Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Parking przy wjeździe do parku i bar "Jackie"

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 8]

Jeśli zamierzasz udać się na wycieczkę po parku krajobrazowym, to dobre miejsce by zacząć. Tutaj można zostawić samochód i dalej iść pieszo, jeśli ma się taką ochotę. Zwykle jest tu dość tłoczno, stoją tu nie tylko samochody osobowe, ale i wycieczkowe autokary.
Wychodząc naprzeciw potrzebom klientów, przy wjeździe do parku znajduje się niewielki bar, w którym obsługują zarówno rdzenni Amerykanie, jak i biali obywatele. Jest to drewniany budynek, wewnątrz ozdobiony indiańskimi wyrobami i wielkim, jelenim porożem. Jedzenie jest tu całkiem smaczne, szczególnie po całodniowej wyprawie!

Zobacz profil autora
// początek, koło godziny 22

Naiche wraz ze swoimi trzeba kolegami, siedzieli na ławce przy wejściu do parku. Każdy z nich ubrany tak jak zwykle, raczej nie wyglądali na osoby wybierające się na wycieczkę w góry. Lecz byli jakoś dziwnie skupieni.
Tobias spoglądał nerwowo na zegarek, co jakiś czas zwracając wzrok ku drodze. Czekał. Jeśli Ennis i Liluye sie spóźnią - Naiche idzie sam.

Zobacz profil autora
/jarmark

Pojawiła się na miejscu wcześniej niż powinna, ale za to zmęczona targaniem Królisia. Był wielki i odpowiednio ciężki. Ale taki piękny!
- Naiche! Myslalam, ze pozniej bedziesz! - podeszla do niego, wyraźnie w bardzo dobrym humorze, ucieszona zdobyczą. - Zobacz co mam! Króliś!




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
- Co to jest? - Zapytał, szeroko otwierając oczy. Wyciągnął rękę i wskazał na maskotkę, która niosła Liluye. - I to! - wycelował palcem w balony.
- Przecież my nie idziemy do przedszkola, Liluś!
Chłopaki siedzące na ławce wpierw się zaśmiali, a potem zamilkli widząc karcąca minę Tobiasa.
- Co ty chcesz z tym teraz zrobić? - Zapytał.
- uuu, może cie utula, co? Twoje marzenie Naiche! - Zaśmiał się gruby Joe, który siedział najbliżej.
- Spierdalaj, tłuściochu!

Zobacz profil autora
- No jak co to jest! Królik! I misiek! Oślepłes? - rozradowana podeszła do niego i posadziła mu wielkiego kicaja z koszulką "strzelec wyborowy" na kolanach. A królik swoje ważył.
- Przynajmniej ja umiem strzelać! - no bo nie musi wiedzieć, że to nie ona ustrzeliła te prawie dwumetrowe monstrum, prawda?
- Jak to co? Weźmiemy! Może jechać w bagażniku.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Królik na kolanach Naiche wywołał salwę śmiechu jego kolegów. Tobias zaraz zagroził, ze jak się nie zamkną, to nigdzie nie pojada.
- No ale z dwumetrowym, różowym, pluszowym królikiem?! - Zapytał, płaczliwym głosem. - Na litość. Dobra, może się zachowuje czasami jak dzieciak, ale nie muszę iść na wycieczkę z pluszakiem! 
Naiche wstał i odłożył pluszaka koło ławki...

Kostki na spostrzegawczość, próg 41. Jeśli przekroczysz, dostrzegasz, że Naiche ma przy sobie glocka.

Zobacz profil autora
46!

- A czemu nie? Nie ty prowadzisz, możesz się nim opiekować. - uśmiechnęła się szeroko, zadowolona z wizji Naiche z pluszakiem. A najlepiej to ciągnacego tego bydlaka wszędzie za sobą.
- No i jest jeszcze misiek! - tego to już sama tuliła, bo nie był tak ciężki.
- Naiche.. - dojrzała najperw dziwny błysk, a potem uświadomiła sobie, że to broń. - Zamierzasz tego ducha zastrzelić? - zmarszczyła brwi.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
// początek

Noc była chłodna, a Ennis kochał chłód. Uwielbiał dreszcze przeszywające całe ciało i widok pary z ust, dlatego cieszył się każdą zimową nocą w Arizonie. W kurtce motocyklowej narzuconej na czarną bluzę, ze swoimi zmierzwionymi włosami i bladą cerą wyglądał dosyć podejrzanie, a mimo to udało mu się złapać stopa do parku. Podrzuciła go banda zalanych w sztorc turystów z jarmarku, których trzeźwy kierowca pragnął najwyraźniej kogokolwiek do pogadania w drodze.
Ennis pomachał facetowi w podzięce i ruszył w kierunku Naiche i reszty. Rzucił okiem na zegarek - uff, zdążył. Zimne powietrze koiło jego nerwy, gdy zbliżał się do ekipy. Czterech Indian, w tym Naiche i Liluye, której ewidentnie się poszczęściło na jarmarku, a do tego kompletnie nie pasujący do towarzystwa biały nastolatek. Świetnie.
- Hej Naiche, jestem! - rzucił na powitanie, ale zaraz po tym dostrzegł zaniepokojoną minę Liluye. - Coś nie tak?

Zobacz profil autora
Naiche poprawił pistolet za swoim paskiem i zakrył go bluzą.
- Może. Może przyda się na kogoś innego, nie sądzisz? - Odparł i podszedł krok bliżej Liluye. - Może na kogoś, kto lubi przeszkadzać Apaczom w ich wyprawach po górach.
chwile wpatrywał się w oczy Liluye i jakoś dziwnie nie przypominał wiecznie błaznującego Naiche, którego znała od lat.
Tobias jednak się uspokoił, widząc Ennisa. Odsunął się od dziewczyny i przywitał białaska.
- No cześć, "Nathaniel". Wszystko w porządku. - Zapewnił. - Gotowy?

Zobacz profil autora
Splotła ręce na piersi, dusząc misiaka i zmarszczyła nos. Nie podobalo jej się to wcale, a wcale.
- Ktoś z was jeszcze ma? - rozejrzała się po reszcie chłopaków. Potem zerknęła na Ennisa i uśmiechnęła się do niego, ale widać bylo, że coś jej nie gra.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
- Urodziłem się gotowy - zapewnił wesoło Ennis, to znaczy Nathaniel. Nie miał pojęcia,  co Naiche nastulał znajomym, ale najwyraźniej częścią jego planu było przechrzczenie Endermana na kogoś innego. Cóż, nowe imię nie było tskie złe,  więc Ennis szybko się z nim pogodził.
Gorzej z obecnością glocka przy pasku Naiche. Jeśli wyprawa przewidywała niebezpieczeństwa, na które odpowiedzią będzie strzał z pistoletu, to Ennis nie miał szans. Mógł kogoś ewentualnie udusić słuchawkami albo przypalić zapalniczką.
- Kto by nam miał przeszkadzać? Nawaleni turyści rozochoceni historią o skarbie Cochise? Wierzcie mi, przyjechałem tu z takimi, raczej nie są zagrożeniem - rzucił trochę ugodowo, mając na uwadze obecność Liluye.

Zobacz profil autora
- Oj, nie ważne, duchy gór, blabla... jedźmy już! - Powiedział zniecierpliwiony Naiche i pogonił Liluye, by ta ich zaprowadziła do jej służbowego samochodu.
Wskoczył w końcu na pakę pickupa kobiety, niechętnie zabierając ze sobą tego pluszowego królika.
- No, jazda, jazda! - Zawołał do reszty. Mieli mało czasu, muszą wszak wrócić przed pierwszą w nocy... inaczej będą kłopoty i Jacob się dowie  wypadzie!

zt wszyscy ---> http://www.oldwhiskey.pl/t100-polnocny-szlak

Zobacz profil autora
Uparcie stała w miejscu i patrzyła na Naiche pakującego się na pakę.
- Nigdzie nie jadę póki mi nie oddasz broni. - stwierdziła, chowając ręce w kieszeń i dusząc pod pachą misiaka.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Kostki na charyzmę dla Liluye, jeśli chce odebrać Naiche broń.
Mnożnik z progiem 30. Jeśli przekroczysz, Naiche oddaje glocka. Jeśli nie,chłopak zatrzymuje broń.
Potem wszyscy ida do loakcji - nawet bez Liluye jesli ta się uprze! Wtedy czeka nas piesza przeprawa.

zt wszyscy ---> http://www.oldwhiskey.pl/t100-polnocny-szlak

Zobacz profil autora
//początek

Sam nie wie co go pokusiło żeby śledzić indiankę.
Zatrzymał się na prawie pustym parkingu i zgasił silnik. Ciemno jak cholera, jednak zauwarzył jakiś ruch. Samochód stojący przed wjazdem ruszył w stronę lasu.
Jon zebrał się w sobie - No to hop - i podążył powoli za nimi.

zt ---> Północny szlak





Zobacz profil autora
/od harpera


Przyjechała swoim pick upem, ale bez psa tym razem. Weszła do baru i usiadła gdzieś na widoku, zamawiajac gorące cappucino. Czekała, patrząc w okno.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
//popołudnie, Bar "Jackie"

Naiche przyjechał autobusem; sam, nawet bez swojej ukochanej deski. Na parkingu zauważył pick upa Liluye. Nieco się przestraszył, że mógł się spóźnić.
- Hej. - Przywitał się, gdy już wszedł do baru i odnalazł dziewczynę. Spojrzał na filiżankę, ale sam nie miał ochoty niczego zamawiać.
- Co tam? - Dodał, zakładając włosy za ucho.

Zobacz profil autora
Obserwowała go przez okno, jak idzie do baru i znika jej z oczu podchodząc do drzwi.
- Hej. - odezwała się gdy dotarl do stolika i uśmiechnęła lekko. Spojrzała na jego włosy i spoważniała na moment. Co innego wiedzieć, co innego widzieć. Opuściła wzrok na filiżankę.
- W sumie, to mam dwa pytania.. - zaczęła i podniosla na niego wzrok.
- Pierwsze, to chciałam się dowiedzieć czy się o coś z Loco założyliście? - może Connor był po prostu lepszym aktorem niż ona umiała powiedzieć.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
- Em, słucham? - Zapytał, zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi Liluye. Odsunął się nieco od blatu stolika i spojrzał podejrzliwie na dziewczynę.
- Nie bardzo rozumiem.
Z Loco mało co rozmawiał, więc czemu miałby się z nim o cokolwiek zakładać?

Zobacz profil autora
- Hm. Na pewno? - zerknęła na niego podejrzliwie. Bo na prawdę jej to podejrzanie wyglądało, że się tak zebrali na wyznania w tym samym czasie. A do tego Naiche coś kombinowal z Lolą.
- No dobra. Niech wam będzie. - westchnęła i popatrzyła w kawę. - Boście obaj sobie czas znależli.. - mruknęła pod nosem.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
- Liluś, nie mam nastroju na takie zagadki. O co chodzi z tym zakładem?
Jeśli Loco coś gadał za jego plecami, albo Liluye coś kombinowała, to wolał to wiedzieć teraz.
Założył ręce na piersiach, zacisnął usta i zmarszczył brwi. Nie wyglądał na człowieka we wspaniałym nastroju, gotowym na żarty i rozmowy o pierdołach.
Wolał jasno, bezpośrednio, szczerze.

Zobacz profil autora
- Wiem, przepraszam. - wzruszyła ramionami. Objeła obiema dłońmi filiżankę.
- Bo najpierw ty mi mówisz, ze ci sie podobam, potem nagle Loco i zastanawiałam się czy się po prostu o coś głupiego nie założyliście. Nieważne, na prawdę. - mruknęła. Sama też nie miała najlepszego humoru i przede wszystkim kolejny dzień z rzedu chodziła nie wyspana, przez te koszmary. Jeszcze trochę, to bedzie musiala psychologa poszukać.
- Po prostu nie wiedziałam co z tym zrobić, a nie wyobrażam sobie że mogłabym cokolwiek działać na dwa fronty. - znów wzruszenie ramion. - No ale dobra, to nie ta ważniejsza sprawa. Chociaż druga w sumie tez nie jest ważna. Niedługo powinnam dostać przesyłkę od matki i moglibyśmy coś zrobić.. z płaszczem. Ale to może w sumie poczekać, masz inne sprawy na głowie. - znów się czuła, jakby przeszkadzała. Dziwne.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Az mu szczęka opadła. Czuł się... urażony?
Tak, to chyba było najłagodniejsze określenie tego stanu. Bo jednocześnie był zły, zaskoczony i było mu przykro, że Liluye w ogóle pomyślała o tym, że Naiche byłby w stanie się zakładać o takie rzeczy.
To bardzo źle świadczyło o sposobie myślenia Liluye na jego temat.
- Słucham?
Musiał wziąć głęboki oddech. Całkowicie zignorował to, że kobieta zmieniła temat, chcąc uciec od tego, co było istotne teraz - miała go za takiego dupka, który zakłada się o dziewczyny. 
- Przepraszam, ale czy ty właśnie zasugerowałaś, ze byłby w stanie założyć się z kimś o ciebie? - Zapytał, bo chciał wierzyć, ze się przesłyszał.
- Za kogo ty mnie masz? Wybacz, ale czy naprawdę masz mnie za takiego kutasa? Albo, wybacz, mówisz, ze nie byłabyś w stanie działać na dwie osoby, a z drugiej strony przychodzi ci na myśl, ze aż dwóch facetów jest w stanie się o ciebie zakładać?

Zobacz profil autora
Opuściła wzrok, bo nie mogła na niego patrzeć. Było jej głupio i pewnie miała czerwone policzki. Siedziała cicho, sluchając jak się na nią wkurza. Ma rację. Miała ochotę walnąć czołem w blat.
- Przepraszam, myślałam, że wymyśliliście jakiś głupi żart, bo.. no nikt się nie interesował mną od mojego przyjazdu tutaj? - patrzyła gdzieś w bok, byle nie na Naiche. W porównaniu do jego, Lilu mówiła bardzo cicho.
- Po prostu nie sądziłam, że.. nie wiem. Że coś takiego w ogóle może się stać? - prychnęła do siebie, dziwnie rozbawiona.
- Nie chciałam cię urazić, zupełnie nie to miałam na myśli. - pokręciła głową i na moment schowała twarz w dłoniach, pocierając szczypiące ze zmęczenia oczy palcami.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
- Myślałaś, ze wymyśliliśmy głupi żart... litości!
Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że może aż nazbyt unosić głos.
- Kiedy, na litość, dałem ci powód do tego, żebys sądziła, że ja jestem w stanie w ogóle pomyśleć o takim żarcie, co? Kiedy? Oświeć mnie!
Naprawdę był wściekły, jak nigdy dotąd.
- Tak, nie sądziłaś, o tak, nie wierzyłaś, ze ktoś może cie lubić... dobra, daj se spokój wiesz? Zawsze tak macie, kokietki z bożej łaski.
Wstał od stolika, zirytowany i roztrzęsiony słowami, które usłyszał od Liluye.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 8]

Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach