Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Hawton Avenue

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 5 z 6]

1 Hawton Avenue on Pią 16 Maj 2014, 15:04

First topic message reminder :

Tutaj znajduje się urząd miasta, kancelaria prawnicza J. Santosa (na skrzyżowaniu z Pickles Street) i redakcja miejscowej gazety. Na skrzyżowaniu z główną drogą stoi przychodnia oraz apteka.

Zobacz profil autora

101 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 00:42

Joan odprowadziła wzrokiem oddalająca się sylwetkę pijaczka. Oczywiście, że chciała być pewna czy przypadkiem nie wpadnie na to, żeby wrócić. Wyglądało, że nie. Przyjęła torbę z fiolkami.
- Dziękuję i jestem ci niesamowicie wdzięczna za pomoc, po prostu - nie dokończyła, tylko pokręciła głową z niedowierzaniem.
Popatrzyła na mężczyznę i z bladym uśmiechem zapewniła: - tak, naprawdę, nic się nie stało - chyba powoli stwierdzenie to stawało się jej mantrą. - Nie, znaczy, gdybyś mógł przejść z mną tylko tą ulicą, potem dam sobie radę. - Kończąc mówić Joan uciekła wzrokiem, gdzieś w bok, było jej głupio, że robiła z siebie histeryczkę i zajmuje komuś czas.

Zobacz profil autora

102 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 08:36

- Nie ma za co - odparł. - Oni zwykle nie są agresywni, ale czasem któremuś odbija - stwierdził. Najwyraźniej nie raz już miał z takimi do czynienia.
Mężczyzna uśmiechnął się i kiwnął głową. Zaczekał, aż Joan obierze swój kierunek i ruszył z nią wzdłuż ulicy. W pewnej chwili zaczął się śmiać. Żeby kobieta nie poczuła się z tym dziwnie, pospieszył z wyjaśnieniem:
- Zawsze podobał mi się ten motyw w filmach, gdy nieznajomi w opałach zaczynają krzyczeć "kochanie". To znaczy, zwykle kobiety. Faceci w takich filmach rzadko są w opałach, to byłoby śmieszne. Więc wiesz. Na przyszłość, jak ktoś ci nie będzie chciał dać spokoju, to przylep się do najbliższego faceta, udając że to twój chłopak, narzeczony, albo mąż. Chyba, że twój chłopak, narzeczony lub mąż akurat tam będą, to wtedy do nich - znowu się zaśmiał. - Okej, sorry, już nie gadam bzdur - wzruszył ramionami i szedł dalej cicho.

Zobacz profil autora

103 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 19:58

Ruszyła spokojnym tempem, już teraz czuła nadchodzące zmęczenie, które najpewniej ją dopadnie, gdy tylko zejdzie z niej napięcie. Padnie, jak różowy króliczek bez duracella.
- Mówisz tak z doświadczenia? - zapytała zaintrygowana opinią, jak zwykle zachowują się takie typy. - Wychowałam się w dużym mieście i nigdy mi się coś podobnego nie zdarzyło, a tutaj proszę - rozłożyła ręce, jakby chciała coś zaprezentować z towarzyszącym okrzykiem "et voilà!" Opuściła dłonie z rezygnacją. - Pewnie uznał mnie za łatwą ofiarę.
Popatrzyła z rezerwą na mężczyznę, gdy ten zaczął się śmiać, ale kiedy padły wyjaśnienia, również się szczerze roześmiała.
- Nie, coś w tym jest. Tylko mojemu życiu bliżej do tragikomedii, farsy, nie to zdecydowanie komedia pomyłek - pokiwała głową z poważną miną, bo tak totalnie było. - Inna sprawa, że najpierw musiałabym mieć jednego z tych trzech - na chwilę przerwała, jakby rozważała korzyści płynące z posiadania chłopaka/partnera/męża, ale dodała: - nie, szybciej chyba będzie zainwestować w jakiś kurs samoobrony.
Chwilę szła bez słowa, by zaraz przerwać ciszę. - Przez to wszystko się nie przedstawiłam, Joan Wharton.

Zobacz profil autora

104 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 20:29

- No... Nie tylko stąd. Tak ogólnie. Serio, większość jest w porządku. - Wzruszył lekko ramionami. - Jesteś z dużego miasta? - zdziwił się i zerknął na nią zainteresowany. - E, bez przesady, miałaś z nim całkiem duże szanse!... Co skłoniło cię do zmiany? - spytał odnośnie miasta.
Po chwili się zreflektował i dodał:
- Nie musisz odpowiadać, to nie moja sprawa.
Szli dalej, a mężczyzna zaśmiał się pod nosem, gdy Joan opowiadała o swoim tragikomicznym życiu.
- Ale o to właśnie chodzi, że wcale nie trzeba ich mieć. To tylko kwestia wyłapania człowieka dość inteligentnego, by zagrał z tobą w tę grę - pokiwał głową. - W każdym razie, chciałbym to kiedyś zobaczyć na żywo. Heheh.
On również zamilkł i wsadził ręce do kieszeni. Zaraz jednak je wyciągnął.
- Bobby Thompson. Miło poznać - uśmiechnął się szczerze.

Zobacz profil autora

105 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 21:34

- Mimo wszystko nie będę sprawdzać czy miałam wątpliwe szczęście trafić na jednego zbyt zdesperowanego. - Posłała mu lekko sceptyczne spojrzenie.
- Dokładnie z San Diego - uścieliła i uśmiechnęła się krzywo, bo może miała szanse z gazem pieprzowym, który poważnie  był najlepszym przyjacielem kobiety. A nie jakieś diamenty.
- Daj spokój - machnęła ręką. - Wylądowałam tutaj trochę z powodu spraw rodzinnych, a trochę zawiodła mnie obrana ścieżka kariery. Tak, to była kolejna pomyłka. A ty jesteś stąd?
Joan w trakcie, jak tak szli, zdążyła się już ponownie oglądnąć, może to było paranoiczne zachowanie, ale wolała być pewna, że wszystko jest w porządku.
- Również miło - odparła z uśmiechem. - Swoją drogą Bobby, postawiłeś warunek, który definitywnie może spowodować, że ta akcja nie wyjdzie. Potrzebny byłby ktoś inteligentny, z refleksem. Złośliwość losu tylko na takie rzeczy czyha. Choć z perspektywy obserwatora, mogłabym to zobaczyć. - Trzeba przyznać, że było to mało empatyczne z jej strony, tym bardziej, że przed chwilą przeżyła coś podobnego.
- Co oznacza, że chyba jestem ci winna przysługę.

Zobacz profil autora

106 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 21:53

Pokiwał głową ze zrozumieniem. Z pewnością zdarzenie nie było przyjemne, więc potrafił zrozumieć niechęć.
- O, proszę. To chyba ciężko było ci się przestawić, co? - spytał, zerkając na nią. Wysłuchał do końca jej wyjaśnień, pokiwał głową, a potem odpowiedział: - No, powiedzmy. Jestem z Tombstone, to dziura jeszcze większa niż ta, ale to samo hrabstwo... Ścieżka kariery? - podpytał. Chyba ciekawski był z niego człowiek. A może po prostu lubił rozmawiać!
Zastanowił się chwilę i przytaknął Joan.
- Racja. W życiu okazałoby się, że gdy kobieta w opałach przytula się do nieznajomego faceta, udając, że jest jej, ze sklepu wyszłaby jego żona czy coś, co automatycznie wywołałoby całą serię niefortunnych zdarzeń... - zaśmiał się.
- Co, przysługę? Absolutnie nie, ja cię tylko... wspomogłem, o!

Zobacz profil autora

107 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 22:22

- Nie narzekam, spędziłam tu tyle wakacyjnych miesięcy, że mniej więcej wiedziałam na co się mam nastawiać. - Wzruszyła ramionami, bo czy faktycznie musiała się przyzwyczajać? Jakoś tak bardzo nie tęskniła za domem, łatwo jej przyszło zostawienie wszystkiego.
- Aha - tyle w kwestii pochodzenia Bobby'ego. - Po studiach zostałam na uczelni, ale to nie okazało się być tym, co bym chciała robić dalej. Przynajmniej nie w tej formie. A Old Whiskey dla ciebie to kolejny przystanek, żeby wyrwać się dalej, w świat? - W końcu prawie każdy miał tutaj takie ambitne plany. Również parsknęła śmiechem.
- O tak, piękna katastrofa. Scenariusz doskonały - podsumowała dyskusję, rzeczywistość potrafiłaby przebić fikcję.
- Ok, tylko żebym nie wyszła na totalnie niewdzięczną - zastrzegła z uśmiechem.

Zobacz profil autora

108 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 22:33

- Aaa - powiedzial tonem "teraz już wszystko rozumiem". Słuchał dalej i znów nie mógł powstrzymać się przed pytaniem: - To czym się zajmujesz?
Najwyraźniej był nieco zdziwiony, że w Old Whiskey znalazła to, czego nie mogła w dużym mieście czy na uczelni. Z kolei po pytaniu Joan Bobby chwilę milczał.
- Sam nie wiem. Wolałbym miasto, ale tutaj życie jest tanie. Tańsze. A ja dalej spłacam studencki kredyt, cholerstwo ciągnie się za mną jak... - urwał. Może daruje porównań przy takiej miłej rozmówczyni! - Więc dopóki nie wyjdę przynajmniej na zero, to raczej nie ruszę w świat.
Na moment mina mu trochę zrzedła, ale nie trwało to zbyt długo.
- Wiesz, Joan, bo ja naiwnie wierzę, że jak zrobi się coś dobrego, to to później do nas wróci. Jakoś. Nie od razu, ale w końcu, ewentualnie... Niekoniecznie dosłownie. Ale oczywiście doceniam gest - zaśmiał się.

Zobacz profil autora

109 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 22:57

Lekko się uśmiechnęła, ileż ten człowiek miał pytań.
- Obecnie? Pracuję w biurze koronera. Nie wiem czy jest to na stałe, gdyby nie trzymały mnie tu inne jeszcze zobowiązania, to by mnie tu pewnie nie było. Można uznać, że dalej szukam czegoś - popatrzyła, gdzieś w dal zamyślona. Chyba tak było, od roku niespecjalnie nad tym się zastawiała. Tylko, że ona też nie chciała utknąć tutaj, nie widziała się taka. Gorzej, że trudno było jej sprecyzować dalsze plany. Wróciła wzrokiem do swojego rozmówcy. Tak, Joan akurat takie problemy ominęły trochę załatwił sprawę fundusz, który założyli jej rodzice, trochę częściowe stypendium.
- No, minus pędu do kształcenia. A co studiowałeś? - zapytała z ciekawością, skoro tak się już wypytywali.
- Karma? Dobro i zło wraca spotęgowane? - dodała i pokiwała głową, co komu odpowiada.

Zobacz profil autora

110 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 23:11

- Ah - wyszczerzył się. - Więc pewnie marzy ci się kariera rodem z seriali, co?
Chociaż wszyscy zorientowani wiedzieli, że seriale kłamią. Ale kim on był, by oceniać, skoro sam lubił je oglądać? Szli chwilę w milczeniu. Bobby zorientował się, że zaszli już znacznie dalej, niż "do końca ulicy", ale nic nie powiedział.
Wahał się chwilę z odpowiedzią.
- Pielęgniarstwo - przyznał w końcu. Potem się zaśmiał. - Jak można się domyślać, byłem tam raczej rodzynkiem.
Mruknął pod nosem w zastanowieniu i podrapał się po brodzie.
- Czy spotęgowane... To nie wiem. Ale myślę, że wraca. No, a przynajmniej dobrze jest w to wierzyć.
Mężczyzna zwolnił, bo zbliżali się do skrzyżowania.
- Hm, skoro już zaszliśmy tak daleko, to odprowadzić cię gdzieś konkretnie? - wprawdzie pijaczek, który dręczył Joan, był już pewnie hen daleko, więc nie byłoby takiej potrzeby, ale zdawało się, że Bobby nie miałby nic przeciwko kontynuowaniu spaceru.

Zobacz profil autora

111 Re: Hawton Avenue on Sro 03 Gru 2014, 23:54

Teraz to ona cicho zaśmiała się: - niee. Z drugiej strony nie pogardziłabym, tylko jako cywilowi przypadłaby mi rola nieco nerdowatej laborantki albo takiej pojawiającej się z wynikami i sarkastycznym komentarzem, i równie szybko znikającej. Żadnych szans na zostanie genialnym śledczym - rozłożyła dłonie w geście poddania. - Szczerze to bardziej interesowałam się lekami, chemią.
Poczekała spokojnie na odpowiedź Bobby'ego, no przecież na jej pytanie nie było kompromitującej odpowiedzi.
- O, proszę. U mnie na kierunku też byś był w mniejszości. Wybrałeś to z, jakkolwiek by to nie ująć, powołania, nie? - W końcu ani nie była lekka praca, ani niesamowicie opłacalna.
Joan też zdążyła się zorientować, że właściwe szli już dalej, niż na początku prosiła, ale skoro dobrze im się rozmawiało, zresztą w każdej chwili każde mogło pójść w swoją stronę. Skinęła powoli. - Dobre podejście - na pewno zdrowsze, niż jej czarnowidztwo.
- Powinnam wrócić już do siebie, daleko to nie jest, ale nie musisz mnie odprowadzać. I tak ci zabrałam sporo czasu, naprawdę.

Zobacz profil autora

112 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 17:43

Bobby również się zaśmiał i chwilę przyglądał się Joan, jakby właśnie wyobrażał sobie taką scenę. Bo laborantki z wynikami wkraczały na scenę zawsze wtedy, gdy detektywi byli w totalnej dupie. Uznał więc, że to nie byłaby taka znowu zła rola!
- Leki? Kto wie, może kiedyś uda ci się trafić tak, gdzie chcesz! - pokiwał z przekonaniem głową. I kiwał dalej, na potwierdzenie słów Joan. - Tak, no. Poniekąd. Na medycynę byłem jednak za słaby. I za biedny, eheheh... Ale nie narzekam. No dobra, czasem narzekam. Ale już nie wyobrażam sobie siebie w innym miejscu.
Kiwnął głową, gdy Joan powiedziała, że nie musi jej dalej odprowadzać.
- W porządku. Uważaj na siebie, Joan... I może do zobaczenia! - pożegnał się i odwrócił, by ruszyć z powrotem tą samą ulicą, którą przyszli.

Zobacz profil autora

113 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 22:31

- Może, kiedyś - powiedziała ze wzruszeniem ramion, bo kto mógł to wiedzieć, przecież z pięć lat temu nie przypuszczała, że będzie teraz w Arizonie. Popatrzyła z zainteresowaniem na Bobby'ego. - Rozumiem, nie jest to spełnienie marzeń, ale w sumie jednak na dobre wyszło. No przynajmniej ja tak mam.
Znowu zapatrzyła się, gdzieś dalej, jakby jeszcze rozważała swoje słowa.
- Jasne, dzięki raz jeszcze. Tak, może do następnego razu - skończyła z uśmiechem i ruszyła dalej w swoją stronę.

Zobacz profil autora

114 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 22:49

Joan zdążyła przejść już dobry kawałek, gdy usłyszała głos Bobby'ego.
- Hej, Joan! - truchtał w jej stronę i zaraz stanął przed kobietą. Odetchnął parę razy, bo oddech miał nieco cięższy. - Dasz mi swój numer? - spytał, okraszając pytanie swym czarującym uśmiechem.

Zobacz profil autora

115 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 23:01

Zatrzymała się słysząc wołanie za sobą, obróciła się zaraz, kiedy tylko dostrzegła, że chłopak się wraca. Pojęcia nie miała, o co chodziło, ale potem spłynęło zrozumienie. I kto by odmówił takiemu ujmującemu uśmiechowi.
- Aha, znaczy tak - zaraz szybko się poprawiła. Wyjęła jakiś notes z torebki. Zapisała swój numer, po czym wyrwała kartkę i podała z uśmiechem Bobby'emu. - Proszę.

Zobacz profil autora

116 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 23:05

Bobby miał taką minę, jakby do ostatniej chwili wątpił, czy postąpił słusznie. Jednakże zaraz po otrzymaniu numeru rozpromienił się, zerknął na karteczkę i schował do kieszeni spodni.
- Dzięki. No to... do zobaczenia! - pożegnał się kolejny raz, teraz nieco bardziej entuzjastycznie. Machnął ręką na pożegnanie i szybkim krokiem się oddalił. Chyba przez to krążenie w te i we wte był gdzieś spóźniony.

Zobacz profil autora

117 Re: Hawton Avenue on Czw 04 Gru 2014, 23:35

Słusznie, niesłusznie, ale numer dostał, prawdziwy, żeby nie było wątpliwości.
- Cześć - i odmachała mu zdawkowo dłonią. Chwilę jeszcze patrzyła za odchodzącym mężczyzną. No, cała ta sytuacja czasu im obojgu zabrała, choć Joan nie musiała nigdzie teraz lecieć, ale chętnie już by się znalazła bezpiecznie u siebie. Poprawiła jeszcze pasek torby na ramieniu i poszła w kierunku domu.

/zt, dom/

Zobacz profil autora

118 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 14:22

<- Elmir

Will, gdy tylko wyszedł wraz z Michaelem, to pewnie oddał mu za tę kawę, by kolega się później nie pieklił!
Księgowy wyciągnął papierosa, odpalił, a zaraz wysunął kolejnego, aby nim poczęstować Michaela. Gdy wziął (lub nie), schował je ponownie do kieszeni i zaciągnął się.
- Ile cię mniej więcej nie było? - spytał, przeliczając to już na miesiące. Lubił liczyć, w końcu był księgowym.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

119 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 14:59

<-Elmir's

Michael nie przyjął pieniędzy za kawę, żeby móc się chełpić swoją hojnością i wypomnieć to Willowi w przyszłości!
Lubił jak księgowym się nie zgadzały rachunki. I dobrze robić takie numery Parkerowi, bo ten matematyk to przynajmniej wszystko pamięta, nie to co inne tępe młoty.
-Nie palę przecież. - westchnął. Dziadek mu zszedł przecież na raka płuc.
-Dwa, trzy tygodnie? Wysłali mnie do pieprzonego Seattle. - co ten Parker taki ciekawski?

Zobacz profil autora

120 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 15:06

Och, skoro nie chce przyjąć pieniędzy, to Will na pewno nie będzie na to narzekał. Nie będzie musiał się męczyć z zapamiętywaniem komu ile był winien, ile oddał czy coś w tym stylu.
- Zawsze mogło ci się zmienić coś na wyjeździe - zaśmiał się.
Kiwnął na jego odpowiedź.
- Każdy Święty dostał prawdopodobnie wezwanie na komisariat i przesłuchują. Mamy stanowego, Cooper, co siedzi nam na ogonie - wyjaśnił. - Teraz akurat zebrali bo była klepanka i ktoś zgłosił, a się dowiedziałem jeszcze, że przybyło dwóch od Buendii - mruknął i spojrzał na towarzysza, a następnie rozejrzał się czy ktoś ich czasem nie słucha, ale cisza jak makiem zasiał; przynajmniej wszyscy zajęci sobą. - Baker wpadł na ten pomysł, bo ostatnio popierdoliło się pastorowi i rzeź była w Rosie, którą kupił ten popierdolony mopiarz, Skittles - mówił dalej, zaciągając się raz po raz papierosem. - I potrzebna jest nowa miejscówka, ale to już było ogarnięte. Teraz jednak, skoro mamy policję na karku i udaje, że chce jej się pracować, to trzeba się pilnować, stąd takie posunięcia - wyjaśnił, krocząc powoli.
- Nadążasz? Coś jeszcze chcesz wiedzieć?



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

121 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 15:11

-E…chyba nadążam. - trochę dużo tych informacji! Pamiętał skandal z pastorem i rozumiał motywy Bakera odnośnie chronienia dziwek, ale…ech, nie lubił taksówkować prostytutkom!
-A gdzie będzie ta nasza nowa miejscówa? Baker kazał mi ostatnio jakieś szukać, na zadupiu. - ale on się tam na tym nie znał, szukaniu miejscówek. Musiałby wziąć Willa do tira, czy coś-do tego potrzebni byli wykształceni Święci!
-Jak się pozbyć stanowego? - zastanowił się na głos. Pieprzeni stanowi i federalni.

Zobacz profil autora

122 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 15:17

Jeśli Bolt chciał być w temacie i wiedzieć, to trochę informacji go czekało. Wiedział w końcu jak to wszystko działa i co trzeba w związku z tym zrobić, żeby to jakkolwiek ogarnąć.
- Na początku miało to być jedno ranczo - westchnął i wypuścił dym, odwracając twarz tak, by ten dym nie leciał na Bolta. - Ale w takiej sytuacji pewnie będziemy szukać jakiegoś magazynu czy innego miejsca - dodał. - Skoro jeździsz tyle, to rozejrzeć też się możesz, nie? - uśmiechnął się nikle.
Parker się zastanowił.
- Na razie zbyt ambitnie działa, ale kto wie, jak z upływem czasu będzie. Może dostanie to, czego chce, może nie, wtedy się zobaczy jak to na niego działa - oznajmił. - Myślałem o przekierowaniu jego oczu na inną grupę - mruknął do Michaela, który powinien się skapnąć, że chodzi mu o dilerów. - Bardziej się rzucają w oczy i więcej błędów popełniają, tak przynajmniej to wygląda - powiedział. Kto normalny idzie do obcego gangu, który za nimi nie przepada? - Muszę jednak w tej sprawie do Bakera później zadzwonić.
- Na ogół, jak byłem u Maro i Clausa, bo ich ściągnęli, to wiadomo mi, że wyrzekali się istnienia gangu, bo przecież jesteśmy tylko klubem motocyklowym oraz możliwości bycia podczas napadu - dodał. - Ty akurat masz alibi, bo masz ten kontrakt, nie?
William Myśliciel. William Kombinator. Rodzice powinni być z niego dumni. Baker też.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

123 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 15:30

-No pewnie, wszyscy mamy uczciwą pracę i w ogóle! Klub motocyklowy, to wszystko! Już wiem co mówić jeśli dostanę wezwanie.- ucieszył się Michael.
-Kto by chciał odwiedzać dziwki w magazynie.. - westchnął. Stąd ten pomysł z taksówkami, ale…ech, niektórzy nie chcą dziwek w domu! Co za impas.
-Rozejrzę się. Ale spytam jeszcze Bakera o budżet, lepiej załatwić coś na legalu.
Uśmiechnął się złośliwie na wspomnienie dilerów.
-No, przydałoby się im zagrać na nosie. I wykurzyć tego śmierdziela Skittlesa z motelu, jakim prawem sobie go kupił, co?

Zobacz profil autora

124 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 15:38

- Dokładnie. O niczym nie wiemy, a napad na magazyn... cóż, ty byłeś w trasie, a my siedzieliśmy u Betty, a potem i tak jechałem do rodziców - wzruszył ramieniem.
- To jest szkic. Musimy przy tym później usiąść i podyskutować - przynajmniej Parker miał takie wyobrażenie, że wszyscy nie tylko powinni wiedzieć, ale coś wnieść na ten temat, by można było się dogadać i ustalić jedną, odpowiednią wersję. - To ma być zarejestrowane jako firma, na fałszywe nazwisko, ale wiadomo, że tego nie sprawdzają aż tak - zaśmiał się.
- Była ta strzelanina motelu, właścicielka poszła w piach, był na sprzedaż. Wcześniej ktoś wysadził jemu stację benzynową - odparł i machnął dłonią, za dużo do gadania. - Chciał się skurwiel odegrać i tyle - powiedział spokojnie; zresztą, jak zawsze. - Po stacji benzynowej, tych naprawach, musimy sprawdzić, ile jest warta, żeby zgarnąć - dodał.



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

125 Re: Hawton Avenue on Pon 22 Gru 2014, 16:01

-Jak firma to musimy tam mieć jakąś przykrywkę działalności czy coś. Bo jeszcze przeszukają, czepią się… - ech, same problemy z tymi psami.
-Hmm to może by zgarnąć stację przed remontem, a nie po? To będzie mniej warta. A potem sami ją odnowimy w trymiga! - zaproponował Mike, niczym prawdziwy biznesmen!
-A co do motelu…zawsze coś może się znowu stać. Jak psy się uspokoją. - uśmiechnął się cwaniacko.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 5 z 6]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Similar topics

-

» 5th Avenue

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach