeciło, wszyscy więźniowie szczęśliwi, łażący w tej samej linii kolekcjonerskiej Inmate Spring/Summer/Fall/Winter, która nie traciła na sezonach. Najlepszy strój na wybieg.
Takie to, kurwa, modne było, że żeby znaleźć Bakera, którego widział jak wychodził, trzeba było szukać po głowach i niezadowolonych pyskach; wszyscy tu takie mieli. Szkoda, że Sue przed zasadzką nie farbnął się na zielono.
W końcu jednak odnalazł szefa, który siedział przy jednym z wbitych głęboko w ziemię stolików, na jakich najczęściej rozgrywało się rundkę warcabów. Klepnął go w ramię i zasiadł obok. Nie zwrócił uwagi na to czy Baker coś czyta, czy nie.
- Gdzie cię przydzielili? - zapytał, mając oczywiście na myśli pracę.

Zobacz profil autora

35 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 14:42

/ początek, 3.02.2014 r., godziny spacerniaka (ok. południa?), z celi (bo skąd?)

Tutaj każdy dzień był piękny, skoro na spacerniak z grubych murów można było wyjść raz dziennie na godzinę, czy podobnie śmieszny czas. Jak tu się zatem nie zachwycić tym... bezbrzeżnie niebieskim niebem i pustynią widoczną przez szwadron ogrodzeń z drutem kolczastym? No sama radość.
Bakera wypuścili dziś z izolatki, podobnie zresztą jak Milo, z którym dziś wieczór znów będzie dzielić celę, a ich przygody zaczną się od nowa. Ostatecznie topienie jego tępego łba w kiblu było jedną z niewielu rozrywek, na jaką mógł tu sobie pozwolić.
- Dobry - rzucił i uścisnął Willowi dłoń. Dopiero co tu zasiadł i chyba chciał se po prostu pooddychać świeżym powietrzem i pomyśleć. W bloku, mimo tego, że ktoś z więźniów zawsze łaził z mopem i wylewał litry detergentów na betonowe posadzki, wiecznie śmierdziało męskim potem i dymem papierosowym, który unosił się z ciał.
- Przy garach - westchnął. - Powiem ci, Will, że jak tu byłem za młodu, to niezłe mi zrobili szkolenie z gotowania. Ale teraz to mnie już kurwica strzela.



Zobacz profil autora

36 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 14:48

Z pewnością należało się cieszyć godziną nieba, piasku i znanego prawie że wszystkim krajobrazu Arizony.
William o tyle mógł się cieszyć, że jego współmieszkańcem ogromnej celi był Claus. Nawet zdążył przyzwyczaić się do charakterystycznych dla Auguste'a burknięć i jęków z okazji tego, że raz - musiał sobie dogodzić, dwa - zawalił rodzicielstwo, trzy - Bóg wie co. Tolerancja i pójście w myśl nic co ludzkie, nie jest mi obce poniekąd ułatwiało egzystencję we więzieniu.
Dym papierosowy był wszędzie. Jakby placówka była kryta całkowicie, to pewnie można byłoby siekierą ciąć szare obłoki. Nie zgadniesz, co Will by wycinał za wzory - dolary.
- Teraz ty uczysz ze swoją cierpliwością, czy taki skwar w kuchni ci na to nie pozwala? - spytał. - O tyle dobrze, że zawsze więcej kleiku możesz sobie jebnąć i splunąć od biedy.
Najwidoczniej też Parker czekał na rozwinięcie myśli przez Bakera.

Zobacz profil autora

37 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 15:01

Jakby to było kryte, to nie byłoby to więzienie, lecz komora gazowa. Baker wolał się zabijać po swojemu.
Zaśmiał się chrapliwie.
- Nie jestem najlepszym nauczycielem. Swoją drogą, akurat skwar mi nie przeszkadza... - przyznał, zaciskając palce dłoni w pięści. Przy tych trzynastu stopniach to mu na tym spacerniaku dupa odmarzała. Chociaż szaliki by ludziom dali, a nie.
- Gdyby nie to, że zawsze ktoś tam się kręci, to bym nożyk podjebał, to byłaby jedyna korzyść - mruknął. - No, a ty gdzie teraz robisz?
Potoczył spojrzeniem po spacerniaku i zatrzymał wzrok na boisku od kosza, gdzie biegało paru większych i mniejszych karków.



Zobacz profil autora

38 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 15:07

- Ale na upartego nauczysz - mruknął Parker, który podobnie odczuwał niską temperaturę. To, że czasem wybierał się na północ nie zapewniało mu konkretnej odporności na chłód, choć i tak nie czuł się okropnie. Może bardziej rozbudzony przez zimno. Dłonie jednak też miał schowane w kieszeniach gustownych spodni.
- I sprawdzają jeszcze to wszystko - skrzywił się. - Sam myślałem nad tym, jak siedziałem w zeszłym tygodniu na remontówkach, a cię nie puszczą, jak skończyłeś robotę - nie musiał wyjaśniać, bo pewnie Sue o tym wiedział, ale i tak - by w razie czego, na zaś, rozwiać wątpliwości. - Teraz z Auguste w czytelni. Bawię się w układanie książek i wydawanie mniej lub bardziej zachęcających - westchnął. Wyciągnął paczkę papierosów i zapałki, ale zamiast od razu odpalić, to rozpalił jedną z tej grupy szlachetnego drewna, jakby chciał się rozgrzać.
Księgowy z zapałkami od siedmiu boleści.
- Gadałeś z Brightem?

Zobacz profil autora

39 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 15:17

- Na upartego owszem - przytaknął. Wiadomo, wiele rzeczy mógł zrobić, jeśli już m u s i a ł. Kiwnął głową potakująco słowom Willa.
- No, niejeden się pewnie czaił na jakieś narzędzia stamtąd... Czytelnia to chyba najlepsza fucha. Człowiek chociaż ma chwilę świętego spokoju - westchnął.
Baker śledził piłkę w grze, któraś drużyna zdobyła kosza, ale ciężko było powiedzieć kto był z kim. Biedny William, musiał zamienić dolary na zapałki i papierosy. Żeby poczuć bogactwo musiałby przestać palić.
- Jeszcze nie. Może wciąż niczego dla nas nie ma. Najbardziej się boję, że jak skończy się kasa, to rzuci to w cholerę - mruknął, zniżając głos. - Oby Betty Jou i Brian mieli dość argumentów, by do tego nie dopuścić.



Zobacz profil autora

40 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 15:24

- Nie wiem co jest lepsze. Spokój i chęć nauczenia się czegoś przez innych, czy możliwość podpierdolenia jakiegoś sprzętu na zaś, ale coś zorganizować będzie trzeba - powiedział Parker.
Całe szczęście ograniczyć to się ograniczył, bo nie palił aż tak dużo jak na zewnątrz. Pewnie już dawno skończyłby z pseudonimem parowóz, lokomotywa czy inne cholerstwo. I tyle można się cieszyć, że paczki, które otrzymywali to jednak papierosy były.
- Może nie rzuci. W końcu siłą rzeczy chyba z nami najbardziej są... zaprzyjaźnieni? Coś w tym stylu, jeśli chodzi o całe miasto, więc chcąc nie chcąc albo może wybrać dłuższe oczekiwanie na spłatę, albo bawić się z Buendiami - powiedział ciszej, wcześniej rozglądając się po spacerniaku. - I tyle cierpliwości, by to jakoś pociągnąć - dorzucił.
Zastanowił się.
- Myślałem, by do niego zadzwonić, żeby sprawdził protokoły czy inne gówno ze sprawy z tymi dowodami, co na nas były - zaczął. - W końcu jak nikt od nas nie wygadał, P nie wiedzieli, ci dwaj debile od tęczowego klauna też raczej nie poszli na współpracę... a do tego przeszukiwania przez Coopera i resztę schroniska - spojrzał na Bakera w końcu. - To może coś zostawili?

Zobacz profil autora

41 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 15:44

- Wolałbym drugie. Chuj tam, mamy czas. Ogarniemy.
Trzeba jednak przyznać, że w paleniu nawet Will przegrywał z Sethem. Ten odpalał jednego od drugiego, a czasem miało się wrażenie, że wtykał w gębę parę naraz.
Kiwnął głową i zaśmiał się kpiąco.
- Bright nie nadaje się na kogoś pracującego dla Buendii, wyobrażasz sobie? Odstrzeliliby go po paru słowach - prychnął. - Ale, nie, lepiej, żeby z nami się przyłożył jednak.
Potem zmarszczył brwi.
- Ale że co zostawili? No, chyba policja powinna mu udostępnić takie rzeczy, jeśli mogą przydać się do obrony - przytaknął.



Zobacz profil autora

42 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 16:09

- Albo do niektórych znajomych trzeba będzie się uśmiechnąć - mruknął bez przekonania William. Było przecież paru Świętych czy jakichś przyjaciół, z którymi mieli sztamę. Przynajmniej tak wydawało się autorce.
- Jak każdego. Rotacja podwładnych kartelu jest dość wysoka - odparł, wspierając się łokciami o blat lichego stolika przytwierdzonego do ziemi. Odpalił w końcu papierosa, kiedy poprzednia zapałka tliła się coraz bardziej. Poczęstował też Bakera. - Lepiej. Zwłaszcza, że wie o naszych interesach.
- Do obrony raczej się nie przydadzą. Prędzej odpowiedzą na to, kto i skąd - wyjaśnił William. - Nie jestem pewien, ale na rozprawie chyba coś mówili o podsłuchach. Sam nie zwracałem uwagi, bo i tak było przesądzone - odparł Parker. - W każdym razie... jak sobie ostatnio myślałem, to jeśli nikt z naszych grup tutaj nic nie powiedział to przypomniało mi się, jak Cooper przeszukiwał i warsztat, i Vivę, i Heaven's, więc myślisz, że tylko po to, by się bawić w rozpierdol mi lokal? - wypuścił dym. - Bright mógłby sprawdzić czy faktycznie coś było z lokali, jakieś podsłuchy... Wtedy byśmy wiedzieli, że kurwa... słyszeli nas i tyle - zaklął Will, jakby przestał być choć odrobinę spokojniejszym niż zazwyczaj.

Zobacz profil autora

43 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 16:20

- To też - przyznał Baker, bo i mnie się wydaje, że Święci poza swoim wesołym gronem musieli mieć innych zwolenników i przyjaciół.
Baker uniósł brwi i kiwnął głową, zrozumiawszy w końcu, co też Parkerowi chodziło po głowie.
- Nie wiem. Nie pamiętam. Mówili? - zmarszczył brwi na powrót, zastanawiając się nad tym chwilę, ale niezbyt długą. - No, to by akurat do niego pasowało - burknął. Cooper Pooper, straszył mu dziwki i klientów.
- Może coś w tym być. Chociaż prawdę mówiąc, wsypać mógł choćby Skittles. Dla niego to żadna strata, paru pionków w tę czy w drugą stronę, jak sam powiedziałeś zresztą. Ale może Bright powęszyć, a jakby coś było na rzeczy, to się powie Brianowi. Bo ten okularnik pluskwy pewnie w życiu nie widział - zarechotał ponuro.



Zobacz profil autora

44 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 16:30

Księgowy parsknął.
- Wątpię, żeby ktokolwiek z nas słuchał te wszystkie zarzuty i dowody, odpowiadając, że było, nie było, robiło czy nie. Nie interesowałem się szczególnie - przyznał. Bo i po co miał wówczas się odzywać? Sprawa wystarczająco kiepsko wyglądało i byli pewni, że skończy się tak, jak się skończyło - we więzieniu. Dopiero niedawno, kiedy bezsenność się udzielała, Will sobie rozmyślał o tym i tamtym, dochodząc w końcu do wniosku, że musiały być podsłuchy.
- Mógł Cooper lub Skittles, choć wątpię by ten drugi się pokładał z psiarnią, ale bym nie był zdziwiony - westchnął. - Najlepiej do Brighta będzie zadzwonić, sprawdzi i się upewnimy. Zagadka pójdzie w przepaść i wtedy się zajmiemy tym - postukał w stolik. - Zrobienie rozeznania, kto z kim i po co, żeby jakoś sobie... ogarnąć. W końcu co nieco trzeba będzie sobie załatwić.
Przetarł zarośnięty pysk, zastanawiając się nad innymi kwestiami.
- Znowu wylądujesz w izolatce w tygodniu? - spytał, uśmiechając się nieco kpiąco.

Zobacz profil autora

45 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 16:40

- Ja też nie. Po kim jak po kim, ale po Skittlesie można się spodziewać dosłownie wszystkiego.
Zgodził się z Willem odnośnie telefonu do Brighta i poruszenia tej kwestii, jak i z ogarnianiem spraw w więzieniu. Baker miał o tyle szczęście, że mało kto mu specjalnie podskakiwał. Wystarczyło parę razy obić mordy i żebra, to jakoś poszło. Nie wszyscy mieli aż tyle szczęścia.
Parsknął i wzruszył ramionami.
- Kurwa, Will, jakbyś siedział w celi z tym kretynem, to tylko byś czekał, aż cię odeślą do izolatki - burknął. - Serio, do niego gadać, to jak grochem o ścianę. Uciszyć go to też wyczyn. Zresztą, chyba siedzicie niedaleko, nie? Połowa bloku słyszy te jego śpiewy - az przetarł twarz dłońmi w geście absolutnego zrezygnowania.



Zobacz profil autora

46 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 18:32

Na ten moment Parker też nie mógł narzekać. Najwidoczniej jego aparycja i bycie nudnym człowiekiem było tak zauważalne, że nie było co czasu marnować. Spokój z pewnością był doceniany przez księgowego. Kto wie - może i Willowi zdarzyło się jakoś zareagować, aby do swojej osoby nie dopuścić bardziej niż sam zadecydował?
- Nie, jasne, czaję. Typ przypomina kurwa nie wiadomo co, ryj krzywi jak głupi, a do tego śpiewa ci niesamowicie często - sarknął. - Połowa? Pewnie wszyscy. I wszyscy mają dość, kto by nie miał? - poprawił się. - Może w końcu mu się znudzi napieprzanie tego samego wciąż i wciąż.

Zobacz profil autora

47 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 18:49

- Ostatnio nie dość, że śpiewa, to sprzedaje dziwne informacje - burknął pod nosem. - Jakbym był siksą z podstawówki, to może by mi te serenady robiły dobrze, ale kurwa, moja cierpliwość ma granice - westchnął.
Zaśmiał się trochę smutno. Fakt, nocami na bloku było raczej cicho, a ten darł ryja. Już by Baker wolał, jakby grał na harmonijce. O ile by umiał, bo jakby miał brzmieć jak zarzynana świnia, to już te śpiewy lepsze.
- Ta, za rok, może dwa - rzekł śpiewnie. - Oczywiście uważa, że go jego góra wyciągnie niczym księżniczkę z opałów - zżymał się. - Ale się wkurwię, jak ci kretyni wyjdą wczesniej od nas...
Tu przypomniał sobie o sytuacji Consueli, a zapewne był jedynym spośród Świętych, którzy wiedzieli i zachmurzył się jeszcze bardziej.



Zobacz profil autora

48 Re: Spacerniak on Sob 15 Sie 2015, 22:49

- Dziwne informacje? - spytał Parker, nie bardzo tego rozumiejąc. Słuchał jednak dalej, nie skrywając rozbawienia. Bądź co bądź, Willowi poprawił się humor. Może nie znacząco, ale nadal coś w tym było!
- Nie tylko ty - powiedział, skipując gdzieś na ziemię. - Nie bądź jednak zdziwiony i wkurwiaj się na zaś. Skorzystaj, skoro masz go w celi - parsknął, nie proponując jednak seksu, do czego skłonny byłby Tyrsen, a po prostu obicia mordki, zdobycia jakichś informacji. - Może coś palnie oprócz napierdalania fałszem po nocach - dodał.
Mężczyźni chwilę pogadali. Will jednak nie dowiedział się o Consi, a szkoda!
Baker postanowił wrócić do celi, a Will skierował się na boisko do piłki koszykowej. Piłkę zgarnął i postanowił porzucać.
3 (56), 6/ 4 (61), 5/ 5 (66), 2/ 1 (51), 5/ 4 (61), 7 - 3/5 trafień
Jak zwykle, nie był zdziwiony. Ani humor nie dopisywał, choć wcześniej Baker odrobinę mu poprawił. Zgarnął piłkę, pokozłował i zaczął rzucać.
6 (71), 6/ 5 (66), 2/ 6 (71), 6/ 6 (71), 9/ 6 (71), 7 - 2/5 trafień
Skrzywił się, westchnął ciężko i uznał, że nie ma co energii marnować. Zwłaszcza, że czekała go i praca, i wizyta na siłowni. Z 5/10 trafieniami wrócił do budynku wraz z resztą więźniów.

/ztx2

Zobacz profil autora

49 Re: Spacerniak on Sro 26 Sie 2015, 20:36

// 12.02.14

Po nocy w swojej celi postanowił wyjść na spacerniak by nacieszyć się powietrzem, piachem czy nawet wielką, ognistą kulą gazów zwaną słońcem.
Gdy wszedł tutaj zaczął swobodnie się przechadzać, ciesząc się w sercu ze świata. Nie miał zamiaru uzewnętrzniać swych emocji, bo mogą mu wyjebać za cień uśmiechu odebrane jako wyśmianie kogoś. Dla Marka dzisiejsza pogoda była przyjemna - 21 stopni i słoneczko to pewien komfort cieplny choć Irlandczyk woli 19 i zachmurzone, jednak nie spodziewał się takich udogodnień w gorącej Arizonie.



Zobacz profil autora

50 Re: Spacerniak on Sro 26 Sie 2015, 21:18

/ początek

W każdym razie pogoda i tak była zadowalająca. Nie było aż tak cholernie zimno, przynajmniej dla osób, które podróżowały często i gęsto swego czasu, poznając klimaty w innych miejscach, ale i tak dało się znaleźć parę Arizończyków, dla których temperatura była stanowcza zbyt niska.
Parker wylazł, oprzytomniając sobie, że jeszcze nie słyszał o przydziale prac. Czas szybciej mógłby minąć, wolumin spoczywał w celi, a sam księgowy - no cóż, nie pozostało mu nic innego, jak zapalić kolejnego papierosa.
Oszczędność pełną gębą.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 2 z 4]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach