Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 38 z 40]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.
+ później będzie dodatkowy opis
Od 28.05.2013 dom jest własnością Consueli Ramirez.

Zobacz profil autora

/14.09.2013/wieczór/z Viva Maria/

Przemoknięta, obdrapana i zmęczona kilkugodzinnym stresem Consuela wróciła w końcu do domu, po licznych meteorologiczno-policyjnych przygodach. Na dodatek, kiedy się w końcu zaczęło ściemniać brak prądu okazał się być dosyć uciążliwy.
W każdym razie w końcu przed domem rozległ się ryk  motoru Consueli, która w końcu, po prawie całym dniu nieobecności przekroczyła progi swojego domostwa.



Zobacz profil autora
Noah właśnie siedział sobie przy laptopie, ale własnie skończyła mu się bateria. W momencie w którym Consuela wchodziła do domu, on zamknął komputer.
- Ach... wróciłaś! - rzucił, nieco niepewnie. No bo, nie powinien się wtrącać, nie? Co go obchodziło, gdzie była i z kim? Z drugiej strony był ciekawy. Oj, bardzo, bardzo!
Ściemniło się i w domu było już ciemno jak w dupie Django. Sięgnął więc po zapalniczkę i poświecił sobie nieco. Przydałyby się świeczki.
- Przydałyby się świeczki. Mogą być nawet zapachowe... ej, coś nie tak?



Zobacz profil autora
- Nieee... co ty... - odparła, dopiero teraz, kiedy schodził z niej stres czując jak mocno drażni ją zdarta skóra po upadku z motocykla. - Tylko miałam mały wypadek, cudem wywinęłam się psom, a potem ledwo uniknęłam śmierci od błyskawicy. oprócz tego jestem mokra jak prostytutka w godzinach pracy, a moje życie pozostało zjebane tak jak do tej pory. - oznajmiła, najwidoczniej w nie najlepszym humorze.
- Howie już wrócił? - spytała z ciekawości, przechodząc do kuchni, gdzie wycisnęła wodę z mokrych włosów do zlewu.



Zobacz profil autora
- Co? Jaki wypadek?!
Aż podszedł do niej i zaczął oglądać jej twarz.
- Ej, no weź się nie ruszaj! Głowa cię boli? widzisz podwójnie? Byłaś u lekarza?!
A co go tam Howie! Jak tu dziewczyna prawie pod koła policji wpadła!
- Nie, nie wrócił.



Zobacz profil autora
- Przecież nie upadłam na głowę. - odezwała się - Upadłam na dupę. Próbowałam  zamortyzować upadek łokciem. - podniosła rękę, pokazując Noahowi spore i krwawiące obtarcie na ręku.
- tak, Noah. Byłam u doktor Quinn. - zaironizowała - Jedynymi lekarzami tutaj jest albo ta sucza z Buendiów, albo pontoniasta laska Setha. - skrzywiła się - nie dziękuję. Wolałabym sobie już sama zszywać rany bez znieczulenia. Byłabym przynajmniej wtedy jak Rambo. - oznajmiła.



Zobacz profil autora
- Co?
Uniósł brwi i pokręcił głową.
- Weź, siadaj - przysunął jej krzesło. Sam zaczął szperać po szafkach, aż w końcu znalazł latarkę i apteczkę. Która była... dosyć skromna. Woda utleniona i trzy plastry.
- Wow... jak ty przeżyłaś?
Dobrze, ze miał swoją w samochodzie. Najwyżej skoczy po nią i skorzysta z bandaży.
- Dupę też ci obejrzeć? - zaproponował,a le uznał, ze to bło głupie i od razu skulił się w sobie.
- I... to jak policji uciekłaś?



Zobacz profil autora
- Nic mi nie musisz oglądać, poradzę sobie. - oznajmiła hardo, jednak szybko się skończyło, kiedy Noah odpalił latarkę, a Consuela miała okazje przyjrzeć się swoim obrażeniom odrobinę bardziej wnikliwie. Złapała się za głowę, licząc, że nie skończy się na amputacji.
- Jak wracałam do domu, to wjebałam się motocyklem w radiowóz. Myślałam, że mnie zaraz przymkną, bo nie mam przecież prawa jazdy i jeżdżę na lewych blachach. Na szczęście chyba udało mi się ich oczarować, bo nagle ni z gruchy ni z pietruchy puścili mnie wolno. Nie dostałam nawet mandatu! - opowiedziała z wiadomym sobie wdziękiem.



Zobacz profil autora
Aż mu buteleczka z wodą utlenioną wypadła z rąk.
- Co...co?! - szybko się jednak ogarnął i przyłożył dziewczynie gazik ze spirytusem, do rany.
- Ja... o kurwa. To naprawdę musisz mieć wdzięk skoro cię puścili! - spojrzał na nią niepewnie - wdzięk takiej Sofii Butelki...
Zaczął zajmować się plastrami.
- No... ale może lepiej jak se załatwisz prawko?! I serio... RADIOWÓZ?! Nie widziałaś go?



Zobacz profil autora
Consuela zasyczała, wiercąc się na krześle, kiedy Noah przyłożył jej gazik do paskudnej rany. Chętnie by się teraz rozpłakała, ale musiała być twardzielem.
- Sofii Butelki? Przecież to taka laska... - westchnęła z rozmarzeniem, po czym znowu syknęła z bólu.
- Nie stać mnie na prawko. A radiowóz widziałam, tylko... nie zdążyłam wyhamować. - powiedziała nieco niepewnie, drapiąc się po policzku. Wszystko wskazywało na to, że nawet jeśli wierzyła, że uczyniła postępy w jeździe na motocyklu, to wciąż jeździła jak pierdoła.



Zobacz profil autora
Sam się skrzywił. No oglądanie ran i ich czyszczenie nie było zbyt przyjemne, dla niego też.
- No, no jest laska. No a tym jesteś podobna. Nie że cała, no tak troszkę. takie same oczka, nie? Oczka, Consuela, faktycznie mam na myśli oczy - sprostował. Sięgnął po pierwszy plastrem i nakleił jej na łokieć.
- No, co nie znaczy, ze nie jesteś ładna. No, co tak patrzysz? Stwierdzam obiektywnie, ze się możesz podobać, to nic nie znaczy, Lupita - zaczął się usprawiedliwiać.
Drugi plaster wylądował na ręce dziewczyny.
- Nawet na takie fałszywe cię nie stać? - dopytał - To jest jakieś zabezpieczenie... ci, no, cali Świeci ci nie mogę pomóc?
Skończył przyklejać opatrunki i odsunął się nieco. Folia naklejona na okna zaczęła straszliwie szeleścić. Wiatr był nie do zniesienia.
- Mogli by cię tez nauczyć jeździć.podrapał się po nosie i uznał, że zmieni temat.
- Byłem... na tym zebraniu. No i tak wyszło, ze... jestem... szefem... co nie? Chyba powinnaś wiedzieć.



Zobacz profil autora
Słuchała go z taką miną, jakby z każdym jego słowem ubywało jej punktów inteligencji. Kiedy rzucił tekstem o jej oczkach, to miała od razu na myśli oczy. Kiedy Noah zaczął prostować, pomyślała o oczkach w rosole. Potem oczkach w rajstopach, a na sam koniec o oczkach, o których nigdy by nie pomyślała, gdyby nie jąkanie się Noah.
- Kurde, stary... - powiedziała, krzywiąc się z lekkim zdezorientowaniem, a potem wysłuchiwała kolejnych usprawiedliwień Noah, który chyba własnie sprzedał jej pokrętny komplement, czerwieniąc się jak dorodny pomidorek.
- Noah? Czy tyy... no wiesz momentami zachowujesz się trochę dziwnie, więc... yyy... - ona sama zaczęła się jąkać, drapiąc się w nos - Czy ty przypadkiem na mnie nie lecisz? - zapytała w końcu wprost.
- Święci mi wszystko załatwią. Pomagają mi cały czas. - wystrzeliła odruchowo broniąc gangu. No a kiedy Noah przyznał, że jest szefem tych całych Duszków, Consuela wydała z siebie jedynie:
- Co?



Zobacz profil autora
Zamknął niezdarnie apteczkę, wciąż nie umiejąc spojrzeć na Consuelę. O boże, ale ona potrafiła być dosłowna! Wszystko tak prosto z mostu.
Sam się w nos podrapał, to chyba zaczynał być jakiś jego nerwowy gest w sytuacjach patowych.
- Oj tam od razu lecisz, lecisz - rzucił, ale się nie odważył na nią spojrzeć. Chwycił latarkę i zaczął nią obracać w dłoni - no obiektywnie stwierdzam? No kurde, Consuela, no,  podobają mi się różne dziewczyny. A jakbyś była jedną z nich no to ten, no to co w związku z tym, no?
Teraz to się w głowę podrapał.
- No, szefem, tak jakby. No. Wodzem?



Zobacz profil autora
- Wiem, że podobają ci się różne dziewczyny. Najpierw przeleciałeś córkę Clausa, potem o mało co nie skończyłeś w wyrku z tą brzydką Gwen Stefani z Apaloosy, a potem powiedziałeś, że najbardziej lubisz blondynki. Nie, żeby coś, fajny z ciebie nawet facet Noah, ale mimo wszystko nie wyglądasz mi na Casanovę. Zwłaszcza kiedy nie chcesz nawet na mnie spojrzeć i  kiedy tak łatwo jest cię zawstydzić. - powiedziała, coraz bardziej rozbawiona jego reakcją. Gdzieś tajm z tyłu głowy kusiło ją, by zepchnąć go z przepaści zawstydzenia i kazać mu powiedzieć na głos 'pindolek', ale na szczęście się powstrzymała.
- I co teraz będziesz takiego u nich robił... wodzu? Wznawiacie działalność, czy co? - Consuela chyba jeszcze nie wiedziała dokładnie czym zajmują się Duszki, prócz chuligaństwem. Z drugiej strony domyślała się, że tym razem może chodzić o Skittlesa.



Zobacz profil autora
- Oj no to, ze mi się podobają nie znaczy, ze jestem, kule bele, taki figo fago i od razu wiesz. Każdą rwę... zresztą, oj,n no. Seks to jedno, Lupita. Ty to jednak jesteś taki typ z którym się za rękę chodzi.
Znowu obrócił w dłoni latarkę i w końcu spojrzał na dziewczynę. 
- No już, spojrzałem - mruknął - no, trudne pytania zadajesz, Cosnuela. Co będę robił... no najpierw będę delegatem. Dlatego muszę cię prosić byś... ugadała się z Bakerem, żeby ten chciał ze mną gadać.



Zobacz profil autora
- Jasne. Już wcześniej miałam z nim o tobie porozmawiać. - z tym że  pofarbowała mu wtedy włosy na zielono przez przypadek, a potem miała odwagę się odezwać do niego tylko korespondencyjnie.
Consuela nadal wpatrywała się w chłopaka z lekkim rozbawieniem.
- Dobra, ok. Nie rwiesz każdej. - zgodziła się dla świętego spokoju - A tak czysto teoretycznie... wolałbyś ze mną chodzić za rękę, czy uprawiać ze mną seks? - zapytała, zaciskając usta, by przypadkiem nie parsknąć śmiechem.



Zobacz profil autora
Dobrze, że nie wiedział o tym przefarbowaniu na zielono, bo by sam zaraz zzieleniał w poczuciu beznadziei nad tym, w jakie kłopoty może wpadać Consuela. Niestety, kolejny temat wcale nie sprawił, że Noah nie zmienił koloru na twarzy.
- Boże, dobra, może i zarywam, ale ze skutkiem miernym i... boże, Cosnuela! 
Aż się za głowę chwycił. Oparł łokciami o blat stolika i zaczął w niego wpatrywać. 
- O co ty pytasz?.. dobra, czystko teoretycznie, jeju, jakby chodzenie za rękę znaczyło, no, chodzenie, nie? No to wolałbym to niż sam seks.



Zobacz profil autora
- Czyli... gdybym ci teraz zaproponowała byś mnie puknął, to byś nie skorzystał? - zapytała. Ta cała sytuacja  bawiła ją niezmiernie, z resztą było to widać, jednak jednocześnie zaczynała się czuć w towarzystwie Noah coraz dziwniej. Nie była najlepsza w sprawach damsko-męskich. Brakowało jej subtelności w tych wszystkich niuansach i innych gównach. Być może powinna podejść Noah nieco sprytniej, by nie zawstydzać tak chłopaka. Trochę mina jej zrzedła, a dziewczyna wbiła wzrok s woją ranę na udzie.



Zobacz profil autora
Chwile milczał, zastanawiając się nad odpowiedzią. Chyba powinien być szczery, prawda?
- Słuchaj, lubię cię, Lupita. Nawet bardzo. Ale też bardzo cię szanuję. Więc... chyba wolałbym cie puknąć, gdybym wiedział, że ty też mnie bardzo lubisz.
Potem trącił jej ramię pięścią, w jakimś "kumpelskim" geście.
- No, tego.
No nie był tez dobry w te klocki, nie oszukujmy się.
- To... pogadasz z Bakerem?
Tak, zdecydowanie temat o gangach i mordowaniu innych ludzi w innych gangach jest znacznie łatwiejszy.



Zobacz profil autora
Nagle ona zamieniła się w buraczka, czując się trochę tak, jakby ktoś jej właśnie wsunął kij do tyłka. Chyba Noah nie był właściwie taki skory do chichotów jak ona, gdyż to co powiedział zabrzmiało całkiem poważnie.
- No, eee... No ja też cię bardzo lubię. - odpowiedziała, wzruszając lekko ramionami - Ale nie jakoś... nie chcę żebyś mnie pukał. Jak coś. Ani nie chcę żebyś chciał. - zaznaczyła od razu, czując się tak niekomfortowo, że ciężarówka podpasek always ze skrzydełkami zdałaby się na nic.
- No, pogadam z Bakerem. - Baker okazał się być jej nagle wspaniałym tematem do rozmowy - pogadam, a... on wysłucha. No. A potem się zastanowimy. No i teges no i git.



Zobacz profil autora
- No, spoko - powiedział, sam się spinając. Też wzruszył ramionami, potem podrapał się po nosie. 
- No, nie, nie chciałbym cię, wiesz, pukać - zaśmiał się nerwowo, pocierając już całą dłonią nos. Serio, jak się robił nerwowy, to czuł, jakby miał w nim pieprz - już prędzej się kochać, ehehehehe. He!
Dobra, miał być żart, a nie wyszedł. Wyciągnął rękę i poklepał dziewczynę po ramieniu.
- Dobra,nie wiem czemu się zaśmiałem. Dobra, w każdym razie. Czy... dalej chcesz iść do tego kina? Możemy iść z Bakerem.



Zobacz profil autora
Nie zaśmiała się, tylko przywdziała na twarz minę, jakby ją coś zabolało.
Bo zabolało. Noga, a konkretniej - to nieszczęsne udo. Znowu wbiła w nie wzrok tym razem nie widząc prawie nic. Za oknem się w końcu konkretnie ściemniło, a latarka świeciła coraz słabiej.
- Ta... no w sumie możemy iść z Bakerem. - przyznała, wzruszając ramionami.
Miała tylko nadzieję, że się zgodzi, nawet jeśli miałby jej dalej nienawidzić za te zielone włosy, zwłaszcza że teraz, to chyba nie chciałaby iść nigdzie z Noah sam na sam. Nawet teraz nie chciała być z nim sam na sam, zwłaszcza, że było ciemno, towarzyszyło im tylko światełko latarki i brakowało tylko jeszcze śpiewającego miłosne ballady Piaska, żeby Noah umarł z zawstydzenia, a Consueli kij z jej dupci wyszedł gardłem.



Zobacz profil autora
Może i Noah nie był zbyt dobry w ogarnianiu kontaktów towarzyskich - wszelakich. Tu nawet już nie chodziło o randkowanie czy podrywie dziewczyn; Houser miał problem z własną samooceną i czasami nawet obecność drugiego człowieka działała na niego źle. Ale głupi nie był, prawda? Dlatego po czasie umiał się jakoś ogarnąć i przestać pleść bzdury i wybrnąć z głupiej sytuacji.
A przynajmniej próbował.
- Słuchaj... weź, zapomnij o tym co mówiłem, głupio wyszło. Znaczy, wiesz, ja nie lubię takich gadek, że coś czystko teoretycznie, co nie? - zaczął się znowu motać. Wziął głęboki oddech.
- Jesteś śliczna, na swój sposób mądra i zabawna, to się nie dziw, że się człowiek peszy jak zaczynasz takie tematy, Lupita - powiedział, w końcu brzmiąc nieco pewniej - szanuje cię, uwielbiam i naprawdę, bardzo, bardzo bym chciał się nazywać twoim przyjacielem. Bo jak na razie jesteś mi najbliższą tu osobą. I tkwimy w podobnym gównie, i ci ufam, i nie chce by cię krzywda spotykała. I ... i ostatnie czego chcę, to myśleć o tobie w takich kategoriach czy z tobą sypiać, czy chodzić na randki... a to, że zaproszę cię do kina czy na kebeb, to, kurde, przyjaciele tak robią, czasami robią takie fajne rzeczy, co nie?
Potarł twarz.
Wstał, podszedł do niej i dał jej buziaka w czubek głowy.
- Idę po... latarkę. W samochodzie mam drugą.
Po czym skierował się do drzwi, by wyjść na ten deszcz.



Zobacz profil autora
- Ej... nie chciałam cię jakoś zawstydzać... - zaczęła, wiercąc się w miejscu - Yyyy... to znaczy chciałam. To w sumie był główny cel podjęcia przeze mnie tego tematu. Bawi mnie trochę jak się krepujesz. Przepraszam. Najwidoczniej jestem trochę jak Glenn-Glenn ze Świata wg Ludwiczka. - oznajmiła, wzruszając ramionami.
Noah najwidoczniej brał sobie jej wygłupy na serio, skoro podjął rozmowę na poważnie. Szczerze mówiąc, to nie spodziewała się tylu miłych słów.
- No eee.... yyyyy... - zreflektowała się po monologu Noah, a kiedy zniknął w poszukiwaniu latarki do swojego samochodu, Consuela uderzyła czołem o blat kuchenny i siedziała w takiej pozie dłuższą chwilę.



Zobacz profil autora
Stał przy aucie i usiłował znaleźć apteczkę i latarkę. A jakoś mu nie szło, bo wciąż się zastanawiał, czy mógł tę rozmowę poprowadzić inaczej. Przestudiował w głowie wszelakie możliwe scenariusze i chyba żadne nie brzmiał dobrze. 
Chyba nie ogarniał wciąż, ze jeśli jego krępują rozmowy na temat seksu i uczuć, tak Consuela nie umie przyjmować komplementów, które są całkowicie szczere i niewinne. 
- Bu - rzucił, wchodząc do domu, i świecąc sobie latarką pod brodą. 
Trzeba było rozluźnić tę atmosferę. Na szczęście deszcz zelżał i burza się uspokajała. 
- Em, słuchaj... zamówiłem ci okna - przyznał się - bo wiesz, ciągnie od tej folii.



Zobacz profil autora
Consuela oderwała twarz od blatu i zapytała:
- Co?! Kurwa, Noe, mówiłam ci, że dam sobie radę. - tak, oczywiście, że da sobie radę, z długiem na 5 tysięcy i bez grosza przy duszy. Sama miała co do tego wątpliwości, ale przecież jakoś to będzie, nie? Nie chciała niczyjej pomocy.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy. - oświadczyła - W ogóle skąd masz na to pieniądze, co? - zapytała, samej zabierając się za opatrzenie swojej poharatanej nogi. Zaczęła owijać swoje udo bandażem, którego końce zawiązała w kokardkę.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 38 z 40]

Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach