Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Long Street

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 5 z 6]

1 Long Street on Pią 16 Maj 2014, 15:07

First topic message reminder :

Przy Long Street znajduje się plac, na którym znajdziesz przystanek autobusowy. Jadąc w tę stronę miniesz też West Market.

Zobacz profil autora

101 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:09

-Boże, to nie jest smarkol! To łzy, ok? Zaraz wyschnie, jezu!-mruknęła, przestając wycierać mu tą koszulkę.-Przecież nie osmarkałabym Wersalcze.-obruszyła się.
Bo co jak co, ale były jakieś zasady!
-Ja też nie mam ejc! Jezu, możesz przestać nazywać mnie dziwką?!-pisnęła, nie odejmując rąk od materiału jego koszuli, ciągle wgapiając się w mokrą plamę. Jakby jeszcze nie skończyła jej wycierać. Mimo że totalnie skończyła.
-...serio masz zamiar się kłócić o nieistniejącego smarkola?-zapytała po chwili, w końcu na niego patrząc.
Lola bała się jednak zacząć jakikolwiek inny temat, bo była przekonana, że za chwilę sypnie jej jakimś sarkastycznym tekstem na temat tego, że oni NIE MOGĄ normalnie pogadać i że jak ona sobie to wyobraża i znowu wróci do snucia ironicznych planów.



Zobacz profil autora

102 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:14

- Łzy?! A widzisz tu Anię Wyszkoni? I co teraz śpiewa? Narcyza czy Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka?! - warknął.
- Nie nazwałem cię dziwką, ale skoro już mi za to ciśniesz, to mogę nadrobić zaległości... dziwko.



Zobacz profil autora

103 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:17

Zacisnęła usta i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Czy ty się zawsze musisz wyżywać na mnie za swoje problemy?-zapytała, pozornie nie mając ochoty mu teraz rozerwać krtani i wyrwać język z tej jego zadbanej buźki.



Zobacz profil autora

104 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:28

- Wystarczyło, byś zeszła mi z drogi. Wtedy by się obeszło. Sama jednak jednak nie odpuszczałaś. Może to dla tego, że jesteś głupią, upartą pizdą albo... może jeszcze ci nie przeszła twoja słabość do mnie. - rzekł złośliwie i puścił jej oczko.
- W końcu oboje dobrze wiemy, że Nachos nigdy nie absorbował cię sam, w stu procentach.



Zobacz profil autora

105 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:42

Skittles zaczął stąpać po bardzo cienkim lodzie. Ale on się w tym specjalizował.
-Mam ci przypomnieć kto pierwszy do kogo otworzył usta? Cóż, najwyraźniej nie możesz przepuścić żadnej okazji, co?-uśmiechnęła się do niego nieprzyjemnie.
Znowu objął ją chłód. To niesamowite, jak... jak kontakty z Jonesem były skomplikowane. Dryfowali od jednej emocji do drugiej z taką łatwością, jakby to wszystko wcale nie było kurewsko skrajne. A najgorsze, że on idealnie wiedział w co uderzyć, by ją wyprowadzić z równowagi.
-Chyba nie możesz o tym zapomnieć, hm?-zapytała.-Masz zamiar mi to wypominać przez cały czas? Czemu ty masz z tym taki problem, Skittles?-podeszła w jego stronę, marszcząc lekko czoło.



Zobacz profil autora

106 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 18:57

- Nigdy cię nie chciałem, Lola. Jedynie co mnie bolało to fakt, że zdradziłaś Nachosa, kiedy ten był zakochany w tobie jak szczeniak. -mruknął.



Zobacz profil autora

107 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 19:00

-Pomogłoby, gdybyś ty mi też wtedy nie wpychał języka do ust.-zauważyła, zaciskając usta.
Lola reagowała na ten temat tak samo alergicznie jak Skittles na wypominanie mu jego winy. Cóż, oboje nie radzili sobie najlepiej z poczuciem winy. Ale ona jeszcze nie była na etapie gróźb. A może była zbyt... zawstydzona?



Zobacz profil autora

108 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 19:03

- Och, zapamiętałaś aż takie szczegóły? - roześmiał się - Niewiarygodne. Swego czasu założyłbym się, że będziesz dokładała wszelkich starań, by zapomnieć o tym incydencie. No cóż, najwidoczniej masz z tym jednak większy problem niż ja.



Zobacz profil autora

109 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 19:09

-To nie był szczegół.-palnęła od razu i szybko się zamknęła, przeklinając w myślach. Bo to dla niej w tamtym momencie... zmieniało wszystko. Ale ostatecznie nic nie zmieniło.
Przymknęła na chwilę oczy.
-Chyba dobrze wiesz, że niełatwo zapomnieć tak o swojej winie, co?-powiedziała po chwili, bo łatwiej było odwrócić kota ogonem niż się faktycznie z czymś zmierzyć. I Jones bez przerwy stosował tą taktykę.-Zastanawiasz się, co mogłeś zrobić, by tego uniknąć.-zmrużyła oczy.-I obiecujesz sobie, że się to już nie powtórzy. I to ostatnie mi wyszło.-uniosła lekko jedną brew.



Zobacz profil autora

110 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 19:49

- Naprawdę myślisz, że będę teraz, razem z tobą rozpamiętywał jeden, głupi pocałunek? Jakbyś nie zdawała sobie z tego sprawy, mam dużo innych, ważniejszych problemów. - nagle zaczął wycofywać się z tej dyskusji. Rozmowy z Lolą męczyły go, jak zawsze.
- A teraz po prostu daj mi spokój.



Zobacz profil autora

111 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 19:57

Zmrużyła oczy.
-Jak "P"? Święci?-prychnęła.-To TY zacząłeś temat, Skittles. TY masz z czymś problem. I to TY boisz się go rozwiązać.-tknęła go palcem w pierś.
-Jak chcesz.-wzruszyła ramionami, nie ruszając się o krok.
Lola też się czuła wyprana. Rozmowy z Jonesem angażowały nieco zbyt dużo emocji. I czuła ciągłe napięcie.



Zobacz profil autora

112 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 20:07

- Ja nawet nie chciałem z tobą rozmawiać. - przyznał, czując się już coraz bardziej zmęczony tą bezcelową wymianą zdań. Przejechał dłońmi po twarzy, zmęczony już.
- Idę do domu. - Lola, jesli się orientowała w ostatniej sytuacji wiedziała, że Skittles właściwie nie ma domu. Rosie od jakiegoś czasu była miejscem zbrodni, więc stała zamknięta.



Zobacz profil autora

113 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 20:14

Lola poczuła się zraniona. Jackson był w tym wprawiony.
-To zajebiście.-zauważyła, zirytowana.-Jeju, Skittles, serio?!-odezwała się, już mocno zdenerwowana tym wszystkim.-Byłabym ci zajebiście wdzięczna, gdybyś mnie oświecił co dokładnie sprawiło, że zmieniłeś do mnie tak bardzo podejście.
Zacisnęła usta.
-Tak? To ciekawe. A gdzie właściwie?-dopytała, zakładając ręce na klatce piersiowej.



Zobacz profil autora

114 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 20:41

Zatrzymał się i westchnął ciężko, stojąc tyłem do Loli, jak w Modzie na Sukces. Schował twarz w dłoniach na chwilę.
Teraz, z racji tego, że puściłam sobie najsmutniejszą piosenkę Lenny'ego Kravitza i mnie wzięło, to ujawnię co nieco tego, jaki Skittles miał rzeczywisty pogląd na te całą sprawę i co tak naprawdę czuł przez ten cały czas, od samego początku. Prosimy nie regulować odbiorników.
Otóż - nic nowego - Skittles był wściekły. permanentnie wściekły, za każdym razem, kiedy ktoś próbował się do niego zbliżać. Przywykł do trzymania na dystans swojej matki, swojego syna, wszystkich sobie najbliższych i reagował wręcz uczuleniem, kiedy któreś z nich próbowało przekroczyć granicę, którą im postawił. Lubił sobie tłumaczyć, że to dla ich dobra - w końcu pracował dla kartelu i mógł tym narazić ich na wiele niebezpieczeństw. Jednak tak naprawdę, to Jones po prostu tchórzył. Najpierw tchórzył przed swoją matką, kiedy ta jeszcze nie wiedziała czym zajmuje się jej synek. Potem tchórzył, kiedy dowiedział się o Ducku i odsunął go od siebie, byle tylko nie pełnić obowiązków ojca. Odsunął tez Lolę, kiedy uświadomił sobie, że i ona może czuć do niego nieco więcej, niż on by sobie tego życzył.
Jedyną osobą, która trzymała go przy normalności był Nachos, ale ten szybko zapłacił za swoją znajomość z Jacksonem. Po tym incydencie Skittles poczuł, że tym bardziej musi się odsunąć od wszystkich swych bliskich spoza kartelu. Chociaż... czy to wciąż byli bliscy? Czasami łapał się na myśli, że gdyby Duck kiedykolwiek skończyłby jak Nachos, to całkiem możliwe, że on sam nie odczułby większej różnicy. Czuł się strasznie z faktem, kiedy uświadamiał sobie, że nawet nie wie, czy kocha własnego syna. To pytanie powracało do niego po każdym spotkaniu z młodym.
Nawet najgorsza zbrodnia, której się dopuszczał nie powodowała w nim takich wyrzutów sumienia, jak właśnie to, a fakt, że Lola swego czasu postanowiła się jeszcze wtrącać w sprawy jego i Ducka sprawiały, że dostawał szału.
Jones nie zasługiwał na współczucie ze strony Loli, gdyż każdą swoją porażkę zawsze zwalał na kogo innego. Teraz, w tym momencie, swoją energię marnował na konflikt z Lolą, uznając za szczyt łajdactwa z jej strony to, że miała czelność mu przypomnieć o tym, jaki jest beznadziejny. Problem jednak w tym, że Martinez miała rację, a on nie miał prawa się na nią wściekać. Jeśli Lola liczyła na to, że za maską złośliwego sukinsyna, dilera, mordercy, członka kartelu narkotykowego, skrywał się ktoś, w kim ostało się dobre serce, to się musiała przeliczyć. Skittles był wyrachowanym skurwysynem. Nie wiem czego potrzebowałby, by się chociaż trochę z tego przebudzić.
- Bo robiłaś chujowe paznokcie.



Zobacz profil autora

115 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 21:02

Lola nie miała świadomości natury bądź też tematu refleksji Skittlesa. Wpatrywała się w jego plecy, oczekując odpowiedzi. Choć wiedziała, że tak czy siak się przeliczy. On zawsze zawodził w tym momencie. Nie potrafiła przewidzieć, w którą stronę uderzy, ale zawsze robił wszystko, by ją od siebie odepchnąć. A ta jak głupia ćma, pchała się ślepo ponownie do światła. I on był jej światłem. Nieważne jak bardzo by parzył, ona nie potrafiła się odsunąć. Instynktownie, czysto podświadomie, podążała za nim. Wyszukiwała go. Była dla niego.
Jeśli nawet Jackson wypowiedziałby swoje myśli na głos, to nie odtrąciłoby Martinez. Pewnie. Czułaby się cholernie zraniona. Bo to unicestwiłoby jej wszystkie nadzieje (a przynajmniej powinno). A jednak nie poddałaby się. A raczej: nie odpuściłaby sobie. Nie potrafiłaby. Nie mogła zwyczajnie zostawić Jonesa za sobą. Było to niemożliwe do wykonania. Nie to, że liczyła na szczęśliwe zakończenie. Nie. Pewnie, chyba umarłaby ze szczęścia, ale jednak policjantka posiadała resztki zdrowego rozsądku, które podpowiadałyby, że taki scenariusz nie ma prawa mieć miejsca. Ale... po prostu świadomość, że od czasu do czasu będzie mogła być blisko niego była kojąca. Nawet, jeśli on kuł jak osa, której nie odpada żądło.
Zależało jej na nim. Współczuła mu. Bo ona zdawała sobie sprawę, jak bardzo odbiła się na nim śmierć Naiche. Jak siebie winił. Jak starał się tego do siebie nie dopuścić. Nie pokazać innym. Wiedziała, że chyba osobę, którą najbardziej zawiodło jej zdradzenie Tobiasa, to był właśnie on. To Skittles przejmował się najbardziej uczuciami młodego Whiteoak'a, niezależnie od tego, jak często jego osąd był błędny. Ale nie miało to znaczenia. On miał dobre intencje w stosunku do swojego kuzyna. A to oznaczało, że jednak było w nim coś, co nie było do końca zepsute. Tak samo jak fakt, że odsuwał od siebie własnego syna. Był PRZEKONANY, że to dla jego dobra. I blondynka go podziwiała trochę za to. Że tak twardo się tego trzymał. Ale... miała świadomość, że popełniał błąd. Ale on jej nie słuchał. Nie. Nigdy jej nie słuchał.
Nie miała pojęcia co ją przy nim trzymało. Dlaczego nie potrafiła teraz po prostu odejść. Znosiła te ciągłe policzki od niego jak Jezus, przyjmując cios za ciosem. Dając mu się na sobie wyżyć. Pewnie, ją też ponosiły emocje. Może myślała, że ostrzejsze słowo w końcu do niego dotrze. Otrzeźwi go. Nic z tego.
Skittles był stracony. Ale nie dla Loli.
-...czy ty choć raz potrafisz być poważny?-zapytała z rezygnacją.
Przy nim traciła jakikolwiek szacunek do siebie. Jej przekonania, zawód, czasem nawet własne uczucia traciły na znaczeniu. Bo... bo chyba przez chwilę potrafiła dostrzec coś więcej niż czubek własnego nosa. I zabijał ją fakt, że nie mogła z jego strony spodziewać się niczego innego jak kolejnego ataku. A mimo to ciągle tu stała. Czekała.
Oto wasz nowy męczennik.



Zobacz profil autora

116 Re: Long Street on Nie 10 Maj 2015, 21:29

- Ja zawsze jestem poważny. - odparł z kamienną twarzą. Po czym sobie poszedł, zapewne zawodząc Lolę po raz kolejny.
zt



Zobacz profil autora

117 Re: Long Street on Pon 11 Maj 2015, 17:45

Lola po raz kolejny pozwoliła Jonesowi wyrwać sobie serce z piersi i roztrzaskać je o betonowy chodnik na milion kawałków. Może nawet przyglądała się, jak podeszwą ciężkich butów wgniata te cząsteczki w chropowatą posadzkę, sprawiając, że niemal niemożliwym było pozbieranie tego do kupy i złożenie w całość. Ale policjantka zawsze dawała sobie radę. Znosiła to. Nie miała pojęcia dlaczego i jaki miała w tym cel. Może po prostu za każdym razem próbowała mu pokazać, że nie skreśla jego do końca i w razie potrzeby, gdy w końcu postanowi się zmierzyć z tym, co czuje, to ona... będzie dla niego.
Stała tak, przez jakiś czas rozpamiętując to uczucie kolejnego zawodu. Jednak prawdopodobnie nie miała wyciągnąć z tego żadnej lekcji i jej podejście do Skittlesa się nie zmieni. A powinno po tylu razach. Albo nawet z samego faktu, że stali po przeciwnych stronach barykady. I wiedziała, że on ją bez skrupułów wykorzysta ponownie w dogodnym momencie dla swoich celów. Ale czy ona będzie potrafiła zrobić słuszną rzecz, gdy nadejdzie chwila...?
...tak. Tylko ona, w opozycji do Jacksona, będzie siebie za to nienawidzić. Tak, jak w tym momencie, że nie postanowiła go kopnąć w dupę i dać sobie z nim raz na zawsze spokój. A oprócz poczucia zawodu, przygniatającego smutku, czuła się też... zmartwiona. Co było maksymalnie chore.
Pokręciła głową i sama też oddaliła się w swoją stronę.

/zt



Zobacz profil autora

118 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 22:31

// 24.09.2013, koło 19:00, z domu Bobby'ego

I tak wylądowali z motocyklami na obrzeżach. Noah nieco sie denerwował, ale się nie cykał. Po prostu nie lubił upadać, a tu zapowiadało się niezłe poobijanie kończyn.
Lecz nie miał zamiaru rezygnować.
- Długo już jeździsz? - zapytał.



Zobacz profil autora

119 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 22:43

- Parę lat, ale z przerwami. Chciałem zacząć jakoś w liceum, ale moja mama wybiła mi to z głowy - zaśmiał się. - No, a potem na studiach do tego wróciłem, a potem znów przestałem... I tak to leci. Wróciłem znów niedawno, po dłuższej przerwie.
Odetchnął ciężko, bo się trochę jednak zmachał tym pchaniem. W upale. Przeszli całą Long Street i zeszli jeszcze trochę dalej, za asfalt. Tu, gdzie był już tylko piach porośnięty trawami i suchymi krzakami.
- No, ujdzie. - uznał. - Okej, Noah. Zaczniemy po prostu od jazdy.
Wcisnął kask na głowę i siadł na motor.
- A zanim jazda, to jeszcze start. Więc uruchamiasz silnik... - co tez zrobił. - I teraz, trzymasz hamulce, co nie? I powoli zwalniasz. Stopy trzymasz w linii, żeby ci za bardzo w przód albo w tył nie szły. I jak zwalniasz hamulce i cię motor pociągnie, to stopy podnosisz, ale trzymasz dalej w linii. Czaisz? No, pokażę ci, to ogarniesz!
I jak powiedział, tak zrobił. Zwolnił hamulce, motocykl powoli ruszył, a potem szybciej i szybciej, robiąc coraz więcej hałasu. Bobby przejechał jakiś kawał, potem zrobił skręt i wrócił do Noah. Wyłączył silnik, żeby nie huczało i zsiadł.
- No, to teraz ty. - podszedł bliżej jego motocykla i zaczął mu wskazywać, gdzie i co ma zrobić, żeby odpalić i tak dalej.

Kostałki
Mnożnik na kondycję i refleks, próg 60. Jak przekroczysz, to bez trudu ruszasz i przejeżdżasz kawałek. I zatrzymujesz się bez problemów.
Jak mniej, to ruszasz i przewracasz się parę metrów dalej.



Zobacz profil autora

120 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 22:52

Wynik: 54 ;_;

Skumał. Był wzrokowcem więc jak mu Bobby pokazał co i jak, to nie musiał pytać drugi raz. Teorię miał więc opanowaną. Problem jednak był z utrzymaniem równowagi. Bo gdy już myślał, że daje rade, to się wywalił.
No ale to pierwszy raz, co? One zawsze są chujowe!



Zobacz profil autora

121 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 22:55

Ale Bobby oddał mu przedtem swój kask, więc Noah nie nabił sobie guza. Ale Noah musiał się nastawić na wiele guzów podczas tej nauki.
- W porządku? - podbiegł do niego, ale zaraz ruszył biegiem, żeby złapać motor, co wiercił kołami kawałek dalej. Podniósł go i chwilę się mocował, nim udało mu sie wyłaczyć silnik.
- To co, próbujesz dalej?

Te same kostki!



Zobacz profil autora

122 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 23:05

Nie przekroczył ;_;

- Jestem Apaczem, myślisz, ze się cykam jakiejś maszyny? Ja powinienem mustangi łapać!
Wstał, potrzepał się i znowu wlazł na motor.
No i znowu zleciał.



Zobacz profil autora

123 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 23:08

Wywrócił oczami. No no, bez takich mu tu! Bobby wrócił się po swój motocykl i podjechał bliżej, bo Noah zdążył się troche oddalić. No, to on będzie startować, spadać i zaczynać od nowa, a Bobby pojeździ obok i popilnuje. Heheh.

Jeszcze raz te same kostki. Możesz rzucić od razu 3 razy.



Zobacz profil autora

124 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 23:12

uf, 74

W końcu się zebrał w sobie i przejechał te kilka metrów bez upadku. Tak, wiktoria, tryumf! Niepohamowana radość i zwycięstwo!



Zobacz profil autora

125 Re: Long Street on Sob 04 Lip 2015, 23:23

- No! Są postępy - zaśmiał się. - To co, dołączamy zakręty?
Bobby zsiadł z motoru i przygotował się na kolejny wykład.
- No więc, bardzo ważna jest pozycja podczas jazdy. - Znów wskoczył na motor i nim ten zaczął się chwiać, Bobby podniósł się na chwilę i postał tak na ugiętych kolanach.
- Kolana są bardzo ważne. Super ważne. Wiesz, miękkie kolana musisz mieć. Sprężyście się na nich utrzymywać. Żebyś, jak będziesz jechał, to żebyś sobie na nich mógł balansować. Żeby ci było łatwo się podnieść i usiąść. No i jak skręcasz, to pochylasz się bardziej wprzód. Nie w tył! No i nogi warto mieć w pogotowiu... Dobra, pokażę ci. Tam, te drzewka widzisz? To będziemy robić slalom. Skręt z lewej i skręt z prawej i z powrotem.
Odpalił silnik i pooojechał. Niezbyt szybko, żeby było w miarę do ogarnięcia i bezpiecznie.

Kostki na skręty dla Noah:
Próg taki jak poprzednio!



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 6]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach