Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Indiany Jane-Morrison

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 19:43

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione dawno wygryzioną przez insekty gąbką, chyba od wieków nie widziały porządnej izolacji. Domostwo to może się pochwalić dodatkowym zasilaniem wodnym, bowiem dach podziurawiony jak szwajcarski ser, w trakcie ulew działa jak ponadprogramowy spływ wodny. W czasie upałów wewnątrz zwykle nie ma żywej duszy; klimatyzacja działa tak wątpliwie, że nikt nie chciałby podjąć tego ryzyka kosztem udaru. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno, trzeba ratować się piecykiem elektrycznym czy bardziej domowymi metodami – ciocia Indy poleca: mężczyznę u boku. Budynek ma tylko jedno piętro, na którym znajduje się salon z aneksem kuchennym oraz średniej wielkości pokój z łazienką. Z czterech stron pomalowany na piaskowy kolor doprowadza właścicielkę do szaleństwa, nie mniej niż podjazd przed nim, którego jedyną ozdobę stanowi wysłużony, zardzewiały już dawno pickup, niosący na sobie piżmo wielu ciężkich lat, i jeszcze cięższych miesięcy w posiadaniu Indii. Bo o nieprzystrzyżonych, suchych krzakach przyozdabiających teren pod oknami nie warto nawet wspominać.



Ostatnio zmieniony przez Indiana Jane-Morrison dnia Nie 03 Sie 2014, 20:10, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora

2 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 20:08

od siebie, trochę po południu --->

Morti zajechał swoi swoim Chevym na podjazd przed domem Jane-Morrison i niespiesznie się z niego wygramolił, zabierając przy okazji teczkę z dokumentami, oraz czteropak piwa z bocznego siedzenia. Ubrany był w śnieżnobiały, dość dopasowany t-shirt i już nieco wysłużone jeansy. Z nieukrywanym rozbawieniem zlustrował otoczenie domu pani prawnik, oraz jej rdzewiejącego gruchota, po czym, nad wyraz dystyngowanym krokiem podszedł do drzwi i zadzwonił dzwonkiem.
- No dupcia, ruszaj te swoje cztery litery. - Mamrotał pod nosem, czując jak schłodzone puszki piwa zaczynają się pomalutku pocić.

Zobacz profil autora

3 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 20:16

Rzuciła przeglądne papiery, za które zabrała się od razu po rozmowie, na stolik. Wyszukiwał jakichkolwiek spraw, w których sprawcą mógł być Morty. Owszem. Miała o nim najgorsze zdanie. Nauczyła się, ze im mniej pochlebnie wyrażała się o swoich klientach tym rzadziej ją zaskakiwali i co interesujące, tym częściej miała rację.
— Jakie dokumenty? — zainteresowała się z wejścia, zaraz po tym, jak tylko uchyliły się drzwi, a ona wpuściła go do środka. Był najmniej interesującym czynnikiem w tym momencie. Najpierw rzucił jej się w oczy schłodzony czteropak i aż automatycznie zachciało jej się pić, zaraz potem zgarnęła bez ostrzeżenia teczkę z jego rąk w swoje dłonie, zamykając drzwi biodrem i oparła się o drewno, w skupieniu otwierając teczkę.
— Nie okradłeś nikogo z dóbr materialnych, prawda? Z tego ciężko się wybronić bez koligacji rodzinnych — mruknęła w sumie sama nie wierząc w taki scenariusz wydarzeń, ale musiała się dowiedzieć w czym rzecz.

Zobacz profil autora

4 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 20:31

- A gdzie buziak na powitanie? - Mruknął od niechcenia, nawet nie próbując powstrzymać kobiety od zgarnięcia przyniesionych dokumentów. Zamiast tego bezceremonialnie rozsiadł się w jakimkolwiek dostępnym miejscu i otworzył sobie jedno z piw. Drugie podsunął w stronę Indiany. W końcu byli cywilizowanymi ludźmi, a tacy powinni rozmawiać przy alkoholu!
- O takie jak widzisz. Zresztą... po mojej głowie lepiej widać co się stało. - Wskazał na szew, przecinający jego glace. Nie była to może śmiertelna rana, ale dodawała odpowiedniego charakteru jego i tak już zakazanej mordzie.
- Masz tam wszystko ze szpitala. Opis obrażenia i tak dalej, i tak dalej. Chyba umiesz sobie przeczytać... A teraz, jak będziesz grzeczna i sobie wreszcie klapniesz, to opowiem Ci co i jak. - Mruknął, popijając piwko i wodząc wzrokiem za dreptającą w miejscu prawniczką. Odpowiadać na jej nie wiadomo nawet skąd wzięte pytania nie miał najmniejszego zamiaru.

Zobacz profil autora

5 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 20:48

Zerknęła na niego z nad papierów, poprawiając okulary na nosie i uśmiechnęła się pod nosem, jakby chciała powiedzieć coś sprzyjającego jego żartom. Zamiast tego ucięła kwestię:
— Zgubił się. Tam gdzie Twoje poczucie dobrego smaku.
Przysiadła na podłokietniku fotela, który zajmował i założyła nogę na nogę, instynktownie sięgając po piwo, które jej podał. Upiła kilka łyków machinalnie, zaraz potem odsuwając puszkę od siebie.
— Nie. Dzisiaj nie piję — zerknęła na jego głowę, mrużąc nieznacznie powieki, bardziej niż z żalu, to po prostu dlatego, że rozbolały ją oczy. Odłożyła okulary na bok, zaraz obok piwa, przecierając powieki.
— I komu mam pogratulować? — wskazała podbródkiem na jego szew i uśmiechnęła się widocznie rozbawiona, kręcąc lekko głową. Dopiero potem spoważniała, wpatrując się w jego tęczówki.
— No… to mów. Czekam.

Zobacz profil autora

6 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 21:35

- To możemy ich wspólnie razem poszukać - Wyszczerzył się, kompletnie niezrażony. Upił kolejny łyk piwa, spozierając przez moment na jej nogi, a dopiero potem pozwolił sobie na nawiązanie kontaktu wzrokowego, opierając wygodniej o oparcie fotela.
- No więc, daj wiarę, siedziałem sobie spokojnie w barze u Betty. Wieczorek jak wieczorek, sami stali bywalcy. Gaworzymy sobie ot tak o niczym, a tu wpada psiarnia by też sobie coś mocniejszego walnąć... myślę sobie, no chuj, Betty będzie miała zwierzyniec, trudno. I tak byłem nieco zmięty, więc sobie grzecznie sączyłem dalej. - Zawiesił na chwilę opowieść, bo najwyraźniej od samego opowiadania o piciu zaschło mu w gardle. Dopił duszkiem zawartość puszki i sięgnął po następną, nie otwierał jej jednak od razu.
- W pewnym momencie wpada jakiś ciapciak, chuj wie skąd. Tam go chyba trąciłem gdzieś przez przypadek, ale luz... siedzimy se obok siebie, ja jaram, ten pije. A tu nagle pizduś wstaje i się coś do mnie pluć zaczyna... Jakaś paranoja. Zerkam to na niego, to na siedzące niedaleko gliny, myślę sobie... kurwa, nie będę przy psach boruty robił. Odpyskowałem coś tam i pije sobie dalej. A tu nagle jeb... - W tym momencie Morti otworzył piwo, więc wraz z ostatnim słowem dało się słyszeć charakterystyczny syk. Puszka czym prędzej powędrowała do ust Lonniego. Przecież nie chciałby zabrudzić czyściutkiego mieszkanka pani mecenas. No i być uboższym o te kilka łyków piwa.
- Czaisz?! Koleś przyjebał mi butelką! Aż mnie na podłogę zmiotło. Ot tak, kompletnie bez niczego. Ja dochodzę do siebie, a ten się drze... ja na niego patrze, a ten wymachuje gnatem i w ludzi mierzy! Ha. Jak kurwa w pierdolonym cyrku! Psy się poderwały i z mordą na niego, pukawki wyjmują... święci się gapią i też już mają ręce na broni. Paranoja normalnie... - Przewrócił wymownie oczami, po czym skoncentrował uwagę na zachowaniu Indiany, chcąc ocenić czy opowiastka robi na niej całe wrażenie. Niemniej, punkt kulminacyjny dopiero nadchodził.
- I wiesz co ten debil wtedy robi? Wiesz co się okazuje?! Że jest, w dupę jego jebana mać, psem. Sięga po odznakę i pierdoli, że w mieście jest nowy szeryf! - Wybuchnął śmiechem, nie mogąc go już dłużej opanować.

Zobacz profil autora

7 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 21:56

Kompletnie zignorowała jego komentarz. Zajęła się dalszą częścią rozmowy. Z powrotem założyła okulary na nos, bo zapowiadało się na dłuższą pogadankę. Obserwowała jego twarz, kiwając bez przekonania głową, chyba dla samego sygnału, ze słucha, jakby trochę aż nazbyt natarczywie, co nasuwało na myśl, że nie słuchała wcale. Tym bardziej, że w pewnym momencie zajęła się mankietami swojej koszuli. Kiedy wydawało jej się, że w końcu skończył, uniosła na niego wzrok i odłożyła teczkę z papierzyskami na bok z wyraźną ulgą.
— Nie no. Jak tak to w porządku — pokiwała głową bez litości dla jego nieszczęścia. Widocznie poczuła się lepiej z wiedzą, że w tej sprawie nie musiała akurat nic działać. Patrząc jednak na zawziętą twarz Lonniego, wyprostowała się biorąc to trochę bardziej na poważnie.
— A ty jesteś pewien, że nie urżnąłeś się i nie padłeś żywy trup w butelki, trzaskając sobie czachę? — upewniła się wstając do pionu i zabrała mu piwo, to w którym niewiele już zostało i pozostałe dwa z czteropaku. — Nie pij więcej. Może jednak przerzucisz się na wodę, huh? — zatrzymała się przy lodówce, patrząc na niego przez ramię, a zaraz potem oparła się o ladę pośladkami, splatając ręce na piersi. Wyczekiwała jego zgody z jej słowami, licząc na to, ze po prostu wymyślił sobie całą tą abstrakcyjną historyjkę.

Zobacz profil autora

8 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Nie 03 Sie 2014, 22:17

- Pewien, jak kurwa tego, że jestem biały. Zresztą, mam w chuj świadków. Nawet jedna psina... jak jej tam było... o, Delgado, powiedziała, że można się śmiało na nią powoływać, jakbym chciał sprawę przed sąd dawać. Koleś tak odjebał, że nawet jego własna wataha go tu nie chce. To jakiś ciapciak, co go tu chyba przenieśli, czy coś. Aldo się wabi. - Pokiwał łysą głową, jakby na potwierdzenie swoich własnych słów.
- Wody? Pogięło Cię? A co to ja, jakiś Buszmen jestem by się czymś takim po godzinach pracy raczyć? Daj se siana z tym matkowaniem. - Prychnął na koniec, jednoznacznie pokazując co sądzi o jej pomyśle, po czym pociągnął kilka kolejnych łyków piwa.
- W każdym razie... chcę dwóch rzeczy. Udupić skurwysyna, to raz. Jeden pies w mieście mniej to zawsze powód do zadowolenia. Coś takiego z pewnością musi mieć negatywny wpływ na jego ciepłą posadkę u tego lowelasa kolorowych. Dwa, to wyciągnąć z tego tyle kasy ile się uda... pijany policjant szaleje w barze... Nowy funkcjonariusz bronią terroryzuje klientów baru... ha! Już widzę te nagłówki w prasie i internecie. - Wyszczerzył się i dopił do końca swoje piwo. Po następne już nie sięgał, skoro przyniósł cztery, to dwa należały do Indi. Takie były zasady.

Zobacz profil autora

9 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 11:44


— I na pewno o niczym nie zapominasz w tej historii? — upewniła się, bo była prawnikiem. Lepiej było znać wszystkie fakty, możliwie z jak najmniej subiektywnej perspektywy — Czy powinnam się dowiadywać prawdy u tej całej Delgado? — zatrzymała się przy tej lodówce na dłużej, mrużąc oczy, patrząc na niego z dystansu. Kiwnęła tylko głową bez przekonania.
— Jak chcesz…. szlag. Jak tu gorąco — jęknęła, jakby tego było mało, zauważając brak wody w lodówce. Syknęła coś tam pod nosem, jeszcze chwilę w niej grzebiąc, jakby miała znaleźć butelkę w najczarniejszych jej zakamarkach. Ostatecznie ze zrezygnowaniem wróciła do piwa i kiwnęła na niego głową.
— Idziesz? — w pomieszczeniu nie dało się usiedzieć. Niedługo ten gorąc zacząłby już z niej buchać. Na dworze słońce chyba dawało popalić.— Nie histeryzuj, dziewucho. Weź sobie whisky z lodówki na uspokojenie. I co ja mam tutaj do rzeczy? Mam Ci w tym pomóc? Odkąd to nie potrafisz sobie poradzić z jakąś ciamciałą?

Zobacz profil autora

10 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 12:26

- Na pewno. Jak już mi tak bardzo nie wierzysz, to sobie wypytuj tą całą Delgado. Możesz nawet Betty, czy też samego Sue Bakera! Powiedzą Ci to co ja. Pies ma wściekliznę i trzeba go uśpić. - Odpowiedział zdecydowanie, po czym podniósł się z fotela i poprawił wymiętolone od siedzenia ubranie. Ech to cholerne babsko, mógłby się założyć, że dla odmiany, gdyby kłamał jej tu jak z nut, to by mu wierzyła od razu, a tera, gdy mówi toćka w toćkę jak było, to mu nie wierzy... co za jawna niesprawiedliwość.
- A żebyś wiedziała, że idę. Niedługo jarmark i trzeba się przygotować na to i tamto... a co do tego ciućmoka... to poradzić bym sobie mógł i owszem, ale to jest jebany pies i myślę, że żadne z Nas by nie chciało bym się w to mieszał na inne sposoby. Zrób te swoje mądralińskie czary-mary i załatw co trzeba. Im więcej załatwisz, tym więcej zarobisz... 10% z odszkodowania idzie do Twojej kieszeni. Dopieprzenie temu glinie i zatrucie mu życia traktujemy jako bonus.

Zobacz profil autora

11 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 12:51

— Obrażasz się jak panienka — mruknęła siadając w końcu na schodach przed domem. W ręku trzymała obie puszki piwa. Jedną podstawiła w jego stronę. Jeszcze tego brakowało, żeby się upiła ze swoim klientem. Wpatrywała się w jego tęczówki z dziwną natarczywością, jakby za mocno jej zależało, żeby to od niej zabrał.
— Łeeee. A ja myślałam, że druga rzecz, którą chcesz zrobić ma jakiś związek ze mną… — zawiesiła na moment ton — Że chcesz mi dać podwyżkę na przykład — dodała z przekonaniem i oparła się na jednej ręce za sobą, popijając swoje piwo, w dość szybkim tempie jak na kobietę. Przechyliła głowę na bok, lustrując go wzrokiem.
— 10%? Nie wiem czy wyciągniemy z tego chociaż sto dolarów, Morty. A na dziesięć dolców to ja mogę Cię skasować za błocenie mi podłogi ciężkimi buciorami. Nie znam tego gliny. A może to całkiem przyjemny, przesympatyczny, poczciwy człowiek. Przystojny chociaż jest? — uśmiechnęła się cynicznie i parsknęła śmiechem.
— Sorry, Morty… ale tak się spinasz, że ja nie wiem. — smagnęła go ręką po głowie, jakby chciała go pogłaskać jak dziecko, ale był to tylko przelotny, gnany rozbawieniem ruch — Do wesela się zagoi. Nie bój nic.

Zobacz profil autora

12 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 13:08

Lonnie kompletnie zignorował jej docinki, jak i również te wszystkie starania mające na nim wymusić wzięcie jednego z browarków. Stał teraz obok niej, nabijając i odpalając przy tym swoją fajkę. Pyknął raz, czy dwa, smakując tytoń.
- Jak będziesz dobrą dziewczynką i się ładnie spiszesz, to o jakiś związkach z Tobą będziemy mogli porozmawiać. - Wygiął kąciki ust w uśmiechu, wciąż jednak przytrzymując fajkę zębami. Całość, w połączeniu z całokształtem jego facjaty wyglądała dość groteskowo.
- To się zabierz za to porządnie i wyciągnij ile da radę. Za pieprzonego robaka w żarciu dostaniesz okrągłego tysiaka, więc za obicie łba i grożenie bronią przez policjanta, który się nie wylegitymował też sporo wyciągniesz. Rusz tą swoją śliczną główką, bo tu i Twój portfel chodzi. - Przewrócił oczami, wydychając nosem dym. Zamilkł na moment, z trudem, acz cierpliwie znosząc jej kolejne przytyki.
- Bo mnie, kurwa, wkurwia coś takiego. Gdyby to nie był jebany pies, to bym to inaczej załatwił. Ale że jest, jak jest, to nie mogę, bo się wpakuję w takie gówno, że z niego nie wylezę.

Zobacz profil autora

13 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 13:21

Spojrzała na niego z dołu i poprawiła swoją pozycję na schodkach, opierając się o drewnianą belkę z ich boku. Nogi wyciągnęła przez całą długość stopnia, zakładając jedną na drugą. Wyciągnęła na razie bez słowa rękę do góry. Dopiero po chwili dodała dla pewności, że zostanie dobrze zrozumiana:
— Daj się buchnąć.
Piwo i papierosy. W sumie kiedy wpadała w swój rytm, tym też można jej było dobrze zapłacić.
— Nie wchodzę w Tobą w koligacje. Jestem na to zbyt bystra, kochanie. Dlaczego zawsze mnie nie doceniasz? — No teraz to jej wchodził na ambicje. A nie było łatwiejszego sposobu, żeby ją sprowokować, jak właśnie to. Uśmiechnęła się kątem ust, niby beztrosko, rozbawiona, ale dodała — To, ze mi się nie chce, nie znaczy, ze nie umiem zostawić psa w ostatnich, cholera, skarpetkach.
Musiała to zaznaczyć. Splotła ręce na piersi, myśląc jeszcze nad tym.
— No dobra. Załóżmy, że się tego podejmę. Chcę 40% od odszkodowania. Zgoda? To ja tu odwalam czarną robotę, a ty przychodzisz do mnie myśląc, że wkupisz się czym… piwem? Mogłeś chociaż kupić chipsy.

Zobacz profil autora

14 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 13:38

- Po prostu za każdym razem uważam, że stać Cie na więcej. - Podłapał okazję, czując, że trafił w czulszy punkt Pani mecenas. Skosztował dymu raz jeszcze, po czym już bez zbędnego ociągania oddał swoją fajkę w ręce Pani prawnik.
- A to, czy uda Ci się zostawić go w samych skarpetkach, to chętnie osobiście sprawdzę... Tylko bez nieczystych zagrać typu nocka z litości i takie tam! - Wyszczerzył się, po czym, po chwili zastanowienia, przysiadł na schodkach obok Niej.
- I nie 40, tylko 30. Nie zapominajmy, że to Twoja kancelaria mnie reprezentuje, więc jakąś kasę i od nich też dostajesz. No i to ja tu jestem ten poszkodowany! - Odchrząknął.
- Powiedzmy... powiedzmy, że jak już będzie po wszystkim i jak będzie co świętować, uczcimy to kolacją. - Zmrużył nieco oczy i zerknął w jej stronę, ciekawy jej reakcji.

Zobacz profil autora

15 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 13:55

Odebrała od niego fajkę, pykając sobie kilka dymków w milczeniu. Dopiero potem oddając ja nieśpiesznie właścicielowi. Tak samo nie nagliło jej się do udzielania mu odpowiedzi, mimo, że właśnie próbował grać tematem jej kwalifikacji i wykorzystywaniem potencjału.
— Wiem. Myślisz, ze potrzebuję Twojego przyklasku? — uśmiechnęła się do niego kątem ust, a zaraz potem poprawiła okulary na nosie, zaczesując uciekające kosmyki włosów za ucho. Zmarszczyła nieco brwi, skonsternowana.
— Nie… taki scenariusz nie wchodzi w grę, bo jeszcze nie odpowiedziałeś mi na istotne pytanie: przystojny chociaż? — bardzo naturalnie reagując na jego zmianę pozycji, zgięła nogi w kolanach, pozostawiając mu trochę wolnej przestrzeni — Poza tym, bezczelnie kłamiesz. Wolałbyś to sprawdzać bardziej na swoim, niż jego przykładzie — wyszczerzyła się zadziornie i zaraz spoważniała, kiedy przychodziło do tematu zapłaty.
— W porządku. W zasadzie liczyłam na 20%, ale myślałam, że będziesz się dłużej targował. 30% brzmi nawet lepiej. — tak łatwo się zgodziła… cholera ją wie. Może tak naprawdę z początku te całe negocjacje miały być tylko żartem. Przegrał w życie. Nie załapał dowcipu.
— Jaki tam od razu poszkodowany… kobiety lecą na czarne charaktery, Morty. Szrama na glacy dodaje Ci plus dziesięć do zajebistości — ohooo, nie zauważyła kiedy, pochłonęła już pierwsze piwo i połowę drugiego. Z jej głową nietrudno było o to, żeby się szybko upić i stracić i tak już wątpliwy autorytet prawdziwego, poważanego prawnika — Oj, szczeniaku, jeszcześ za smarkaty na kolacje ze mną. Pogadamy za kilka lat jak dorośniesz.

Zobacz profil autora

16 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 14:13

- Potrzebujesz, czy nie. Zawsze to przyjemnie jakiś mieć... co się zaś tyczy tego psiaka, cóż. Jakby to powiedzieć? Gówno mnie to obchodziło, a i teraz obchodzi tyle samo. Rozpoznam go jak zobaczę, tyle mi wystarczy. - Przymknął na moment oczy, przywołując w pamięci tak starannie w niej wyryty obraz skurwysyna, który znalazł się na jego czarnej liście. Oj tak, rozpozna go i dorwie, gdy tylko nadarzy się dobra okazja.
- 30% jest w porządku. - Skomentował krótko, bez wdawania się w szczegóły. Tak naprawdę w tej sprawie, co mogło by się wydać dziwnym, Mortiemu zależało bardziej na wyeliminowaniu fagasa niż na zbiciu fortuny. Kasa była jedynie miłym dodatkiem. Skoro już rzucił taką, a nie inną kwotę - niech będzie. Indianie też się coś należy od życia. Przynajmniej będzie miała motywację by zabrać się za to naprawdę poważnie. Chciał skomentować jeszcze słowa o szramie, mówiąc, że przy całej jego zajebistości +10 to nic nieznaczący dodatek w zamian za swoją cenę. Uznał jednak, że nie ma w tej chwili sensu rozpływać się nad jego własną samooceną.
-Co to, aż tak staro się czujemy? To może trzeba się na jarmarku wyszaleć, trochę odmłodnieć, mmm?

Zobacz profil autora

17 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 14:39

Patrzyła na tą jego zaciętość z nieukrywaną dawką sceptycyzmu. W końcu pokręciła ze zrezygnowaniem głową, kwitując to podejście jednym tylko słowem:
— Faceci… Następnym razem bądź łaskaw zwrócić uwagę.
Dalej już się nie targowała, skoro 30% było w porządku ceną. Przeciągnęła się kładąc pustą już puszkę obok siebie. Zdjęła okulary. Dziwne zjawisko, że na nie całkiem trzeźwo widziała lepiej, niż zwykle. Przewiesiła je przez top pod koszulą i splotła ręce na piersi, patrząc na niego z wyraźnym rozbawieniem.
— Czy ty próbujesz mnie obrazić? — pokręciła głową lekko, widocznie niezrażona jego zaczepką — lata mijają, a ja z roku na rok wyglądam coraz lepiej. Po prostu z mężczyznami jest jak z winem. Im starsi, tym lepiej smakują. Ciebie chyba dopiero zakorkowali, kotku. Zresztą… zaryzykuję stwierdzeniem, ze po dawce alkoholu jaki zawsze spożywasz, możesz mieć niemałe problemy z potencją. Jakby Ci to delikatnie powiedzieć… zostałeś zdyskwalifikowany.

Zobacz profil autora

18 Re: Dom Indiany Jane-Morrison on Pon 04 Sie 2014, 17:19

- Cóż, w takim razie usuwam swoje szanowne cztery litery z planszy. Sama nie wiesz co tracisz. - Odparł rozbawiony. Mogliby tak ciągnąć to w nieskończoność, ale czas był już najwyższy, by Morti wracał do siebie. O dziwo, poza rozmowami i zabawianiem Pani Prawnik miał też czasem i co innego do zrobienia. Postukał fajką o krawędź schodków, oczyszczając ją z popiołu, po czym podniósł się, wyciągając kluczyki.
- Daj znać jak coś uda się ustalić... No i do zobaczenia na jarmarku. W ciemno stawiam, że nie uda Ci się oprzeć tak WIELKIEJ pokusie. - Wyszczerzył się złośliwie i nie czekając już na nic, zapakował się do samochodu i odpalił silnik.
Afff... co za babka. Jeśli wszystkie cizie z dużych miast są takie, to naprawdę... nie dziwie się, że większości facetów po prostu nie chce się nad nimi ślęczeć i rozpracowywać. Uniósł dłoń w geście pożegnania, pacnął klakson, na moment przerywając dojmującą już w okolicy ciszę, po czym dodał gazu i odjechał swoim stalowym rumakiem w stronę zachodzącego słońca... no albo po prostu kilka przecznic dalej, gdzie znajdowała się jego stara i obskurna chałupa.

zt

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Similar topics

-

» Jane Foster
» Jane Arryn
» Mary Jane Watson

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach