Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Parking przy wjeździe do parku i bar "Jackie"

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 4 z 8]

First topic message reminder :

Jeśli zamierzasz udać się na wycieczkę po parku krajobrazowym, to dobre miejsce by zacząć. Tutaj można zostawić samochód i dalej iść pieszo, jeśli ma się taką ochotę. Zwykle jest tu dość tłoczno, stoją tu nie tylko samochody osobowe, ale i wycieczkowe autokary.
Wychodząc naprzeciw potrzebom klientów, przy wjeździe do parku znajduje się niewielki bar, w którym obsługują zarówno rdzenni Amerykanie, jak i biali obywatele. Jest to drewniany budynek, wewnątrz ozdobiony indiańskimi wyrobami i wielkim, jelenim porożem. Jedzenie jest tu całkiem smaczne, szczególnie po całodniowej wyprawie!

Zobacz profil autora

Po raz kolejny Ennis zastanowił się nad tym, jak Swbrina i Regina mogą się tak bardzo od siebie różnić. Zawstydzona i zmartwiona Sabrina była powalającym kontrastem dla swojej starszej siostry, która pewnie pobiłaby Ennisa zamiast go przytulić na powitanie.
- No i właśnie o to chodzi, Sabrina. Naprawdę, jesteś moim aniołem! - powiedział z ulgą w głosie.
Zobaczył, że dziewczyna patrzy w stronę parkingu... który był pusty. Ups.
- Chyba o tobie zapomnieli - powiedział rozbawionym głosem. Kiwnął głową na jej prośbę.
- co tylko chcesz. Nie będziesz miała kłopotów? - zapytał, w międzyczasie zamawiając dwie cole i frytki.



Zobacz profil autora
Słysząc, jak Ennis mówi o niej jak o aniele, znowu się zarumieniła i zaczęła nerwowo bawić broszką. W końcu jednak skupiła się na czymś innym, i gdy tylko usiedli przy stoliku, zaczęła bawić się papierowymi serwatkami. 
- Nawet jeśli będę mieć kłopoty, to już nie jeden raz  nich wychodziłam! - Zaśmiała się, stukając paznokciami o blat, na którym leżały strzępki chusteczek. 
- Jestem spryciula! - Dodała, puszczając oczko do Ennisa.

Zobacz profil autora
Ennis z rozbawieniem przyglądał się, jak palce Sabriny co chwilę zabierają się za męczenie innego przedmiotu. Zapomniał już, że z niej taki wstydniś potrafił być, zwłaszcza gdy większość czasu spędzał jednak z jej siostrą, która w ogóle takiego problemu nie miała.
- Poza tym umówmy się, jeśli o tobie zapomnieli, to raczej oni mają kłopoty, a nie ty. Żyjemy w Stanach, kaman - rzucił, kiwając jednocześnie głową, gdy podano im napoje. Chciał dodać, że przecież jej rodzice to mafiozi i siostry zakonne im podskoczyć nie mogą, ale uznał, że może nie ma co tak szafować na prawo i lewo takimi informacjami.
- No to powiedz mi, jak żyjecie w Appaloosa - zaczął, zabierając się jednocześnie do frytek i spoglądając na Sabrinę z zainteresowaniem. W porównaniu z nią naprawdę wyglądał jak niezły dzikus - umorusany przez pył, nawet jego blada cera wydawała się ciemniejsza. No i te włosy. Uśmiechnął się do siebie pod nosem.



Zobacz profil autora
Sabrina chwyciła szklankę z colą i od razu wrzuciła do niej różową słomkę. Pociągnęła kilka łyków, śmiesznie wciągając policzki. 
- mmm, Regina jedzie niedługo wybrać college. No a ja... ja się szykuję do egzaminów, ale... nie wiem czy chcę zdawać gdzieś na jakąś zwykłą uczelnię. No bo chciałabym pójść może do artystycznej.
Odrzuciła swoje złote włosy na plecy i znowu napiła się coli.
- Albo zostanę piosenkarką country! O. to jest doskonały pomysł!
Zaśmiała się i sama zaczęła się zajadać frytkami.

Zobacz profil autora
Chłopak oparł się wygodnie o oparcie krzesła. College, egzaminy... To wszystko już go nie dotyczyło. Nawet chyba się z tego cieszył.
- Artystyczną? No, to by było ciekawe - pociągnął łyk coli ze szklanki. Zaśmiał się, słysząc uwagę o śpiewaniu country.
- W sumie to nigdy nie słyszałem, jak śpiewasz. Nie mogę ocenić - uśmiechnął się z przekąsem. - Na serio byś chciała zostać piosenkarką? I to COUNTRY? - zdziwił się trochę. Jakoś sobie tego nie wyobrażał, ale była to zabawna myśl. 
Jego telefon zabrzęczał i Ennis uśmiechnął się lekko do ekranu. Harper dostał awans, no no! Odpisał mu szybciutko, żeby móc wrócić od razu do rozmowy.



Zobacz profil autora
- No, nie słyszałeś, bo gderanie Reginy ci zagłuszało!
Zaśmiała się z własnego żartu. Tak bardzo, ze prawie wywróciła szklankę z colą. w ostatniej chwili chwyciła szkło. Aż ją uszy zapiekły.
- No, tak, lubię country. - przyznała się, nieco zawstydzona. - Nawet napisałam kilka piosenek, o! Haha! może kiedyś ci zaśpiewam, jak... jak się jeszcze spotkamy.
Westchnęła ciężko i wpakowała kilka frytek do ust, tak jakby chcąc się nimi zapcha i nic więcej nie mówić. 
- Tata mi kupił dwa lata temu banjo na urodziny... - wyznała to , jakby to bł jej największy sekret.

Zobacz profil autora
Też się zaśmiał, ale chyba bardziej z zachowania Sabriny niż z jej żartu. Fakt faktem, Ennis zdecydowanie więcej czasu miał okazję spędzić z Reginą, bo chodzili razem na kurs przygotowujący na studia na Harvardzie. Co za żart, pomyślał Ennis gorzko o tamtych zajęciach. Totalna strata czasu.
- Skoro to twoja pasja, to pewnie faktycznie powinnaś coś robić w tym kierunku. Masz już jakiś zespół? - zapytał, zaciekawiony. A Smith jednak był niezłym ojcem dla swoich córek, szkoda tylko, że aż tak apodyktycznym. Banjo było na pewno uroczym prezentem dla Sabriny.



Zobacz profil autora
- Nie, prowadzę karierę solową.
Sabrina przełknęła ostatni kęs frytek. Już miała odpowiedzieć, gdy zabrzęczał jej telefon. Z niemałym strachem w  oczach spojrzała na ekran smartfona... chwil potem stukała w wyświetlacz, by odpisać na sms.
Kolejny sygnał wiadomości. 
- Och, no, to jeszcze nikt się nie zorientował, że mnie nie ma... i wygląda na to, ze mam co najmniej dwie godziny wolnego! 
Wyszczerzyła swoje małe ząbki.
- No to... będziemy tu siedzieć czy... ja mam sama?... bo może ty masz jakieś planu już, co nie?
Czuła się jakby jej serduszko miało z piersi wyskoczyć.

Zobacz profil autora
Ennis w milczeniu przyglądał się, jak Sabrina odpisuje na smsy. W sumie był zdziwiony, że żadna jej koleżanka nie zauważyła jej zniknięcia, przecież na pewno wszyscy ją tam uwielbiali... Albo udawały, że nie zauważyły. W końcu jak kumpela znika z jakimś chłopakiem, to pewnie włącza się jakaś dziewczęca solidarność.
Tak przynajmniej podejrzewał Ennis. Uśmiechnął się, gdy Sabrina powiedziała, że ma dwie godziny wolnego.
- Mój znajomy... Tylko nie przestrasz się, pracuje dla laboratorium kryminalistycznego... Ma zaraz imprezę z okazji swojego awansu. Jestem zaproszony, więc pewnie też możesz ze mną wpaść. Co ty na to? - zaproponował wesoło. Będzie musiał przyjść do Harpera tak jak stał, niewymyty i w średnich ciuchach, no ale skoro już spotkał Sabrinę, to nie może jej przecież zostawić tylko po to, żeby się wystroić!



Zobacz profil autora
Sabrina aż podskoczyła na krześle. Zakryła usta, by nie pisnąć. Miała gdzieś, na czyją imprezę mają iść. Ważne, że idą!
- Ja się mało czego boję 
To akurat było prawdą. 
Tak oto umorusany Ennis i Sabrina w mundurku szkolnym wyszli z knajpy by skierować się do autobusu.
Oj, Sabrina chyba właśnie wpadała w wielkie kłopoty, ale... miała to całkowicie gdzieś!

/zt > autobus > Elmir's Diner

Zobacz profil autora
/początek, 16.04, południe

Drobna postać zaparkowała swoją wysłużoną, czerwoną hondę na parkingu i z lekką obawą wysiadła ze swojego środku transportu. Zatrzasnęła mocno drzwi, bo przecież inaczej się nie potrafiły zamknąć.
Przez trzy tygodnie ukrywała się w motelowym pokoju przy zasłoniętych żaluzjach, mając nadzieję, że samo oddychanie wiejskim powietrzem pozwoli jej na to, by w końcu się odblokować. Próbowała już wszystkiego. Siadała nago przed laptopem, próbowała swoich sił w malowaniu i innych dziedzinach sztuki, by jakoś pobudzić swoją kreatywność... nic z tego!
Musiała stawić czoło światu. Niestety.
Z westchnieniem i drżącym sercem ruszyła w stronę baru.
Socjalizacja. A może po prostu obserwowanie ludzi z daleka?Może... może opisze historię ludzi stąd? Cholera to wszystko!
Weszła do środka i usiadła przy wolnym stoliku, gdzieś z boku, starając się nie wyglądać na zbytnio przestraszoną.



Zobacz profil autora
Bobby właśnie odprowadzał panią Lawson do autokaru. Ach, to mu się trafiła niespodzianka! Pomógł jej wejść do autobusu, odłożył jej rzeczy w środku, pożegnał się. Zamienił jeszcze kilka słów z opiekunem wycieczki emerytów z domu opieki, w którym kiedyś pracował, po czym pożegnał się.
Pojechałby do domu od razu, ale poczuł jak mu burczy w brzuchu.
Gdyby w górach leżał śnieg, to pewnie burczenie wywołałoby lawinę!
Skierował się więc do baru, by wszamać coś na szybko.
- Burgera z frytkami proszę! - zamówił i zasiadł przy stoliku, ściągając uprzednio kurtkę. Zerknął na skośnooką kobietkę siedzącą samotnie przy sąsiednim stoliku.

Zobacz profil autora
Skośnooka kobieta zaś zdążyła wyciągnąć swój stary notes. Dla rozgrzewki zaczęła opisywać to miejsce. Opisywała każde miejsce, w którym była. Potem mogła to wykorzystać, prawda?
Wyciągnęła nawet swój kieszonkowy aparacik i włączyła go, by zrobić zdjęcie wnętrzu. Dokładna dokumentacja. Wszystko zorganizowane, nie ma co!
Nacisnęła przycisk i... nagle flesz oślepił Bobby'ego.
Prawie upuściła aparat z wrażenia i zakryła dłonią usta.
-Ojeju, jeju, przepraszam!-wydukała, gotowa zabrać swoją torebkę i uciec z tego miejsca.



Zobacz profil autora
Flesz chlasnął Bobby'emu po oczach. Przez chwilę widział tylko mroczki. Tak też jawiła się mu teraz twarz kobiety, która piskliwym głosem zaczęła go przepraszać.
- Nic się nie stało! - zapewnił ją, uśmiechając się lekko, bo wyglądała, jakby miała z tego powodu co najmniej zemdleć.
- Będę żył! - zaśmiał się. Pomrugal jeszcze kilka razy.



Zobacz profil autora
Opuściła aparat i spojrzała z miną winowajcy na mężczyznę.
-Ciągle mam problem z tym, jak wyłączyć flesza...-wytłumaczyła cicho, powoli chowając aparat do futerału.
Przez chwilę siedziała ze spuszczonym wzrokiem.
I myślała namiętnie. Może... może wykorzysta jakoś tą sytuację? Tylko jak by się tu... ośmielić?
Odchrząknęła i uniosła wzrok.
-Umm... często pan tutaj bywa?-zagadnęła grzecznie, nie chcąc zadawać personalnych pytań typu: "jesteś czerwony, nie? jaka jest historia tutejszych Indian?", bo to byłoby niegrzeczne. Choć... totalnie w stylu dociekliwej pisarki.
Przysunęła się nieco krzesłem do jego stolika.
-Słyszał pan...-nachyliła się.-...historie tutejsze?



Zobacz profil autora
Bobby pokiwał głową, a potem spytał:
- Może pani z tym pomóc? - zaoferował się. Chyba taki nawyk.
Tymczasem ktoś przy barze krzyknął, że jego zamówienie do odbioru. Zerwał się więc z krzesła i po chwili wrócił do stolika z talerzem. Już miał wsadzać sobie hamburgera do pyska, gdy kobieta znów się odezwała.
Odłożył zatem bułę na talerz i pokręcił głową.
- Nie za bardzo - odparł. - Teraz to akurat pracowałem. Ale nie tu, w parku. Czym innym się zajmuję - Bobby nie miał oporów przed paplaniem.
- Historie? Eeee, no nie wiem, hm, co pani ma na myśli? - dopytał, wciskając w końcu parę frytek do ust.



Zobacz profil autora
Już miała chować aparat do torebki, ale zatrzymała się w pół kroku.
-O, a... umie pan? Chyba ocaliłby pan moje przyszłe ofiary.-powiedziała, wyciągając na powrót aparat i wysuwając go delikatnie w jego stronę.
Przyglądała mu się w ciszy, gdy mówił. Wyciągnęła notesik i zaczęła coś notować.
-A, a co pan robi?-spytała, unosząc głowę.
Na chwilę zamknęła usta, zbierając myśli.
-No... o... tutejszych ludziach i... Indianach?-przysunęła się bliżej, zniżając głos, jakby właśnie dzieliła ich jakaś dziwna tajemnica.



Zobacz profil autora
Kiwnął głową i przejął aparat. Pogapił się chwilę na guziczki i ustawienia, coś ponaciskał, po czym oddał kobiecie aparat.
- Gotowe.
Zdziwił się trochę, kiedy zaczęła notować. Hm. Czyżby trafił na jakąś psycholog prowadzącą badania w terenie? "Keep talking, I'm diagnosing you"? To trochę straszne. Chociaż, oczywiście, nie miał sobie nic do zarzucenia!
- Jestem pielęgniarzem. I opiekunem. Przyjechała wycieczka emerytów z ośrodka, gdzie pracowałem, poprosili mnie o pomoc, no to jestem! - powiedział wszystko jak było, potem w końcu robiąc pauzę, by wgryźć się w burgera.
- Tutejsi ludzie? Eeee... No z reguły są w porządku. Chociaz zdarzają się dziwne rzeczy - wzruszył ramionami. Indianie? Bobby się zakłopotał.
- No, ee. Eee. No nie wiem. Jest tutaj muzeum, jeśli chce się pani czegoś dowiedzieć o Indianach żyjących na tych terenach - wybrnął w końcu. - Tam na pewno udzielą pani lepszych informacji! - pokiwał z przekonaniem głową.



Zobacz profil autora
Zamrugała i przejęła aparat.
-A... będę wiedzieć jak to potem zrobić?-zapytała, zdezorientowana.-Albo jak to... odwrócić?
Cóż, zdawała sobie sprawę,że to nieco dziwne i w ogóle niezbyt grzeczne, jednak miała problem z tym, że... po prostu się bała strasznie, że jeżeli czegoś nie zapisze, nie udokumentuje, to to zapomni i... i nigdy nie napisze już tej książki! Być może to jej chorobliwa obsesja na jej punkcie była też powodem, który ją blokował?
Zamknęła notesik.
-Naprawdę? Nie spodziewałam się!-wyznała.
No bo... pielęgniarz to raczej profesja dla kobiety, tak? Ale nie patrzyła na to krzywo!
-Dziwne rzeczy?-podchwyciła momentalnie, podekscytowana.-Jakie rzeczy?
-Muzeum? A... tak, chyba mam gdzieś ulotkę...-stwierdziła, szperając w torebce. Znalazła ją.-Hmm, chyba podejdę tam!



Zobacz profil autora
Pacnął się dłonią w czoło i wyciągnął rękę po aparat.
- Przepraszam! - złapał krzesło, żeby przesunąć się obok kobiety. Wskazał jej kilka przycisków, tłumacząc po kolei, że ma wcisnąć to, to i tamto i wtedy, voila! włączy lub wyłączy flesz! Upewnił się, że zrozumiała, po czym przesunął się na swoje miejsce, by kontynuować wciąganie hamburgera.
Zaśmiał się.
- Czemu nie? - no, mężczyźni w tym zawodzie byli rzadziej spotykani, ale bardzo pożądani!
Bobby zastanowił się. Jakie dziwne rzeczy? No, jak wszędzie. Po prostu ludzie byli dziwni, hehe.
- Och, czasem ktoś kogoś podręczy na ulicy... A czasem przez okno w czasie domówki wypadnie świnia domowa... - urwał i wepchnął resztę burgera do ust. Omomomom. Pokiwał przy tym energicznie głową, gdy kobieta wspomniała o wybraniu do muzeum.
- Jasne! Tak będzie najlepiej, jesli chce pani jakichś potwierdzonych informacji.
Milczał chwilę, przyglądając się nowej znajomej.
- Jest pani na wycieczce? - zagadnął w końcu, by zaspokoić swoją ciekawość.



Zobacz profil autora
W tym samym momencie jak to powiedziała, poczuła się źle za wywołanie winy w swoim rozmówcy. Skuliła się w sobie i przytakiwała głową. No... nie wydawało się to takie trudne w tym momencie.
Wzruszyła ramionami, onieśmielona tym pytaniem.
-No... rzadko się was spotyka.-powiedziała cicho, usprawiedliwiając się uśmiechem.
Zmarszczyła brwi i przysłuchiwała się tym dziwnym rzeczom.
-To... tu jest niebezpiecznie?-spytała, nieco przestraszona, ale też... podekscytowana.
Dreszczyk emocji!
O matko. To... to mogło być dla niej idealne miejsce! Napisze... powieść kryminalistyczną, albo coś! Po Szerloku ten temat był przecież bardzo na topie! Tylko... jak tu podpatrzyć takie rzeczy? Trzeba mieć szczęście, by trafić na długotrwały, zorganizowany, przestępczy preceder!
-Zaraz, co?Jaka świnia?-odezwała się po chwili, wyrwana z zamyślenia.
Otworzyła notes i dużym kołem zakreśliła słowo: KRYMINAŁ.
Podniosła głowę znad papieru i przytuliła do siebie kartki.
-No...-zastanowiła się.
To było trudne pytanie. To miał być dla niej... och, podróż po inspirację. Wyrwanie się z codzienności. Nowe doświadczenie!
-...tak, chyba można to nazwać wycieczką.-stwierdziła po chwili z uśmiechem.



Zobacz profil autora
Kiwnął głową.
- No tak. Wiem. W ogóle jest straszny deficyt pielęgniarzy w Stanach, tak ogólnie mówię. Strasznie się ludzie wykruszają - się wkręcił w temat. - A coraz więcej ludzi potrzebuje opieki, no bo kto ma doglądać tych warzyw w szpitalach, albo staruszków w domach, albo... No, nie ważne. W każdym razie na brak pracy nie narzekam!
Bobby chyba się nieco zapędził w tym gadaniu, więc zamilkł, by posłuchać pytań kobiety.
- Nieee - odpowiedział. - Zresztą, czy nie w każdym miejscu dzieją się takie rzeczy? Tylko im większe miasto, tym trudniej o tym usłyszeć. A może nie. Gazety niby lubią trąbić o takich rzeczach. Eee, świnia. Nie ważne. - powiedział, spuszczając wzrok. Nie będzie lepiej mówił o takich rzeczach! To drażliwy temat. Jeszcze go kobieta posądzi o znęcanie nad zwierzętami, chociaż on z tym nie miał nic wspólnego!
- Aha. I co chciałaby pani zobaczyć? Może coś jeszcze będę mógł pani podpowiedzieć!



Zobacz profil autora
Lee Fuk zaczęła się zastanawiać, czy problem pielęgniarzy to jest temat na książkę. Stukała ołówkiem w zeszyt, poważnie to rozważając. Hmm, nie. Chyba nie. Minęły czasy dr Home'a.
Pokiwała głową, dalej zamyślona.
-No ale... coś jeszcze się tutaj dzieje?-zapytała, nagle tracąc nadzieję na to, że znajdzie tu temat na książkę.
A co, jak to faktycznie było miasteczko każde jak inne i... wiało tu nudą? Przecież nudna książka nie będzie bestseller'em!
Pogładziła grzbiet notesu, spuszczając wzrok.
Co chciałaby zobaczyć? Cóż, wszystko warte zobaczenia, tak? Choć... choć nie powinna szukać w zbyt oczywistych miejscach. To by było zbyt mainstreamowe! Musi znaleźć coś innowacyjnego! Coś, co złapie szeroką publiczność!
-No... wszystko!-wypaliła.-Interesują mnie zwłaszcza...-przerwała na moment, szukając dobrego słowa.-...historie.-wyznała.



Zobacz profil autora
Bobby dojadł frytki i spojrzał na rozmówczynię, zastanawiając się.
- No... Ostatnio słyszałem w radiu o jakimś wybuchu gdzieś w okolicach. Pożary się zdarzają... - to raczej nie dziwne w tym regionie.
Akurat Thompson był poza kręgiem grup przestępczych czy innych takich, więc cóż miał mówić!
- Umm - nie było to specjalne sprecyzowanie, jak dla niego! - No to... No cóż. Nie pozostaje nic innego jak rozmawiać z ludźmi - zaśmiał się w końcu. - Może się pani dowie czegoś ciekawego od niektórych. A od innych nie. Tak bywa z historiami - orzekł.



Zobacz profil autora
Zamrugała intensywnie. Cholera, ale z niej idiotka! Próbując się wyciszyć kompletnie odcięła się od mediów! Nie mogła zrobić gorszej rzeczy przecież!
Och, a może... a może by się tak spotkała na przykład z jakimś redaktorem lokalnej gazety albo radio czy coś... Musi się ośmielić, bo inaczej NIC z całego planu nie będzie!
-Wybuchu? Jak to? Atak terrorystyczny? Kopalnia? Jakieś testy policyjne?-zaczęła go zasypywać możliwościami ewentualnych zdarzeń, podekscytowana.
Pokiwała energicznie głową.
-Tak, tak to jest.-przyznała, na moment żyjąc jeszcze w swojej głowie.-A... są tu... w miasteczku jakieś sławne historie?-dopytała, szukając punktu zaczepienia.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 8]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach