Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Ennis - nieczynny numer V. Romero 27.02.2013

Idź do strony : 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Ennis nie liczył na to, że ktokolwiek odezwie się po drugiej stronie. Mimo to wystukał na swojej klawiaturze numer Victora Romero i nacisnął zieloną słuchawkę.



Zobacz profil autora
Jedne sygnał...
Drugi sygnał...
Trzeci...
Po czwartym Ennis zapewne chciał się rozłączyć, lecz tylko czysta ciekawość kazała mu poczekać.
Chyba los mu to wynagrodził. po drugiej stronie odezwał się jakiś meżczyzna.
- Tak?

Zobacz profil autora
Ennis, który akurat pociągał łyk wody, prawie się opluł słysząc, że ktoś odbiera telefon. Zamiast odpowiedzieć, musiał zdusić atak kaszlu po tym, jak woda wlała mu się nie tam gdzie trzeba do gardła.
Gdy skończył charczeć, odezwał się niepewnym tonem do słuchawki:
- Przepraszam, czy rozmawiam z panem... Victorem Romero?
Serce tłukło mu się w piersi jak szalone.



Zobacz profil autora
Mężczyzna zdziwił się chyba tym, że słyszał odgłosy topienia się.
w końcu odpowiedział.
- Tak. Z kim rozmawiam?

Zobacz profil autora
Tego Ennis nie przewidział. To znaczy, marzył o tym, że koleś po prostu odbierze i wszystko się dobrze skończy, ale jakoś nie zastanawiał się nad tym, co miałby odpowiedzieć Romero.
Mógł powiedzieć mu o Dos.
Ale to chyba nie był najlepszy pomysł.
- Ennis Enderman - przedstawił się w końcu zgodnie z prawdą. - Dzwonię do pana bo... Powiedziano mi, że jest pan w posiadaniu cennych informacji dotyczących pewnej interesującej mnie sprawy. - Krótka pauza. W zasadzie po to przecież próbowali go znaleźć, nie? Nie dlatego, że Dos prosiła ich, by odszukali jej męża, bo na dobrą sprawę tego nie zrobiła. - Chodzi o przedmiot pana badań w muzeum w St. Augustine. Pamiątki po zesłanych do Fort Marion Apaczach? - dokończył trochę niepewnym głosem.



Zobacz profil autora
- Chodzi o eksponaty z Castillo de San Marcon? - Mężczyzna podał pełna, aktualna nazwę fortu. 
W tle Ennis mógł usłyszeć stłumione odgłosy jadących samochodów.
- Skąd pan wie, ze ja mogę coś panu o tym powiedzieć? - powiedział zdziwiony - Czemu pan nie dzwoni po prostu do muzeum?

Zobacz profil autora
Ileśtam kilometrów dalej Ennis siedział w swojej przyczepie, kurczowo ściskając przy uchu komórkę, słysząc, jak szybko w żyłach płynie mu gwałtownie pompowana przez serce krew. Musiał coś wymyślić, żeby nie wsypać Dos. Musiał też dowiedzieć się, gdzie znajduje się właśnie Romero.
- Tak, o nie mi chodzi. Ale nie tylko.
Milczał przez chwilę, rozważając dokładnie słowa, które miał zaraz wypowiedzieć.
- Powiedziano mi, że to pan jest osobiście odpowiedzialny za te eksponaty. I, cóż... Obawiam się, że muzeum nie byłoby skłonne nam specjalnie pomóc. Dlatego chciałbym się z panem spotkać osobiście - dokończył, a serce waliło mu jeszcze mocniej niż przed chwilą.



Zobacz profil autora
- Cóż, jeśli pan tak stawia sprawę. - Odpowiedział, wciąż zaskoczony. - Tylko z góry uprzedzam, porozmawiać mogę, ale nie mam zamiaru naciągać przepisów czy łamać regulaminów jeśli chodzi o te eksponaty, jasne?
Widocznie Victor był już uprzedzony do takich próśb.
- Osobiście? Jest pan w St Augustine? I co ma pan na myśli, mówię "i nie tylko"? Proszę jaśniej, nie mam czasu na takie gadanie. 
W tle słychać było jakąś kobietę, która zaczęła mówić coś do Victora.

Zobacz profil autora
Ennis wzniósł oczy do sufitu, a potem przymknął powieki, wysłuchując głosu Victora. Starał się trochę uspokoić.
St Augustine. Czyżby Romero nigdy nie opuścił miasta? W jaką dziwną grę pogrywała z nimi Dos do tej pory?
- Jasne, rozumiem. Miejmy nadzieję, że to nie będzie konieczne. Mimo to nasza sprawa jest raczej nietypowa - odchrząknął.
- Niestety, obecnie przebywam w Arizonie - odpowiedział, mając cichą nadzieję, że to nie zdradzi Romero zbyt wiele. - Ale jestem gotów polecieć do St Augustine żeby się z panem spotkać.
Zaczął chodzić po przyczepie, obracając między palcami długopis. Teraz najtrudniejsza część - Romero, jak dowiedział się Ennis, był drażliwy na punkcie duchów, więc chłopak  nie mógł mu bezpośrednio powiedzieć, o co chodzi. Mimo to musiał jakoś przekonać Victora, że on i Jonathan potrzebują jego pomocy.
- Ja i mój współpracownik poszukujemy informacji na temat losu Onawy, szamanki z gór Dragoon. Dowiedzieliśmy się do tej pory, że jest pan w posiadaniu pewnych notatek na ten temat. Nie mogę niestety powiedzieć panu dużo więcej, ale to dla nas sprawa wielkiej wagi.



Zobacz profil autora
- Kto wam powiedział, ze mam coś w ogóle na temat Onawy? - Brzmiał surowo i chyba... był zdenerwowany.
W tle znowu odezwała się kobieta. Victor odpowiedział jej coś po hiszpańsku, a potem słychać było dźwięk zasuwanych drzwi.
- Na wystawie w muzeum nie było nic o Onawie.

Zobacz profil autora
Słysząc głos kobiety w tle, Ennis uniósł jedną brew. Ta sprawa wyglądała coraz dziwniej. Zaczął się martwić, czy czasem nie wpakował się w jakiś melodramat. Może to Dos zaginęła, a nie Romero? To by była niezła jazda.
Ennis był za to coraz bardziej przekonany o tym, że mówienie mu o Dos-teh-seh jest bardzo, ale to bardzo złym pomysłem.
Postanowił wykorzystać wspaniały brak żeńskich i męskich końcówek w angielskich rzeczownikach i powiedział po prostu:
- Kustosz z muzeum w Old Whiskey.
Równie dobrze mógł mieć na myśli Starego Jacoba, faceta od niepilnowania płaszcza jak i Dos. Genialne rozwiązanie!



Zobacz profil autora
Mężczyzna milczał. Ennis doskonale słyszał jeżdżące samochody i gwar ulicy.
- Kustosz? - Zdziwił się. - Nie znam żadnego kustosza z Old Whiskey, pan wybaczy. Nie pracowałem z tym muzeum nigdy. Jasne, byłem w tym górach kilka razy...
Urwał nagle.
- Chwila, tak w ogóle, skąd pan ma mój prywatny numer a nie służbowy?

Zobacz profil autora
Ennis łupnął głową o ścianę. Dos-teh-seh to przy tym kolesiu pikuś. Victor Romero okazał się nieźle podejrzliwym typem. Chyba czas było przestać kluczyć na granicy prawdy i niedomówienia i po prostu zacząć kłamać.
- Teraz może pan nie zna, ale kiedyś mogliście się spotkać. Skąd ja mam to wiedzieć? Nie interesowały mnie pańskie powiązania osobiste, gdy rozmawiałem z kustoszem o tej sprawie. Dostałem taki numer, więc to na niego zadzwoniłem. Czy to naprawdę takie ważne? - westchnął i zaczął bawić się kawałkiem odłażącej tapety, który akurat trafił mu się pod dłoń.
- Najbardziej zależy mi na tym, żebyśmy się spotkali. Proszę wziąć pod uwagę, że tak naprawdę to dla pana żaden wysiłek, żeby wysłuchać co dwóch facetów ma do powiedzenia, a my jesteśmy gotowi polecieć z jednego stanu do drugiego tylko po to, by móc z panem porozmawiać. Proszę się zgodzić na spotkanie - dodał spokojnym głosem. Starał się brzmieć maksymalnie rozsądnie i pewnie. To nie był czas na odgrywanie zagubionego króliczka.



Zobacz profil autora
- Naprawdę nie mam ochoty, ani czasu na żarty - syknął Victor. - Dzwoni pan na mój prywatny numer, mówi, ze dostał go pan od kustosza, którego nie znam i chce pan rozmawiać o Onawie. Nawet nie chce pan przyznać, kto panu mnie polecił... i to mi się wydaje grubymi nićmi szyte.
Wziął głęboki oddech.
- Chyba będziemy musieli zakończyć te rozmowę.

Zobacz profil autora
Nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie
Przegalopowało przez myśli Ennisa. Nim zdążył to dobrze przemyśleć, rzucił się do słuchawki i powiedział:
- Dos-teh-seh! To ona nas do pana wysłała.
Zacisnął mocno powieki. Miał tylko nadzieję, że Romero nie rzuci słuchawką.



Zobacz profil autora
Cisza. Romero się rozłączył?
Kilka nerwowych chwil - w końcu łamiący sie głos Victora.
- mówiłem, że nie życzę sobie takich żartów.
Znowu cisza.
- Przecież to... co to za dowcipy?!  Jak Dos? Niemożliwe.

Zobacz profil autora
Zaraz się okaże, że Dos-teh-seh nie żyje i gadaliśmy z duchem, pomyślał Ennis, ale szybko zdusił w sobie tą myśl.
- Dos-teh-seh jest asystentką kustosza w muzeum w Old Whiskey. Prosiliśmy ją o pomoc w kwestii Onawy i odesłała nas do pana.
Krótka przerwa. Ennis rozważał to, czy powinien mówić dalej.
- Powiedziała, że pan zaginął.
Znowu przerwa.
- Mieliśmy pana odszukać.
Czekał na to, co odpowie mu Victor. Bolała go głowa.



Zobacz profil autora
Victor po chwili ciszy zaczął się śmiać.
Głośno i nerwowo.
- Nie... niemożliwe... Dos-teh-seh, czyli tak... czyli Dorothy Romero pracuje jako asystentka kustosza w Old Whiskey?
Kolejna salwa nerwowego śmiechu, przyprawiającego o ciarki.
- JA zaginąłem?! JA?!

Zobacz profil autora
Ennis przymknął oczy. Słyszał obłąkańczy śmiech Romero, ale nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Bo w zasadzie to tego się spodziewał od momentu, w którym po drugiej stronie słuchawki usłyszał jego głos.
- Tak powiedziała. Dała nam wasze wspólne zdjęcie, podała odpowiednie adresy, a także ten numer telefonu. Jak widać, pan wcale nie zaginął.
Ennis zaczął nerwowo masować swoją skroń.
- Proszę wybaczyć, ale sam nie wiem, o co już w tym wszystkim chodzi. Chciałem tylko informacji o Onawie, a wpakowałem się... Nie mam pojęcia, w co konkretnie.



Zobacz profil autora
- Czyli Dorotka nie przyznała się, że sama uciekła?

Zobacz profil autora
Ennis wzrokiem poszukał szklanki z wodą. Wziął porządny łyk, zanim odpowiedział.
- Nie. Tego nie powiedziała. Ogólnie jak na to, czego od nas zażądała w zamian za garść informacji o dawno martwych Indianach, była zaskakująco mało rozmowna.
Milczał przez chwilę, a potem powiedział w końcu:
- Pewnie mogę zakładać, że wszystko, co nam powiedziała o okolicznościach pańskiego zaginięcia, jest bujdą?



Zobacz profil autora
- Na to wygląda, proszę pana. Na to wygląda.
Chwila ciszy. Słychać było jakieś szuranie.
- Gdzie ona teraz jest?

Zobacz profil autora
- Hm, zakładam że nadal w okolicach Old Whiskey. Rozmawiałem z nią przed chwilą przez telefon. Tuż przed telefonowaniem do pana.
Co za kabała. Ennis będzie miał duuużo do opowiedzenia Jonathanowi.



Zobacz profil autora
- I... jest cała i zdrowa?
...
- Umówmy się tak, proszę pana... spotkam się z panem i pańskim kolegą, ale pod jednym warunkiem. Nie wspomni pan Dorothy o tej rozmowie i nie piśnie jej słówka o tym, gdzie jestem i co robię. Rozumiemy się? Nie chcę, by pan jej cokolwiek mówił.

Zobacz profil autora
Ennis kiwnął głową, chociaż Romero tego nie mógł widzieć.
- Jasne. Cóż, i tak pewnie bym tego nie zrobił bez pana zgody.
Wrócił do stołu i swojego notatnika. Przygotował też długopis.
- Proszę zaproponować miejsce i czas spotkania. Na pewno nie jutro, bo musimy jeszcze załatwić sobie przelot - oświadczył.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 2]

Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach