Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 37 z 40]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.
+ później będzie dodatkowy opis
Od 28.05.2013 dom jest własnością Consueli Ramirez.

Zobacz profil autora

Gdzie w tym wszystkim był Bóg. Na to pytanie zapewne odpowiedź znała Mulan, która na ostatnim wykładzie z filozofii odnalazła owego Boga. Jednak Howahkan raczej nie i siedział teraz taki załamany.
- Żyje, taaak. - skłapał z przesadnym zdecydowaniem, bo w sumie nie miał pojęcia. ALe dzwonił po karetkę, na pewno żyje. - Kurwa, nie patrzcie tak na mnie. Ja nawet nie pamiętam niczego z tych chwil, kiedy to zrobiłem! Jakbym... obudził się po fakcie.
Wyznania, wyznania. Do sitcomu nijak nie pasowały. Tutaj trzeba było śmiesznych gagów. No w tym Hołi był cieniasem.
- Ta sitcom. Chyba Liga Przegrywów. - odpowiedział z kwaśną miną. Spojrzał ze wstydem na Noah. Bosze. Damski bokser. A myślał, że jest honorowym człowiekiem. Dupa blada, a nie honor. Nie widział w niczym sensu.
- To wszystko jest bez sensu. Nie wiem co dalej robić ze swoim życiem. Boże! - uniósł ręce do nieba.



Zobacz profil autora
- Ja pierdolę... - aż się za głowę chwycił.
- Jezus Maria, człowieku, teraz to ja się boję tu ciebie trzymać. Co jak przyrżniesz... Consueli?!
Aż się wystraszył. Spojrzał na nią z lękiem w oczach.
- Ona się w pół złamie! Dobra, dobra, nie to, ze na pewno lejesz każdą laskę, ale człowieku. Może... zamiast się przed nią ukrywać jak jakiś przestępca, pójdziesz i... ją przeprosisz?! Jeśli mówisz... że nie chciałeś. Ani... że to specjalnie... to czemu, kurwa, uciekasz?



Zobacz profil autora
Kiedy powiedział, że Liluye żyje, Consuela odetchnęła z ulgą, a zaraz potem pomyślała sobie, jak bardzo wepchnęłaby jej widelec w oko.
Consuela sama nie była idealna, wiec daleko było jej od oceniania Howiego, czy Noah. Jasne, nie wszystko jej się zawsze musiało podobać, jednak miała na tyle wyrozumiałości w sobie, że zawsze starała się  zrozumieć czyny innych (nie obejmowało to nikogo w zasięgu Buendiów przyp.red.).
- nie rozśmieszaj mnie Noah. Ja się już biłam z TAKIMI bysiorami. TAKIMI. - miała oczywiście na myśli Joolsa, który nie był wcale TAKIM bysiorem i pewnie na dodatek sam dał jej wygrać tego pamiętnego razu na fajtklapie.
- Ma przepraszać te zołzę?! Niech lepiej idzie opychać dragi pod gimnazjum, albo obciągać Skittlesowi. - prychnęła - nie żebym cię broniła, Howie. Bicie kobiet to słaba sprawa. No ale w tym wypadku jestem w stanie przymknąć na to oko. Może właściwie wyświadczył jej przysługę? Może w głowie jej się coś tam poprzestawia? - zrobiła kółeczko przy skroni, a potem westchnęła ciężko.
- Nie martw się. Tutaj nikt nie wie co zrobić ze swoim życiem. - zerknęła to na załamującego się Howiego, to na Noah, to na syczącego na nią Wypierdalaj. Ich obraz tylko potwierdził jej tęzę.



Zobacz profil autora
Nie miał słów na języku ani w głowie. Nie wiedział co odpowiedzieć Noah.
- Zwariowałem jak to zobaczyłem. Jestem tchórzem i boję się spojrzeć jej w oczy. Lepiej jej będzie jak mnie w pobliżu nie będzie. I może lepiej będzie jak mnie znienawidzi. Łatwiej na pewno. Dla obu stron. - wyjaśnił w bardzo pokrętny sposób przyczynę swojego zachowania. - Ona musi się wziąc w garść, a ja muszę coś zrobić ze sobą, by... tak nie robić.
Uniósł też ręce do góry.
- Raczej nic nie zrobię. - spojrzał na Consuelę. - Zwisa mi i powiewa co ona papla. Liluye bardziej jechała mi na emocjach...



Zobacz profil autora
- Consuela, ja rozumiem, może ty byś jej nie przeprosiła - zaczął - ale to jest jego SIOSTRA. Jakbyś przywaliła Gabrielle i zrobiła jej krzywdę... no, nie wiem, a ona wjebała się w stół, to co? Uznałabyś że zasłużyła? I co? Ty, jako siostra? Co byś myślała?
Westchnął ciężko. Znowu go w gardle ścisnęło na wspomnienie o swoim bracie. Potarł oczy. 
- Jeśli chcecie się wziąć w garść... Jezu, nie wiem. Ja nic nie wiem, nie ogarniam. Co się w ogóle tutaj dzieje?! Ja... ej, Lupita, ja wiem co chce ze swoim życiem zrobić!



Zobacz profil autora
Wywróciła oczami, kiedy jej wiele wnoszące monologi zostały nazwane zwykłym paplaniem. W końcu była latynoską, a każde jej słowo było czystym złotem. No i każde jej słowo okraszony było spora ilością decybeli. Czasami to nawet dramatycznymi plaskaczami w twarz. Miała to po tatusiu.
- Nawet nie przyrównuj mojej kochanej siostry, do tej narkotycznej, Indianskiej, pokurwionej Pokahotas! - i tu pada dramatyczny plask w twarz. Dla Noah.
- Gabrielle jest prawie święta! A Liluye zabiła Sugar, zabiła swoje nienarodzone dziecko i na dodatek trzyma się z wrogim gangiem! Ile razy mam to jeszcze powtarzać?! - mogłaby do usrania, tak szczerze mówiąc. Niestety, nakręcona Consuela mogła w kółko paplać to samo.
Ona też potarła oczy na myśl o Gabrielle. Wszyscy mieli tutaj najwidoczniej jakieś brother's/sister's issues.
- No to co chcesz zrobić ze swoim życiem? - spytała Noah, już spokojniej.



Zobacz profil autora
Zmarszczył brwi i zacisnął dłonie w pięści. Wstał i spojrzał wpierw na Noah, a potem na Consuelę, gniewnie.
Miał coś powiedzieć. Do Noah, który tak zabrzmiał, że teraz Howahkan poczuł się jak jakiś potwór. Do Consueli, która jechała jego siostrę niczym sankami z górki. Jednak przemilczał wszystko. Ostatkami wolnej woli zamknął się i ruszył pośpiesznym krokiem do wyjścia.
Na zewnątrz czekał na niego Papaj, który zaraz był obok. Indianin po prostu pobiegł przed siebie.
Ale bagaż zostawił w domu, więc zapewne wróci. Nie martwcie się.

zt



Zobacz profil autora
Dostał w pysk. Za nic! Nie zasłużył! On po prostu chciał, żeby Howahkan zachował się jak BRAT. Brat, który podobno nie chciał krzywdy Liluye.
Ale widać było, ze Consuela była w gorącej wodzie kąpana - co jednak nie usprawiedliwiało jej ciosu. A Noah nie poczuł się lepiej.
Dotknął policzka, spuszczając wzrok. Nie odgryzł się, nie oddał jej, ale było mu przykro.
Spojrzał na wychodzącym Howiem. Widać musiał ochłonąć - dobrze. Jeśli mu pomoże włóczenie się po mieście. Sam Noah uznał, ze już nie bezie mędrkować, ani radzić. Niech sobie radzą sami, prawda?
- No, na dobry początek, to chciałem cię dziś gdzieś zaprosić, no ale nie wiem, czy nie dostanę za to drugi raz w pysk - mruknął, patrząc na swoje stopy.



Zobacz profil autora
Consuela pewnie obróciła się tyłem do zgromadzenia i oparła dłonie o blat komody, oddychając ciężko. Miała kaca, dopiero co zeszły z niej dragi, dorobiła się nagle trzech współlokatorów, z których każdy okazał się w jakiś sposób znacznie problematyczny. Poza tym Gabrielle, z którą nie za bardzo mogła się widywać, Baker, który ją pewnie udusi za te włosy, Will, z którym miała kosę, a przede wszystkim Buendia Familia, która łaziła jej po głowie jak najgorszy koszmar. Świadomość tego, że Skittles jest praktycznie jej sąsiadem i w każdej chwili może minąć się z nim na ulicy była dla niej wyjątkowo ciężka do zniesienia. Tak jak i cała ta 'koalicja' jego i Świętych. I jeszcze ta cała sprawa z Liluye, która tak naprawdę była jedynie pretekstem do tego, by mogła wybuchnąć i chociaż przez chwilę dać upust swoim złościom i frustracjom.
Wychodzący Howie wcale jej nie zdziwił. Nie zdziwiłaby się także, gdyby niedługo potem wyszedł i Noah.
- Co? - zapytała, nie odwracając się nawet do chłopaka, tylko skupiając się na swoim oddechu, by uspokoić się choć trochę.



Zobacz profil autora
Noah to już  w ogóle miał sieczkę z mózgu. Przyjechał do miasta rozliczyć się z przeszłością i ułożyć swoje życie a wpada w sam środek jakiejś dziwnej, zimnej wojny. Consuela, która jest w gangu. Liluye, która nagle ma problem z bratem, motocyklistami i kartelem. 
A on? On w sumie nie lepszy. 
I tak bardzo, bardzo chciał o wszystkim Consueli powiedzieć. I ją o tyle rzeczy wypytać - ale jakoś nie szło. Oboje mieli blokadę, bo nie mieli pojęcia, czy sobie do końca ufać... właściwie... on by chciał jej ufać, i to bardzo! Ale gdy widzi, jak ta miota się z własnymi emocjami, to nie miał serca zsyłać na nią kolejne problemy.
Z drugiej strony...
- No, nie ważne. W sumie, to może to poczekać, bo wiesz, w kinie dają "Szalonego Maksymiliana" i mogliśmy się przejść, co nie? A potem, zjeść. Coś. Ale to nie ważne teraz. W sumie wiesz, co, chyba musimy porozmawiać.



Zobacz profil autora
Wywróciła oczami po tym 'nie ważne' i słuchała go dalej. Uniosła brew, kiedy zasugerował wspólne kino i jedzenie, czym przypomniał jej jeszcze o kolejnej kropli w czarze goryczy, a mianowicie viralowym filmiku na blogu Mulan. Obróciła się powoli w stronę Noah, opierając się tyłkiem o komodę.
- Słucham. - oznajmiła, wpatrując się w chłopaka wyczekująco.



Zobacz profil autora
- Ale... musi to zostać między nami, Consuela - powiedział, poważnie. 
- To, co teraz powiem, może mi mocno zaszkodzić. Albo pomóc... zależy od ciebie - wziął głęboki oddech.
Wpatrywał się chwilę w swoje stopy, zbierając myśli.
- Mówiłem ci, ze chcę się rozliczyć z pewnymi osobami. I, że, no. Że mogę ci tez pomóc w twojej... wiesz, w czym i z kim - zaczął się plątać.
- Kojarzysz... te... Duszki?



Zobacz profil autora
Dziewczyna pokiwała głową i słuchała. Wstęp zapowiadał obiecującego niusa. Kiedy padło pytanie o Duszki, Consuela pokiwała głową.
- Tak, to te łobuzy, co anonimowo po nocach robią rozpierdol co jakiś czas, a potem znikają na parę miesię... czekaj. Ty jesteś Duszkiem? - zapytała, po czym powtórzyła pytanie: - Ty?! - ...i jeszcze raz - Ty Duszkiem?! - otworzyła usta i uniosła brwi, tkwiąc w tej durnej minie przez parę ładnych sekund.
- Czy jesteś tego pewny?



Zobacz profil autora
Wypuścił ciężko powietrze. No tak, tak. Dał jej się nadziwić i przetrawić tę informację.
- Tak, jestem pewny. Bo co, bo nie byłby w stanie podpalić śmietników, zrobić Mołotowa i użyć baseballa? 
No tak, na co dzień byłoby niemądrze pozować na takiego co to umie robić. Więc może lepiej, ze dziewczyna nie dowierza? To znaczyło, że raczej mało kto go podejrzewał! Problem by się zaczął, jakby każdy widział w nim jakiegoś chuligana. 
- Prawda jest taka... że mój brat też był. I... podczas jedne z akcji go postrzelili. Jak... ratował dupę Skittlesowi. Bo widzisz, Skittles i Naiche też byli Duszkami. Długi czas. 
Odgarnął włosy z czoła, jak to miał w zwyczaju, gdy zaczynał się denerwować.
- Gdyby nie to, że pojechali tam, żeby tego sukinsyna ratować, to pewnie by jeszcze żył. No i Naiche... też by, kuźwa, żył. 
Zacisnął dłonie w pieści.
- Wywaliłem go z grupy. Ale skurwiel i tak musi zapłacić. Tylko, ze teraz, po śmierci Jacoba, Naiche... Nikt nie chce się wychylać. Ale może w końcu coś do reszty dojdzie.
Spojrzał wreszcie na dziewczynę, jakby nieco przepraszającym spojrzeniem. 
- Chyba w końcu trzeba się zorganizować.
Spuścił głowę i przyłożył do niej dłonie, jakby ciężko nad czymś myśląc. Zgarbił się i skulił w sobie.
- Lupita, boże, ufam ci chyba jak nikomu na świecie.



Zobacz profil autora
Słuchała Noaha, wpatrując się tępo w jego twarz i myśląc po drodze, że narratorka mogła darować sobie to trzecie piwo, bo nie jest po nim w stanie jej sensownie prowadzić. Z drugiej strony - Consuela miała kaca i to takiego po prochach, więc w sumie jej nieumiejętność zebrania myśli była chyba czymś normalnym?
W każdym razie wiedziała, że brat Noaha zginął, pewnie nawet dobrze się z nim znała. Old Whiskey było w końcu małą wiochą. Tak czy siak Houser był kolejną osobą, wraz z Consuelą, Gabrielle, Duckiem, czy Lolą, która straciła kogoś bardzo bliskiego właśnie przez Skittlesa. Nie ucieszyło jej to w żadnym stopniu, ale dzięki temu chłopak mógł wiedzieć, że dziewczyna rozumie go jak nikt inny. W końcu nienawiść do tego człowieka pochłaniała ją do tego stopnia, że rujnowała sobie przez nią życie.
W każdym razie nic już nie mówiła, tylko podeszła do chłopaka i przytuliła go do piersi, jak małego chłopca, głaszcząc go po głowie. Lubiła udawać, że jest tą silniejszą, na której ramieniu można by było się wypłakać, mimo iż w gruncie rzeczy była pewnie najbardziej kruchą i znerwicowaną osobą w całym OW.



Zobacz profil autora
Przymknął oczy, gdy go przytuliła do tych swoich małych, jędrnych, okrągłych piersi. Nie protestował. 
Wziął głęboki oddech i sam objął Consuelę, jakby to koiło mu nerwy.
- I... mówię ci to... bo mamy wspólny interes. I tera,z jak ty jesteś w świętych, to może... to coś nam da?
Odsunął się nieco i spojrzał na nią z dołu.
- No i przepraszam, ze robiłem wczoraj głupie rzeczy i to ejs tna tym durnym filmiku w internecie.



Zobacz profil autora
- Sugerujesz... połączenie sił? - zapytała, marszcząc brwi. Nagle atmosfera ramy uleciała gdzieś w kosmos, gdzie gwiazdy są martwe, a teleskop Hubble'a widzi je w przeszłości, za czasów dinozaurów. Serio, tak jest.
Consuela zmarszczyła brwi jeszcze bardziej, przestając przytulać Noah. Nagle kac jej tak jakby przeszedł, a zamiast tego odezwał się w niej analityczny umysł profesjonalnego spiskowca.
- To by nie było wcale głupie. Oni na pewno się was nie spodziewają. Więc gdyby tak... O kurwa. Totalnie musze o tym powiedzieć Bakerowi. - powiedziała, cała przejęta, a kiedy Noah wspomniał raz jeszcze o tym filmiku, Consuela machnęła ręką.
- A tam, nie przejmuj się pierdołami. - oznajmiła, nie mając zamiaru tracić czasu na poczucie, że ma na mieście siarę, czy coś. Nie obchodziło jej to jakoś za szczególnie, zwłaszcza w obliczu innych jej problemów. Jasne, fakt, że się przelizali był dość niezręczny, ale uznała że im dłużej będzie o tym myslec, tym bardziej niezręcznie będzie, więc wolała po prostu odpuścić.



Zobacz profil autora
Pokiwał głową, rozsiadając się już wygodniej na kanapie. Spótł palce sowich dłoni i spojrzał po dziewczynie.
- No, tak. Tak jakby połączenie sił. Wiesz... możemy się jakoś odwdzięczyć za to, ze Święci by nam dupy kryli, czy tam, nam ratowali poślady. Wiesz. Może nie jest nas dużo, ale na pewno naszym plusem jest to, że mało kto w mieście wie, kto w naszej grupie jest. Takie z nas ninja. 
Zmarszczył nos i się w niego podrapał.
- No... Bakerem. Tak. Myślisz, że na to pójdzie?



Zobacz profil autora
- Nie wiem. Nie zdziwiłabym się gdyby Święci byli nieufni co do współpracy z nową grupą. Naprawdę nie wiem... naprawdę nie wiem czy nie jebać wszystkiego i nie wziąć jednak spraw w swoje ręce. - mówiła, mierząc się z kompletnym chaosem, który zawitał w jej głowie.
Z początku plan wcielenia się do Świętych i dorsywanie Buendiom wspólnymi siłami brzmiał jak idealny plan. Jednak z czasem cierpliwość Consueli zaczęła się wyczerpywać i coraz częściej pojawiała się w niej desperacja myśl załatwienia tego w pojedynkę. No a to nie mogło skończyć się dobrze.
Mimo wszystko Consuela wiedziała, że nigdy nie poczuje ulgi, jeśli nie przyłoży ręki do załatwienia Skittlesa, no i w gruncie rzeczy wolała by ta ulga nastąpiła prędzej niż później. Już i tak jej odbijało pod byle pretekstem.
- Nie wiem co robić. - dodała, dość trafnie podsumowując tym samym ostatnie kilka miesięcy.



Zobacz profil autora
On sam tez nie był pewny, czy reszta grupy chętnie przystanie na współpracę ze świętymi. Ale z drugiej strony - co im pozostało.
- Sami nie damy rady - powiedział, dobrze wiedząc, ze kamikaze to oni nie mogą być.
- Słuchaj. Dziś w nocy... będzie zebranie. Może... chcesz przyjść i... opowiemy o tym planie?



Zobacz profil autora
- To tylko kwestia pójścia tam i jebnięcia mu kulki w łeb. Łatwo się do niego dostać. - wzruszyła ramionami - Każdy by dał radę. - znowu wzruszyła ramionami, po czym wbiła spojrzenie w podłogę, również siadając na kanapie.
- Tyle że wciąż się trochę boję. - zwłaszcza, że byłaby to najpewniej misja samobójcza, a Consuela nie była aż taka pewna, czy chce już umierać. Z drugiej strony miała o to pretensje do siebie samej, że nie jest w stanie nawet porządnie pomścić swoich staruszków. Od tego myślenia aż ją rozbolała głowa.
- Jestem taka zmęczona. - oznajmiła w końcu, wzdychając głęboko. Wzruszyła ramionami po słowach Noah. W końcu w gruncie rzeczy, to jak narazie nie mieli żadnego planu.



Zobacz profil autora
- Tak, jebniemy mu kulkę w łeb i będziemy musieli uciekać i przed policją i kartelem. Tak, brzmi jak konkretny plan. To co, Meksyk czy Alaska?
Potarł skronie, znowu czując, jak mu głowa pęka. Oboje byli wykończeni. Sam nie wiedział czy bardziej kacem czy tym myśleniem.
- To... idź odpocznij. Ja dziś sam pogadam z resztą Duszków. I powiem ci co i jak... dalej.



Zobacz profil autora
Consuela pokręciła głową.
- Nie, nie będziemy musieli. - potem sprostowała - Ja nie będę musiała. - westchnęła i podniosła się z kanapy i powolnym krokiem zaczęła zmierzać ku swojej sypialni.
- A co do tego kina... to czemu nie? - powiedziała od niechcenia, wzruszając ramionami i wyciągając dłoń, by poczochrać czuprynę Noah - Mi puta. - powiedziała z miłym uśmiechem i zniknęła w swoim pokoju, by się w końcu porządnie wyspać.
- Tylko nie myśl sobie, że to randka! - dodała, krzycząc po chwili z pokoju.
-... bo lecę na trochę wyższych... he hehe. - dodała głupkowato, a potem było słychać tylko jej słodkie chrapanie.



Zobacz profil autora
Uśmiechnął się, czując jak ta czochra go po włosach. No, wybaczył jej to "mi puta", bo wiedział, że raczej nie ma nic złego na myśli.
- A... tak, jasne, jasne, ze nie randka! Ja... wolę blondynki.
Co nie znaczyło wcale, ze się nie wystroi, żeby wiochy nie robić.
Gdy tylko usłyszał, jak Cosnuela chrapie, chwycił laptopa i zarezerwował bilety na "Szalonego Maksymiliana". 
- Wcale taki niski nie jestem... - mruknął sam do siebie, po czym zamknął komputer i z ciężkim sercem wyszedł z domu.
Czas na podjęcie paru męskich decyzji. 

/zt



Zobacz profil autora
/ 14.09.2013, rano

Wstał wcześnie, hoho! Wypił kawę, ugryzł tosta i poszedł pobiegać. Wrócił po 15 minutach, cały mokry i zziębnięty. Za oknami szalała burza stulecia.
- O kurwa, o kurwa - rzucił, wyciskając wodę z e swoich włosów - apokalipsa!
Ściągnął ciuchy i polazł do łazienki. Oczywiście, jako, ze od rana słuchał na playlisty na listenfaj, pt. "Songs to sing in the shower" - nie obyło się bez piosenki. Dopiero gdy wyśpiewał dyskografię Gosi Andrzejewicz-  wyszedł.
I w szlafroku i z turbanem na łbie, zasiadł przy syntezatorze. Zaczął trenować największe hity lat 80 i wczesnych 90, nie licząc się z sąsiadami. Chociaż i w czasie tej burzy...
- No kurwa.
No i im prąd w domu pierdolnął. Noah nie mógł grać tylko patrzył jak tępak za okno, na te czarne, złowrogie niebo.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 37 z 40]

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach