Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 20 ... 40  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 40]

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.
+ później będzie dodatkowy opis
Od 28.05.2013 dom jest własnością Consueli Ramirez.

Zobacz profil autora
<- Sklep Boba

Długo mu powrót nie zajął. Wszedł do domu i zakupione przedmioty ułożył na stoliku do kawy, który był zrobiony z kilku cegieł i szkła, jakie wypadałoby w końcu porządnie przeczyścić. Sprawdził czy to, co kupił jest odpowiednie. Nóż postanowił mieć ze sobą, zaś strzelbę i naboje najwyżej przydadzą mu się na jakieś wyjazdy; ewentualnie jako broń w domu. Następnym razem coś sobie kupi. Remingtona z nabojami schował w odpowiednim miejscu, dostępnym dla niego i poszedł do kuchni, w której przygotował sobie mocną, czarną kawę.
William sobie myślał i myślał, aż doszedł do wniosku, że już dawno nie było go w barze Betty, więc gdy tylko się ogarnął i zebrał w sobie - wyszedł z domu, zamykając go na klucz i skierował się w odpowiednią stronę.

Viva Maria ->

Zobacz profil autora
<- Viva Maria!

Do domu dotarł szybko, od razu mając zamiar się przygotować. Te jedynie ograniczały się do tego, aby wziąć ze sobą wcześniej schowaną strzelbę oraz naboje do niej. Upewnił się jeszcze, że z motocyklem wszystko w jak najlepszym porządku i właściwie... można było wybywać, więc wyszedł czym prędzej

Viva Maria! Wyprawa z Bakerem i Eastmanem ->

Zobacz profil autora
nieczynna stacja ->

Gdy Will wrócił już z całej imprezy, zatrzymał motocykl tuż przed domem, do którego zaraz wszedł. Tam ogarnął się, doprowadził do jakiegoś, względnego porządku. Zażył jeszcze - na zaś - jedną z tabletek przeciwbólowych, nawet jeśli niekoniecznie miały mu one pomóc w takim przypadku. Znając życie to potem się położył i zasnął.
*
Rano, gdy wstał to od razu pognał do części kuchennej, aby sobie przygotować mocną kawę. Spojrzał w przelocie na swoje odbicie w drzwiczkach mikrofali i stwierdził, że mogło być znacznie gorzej. Trzeba więc cieszyć się tym, że człowiek jeszcze jako-tako wygląda.
Kiedy William wypił już pierwszą kawę, wziął się do roboty. Ogarnął sobie w salonie ten cały stolik, na którym rozłożył papierzyska i jakieś artykuły piśmiennicze; obok postawił laptop i mógł pozwolić sobie na krótką pracę. Zawsze tak rozkładał obowiązki, wiedząc o tym, że klienci i tak przychodzą dopiero wtedy, gdy otrzymają od mężczyzny telefon. Parker mógł więc swobodnie pracować, nie działając pod presją. Wyliczał wszystko, spisał bilanse, obliczył medianę przychodów i wszystko w tym typie. Następnie zapisał nie tylko na kartkach, które mu przyniesiono, ale także w odpowiednim edytorze, żeby czasem się nie pogubić, a i mieć zapasową kopię, by ktoś nie miał do niego pretensji, że zaniedbał roboty. Taki przezorny był ten księgowy. Skończywszy całą robotę, uporządkował papierzyska odpowiednio, laptop odłożył na swoje miejsce i mógł zająć się swoją osobą. W końcu, po około trzech godzinach pracy.
Odświeżyć się, zjeść kanapki, przejrzeć gazetę i jakieś nowinki w świecie. Po tych czynnościach Parker w końcu ruszył w stronę Vivy. Ot, ażeby najwyżej zobaczyć twarze tych, co byli obecni na imprezie.

Viva! ->

Zobacz profil autora
-> Carswell's Liquor Store since 1897

Connor wraz z Willem lub Will raz z Connorem wprost ze sklepu monopolowego poszli do domu Parkera. Trzeba było gdzieś wypić to piwo, a na dworze to McConnor i jego suczki dzielnie pilnowali, aby nikt nie pił alkoholu w miejscach publicznych. Chuje.
Gdy już doszli do domu Świętego to Indianin postanowił się o coś zapytać.
- A ty nie dorwałeś jakiejś fajnej babki? - Eastman był zdziwiony, że nie miał jakichś konkretniejszych planów odnośnie Walentynek. W końcu co jak co, ale Will według kobitek to był chyba przystojny gość. A przynajmniej tak słyszał jak większość kelnereczek z Viva prawie dostawała orgazmu spoglądając na niego.

Zobacz profil autora
Kultura swoje wymagała. Nie byli już gówniarzami, którzy musieli chować się po kątach lokali czy też w zaułkach lub szukać jakichś miejscówek, by napić się piwa. Wbrew pozorom (odzywkom, zachowaniu) byli już po dwudziestce, niektórzy nawet po trzydziestce, więc czego oczekiwać?
- Nie - odpowiedział. - Nie rozglądałem się, bo nie czuję jakiejś potrzeby - wyjaśnił, wzruszając ramieniem. Przeszedł do kuchni, pewno sięgając po popielniczkę i otwieracz, by zaraz paść na fotel, znajdującym się przy stoliku do kawy i jakiejś sofie.
Will to taki był typek. Nie spieszyło mu się, nie musiał zaliczać ani nic. Jasne, mogli myśleć, że coś z nim nie tak, no ale cóż! Wszystkiego mieć nie można, no nie?
- Ale ostatnio trafiłem na taką babkę - nieco zmienił temat, właściwie minimalnie. - Trochę... dziwna była.

Zobacz profil autora
Mieli już swoje lata, ale czasem nadal zachowywali się jak gówniarze. Ale na tym polegał ich urok, Święci zachowywali się czasem jak gówniarze, ale na swoich zadaniach znali się jak mało kto.
Ciekawe czy William wiedział jak się zachowują kelnerki z Viva na jego widok. Może nawet sobie nie zdawał z tego sprawy. On wyglądał nawet trochę jak ten aktor Bernardo Anderas czy jakoś tak mu było. Dobry aktor, chyba meksykańskiego pochodzenia.
Connor zainteresował się tym na jaką babkę trafił Parker.
- Jaką babkę? Fajna? - Zapytał zastanawiając się kogo dziwnego mógł tutaj znaleźć. Chociaż właściwie to tutaj mało kto był nie dziwny.

Zobacz profil autora
Pewno, znali się na swojej pracy. Każdy z osobna. Ot, takie rozgałęzienie wykształceniowe było w gangu. Jeden pilnował, jeden liczył, drugi się opiekował i miał sadomasochistyczne podejście do wszystkiego i wszystkich (pozdrowienia, Tyrsenku). I niestety, to nie ten aktor, inny.
- Nie można zaprzeczyć - zaśmiał się na drugie pytanie Eastmana i zaraz zastanowił. W międzyczasie otworzył butelkę i pociągnął zdrowego łyka. - Dziwna, specyficzna. Doooos-teh... seh? Dos-teh-seh, coś takiego - podrapał się po brodzie. - Bardziej zastanawia mnie to, skąd wiedziała jak mam na imię - wbrew temu, że miasteczko takie małe, to ludzie szybciej ogarniali po nazwiskach. Taka prawda.

Zobacz profil autora
Connor podrapał się po głowie słysząc nazwę Dos-teh-seh. Coś mu to mówiło.
- Do-mes-tos? - Zapytał patrząc na Williama ze zdziwieniem, może mu się coś pojebało? Kojarzył skądś te imię i ewidentnie kojarzyło mu się z Indianami, ale kompletnie nie wiedział skąd. Czyżby mu się obiło o uszy to imię?
Zaczął wertować strony w głowie, ale kompletnie nie mógł sobie przypomnieć.
- Znała twoje imię? Na pewno jej się nie przedstawiałeś? - Eastman ponownie zadał pytanie Parkerowi.

Zobacz profil autora
- Dos-teh-seh - odpowiedział, nie bacząc na przejęzyczenie. Napił się i zaraz zapalił papierosa. Jeszcze podniósł się z fotela, by otworzyć okno, a następnie ponownie zajął miejsce, rozsiadając się wygodnie.
- Nie mam jeszcze czterdziestki. Pamiętam, że się jej nie przedstawiałem - mruknął, patrząc na niego pobłażliwie. - Miałem się przedstawić, a ledwo uścisnąłem dłoń i już się spytała "ty jesteś jakiś Will, prawda?" i tyle. To było dziwne.

Zobacz profil autora
Connor zamyślił się, co nie często mu się zdarza.
- Więc mówisz, że ta Domestos znała twoje imię przed przedstawieniem się? - Eastman zmarszczył brwi. - Ty, a może ona cię prześladuje, wiesz śledzi cię czy coś. Taka wiesz... - Nie mógł znaleźć słowa, aby mu je powiedzieć. - No ten... Psychofanka! - Wreszcie wyrzucił to z siebie. Może faktycznie ta Dos-teh-seh, albo Do-mes-tos była jego psychofanką i naprawdę William powinien się mieć na baczności, bo może mu jeszcze odrąbie rękę, albo każe na nago biegać dookoła domu. Z takimi babami to nigdy nic nie wiadomo.

Zobacz profil autora
No, nie często. Dlatego Will sięgnął po komórkę na moment, chcąc w pierwszej chwili zrobić Eastmanowi zdjęcie, ale jednak z tego zrezygnował. Sprawdził tylko, która jest godzina i odłożył telefon z powrotem na stół.
- Brawo, o to chodzi - klasnąłby nawet, gdyby nie to, że trzymał jedną dłonią szyjkę butelki, której denko opierał o udo, a między palcami drugiej dłoni miał papierosa; nim zaciągał się raz po raz, a jego odstępstwami był wypuszczany dym nikotynowy.
Popatrzył na niego poważnie, jakby przetrawiał te informacje z przestrachem w oczach.
- Weź się kurwa w łeb puknij, Connor, bo ja mam zajęte ręce - odparł, choć nie wykluczał tej możliwości. - Wątpię, by się przedstawiła i była dziwna w zachowaniu.

Zobacz profil autora
No w sumie Will z jednej strony miał rację, skoro ta Domestos się ujawniła to raczej go nie prześladowała, chyba, że to był jakiś element psychologiczny. Ujawnienie się w celu, aby on jej nie podejrzewał.
- Mógłbyś mi ją jakoś opisać? - Zapytał kolegę Connor. - No wiesz, jakieś znaki szczególne, duże cycki czy coś. - No co?! To akurat mu teraz przyszło do głowy.
Cała ta sprawa wydawała się Indianinowi kompletnie podejrzana zastanawiał się o co tutaj może cholera jasna chodzić. Hmmm...

Zobacz profil autora
Bardzo prawdopodobne z tym elementem. Will sam to rozważał, bo jeśli tak było, to z pewnością nie można było kobiecie odmówić sprytu. Nie, żeby bez tego jej odmawiał... Wiecie o co mi chodzi.
Rzucił mu krótkie spojrzenie na wspomnienie o cyckach.
- Trudno opisać - przyznał, wypuszczając dym i skipował do przyniesionej popielniczki. - Długie, czarne włosy. Nieobecna wzrokiem. I jechała na białym rowerze - tyle można było powiedzieć o tym opisie. - Nie odpowiadała bezpośrednio. Tak, że sam musiałeś się domyślać o co chodzi - podrapał się po skroni. - Żartowała z tego, że może być wiedźmą czy tą... - pstrykał palcami, by zaraz wycelować wskazującym w Eastmana - ...szamanką, o! Miała chyba jakiś płaszcz na sobie, mniej więcej w twoim wieku, ale wy to czasem jak Azjaci macie, że nie wyglądacie na tyle, ile macie - machnął na niego dłonią. Ot, takie głupie porównanie. - I niższa, ta.
Napił się, bo trochę powiedział; aż mu w gardle zaschło. Biedny Willie.

Zobacz profil autora
Do której Ty godziny siedzisz? O, masakro xD

Will powiedział mu, że miała czarne włosy, na jakim jeździła rowerze, ale nie powiedział najważniejszego, a mianowicie to, że była Indianką, na szczęście przyrównał ich do Azjatów. Eastman zbytnio tego nie lubił.
- Sam kurwa jesteś Chińczyk. - Powiedział wkurwiając się na niego, ale to był krótki wkurw. - Szamanką? - Wydawało mu się to strasznie dziwne, bo szamanek już nie było. No przecież już wyszli z namiotów i teraz mieszkali w domach, ewentualnie w przyczepach. Cała ta sprawa wydawała mu się konkretnie dziwna.
- A wiesz czy gdzieś pracuje, skąd jest? - Jeżeli była Indianką to powinien ją przynajmniej kojarzyć. Eastman jeszcze nie otworzył piwa tak go zaciekawił William tą kobietą.

Zobacz profil autora
Pewno nie powiedział, bo wywnioskował, że samo imię może zabrzmieć znajomo Connorowi. No cóż, Will to Will, więc tak sobie założył.
Spojrzał na niego rozbawiony, bo jednak ten szybciej się wkurzał o przyrównanie, niż Parker o obrażenie jego matki. Nic sobie z tego nie zrobił, tylko umieścił papierosa w luce popielniczki na moment, chcąc strzyknąć palcami. Następnie cygaretka znowu wylądowała w ustach księgowego.
- Wydaje mi się, że już ją kiedyś widziałem na obrzeżach - mruknął, marszcząc brwi. - Tam, na Wild West Town. Kojarzysz, nie? - głupie pytanie, ale jednak!

Zobacz profil autora
Connorowi coś świtało to imię, ale nie mógł na początku ogarnąć gdzie to imię słyszał. Jednak po chwili zdał sobie sprawę kim była osoba nosząca to imię w przeszłości. Zamarł na chwilę, a na jego twarzy pojawił się widoczny mindfuck. Przypomniał sobie te opowieści o duchach, to, że Liluye widziała Maguę. Coraz dziwniejsze się to wydawało, prawie jak w serialu "Z archiwum Y". Tylko, że to był serial, a tu jednak toczyło się prawdziwe życie. Milczał przez naprawdę długi czas zastanawiając się o co chodzi. Parker mógł zauważyć, że Loco jest teraz jakiś dziwnie nieprzytomny.

Zobacz profil autora
Parker przyglądał się strażnikowi bacznie, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Możliwe, że na chwilę go zostawił, idąc do kuchni po... coś. Gdy w niej stanął to od razu zapomniał, czego chciał. Wrócił więc zrezygnowany na miejsce, patrząc na Connora.
- Hej, Eastman - pstryknął palcami mu przed twarzą, zwracając na siebie jego uwagę. - Coś ty taki zamyślony? Kojarzysz, o kogo mi chodzi? - spytał, opadając na oparcie fotela.

Zobacz profil autora
Księgowy musiał tyle razy pstryknąć przed twarzą strażnika, że aż go palce bolały. Eastman był zdziwiony, może trochę zaniepokojony.
- Kurwa, Parker! - Powiedział głośno, gdy William wreszcie go wybudził z tego "transu". Spojrzał na swojego dobrego kolegę. - Widziałeś ducha! - Wszystko zaczęło mu się łączyć w całość. Ton głosu Connora była taki, że było słychać iż mówi to naprawdę. Nie było w tym cienia jakiegoś kłamstwa. On teraz naprawdę był przekonany, że po Old Whiskey chodziły duchy.

Zobacz profil autora
No i go zabolały, ale na szczęście doszło do tego, że w końcu kumpel zwrócił na niego uwagę.
Parker spojrzał na Connora, kiedy ten uniósł głos, od razu przeklinając. Normalnie tak, jakby nagle coś błysnęło nad jego indiańskim łbem.
Gdy ten mu powiedział, że Will widział ducha, to księgowy uniósł brwi, patrząc na niego jak na idiotę. Nie, żeby wykluczył taką myśl, ale to wydawało mu się naprawdę głupie i nie wiedział, co powinien powiedzieć.
Napił się alkoholu i przesunął dłonią po brodzie.
- Chcesz mi powiedzieć, że widziałem ducha, który prawie mnie przejechał na swoim rowerku, śmiało mi zabrał papierosa, znał moje imię zanim się przedstawiłem, ta? - spojrzał na Connora, nie wiedząc czy się zaśmiać, czy jednak zostać cholernie poważnym w tym momencie.

Zobacz profil autora
- Wiem, że to brzmi irracjonalnie, ale tak kurwa właśnie myślę! - Użył słowa kurwa, bo akurat w tym zdaniu potęgowało siłę wypowiedzi. Był strasznie tym podekscytowany, że udało mu się coś rozszyfrować, oczywiście możliwości było wiele, Dos-teh-seh mogła być też bardzo wiarygodną kłamczuszką, albo coś.
Chciał teraz opowiedzieć to Liluye, bo to przecież ona mu mówiła o tym wszystkim, o duchu Maguy.
Wyciągnął telefon i zaczął się łączyć z bezprzewodowym internetem LTE dostępnym w prawie całym kraju!
- Znasz tego rumblra o łowcach duchów? - Connor zapytał Williama bo nie pamiętał adresu tego bloga.

Zobacz profil autora

Zainteresowany słowami Connora, Will wsparł swój policzek o palce, pochylając się nad podłokietnikiem. Nie no, cały czas wydawał się sceptyczny, ale może czegoś więcej dowie się od przyjaciela? Było to możliwe.
Trudno mu było cokolwiek w tej sprawie powiedzieć; dziwne było zachowanie tej kobiety, jak i ona sama. William zastanawiał się nad tym niedługo. Jednak dopiero wtedy, gdy powiedział Connorowi - zaczął więcej myśleć.
- Nie, nie znam. Nie przeglądam takich stron - choć kto wie, może powinien? - Wpisz po prostu o łowcach i tyle - rzucił, wzruszając ramionami.

Zobacz profil autora
No to Eastman zaczął wpisywać "łowcy duchów", ale wyskakiwały mu jakieś dziwne strony jak na przykład, "łowcy xxxxx" i były tam naprawdę ciekawe filmy oraz zdjęcia o tematyce wiadomej, ale w tej chwili akurat nie miał ochoty oglądać takich rzeczy. Właściwie w ogóle nie przepadał za oglądaniem czegoś w internecie, a raczej wolał oglądać to na żywo. Po chwili jednak znalazł ten adres, przeczytał kilka notek i podał telefon Parkerowi.
- Myślisz, że to prawda? Ej, ty wiesz jak takich gości namierzyć? - Zapytał Williama, może wiedział jak to zrobić.

Zobacz profil autora
Księgowy przejął od Eastmana telefon, przeglądając notatki umieszczone na tej stronie. Dużo mu one nie podsuwały, prócz tego, że zgadzały się z tym, że i tu Indianka, i tam Indianie. Nie podobało się to zbytnio Parkerowi, który ze zmarszczonymi brwiami postanowił zapisać adres tego bloga.
- Nie wiem czy to prawda. Ty w to wierzysz? - to było dosyć poważne pytanie i łatwe zarazem. Rdzenni Amerykanie w końcu mieli swoje wierzenia, więc Connor coś mógł o tym powiedzieć, nie? - Pamiętam ze szkoły tylko, że można to po adresie IP można zlokalizować. Nie interesowałem się informatyką - odparł, spoglądając na laptop, bo tak czy siak - był ciekawy.

Zobacz profil autora
- No wiesz, moja kobieta też widziała jednego szamana, a on już nie żyje pewnie jakieś 100 lat. - Mruknął do Willa cicho. Miał nadzieję, że nikt ich nie słyszał. Wierzył Liluye, w sumie teraz mu się to coraz bardziej odkrywało. Will widział, Liluye też, a jeszcze te ziomki od tego bloga.
- Byłbyś w stanie sprawdzić co to za ćwoki piszą tego bloga? - Zapytał, bo Connor kompletnie nie ogarniał tych wszystkich rzeczy. Umiał korzystać z bloga, maila, pejsbuka jeszcze nie miał, ale może kiedyś.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 40]

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 20 ... 40  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach