Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

29.01.2013 Więzienie stanowe - Noah Houser

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Consuela postanowiła dzisiaj skorzystać z przywileju wykonania telefonu. Czuła się dość dobrze mimo faktu odsiadki i otoczenia przerażającymi, niekiedy zboczonymi, śmierdzącymi babami oraz mimo informacji, że jej ciąża jest zagrożona. Nie czuła jednak potrzeby, by dzielić się z kimkolwiek tym faktem - w końcu był łatwy do przewidzenia.
Postanowiła zadzwonić do Noah od tygodnia zastanawiając się, jak przyjął jej wyjątkowo szczery list. Wystukała numer i czekała na sygnał, w międzyczasie zastanawiając się kiedy w końcu zmobilizuje się do napisania listu do Bakera. W końcu nosiła się z tym od dawna. Zastanawiała się też jak się trzymają Lola i Gabi - do nich też jeszcze nie miała odwagi się odezwać.



Zobacz profil autora
Noah pewnie by zignorował kolejny telefon, gdyby nie to, że ostatki trzeźwego umysłu mu podpowiedziały że neznany numer m może być połączeniem z więzienia. Nie, nie, nie był pijany a zmęczony - cały dzień pracował krążąc między dwiema budowami. 
W końcu zaakceptował połączenie.
- Halo?
Miał nadzieję usłyszeć Consuelę chociaż... wczoraj po przeczytaniu listu się w jakiś sposób załamał.



Zobacz profil autora
...a może jednak powinna była zadzwonić do Gabrielle? Ciekawe jak sobie radzi z Pooperem. Ciekawe jak bardzo jej teraz nienawidzą. W końcu...
Pewnie trwała jeszcze w tych swoich rozmyślaniach głębokich jak Gigi, odpowiadając Noah z lekkim opóźnieniem.
- Halo? Halo! Tu Consuela, jesteś jeszcze? - zapytała w końcu, przy czym potrząsnęła lekko głową, by się ocknąć - Dostałeś mój list? - zapytała w końcu, niby tak od niechcenia.



Zobacz profil autora
Zaczął nerwowo chodzić po pokoju, czekając aż ktoś się odezwie. W końcu usłyszał Consuelę i prawie potknął się o skrzynkę z narzędziami, która nagle wyrosła mu pod nogami.
- Co? Tak... no jestem. I tak, dostałem.
Chwila ciszy.
- Naprawde tak o mnie myślisz? Znaczy, że mnie nie chcesz ale i tak się godzisz, bo... no w sumie. Dobra. To chyba mało ważne co ja teraz myśle. Ty lepiej mi powiedz jak się czujesz?



Zobacz profil autora
Dostał. Podczas tej chwili ciszy kiwała głową, wiedząc, że to bez sensu, bo Noah jej przecież i tak nie widzi. Zastukała opuszkami palców w ścianę zastanawiając się gorąco, czemu jednak nie zadzwoniła do Gabrielle.
- Robimy to dla Keanu, Noah. - wyjaśniła mu, czując się okropnie z faktem, że zabrzmiała tak chłodno. Oboje byli w bardzo ciężkiej sytuacji, a dziewczyna sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Niby cel był szczytny, ale droga wyboista.
- Przepraszam. - oznajmiła - Nie chciałam ci mieszać w głowie - dodała, uznając chyba, że to co myśli Noah jest jak najbardziej istotne. Nie była w końcu w tym bagnie sama.



Zobacz profil autora
- Keanu to okropne imie - odparł wzdychając - Czemu nie Tylio? Albo Pepe? Pepa dla dziewczynki...
Potarł zmęczone oczy. 
- Już mi i tak namieszałaś i chyba nie ma odwrotu. Więc... no nie ważne. Zgodziłaś się. Ja załatwie papiery i pozwolenia.
Oparł się o ścianę i spojrzał na rozgardiasz w salonie.
- Serio, lepij mi powiedz jak sie czjesz bo zaczne cię zanudzać opowieściami jak z Daltonem wylewam grunt... a, właśnie... remontuje ci dom.



Zobacz profil autora
- Keanu to wspaniałe imię i nie chcę słyszeć o żadnym innym. - oznajmiła stanowczo, a potem westchnęła ciężko na myśl o planowanym ślubie. To wszystko nie tak miało wyglądać. Na szczęście dziewczyna nie miała zamiaru się z tego powodu nad sobą użalać. Najwidoczniej nie zasłużyła na bajkowy ślub z księciem z bajki, a co najwyżej na odczytanie przysięgiw ciemnej, śmierdzącej celi z takim Noah.
Pewnie sobie jeszcze nie zdawała sprawy, że w przyszłości, kiedy trochę zmądrzeje, dojdzie do wniosku, że nie zamieniłaby takiego Noah na żadnego księcia z bajki. Ale na takie wnioski było jeszcze za wcześnie, gdyż jej serce było niesforne tak samo jak jej hormony.
- Dobrze się czuję... co. - zamrugała kilkukrotnie, unosząc brew.
- Jaki remont? Ochujałeś? Skąd masz kasę? - zapytała jakże miło.



Zobacz profil autora
- Jest straszne. Brzmi jak tani aktor, który po latach porażek siedzi na ławce w parku i karmi gołębie. I wcale nie brzmi jak dziecko Latynoski i Indianina.
Przysiadł na ziemi, myśląc, że po chuj (no) się stara jak księciem z bajki to nigdy nie zostanie. I wcale nie wymagał od Consueli by w nim go widzała ani by zmądrzała - chociż by chciał.
- Nie martw się, nie ukradłem. Zaoszczędziłem, coś sprzedałem... no i uznałem, że chyba będzie ci... nam... potrzebny pokój dla dziecka i ten, garaż. No to szykuje, co nie?



Zobacz profil autora
- Dlaczego znowu to robisz? - tym razem mogła to sobie tłumaczyć tym, że się chłopak poczuł do odpowiedzialności aż za bardzo. Mimo wszystko Consuela nigdy nie chciała by angażował się w pomoc jej aż tak. Przynajmniej nie bez jej zgody - w końcu wiele go takie przedsięwzięcia kosztowały.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? A co jak zapeszysz? - zapytała, a potem wsadziła sobie kciuk do ust, który zaczęła lekko i nerwowo podgryzać.



Zobacz profil autora
- Wiesz, nie chciałbym potem tłumaczyć kuratorowi dlaczego zabrałem dziecko do ledwo stojącej chaty, gdzie dach przeciekał. Jak mówiłaś, robimy to dla Lawrence'a - rzucił nowym imieniem zainspirowanym ich zakładem o tatuaż oraz polskim odpowiednikiem jakim był Wawrzyniec.
Ale teraz imie chyba było najmniej ważne. 
- Jak zapeszyć? 
Chyba zaczął panikować. Aż wstał.
- Lupita, co się dzieje? Jesteś chora? Możesz nie donosić?



Zobacz profil autora
- Myślę, że Keanu bardziej by się ucieszył, gdyby wcześniej o takich akcjach wiedział. - odpowiedziała mu z ciężkim westchnieniem. Racja, imię było teraz najmniej ważne, jednak Consuela zapewne i tak nie odpuści łatwo.
- Nie, nic się nie dzieje. - skłamała trochę, uznając, że dzielenie się całą prawdą z Noah mogłoby być niepotrzebne, gdyż chłopak i tak miał wystarczająco dużo zmartwień. Z resztą, dbała o siebie, miała od jakiegoś czasu osobną celę, stałą opiekę lekarza, więc nie było się czym w jej mniemaniu martwić na zapas.
- Po prostu... jestem w więzieniu a nie w prywatnej klinice. Rozumiesz.



Zobacz profil autora
Spojrzał po swoich znoszonych butach - nie miał nawet czasu jechać do miasta by kupić nową parę
. - Och wybacz. Jam zauważyłaś jesteś w więzieniu i nie bardzo masz jak podejmować decyzje - rzucił nieco złośliwie. Zaraz potem walnął się z otwartej dłoni w czoło.
- Przepraszam. Ciężko mi. Dom, stacja... ale i tak gówno wiem. Przepraszam, nie powienien.



Zobacz profil autora
Consuela milczała chwilę. Spojrzała ukradkiem na strażniczkę, która właśnie ucinała sobie pogawędkę z inną, na razie najwidoczniej nie myśląc jeszcze o ucinaniu rozmowy.
- Myślę, że jednak powinieneś. - odpowiedziała w końcu - jesteś dla mnie taki dobry, a ja nic nie mogę ci zaoferować w zamian. Dlatego niekiedy jest mi ciężko zaakceptować twoje wysiłki bez żadnych problemów. Masz prawo się na mnie wkurzać. Ja nawet chcę żebyś się wkurzał. Gdzieś przeczytałam, że podobno tłumione emocje prowadzą do wytrzeszczu. nie chcę mieć męża z gałami jak piłeczki pingpongowe. - prychnęła cicho z rozbawieniem, jednak zaraz potem zachciało jej się płakać.



Zobacz profil autora
Potarł zmęczoną twarz i słuchał łamiącego się głosu Consueli. Może go nieco tekst o wytrzeszczu rozbawił ale to uczucie szybko minęło.
- Co mam ci powiedzieć? Naprawde chcesz słuchać jak mnie bolało to jak czytałem, że mnie nigdy nie chciałaś i ogólnie to taki ze mnie kasztan, ale z braku laku... 
Ciężko westchnął.
- Sam nie wiem co mam myśleć, bo raz mam przeświadczenie, że mnie nawet nie lubisz a zaraz potem zachowujesz się jak zakochana czternastka. Boże. Ale i tak to bez sensu bym cię tym męczył. Lupita. Teraz wszystko co robię to po to byś szybko wyszła z więzienia i żemy Lawrence miał jako tako dobre życie. To nic złego i  ie musisz sie odwdzięczać bo to moje obowiązki. Życie mnie z tego rozliczy. Ty masz się trzymać z dala od kłopotów, jasne?
Wziął głębszy oddech. Pogonił Wypierdalaj, która wpierdalała styropian.
- No i też chyba cię kocham na tyle by mi się chciało.



Zobacz profil autora
- Nie chciałam cię okłamywać. - zaczęła się usprawiedliwiać - Wszystko co napisałam w liście było prawdą. No bo rzeczywiście nigdy nie czułam motylków w brzuchu za twoją sprawą, nigdy nie pociły mi się dłonie na twój widok, ani nie doznawałam jakiejś, kurwa, arytmii. Ale wiesz co? Nawet cieszę się na to dziecko. Myślałam, że nie ma dla mnie innej drogi niż tylko jakieś próby wymierzania sprawiedliwości za pomocą Świętych. Ale najwidoczniej jest i dopiero teraz, jak siedzę w pace to to widzę. Dlatego się cieszę. - powiedziała, płacząc jak dziecko, czując się jak na dnie rozpaczy - I cieszę się, że będę je mieć akurat z tobą, Noah.



Zobacz profil autora
Krążył po zagraconym pokoju, omijając wazystkie puszki z farbą i torby z cementem. Ale chyba teraz trudniejsze było omijane tych słów, ktorych by poten się żałowało. 
Lecz z każdą chwilą Noah coraz mniej chciał wylewać awoje żale.
- Ej, eeej, nie rycz - powiedział, ale sam by chciał zapłakać.
- Ja też się cieszę na to dziecko - powiedział nieśmiało - i cieszę się, że z tobą.



Zobacz profil autora
Tak naprawdę słowa 'cieszę się' były trochę na wyrost. W końcu nie było opcji, by pozwolili jej zatrzymać dziecko w więzieniu o zaostrzonym rygorze na środku pustyni, na końcu świata. Ale przynajmniej miała chyba nowy cel i nadzieję, że może wszystko będzie ok. To chyba prawda, że trzeba dotknąć dna, by w końcu zrozumieć, że ewidentnie coś się robi źle.
Strażniczka dała Consueli znak, żeby już kończyła.
- Czas mi się kończy. Trzymaj się. - powiedziała, a niedługo potem Houser mógł usłyszeć w słuchawce sygnał.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach