Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 37 z 40]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.
+ później będzie dodatkowy opis
Od 28.05.2013 dom jest własnością Consueli Ramirez.

Zobacz profil autora

Słuchała Noaha, wpatrując się tępo w jego twarz i myśląc po drodze, że narratorka mogła darować sobie to trzecie piwo, bo nie jest po nim w stanie jej sensownie prowadzić. Z drugiej strony - Consuela miała kaca i to takiego po prochach, więc w sumie jej nieumiejętność zebrania myśli była chyba czymś normalnym?
W każdym razie wiedziała, że brat Noaha zginął, pewnie nawet dobrze się z nim znała. Old Whiskey było w końcu małą wiochą. Tak czy siak Houser był kolejną osobą, wraz z Consuelą, Gabrielle, Duckiem, czy Lolą, która straciła kogoś bardzo bliskiego właśnie przez Skittlesa. Nie ucieszyło jej to w żadnym stopniu, ale dzięki temu chłopak mógł wiedzieć, że dziewczyna rozumie go jak nikt inny. W końcu nienawiść do tego człowieka pochłaniała ją do tego stopnia, że rujnowała sobie przez nią życie.
W każdym razie nic już nie mówiła, tylko podeszła do chłopaka i przytuliła go do piersi, jak małego chłopca, głaszcząc go po głowie. Lubiła udawać, że jest tą silniejszą, na której ramieniu można by było się wypłakać, mimo iż w gruncie rzeczy była pewnie najbardziej kruchą i znerwicowaną osobą w całym OW.



Zobacz profil autora
Przymknął oczy, gdy go przytuliła do tych swoich małych, jędrnych, okrągłych piersi. Nie protestował. 
Wziął głęboki oddech i sam objął Consuelę, jakby to koiło mu nerwy.
- I... mówię ci to... bo mamy wspólny interes. I tera,z jak ty jesteś w świętych, to może... to coś nam da?
Odsunął się nieco i spojrzał na nią z dołu.
- No i przepraszam, ze robiłem wczoraj głupie rzeczy i to ejs tna tym durnym filmiku w internecie.



Zobacz profil autora
- Sugerujesz... połączenie sił? - zapytała, marszcząc brwi. Nagle atmosfera ramy uleciała gdzieś w kosmos, gdzie gwiazdy są martwe, a teleskop Hubble'a widzi je w przeszłości, za czasów dinozaurów. Serio, tak jest.
Consuela zmarszczyła brwi jeszcze bardziej, przestając przytulać Noah. Nagle kac jej tak jakby przeszedł, a zamiast tego odezwał się w niej analityczny umysł profesjonalnego spiskowca.
- To by nie było wcale głupie. Oni na pewno się was nie spodziewają. Więc gdyby tak... O kurwa. Totalnie musze o tym powiedzieć Bakerowi. - powiedziała, cała przejęta, a kiedy Noah wspomniał raz jeszcze o tym filmiku, Consuela machnęła ręką.
- A tam, nie przejmuj się pierdołami. - oznajmiła, nie mając zamiaru tracić czasu na poczucie, że ma na mieście siarę, czy coś. Nie obchodziło jej to jakoś za szczególnie, zwłaszcza w obliczu innych jej problemów. Jasne, fakt, że się przelizali był dość niezręczny, ale uznała że im dłużej będzie o tym myslec, tym bardziej niezręcznie będzie, więc wolała po prostu odpuścić.



Zobacz profil autora
Pokiwał głową, rozsiadając się już wygodniej na kanapie. Spótł palce sowich dłoni i spojrzał po dziewczynie.
- No, tak. Tak jakby połączenie sił. Wiesz... możemy się jakoś odwdzięczyć za to, ze Święci by nam dupy kryli, czy tam, nam ratowali poślady. Wiesz. Może nie jest nas dużo, ale na pewno naszym plusem jest to, że mało kto w mieście wie, kto w naszej grupie jest. Takie z nas ninja. 
Zmarszczył nos i się w niego podrapał.
- No... Bakerem. Tak. Myślisz, że na to pójdzie?



Zobacz profil autora
- Nie wiem. Nie zdziwiłabym się gdyby Święci byli nieufni co do współpracy z nową grupą. Naprawdę nie wiem... naprawdę nie wiem czy nie jebać wszystkiego i nie wziąć jednak spraw w swoje ręce. - mówiła, mierząc się z kompletnym chaosem, który zawitał w jej głowie.
Z początku plan wcielenia się do Świętych i dorsywanie Buendiom wspólnymi siłami brzmiał jak idealny plan. Jednak z czasem cierpliwość Consueli zaczęła się wyczerpywać i coraz częściej pojawiała się w niej desperacja myśl załatwienia tego w pojedynkę. No a to nie mogło skończyć się dobrze.
Mimo wszystko Consuela wiedziała, że nigdy nie poczuje ulgi, jeśli nie przyłoży ręki do załatwienia Skittlesa, no i w gruncie rzeczy wolała by ta ulga nastąpiła prędzej niż później. Już i tak jej odbijało pod byle pretekstem.
- Nie wiem co robić. - dodała, dość trafnie podsumowując tym samym ostatnie kilka miesięcy.



Zobacz profil autora
On sam tez nie był pewny, czy reszta grupy chętnie przystanie na współpracę ze świętymi. Ale z drugiej strony - co im pozostało.
- Sami nie damy rady - powiedział, dobrze wiedząc, ze kamikaze to oni nie mogą być.
- Słuchaj. Dziś w nocy... będzie zebranie. Może... chcesz przyjść i... opowiemy o tym planie?



Zobacz profil autora
- To tylko kwestia pójścia tam i jebnięcia mu kulki w łeb. Łatwo się do niego dostać. - wzruszyła ramionami - Każdy by dał radę. - znowu wzruszyła ramionami, po czym wbiła spojrzenie w podłogę, również siadając na kanapie.
- Tyle że wciąż się trochę boję. - zwłaszcza, że byłaby to najpewniej misja samobójcza, a Consuela nie była aż taka pewna, czy chce już umierać. Z drugiej strony miała o to pretensje do siebie samej, że nie jest w stanie nawet porządnie pomścić swoich staruszków. Od tego myślenia aż ją rozbolała głowa.
- Jestem taka zmęczona. - oznajmiła w końcu, wzdychając głęboko. Wzruszyła ramionami po słowach Noah. W końcu w gruncie rzeczy, to jak narazie nie mieli żadnego planu.



Zobacz profil autora
- Tak, jebniemy mu kulkę w łeb i będziemy musieli uciekać i przed policją i kartelem. Tak, brzmi jak konkretny plan. To co, Meksyk czy Alaska?
Potarł skronie, znowu czując, jak mu głowa pęka. Oboje byli wykończeni. Sam nie wiedział czy bardziej kacem czy tym myśleniem.
- To... idź odpocznij. Ja dziś sam pogadam z resztą Duszków. I powiem ci co i jak... dalej.



Zobacz profil autora
Consuela pokręciła głową.
- Nie, nie będziemy musieli. - potem sprostowała - Ja nie będę musiała. - westchnęła i podniosła się z kanapy i powolnym krokiem zaczęła zmierzać ku swojej sypialni.
- A co do tego kina... to czemu nie? - powiedziała od niechcenia, wzruszając ramionami i wyciągając dłoń, by poczochrać czuprynę Noah - Mi puta. - powiedziała z miłym uśmiechem i zniknęła w swoim pokoju, by się w końcu porządnie wyspać.
- Tylko nie myśl sobie, że to randka! - dodała, krzycząc po chwili z pokoju.
-... bo lecę na trochę wyższych... he hehe. - dodała głupkowato, a potem było słychać tylko jej słodkie chrapanie.



Zobacz profil autora
Uśmiechnął się, czując jak ta czochra go po włosach. No, wybaczył jej to "mi puta", bo wiedział, że raczej nie ma nic złego na myśli.
- A... tak, jasne, jasne, ze nie randka! Ja... wolę blondynki.
Co nie znaczyło wcale, ze się nie wystroi, żeby wiochy nie robić.
Gdy tylko usłyszał, jak Cosnuela chrapie, chwycił laptopa i zarezerwował bilety na "Szalonego Maksymiliana". 
- Wcale taki niski nie jestem... - mruknął sam do siebie, po czym zamknął komputer i z ciężkim sercem wyszedł z domu.
Czas na podjęcie paru męskich decyzji. 

/zt



Zobacz profil autora
/ 14.09.2013, rano

Wstał wcześnie, hoho! Wypił kawę, ugryzł tosta i poszedł pobiegać. Wrócił po 15 minutach, cały mokry i zziębnięty. Za oknami szalała burza stulecia.
- O kurwa, o kurwa - rzucił, wyciskając wodę z e swoich włosów - apokalipsa!
Ściągnął ciuchy i polazł do łazienki. Oczywiście, jako, ze od rana słuchał na playlisty na listenfaj, pt. "Songs to sing in the shower" - nie obyło się bez piosenki. Dopiero gdy wyśpiewał dyskografię Gosi Andrzejewicz-  wyszedł.
I w szlafroku i z turbanem na łbie, zasiadł przy syntezatorze. Zaczął trenować największe hity lat 80 i wczesnych 90, nie licząc się z sąsiadami. Chociaż i w czasie tej burzy...
- No kurwa.
No i im prąd w domu pierdolnął. Noah nie mógł grać tylko patrzył jak tępak za okno, na te czarne, złowrogie niebo.



Zobacz profil autora
/14.09.2013/wieczór/z Viva Maria/

Przemoknięta, obdrapana i zmęczona kilkugodzinnym stresem Consuela wróciła w końcu do domu, po licznych meteorologiczno-policyjnych przygodach. Na dodatek, kiedy się w końcu zaczęło ściemniać brak prądu okazał się być dosyć uciążliwy.
W każdym razie w końcu przed domem rozległ się ryk  motoru Consueli, która w końcu, po prawie całym dniu nieobecności przekroczyła progi swojego domostwa.



Zobacz profil autora
Noah właśnie siedział sobie przy laptopie, ale własnie skończyła mu się bateria. W momencie w którym Consuela wchodziła do domu, on zamknął komputer.
- Ach... wróciłaś! - rzucił, nieco niepewnie. No bo, nie powinien się wtrącać, nie? Co go obchodziło, gdzie była i z kim? Z drugiej strony był ciekawy. Oj, bardzo, bardzo!
Ściemniło się i w domu było już ciemno jak w dupie Django. Sięgnął więc po zapalniczkę i poświecił sobie nieco. Przydałyby się świeczki.
- Przydałyby się świeczki. Mogą być nawet zapachowe... ej, coś nie tak?



Zobacz profil autora
- Nieee... co ty... - odparła, dopiero teraz, kiedy schodził z niej stres czując jak mocno drażni ją zdarta skóra po upadku z motocykla. - Tylko miałam mały wypadek, cudem wywinęłam się psom, a potem ledwo uniknęłam śmierci od błyskawicy. oprócz tego jestem mokra jak prostytutka w godzinach pracy, a moje życie pozostało zjebane tak jak do tej pory. - oznajmiła, najwidoczniej w nie najlepszym humorze.
- Howie już wrócił? - spytała z ciekawości, przechodząc do kuchni, gdzie wycisnęła wodę z mokrych włosów do zlewu.



Zobacz profil autora
- Co? Jaki wypadek?!
Aż podszedł do niej i zaczął oglądać jej twarz.
- Ej, no weź się nie ruszaj! Głowa cię boli? widzisz podwójnie? Byłaś u lekarza?!
A co go tam Howie! Jak tu dziewczyna prawie pod koła policji wpadła!
- Nie, nie wrócił.



Zobacz profil autora
- Przecież nie upadłam na głowę. - odezwała się - Upadłam na dupę. Próbowałam  zamortyzować upadek łokciem. - podniosła rękę, pokazując Noahowi spore i krwawiące obtarcie na ręku.
- tak, Noah. Byłam u doktor Quinn. - zaironizowała - Jedynymi lekarzami tutaj jest albo ta sucza z Buendiów, albo pontoniasta laska Setha. - skrzywiła się - nie dziękuję. Wolałabym sobie już sama zszywać rany bez znieczulenia. Byłabym przynajmniej wtedy jak Rambo. - oznajmiła.



Zobacz profil autora
- Co?
Uniósł brwi i pokręcił głową.
- Weź, siadaj - przysunął jej krzesło. Sam zaczął szperać po szafkach, aż w końcu znalazł latarkę i apteczkę. Która była... dosyć skromna. Woda utleniona i trzy plastry.
- Wow... jak ty przeżyłaś?
Dobrze, ze miał swoją w samochodzie. Najwyżej skoczy po nią i skorzysta z bandaży.
- Dupę też ci obejrzeć? - zaproponował,a le uznał, ze to bło głupie i od razu skulił się w sobie.
- I... to jak policji uciekłaś?



Zobacz profil autora
- Nic mi nie musisz oglądać, poradzę sobie. - oznajmiła hardo, jednak szybko się skończyło, kiedy Noah odpalił latarkę, a Consuela miała okazje przyjrzeć się swoim obrażeniom odrobinę bardziej wnikliwie. Złapała się za głowę, licząc, że nie skończy się na amputacji.
- Jak wracałam do domu, to wjebałam się motocyklem w radiowóz. Myślałam, że mnie zaraz przymkną, bo nie mam przecież prawa jazdy i jeżdżę na lewych blachach. Na szczęście chyba udało mi się ich oczarować, bo nagle ni z gruchy ni z pietruchy puścili mnie wolno. Nie dostałam nawet mandatu! - opowiedziała z wiadomym sobie wdziękiem.



Zobacz profil autora
Aż mu buteleczka z wodą utlenioną wypadła z rąk.
- Co...co?! - szybko się jednak ogarnął i przyłożył dziewczynie gazik ze spirytusem, do rany.
- Ja... o kurwa. To naprawdę musisz mieć wdzięk skoro cię puścili! - spojrzał na nią niepewnie - wdzięk takiej Sofii Butelki...
Zaczął zajmować się plastrami.
- No... ale może lepiej jak se załatwisz prawko?! I serio... RADIOWÓZ?! Nie widziałaś go?



Zobacz profil autora
Consuela zasyczała, wiercąc się na krześle, kiedy Noah przyłożył jej gazik do paskudnej rany. Chętnie by się teraz rozpłakała, ale musiała być twardzielem.
- Sofii Butelki? Przecież to taka laska... - westchnęła z rozmarzeniem, po czym znowu syknęła z bólu.
- Nie stać mnie na prawko. A radiowóz widziałam, tylko... nie zdążyłam wyhamować. - powiedziała nieco niepewnie, drapiąc się po policzku. Wszystko wskazywało na to, że nawet jeśli wierzyła, że uczyniła postępy w jeździe na motocyklu, to wciąż jeździła jak pierdoła.



Zobacz profil autora
Sam się skrzywił. No oglądanie ran i ich czyszczenie nie było zbyt przyjemne, dla niego też.
- No, no jest laska. No a tym jesteś podobna. Nie że cała, no tak troszkę. takie same oczka, nie? Oczka, Consuela, faktycznie mam na myśli oczy - sprostował. Sięgnął po pierwszy plastrem i nakleił jej na łokieć.
- No, co nie znaczy, ze nie jesteś ładna. No, co tak patrzysz? Stwierdzam obiektywnie, ze się możesz podobać, to nic nie znaczy, Lupita - zaczął się usprawiedliwiać.
Drugi plaster wylądował na ręce dziewczyny.
- Nawet na takie fałszywe cię nie stać? - dopytał - To jest jakieś zabezpieczenie... ci, no, cali Świeci ci nie mogę pomóc?
Skończył przyklejać opatrunki i odsunął się nieco. Folia naklejona na okna zaczęła straszliwie szeleścić. Wiatr był nie do zniesienia.
- Mogli by cię tez nauczyć jeździć.podrapał się po nosie i uznał, że zmieni temat.
- Byłem... na tym zebraniu. No i tak wyszło, ze... jestem... szefem... co nie? Chyba powinnaś wiedzieć.



Zobacz profil autora
Słuchała go z taką miną, jakby z każdym jego słowem ubywało jej punktów inteligencji. Kiedy rzucił tekstem o jej oczkach, to miała od razu na myśli oczy. Kiedy Noah zaczął prostować, pomyślała o oczkach w rosole. Potem oczkach w rajstopach, a na sam koniec o oczkach, o których nigdy by nie pomyślała, gdyby nie jąkanie się Noah.
- Kurde, stary... - powiedziała, krzywiąc się z lekkim zdezorientowaniem, a potem wysłuchiwała kolejnych usprawiedliwień Noah, który chyba własnie sprzedał jej pokrętny komplement, czerwieniąc się jak dorodny pomidorek.
- Noah? Czy tyy... no wiesz momentami zachowujesz się trochę dziwnie, więc... yyy... - ona sama zaczęła się jąkać, drapiąc się w nos - Czy ty przypadkiem na mnie nie lecisz? - zapytała w końcu wprost.
- Święci mi wszystko załatwią. Pomagają mi cały czas. - wystrzeliła odruchowo broniąc gangu. No a kiedy Noah przyznał, że jest szefem tych całych Duszków, Consuela wydała z siebie jedynie:
- Co?



Zobacz profil autora
Zamknął niezdarnie apteczkę, wciąż nie umiejąc spojrzeć na Consuelę. O boże, ale ona potrafiła być dosłowna! Wszystko tak prosto z mostu.
Sam się w nos podrapał, to chyba zaczynał być jakiś jego nerwowy gest w sytuacjach patowych.
- Oj tam od razu lecisz, lecisz - rzucił, ale się nie odważył na nią spojrzeć. Chwycił latarkę i zaczął nią obracać w dłoni - no obiektywnie stwierdzam? No kurde, Consuela, no,  podobają mi się różne dziewczyny. A jakbyś była jedną z nich no to ten, no to co w związku z tym, no?
Teraz to się w głowę podrapał.
- No, szefem, tak jakby. No. Wodzem?



Zobacz profil autora
- Wiem, że podobają ci się różne dziewczyny. Najpierw przeleciałeś córkę Clausa, potem o mało co nie skończyłeś w wyrku z tą brzydką Gwen Stefani z Apaloosy, a potem powiedziałeś, że najbardziej lubisz blondynki. Nie, żeby coś, fajny z ciebie nawet facet Noah, ale mimo wszystko nie wyglądasz mi na Casanovę. Zwłaszcza kiedy nie chcesz nawet na mnie spojrzeć i  kiedy tak łatwo jest cię zawstydzić. - powiedziała, coraz bardziej rozbawiona jego reakcją. Gdzieś tajm z tyłu głowy kusiło ją, by zepchnąć go z przepaści zawstydzenia i kazać mu powiedzieć na głos 'pindolek', ale na szczęście się powstrzymała.
- I co teraz będziesz takiego u nich robił... wodzu? Wznawiacie działalność, czy co? - Consuela chyba jeszcze nie wiedziała dokładnie czym zajmują się Duszki, prócz chuligaństwem. Z drugiej strony domyślała się, że tym razem może chodzić o Skittlesa.



Zobacz profil autora
- Oj no to, ze mi się podobają nie znaczy, ze jestem, kule bele, taki figo fago i od razu wiesz. Każdą rwę... zresztą, oj,n no. Seks to jedno, Lupita. Ty to jednak jesteś taki typ z którym się za rękę chodzi.
Znowu obrócił w dłoni latarkę i w końcu spojrzał na dziewczynę. 
- No już, spojrzałem - mruknął - no, trudne pytania zadajesz, Cosnuela. Co będę robił... no najpierw będę delegatem. Dlatego muszę cię prosić byś... ugadała się z Bakerem, żeby ten chciał ze mną gadać.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 37 z 40]

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach