Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

001. Rozdział I

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 1]

1 001. Rozdział I on Nie 17 Sie 2014, 23:41


W Old Whiskey nigdy nie było spokojnie – ale ostatnie tygodnie sprawiły, że nawet najstarsi mieszkańcy byli zszokowani bezczelnością tutejszych bandytów i typów spod ciemnej gwiazdy.
Napady, pobicia, włamania na serwery publicznych instytucji.


Czy szeryf McConnor jest w stanie zapanować nad Old Whiskey, czy może mieszkańcy sami zaczną wymierzać sprawiedliwość?..

Zobacz profil autora

2 Re: 001. Rozdział I on Czw 18 Wrz 2014, 15:39

Psy szczekają, karawana jedzie dalej


21 stycznia biuro szeryfa dostało zgłoszenie o dziwnym wypadku. Na Apache Road zderzyły się czołowo dwa samochody – w tym karawan miejscowego grabarza. Najdziwniejsze jednak było to, że samego pana Browna w samochodzie nie było... zamiast tego policjanci natknęli się na ciała dwóch Latynosów, którzy już wkrótce okazali się być przestępcami związanymi z kartelem. Jakie jednak było zdziwienie, gdy na jaw wyszło, że nie należeli oni do gangu Buendia!
Szeryf McConnor zaczął podejrzewać, że w okolicy rozpoczyna się wojna karteli. Ktoś musiał wystąpić przeciwko starej rodzinie...
Tylko co do cholery miał z tym wspólnego Brown? Szeryf zadawał sobie to pytanie codziennie, czując, że karawan grabarza nie okazał się być tylko przypadkiem.
Sam Brown twierdził, że był tylko przypadkową ofiarą.

Jechałem do drugiego miasta, a ci mężczyźni mnie napadli! Ogłuszyli i ukradli mi samochód!


Do końca trzymał się tej wersji. Nawet, gdy policjanci powątpiewali w jego uczciwość, nawet gdy jego zeznania się nie kleiły, a nawet własna żona przestała mu wierzyć – pan Brown uparcie twierdził, że on nie miał nic wspólnego z bandytami, którzy prowadzili jego karawan.
Był pewien, że policja nie jest w stanie mu nic udowodnić – nic przecież w karawanie nie znaleźli, co mogłoby go pogrążyć, prawda?
Szczęście głupca – policja nie wpadła na nic podejrzanego w karawanie, który brał udział w kraksie. Co wcale nie znaczyło, że niczego tam nie było...
Los chciał, że przed przyjazdem policji, na miejscu wypadku pojawił się Święty wraz ze swoją kobietą. Maro razem z Autumn odkryli w trumnie wiezionej przez rozbity karawan... paczkę z kokaina.
Dwa kilo białego, czystego proszku.
Głupi by byli, gdyby nie zabrali ze sobą tegoż „skarbu” - a jako mądrzy i rozsądni, to postanowili zawiadomić o tym Sue Bakera.
Święci mieli trudne zadanie – długo nie wiedzieli co zrobić z narkotykami. Sprzedać nie mieli zamiaru, a tym bardziej użyć! Oddanie policji tez nie było w „ich stylu”. Wreszcie jeden ze Świętych przerwał niezręczna ciszę:
Wróbmy tego pedała, Skittlesa.
Plan był prosty – pod nieobecność mężczyzny podrzucić mu torbę z kokainą na stacje benzynowa na której pracował, a potem wykonać telefon na policję.

Policja? Szczęść boże! Jestem zmartwionym parafianinem. Tu na stacji benzynowej ten cały Cukierek sprzedaje narkotyki dzieciom. Widziałem z okna jak przyjechały te brudasy fasolojady i wcisnęli mu paczkę z której się coś białego sypało. Mój wnuczek miał takie biały proszek w woreczku w spodniach. Oni podejrzani tu są... proszę szybko przyjechać.


Skittles już nieraz był aresztowany za posiadanie i handel narkotykami – policji więc nie zaskoczyło to, że znaleźli w jego biurze na stacji ekstazy, marihuanę i psychotropy. Jednak taka pokaźna ilość kokainy?
Kajdanki zacisnęły się na nadgarstkach dealera, który mógł się tylko domyślać, kto na niego doniósł i zafundował mu wiele tygodni w areszcie.

W czasie gdy kokaina wędrowała z rąk do rąk - pan Brown cieszył się chwilą wolności. Zdawało mu się, że policja kupiła jego kłamstwa, a to tylko uśpiło jego czujność.
Teraz będzie dobrze. Będzie dobrze. – myślał, gdy dostał telefon od swojego prawnika, który zapewnił go, że policja już go zostawi w spokoju.  
Nie wiedział tylko, że nie tylko stróżami prawa powinien się w tym czasie przejmować. Pan Brown chyba się przeliczył, sądząc że Buendia nie zauważą, jak zaczął handlować ich kokainą i sprzedawać ją... konkurencji.
Zajmij się tym – Takie słowa usłyszał Kojot od Hai Wu, która miała dość braku lojalności grabarza, który miał dla nich pracować.  
Niedługo po tej rozmowie pan Brown zaginął - pozostawiając po sobie jedynie płonący samochód na środku pustyni. Policja wciąż nie może znaleźć ciała...



Płonie ognisko i szumią knieje...

Wdowa Mayer od czasu śmierci syna opłakiwała go codziennie. W jego sypialni postawiła swoisty ołtarzyk z jego zdjęciami z dzieciństwa – pierwszy rower, pierwsza strzelba, pierwszy ustrzelony jeleń... Nie mogła pogodzić się z tym, że jej ukochany pierworodny zginał podczas idiotycznych zamieszek w parku krajobrazowym. W dodatku nie dopuszczała do siebie myśli, że jej syn był w ogóle odpowiedzialny za tę strzelaninę.
Szukają kozła ofiarnego – tak sobie powtarzała, siedząc w domu i płacząc nad losem nieboszczyka.
On taki dobry był. Takich miłych kolegów miał... oni nawet po jego śmierci mi pomagają, tacy dobrzy! Zakupy przyniosą, pomogą posprzątać, kawę ze mną wypiją... Jak policja może ich mieszać w te rasistowskie zamieszki? Absurd i skandal!
Nie wszyscy podzielali jednak jej zdanie. Ba, byli tacy co chcieli się na niej mścić za błędy syna. Napadli i podłożyli ogień, by nastraszyć kobietę – grupa ludzi z bandanami na twarzach i dziwnymi makijażami na oczach. Nie sądzili jednak, że zostaną pogonieni przez przyjaciół zmarłego Mayera.
Won mi stąd, śmierdzący Indianie! Won!
Kolejne strzały, ogień trawiący skąpą trawę wokół domu kobiety.
Przeklęci, brudni Indianie! - Wołała wdowa, jakby wiedząc z kim miała do czynienia...


Wypadki chodzą po dziwkach

Prosta droga prowadząca przez obrzeża Old Whiskey. Szeroka, oświetlona latarniami, które miały wskazywać drogę do motelu. Dwie wiadomości SMS wysłane zza kierownicy – huk i krzyk.
Liluye Oldwood nie sądziła, że chwila nieuwagi sprawi, że zabije człowieka.
Następne tygodnie doprowadziły do tego, że wesoła dziewczyna zmieniła się w niepewną i zagubiona istotę. Kolejne dni w areszcie, męczący proces – zapewne to ją pchnęło do tego by targnąć się na swoje kruche życie.
Na szczęście dla jej zagubionej duszy – odratowano ją. Lecz teraz Liluye musi się zmierzyć z kolejnymi demonami – tym razem w szpitalu psychiatrycznym... Z pozoru zwykła, rutynowa obserwacja w szpitalu, z drugiej jednak strony kobieta już nigdy nie będzie taka jak kiedyś.
A może jednak znajdzie wśród wariatów bratnią dusze?


Dziewczyna szamana


Jonathan Harper uparcie dążył do rozwiązania zagadki ducha szamanki, którą spotkał w czasie wycieczki w góry. Nieświadom jej historii, spotkał „zjawę”, która poprosiła go o pomoc. Niestety, wszelaka porażka wiązałaby się ze złością ducha i wielkim przekleństwem. By tego uniknąć, Jonathan musiał znaleźć sposób, by ducha uspokoić.
Kierowała nim nie tyle ciekawość, co po prostu strach – nieco irracjonalny lęk przed klątwą, w która mimo wszystko wierzył. Po wielu dniach studiowania dzienników, po wielu przeprowadzonych rozmowach i wycieczkach do muzeum, Harper odkrył, że duch szamanki pragnie odzyskać płaszcz swojego ukochanego. Ten jednak zamknięty był w muzealnej gablocie na cztery spusty.
Niestety, by złamać zły czar musiał się posunąć do kradzieży... a dokładniej, jej zlecenia. W zamian za „drobna przysługę”, Naiche obiecał Harperowi dostarczenie zabytku z muzeum – szamańskiego płaszcza, który miał być kluczem do wolności Jonathana.
Problem jednak polegał tez na tym, że eksponat musiał wrócić do gabloty po dwóch dniach – jednak jak się okazało później, duch szamanki nie miał ochoty go tak szybko zwrócić. Zjawa Onawy zabrała płaszcz z rąk Harpera i zniknęła w górskim lesie.
Jonathan wraz ze swoim towarzyszem niedoli – Ennisem Endermanem – musieli nie tylko ubłagać ducha szamanki spotkanej w lesie, ale też wybrnąć z kłopotów związanych z kradzieżą płaszcza. Gdy tylko „zjawa” odebrała im szamański płaszcz, wrócili szybko do muzeum, by tam szukać wskazówek i pomocy...
Dostali chyba nawet więcej niż oczekiwali – w dodatku zagadka szamanki wcale nie okazała się zakończona. Pomimo tego, że Jonathan wraz z Ennisem wręczyli „zjawie” upragniony płaszcz to ten... okazał się dziwnym sposobem wrócić do muzeum!
Ale.. ale przecież sami widzieli jak Onawa ucieka z wraz z okryciem?!
Co dziwniejsze, okazało się, że nowym kustoszem jest kobieta bardzo podobna do zmarłej Indianki... Dos-teh-seh jednak uparcie twierdzi, że z Onawą nic wspólnego nie ma.

Siostry

Sierżant Gabrielle Ramirez poświęca się nie tylko ściganiu przestępców. Od tygodni poszukuje też swojej siostry, która zaginęła tuż po tym, jak ich rodzinny dom spłonął w pożarze. Nie wie jednak ona, że Consuela skontaktowała się ze swoimi przyjaciółmi z Old Whiskey. Ci jednak, lojalni wobec niej, nie pisnęli o tym ani słowa...
Gabrielle nie ustaje w poszukiwaniach i może alda dzień spotka się z siostrą



01101000 01100001 01101011 01100101 01110010

Ron Brody z dnia na dzień stał się najbogatsza osobą w miasteczku. Jednak każdy kij ma dwa końce – mimo majątku nie może nim się jeszcze pochwalić. Pieniądze wszak zdobył w sposób niezbyt uczciwy. Lecz chłopakowi nie przeszkadzało to, że zaczął pracować jako hacker na zlecenia pana Smitha. Bez mrugnięcia okiem przyjął zlecenie włamania się do bazy danych komisariatu policji oraz łamał kody bankowe. Smith powoli zaczął ufać informatykowi... chociaż równie dobrze może to być wciąż test, a Ron powinien zważać na to, jakie kroki podejmuje.

Rada ta powinna się tyczyć właściwie wszystkich mieszkańców Old Whiskey.

Zobacz profil autora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 1]

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach