Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom V. Vegi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 Dom V. Vegi on Wto 12 Sie 2014, 17:07

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.

Zobacz profil autora

2 Re: Dom V. Vegi on Nie 03 Maj 2015, 18:22

17.08.2013, popołudnie


Wiało, grzmiało, apokalipsa! Drzewa targane przez wichurę, piasek i żwir wirujące w powietrzu, krowy unoszące się nad pastwiskami!
Huragan doszedł nad osiedle. A tam już nikt nie mógł poradzić na jego niszczycielską moc!
Ślepy los na zniszczenia:
1 - lecący śmietnik rozbił ci frontowe okno. Kilogramy piasku zasypały salon
2 - wiatr zrywa ci połowę dachu, piasek w salonie!
3 - wiatr zrywa ci dach, piasek w całym domu!
4 - Popękane szyby, brak większych szkód
5 - Zniszczony ogródek i wybite dwa okna w sypialni - piasek w pokoju
6 - brak szkód

Zobacz profil autora

3 Re: Dom V. Vegi on Pon 04 Maj 2015, 10:51

2 - wiatr zrywa ci połowę dachu, piasek w salonie!

Dobrze, że żadna krowa się tam nie zaplątała.



Zobacz profil autora

4 Re: Dom V. Vegi on Nie 26 Lip 2015, 23:46

/19.10, wieczór, z Chaco Taco

Lola wsparła się na jego ramieniu, ruszając w zimny wieczór, otulając się ciaśniej kardiganem.
-Ojjj, to tylko emocje. On nie miał wcale tego na myśli, no co ty!-trąciła go lekko bokiem.-Poza tym co  byśmy bez ciebie zrobili, co?-zapytała, patrząc w górę.
Blondynka rozważała ogarnięcie dla siebie jakiejś drabiny, bo musiała sporo zadzierać głowę do góry. Ech, gdzie jej szpilki?!
-O, idziemy do ciebie?-zdziwiła się, patrząc na okolicę.-Jeju, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek byłam u ciebie w domu!-zachichotała.



Ostatnio zmieniony przez sier. Lola Martinez dnia Pon 27 Lip 2015, 00:07, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

5 Re: Dom V. Vegi on Nie 26 Lip 2015, 23:56

/a nie 19.10.2013?/

- No wiem, ale to było trochę straszne. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tak się rozemocjonował.
Kiwnął głową.
- Ano. Hm, prawdopodobnie nie - rozwiał jej wątpliwości. No, cóż, Vincent też nie był duszą towarzystwa, a w dodatku nie umiał gotować jak Jon, więc nawet na obiady bez sensu było zapraszać. W każdym razie teraz Lola miała okazję zajrzeć do środka.
Mieszkanie Vegi było urządzone skromnie i panował tu ład i porządek. Na komodzie stało parę rodzinnych fotografii, ale poza tym nie było tu zbyt dużo tak zwanych pierdół.
- No, bo ostatnio... A, może chcesz się czegoś napić? - zapytał, zanim przeszedł do wyjaśniania sprawy.



Zobacz profil autora

6 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 00:31

Zastanowiła się.
-W sumie to kiedyś mnie przytulił.-przyznała, gdy tak zaszła pamięcią głębiej.-On tylko tak udaje, że taki spokojny jest.-zdradziła, chichocząc.
Bo to mega uczuciowy człowiek był!
Więc Lola miała zamiar wykorzystać okazje i rozejrzeć się porządnie po otoczeniu. Faktycznie skromnie podsumowywało ten wystrój. Widać, że nie miał tutaj kobiety. Ani gromadki dzieci.
-Co ostatnio?-dopytała od razu, nie wiedząc czemu tak zmienia temat, a ciekawskie to było stworzenie.-Em, masz jakiś sok?-zaryzykowała.
Weszła głębiej do mieszkania, rozglądając się.



Zobacz profil autora

7 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 00:42

- O, serio? No... Chyba większość z nas tak robi - mruknął trochę bez przekonania. Ostatecznie był po biologicznych studiach, nie? Wiedział, że męski mózg nie ma tylu połączeń co żeński, i że faceci nie umieją wyrażać tego, co czują, albo w dodatku nie wiedzą do końca co czują, więc nie mogą tego wyrazić. Tak, nie było co się na nich gniewać, nie ich wina!
- Tak! Już... - ruszył do kuchni i wyciągnął z lodówki butelkę soku pomarańczowego, po chwili niosąc Loli szklankę.
Przeprosił ją jeszcze na moment i wrócił do pokoju z torebką ze świętym Mikołajem.
- No bo... Bo ostatnio ta dziewczyna, Sally... Ta, co kurs prowadziła, kojarzysz? Robiła wyprzedaż i miała trochę różnych rzeczy i pomyślałem, że ci się mogą przydać i no. Nie znam się, kiedy to wypada dawać, a skoro już tak się złożyło, no tooo - wręczył Loli torebkę. W środku były trzy pary niemowlęcych skarpetek i trzy czapeczki.



Zobacz profil autora

8 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 12:25

Początkowo nie załapała, że Vedze chodziło o mężczyzn. Ale zaraz potem zrozumiała i roześmiała się.
-W sumie... mój tato jest idealnym przykładem.-powiedziała, rozbawiona (a może rozczulona?).
Lola może nie wiedziała tego wszystkiego z takiej strony i być może nie pamiętała o tym przy każdej okazji (stąd tyle nieporozumień na linii męsko-żeńskiej!), ale faktycznie, można było w tym znaleźć jakąś prawidłowość.
Podziękowała i pewnie upiła trochę. Miała fazę na cytrusy.
Zamrugała, gdy po raz drugi Vincent wrócił z... prezentem bożonarodzeniowym?
-Wiesz, że gwiazdka dopiero za dwa miesiące?-upewniła się, zaskoczona.
Dopiero gdy zaczął tłumaczyć, na jej licu zaczęło wypływać zrozumienie.
-O... ojej...-zajrzała do środka, nie mając pojęcia co powiedzieć. Nie spodziewała się tego z jego strony. Ale może... może to miało coś wspólnego z tym, o czym wcześniej mówili? O okazywaniu emocji przez mężczyzn?
Wzruszona, puściła torebkę, pozwalając jej opaść na ziemię, pewnie wcześniej już pozbywając się szklanki z rąk i pewnie wyskoczyłaby do góry, by przytulić Vincenta, ale od kilku miesięcy była już mniej dynamiczna, toteż skończyło się na zwykłym objęciu go.
-Dziękuję.-powiedziała, pociągając nosem.



Zobacz profil autora

9 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 12:34

- Hehe, no widzisz - kiwnął głową, gdy przytaknęła mu w tej prawidłowości.
No tak, nie pokwapił się, by przepakować te ciuszki do czegoś innego, ale może dlatego, że uznał, że nie ma to aż takiego znaczenia. Chociaż zwracał uwagę na szczegóły. Ale czuł by się jeszcze głupiej, jakby musiał stać w West Markecie i wybierać jakąś torebkę z niemowlęciem, albo czymś co kojarzy się z dziećmi. W sumie mógł wpakować do zwykłej torby, hm.
Nie spodziewał się też, że drobny prezent tak ją wzruszy. Toteż stał chwilę sztywno, a potem pogładził Lolę lekko po plecach. Ale miała ten bebzon.
- Em, nie ma za co. Nie bardzo wiedziałem, kiedy wypada ci to sprezentować...



Zobacz profil autora

10 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 13:19

Blondynkę normalnie wszystko wzruszało. A teraz, gdy wszystko ją bolało, życie było beznadziejne, byli na przeddzień przed dużą akcją, jej emocje były rozdmuchane...? Och, to było wystarczające.
-Jeju, pomyślałeś o mnie!-wykwiliła, przykładając jedną dłoń do policzka.
Odetchnęła, nabierając głęboki oddech. Naciskały jej te dzieci pewnie na wszystkie organy, na płuca też, toteż musiała dbać o odpowiednie oddychanie, nie?



Zobacz profil autora

11 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 13:36

- No... Tak - odparł coraz bardziej zakłopotany. Boże, nie sądził, że będzie płakać z tego powodu. - Jesteś naszą jedyną ciężarną koleżanką w pracy, jak tu o tobie nie pomyśleć?
Szczególnie, gdy nie miało się specjalnie wiele więcej osób o których miałoby się myśleć. Rodzice zdrowi, siostra zajmowała się sobą sama i pewnie była jeszcze bardziej poukładana od niego.
- Um, może sobie usiądź - zaproponował, widząc, jak Lola ciężko łapie oddech. A potem poszedł znaleźć paczkę chusteczek i jej ją podał.



Zobacz profil autora

12 Re: Dom V. Vegi on Pon 27 Lip 2015, 13:59

Lola nigdy nie przypisywała sobie tak małej rangi, by myśleć, że to dlatego, iż jest jedyną ciężarną. Nie. Ona była Lolą. I pomyślał sobie o niej, a nie o jakiejś tam ciężarnej z pracy! A przynajmniej ona myślała w ten sposób. I nawet jego słowa nie zbiły jej z tropu!
Usiadła sobie na kanapie, zgodnie z jego poleceniem. W sumie to gorzej jej się oddychało jak siedziała niż jak stała, ale nie zamierzała narzekać. Wytarła ostrożnie oczy, by nie rozmazać tuszu.
-Jeju...-powiedziała jeszcze miękko. A potem spojrzała na Vincenta.-Dziękuję.-powiedziała pewnie jeszcze raz (?).
I pewnie sobie pogadali, Lola przestała płakać, Vincent odprowadził ją do domu i tak miło zakończyli wieczór. I Vega musiał dostać na koniec buziaka, bo jaka to randka bez buziaka?

/zt



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach