Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Heart, Soul and Saxophone

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 9 z 9]

1 Heart, Soul and Saxophone on Wto 23 Gru 2014, 23:27

First topic message reminder :

„Heart, soul and saxophone” to najstarszy klub w mieście. Znajduje się w najbardziej wiekowej dzielnicy Appaloosa, i mimo złej opinii o okolicy – lokal wciąż nie zmienił adresu. Nie odstrasza to jednak fanów muzyki jazzowej czy soulowej; do HsaS wciąż ściągają tłumy. Począwszy od bogatych menadżerów, po starą bohemę artystyczną. Szczerze powiedziawszy, w środku spotkasz bardziej różnorodne towarzystwo niż w BLOOPERS.
„Heart, soul and saxophone” to klub połączony z restauracją. Lecz próżno tu szukać dań rodem z karty w „Fairy”. Menu ogranicza się do kilku mięsnych dan, w tym słynnych żeberek w miodzie -lecz liczne dodatki na pewno zadowolą niejednego smakosza. Blanszowane warzywa, słodka kukurydza i ziemniaki, swojskie sałatki z licznymi sosami. Siła jest tu też niezwykle dobra whiskey i koniak.
Mimo tego, ze współcześnie wiele knajp wprowadziło zakaz palenia, to HsaS to jedno z niewielu miejsc, gdzie jeszcze przymyka się oko na dym. Dlatego powietrze jest tu ciężkie, duszące, ale niezwykle dobrze wpisujące się w klimat ciemnej sali z niewielkimi stolikami i sceną. Tu ciasno usadzeni goście wpatrują się na muzyków i oklaskują ich liczne występy, próbując kolejnych to rodzajów alkoholu.

Zobacz profil autora

201 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 14:37

Jonathan czując wytrenowany uścisk dłoni i przyjrzawszy się jeszcze raz mężczyźnie nie mógł się oprzeć wrażeniu że skądś to zna ale nie potrafił skojarzyć skąd. Uśmiechnął się i wzniósł szklankę.
- Nikt nie powiedział, że nie wyglądasz. Za piątek. - przekrzywił głowę i przypomniał sobie skąd wzięło się to znajome uczucie. Niedawno oglądał po raz drugi "American Psycho" i Jeremy bardzo przypominał mu postać Krystiana Bala. Ciekawe czy miał równie ekskluzywne wizytówki... i trupa w szafie.
- Wypad do dużego miasta na zakupy, ale jakoś nie mam ochoty wracać do domu. No i nigdy nie odmawiam sobie dobrej whiskey i jazzu - i na potwierdzenie swoich słów napił się trunku nie odrywając oczu od mężczyzny. Kiwnął na aktówkę.
- Zgadnę... bankier?





Zobacz profil autora

202 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 14:59

- Właśnie, jazz. Nie znam jeszcze za bardzo miasta i wszedłem tu tylko dlatego, że usłyszałem muzykę - zauważył Jeremy, wskazując na scenę, która była teraz co prawda pusta, ale zaczynali się już na niej krzątać muzycy. - Ale to chyba była dobra decyzja. Klub wydaje się... Interesujący - podsumował, rozglądając się dookoła. Po drugiej stronie sali natknął się na wzrok jakieś latynoski w czerwieni. Na moment zatrzymał na niej spojrzenie, ale po chwili zwrócił się z powrotem do Jonathana. Jeszcze nie, powiedział sobie. Później, jeśli w ogóle.
Uniósł jedną brew, słysząc pytanie Jonathana.
- O, nie, zdecydowanie nie bankier - odchrząknął. - Jestem psychoanalitykiem - powiedział, nie patrząc na Jona. Zwrócił z powrotem na niego wzrok, uśmiechając się z lekkim zakłopotaniem.
 - A ty... - zmierzył wzrokiem Jonathana, odsuwając się lekko, by lepiej widzieć całą jego postać. Pokręcił jednak głową i wrócił do poprzedniej pozycji. - Nie no, nie będę się oszukiwać, żaden ze mnie Sherlock Holmes, żeby po kolorze butów i zagięciu koszuli ocenić, gdzie pracujesz. Chyba sam mi musisz powiedzieć - zauważył, wskazując na Jonathana szklanką.



Zobacz profil autora

203 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 15:25

- Zakładam, że nie jesteś z Appaloosy? - trochę zapytał, trochę stwierdził, bo jaki tubylec nie słyszałby o najstarszym klubie w mieście. Już zupełnie rozluźniony wydał usta w zastanowieniu opierając się wygodniej na barze. - Mają tu dobrą muzykę i nie ma tu morza hipsterów. Odstrasza ich dych i brak vegańskiego żarcia. Same plusy jak dla mnie. - zaśmiał się i wziął mały łyk.
Uniósł brwi gdy usłyszał czym się zajmuje Jeremy i nieco się spiął. Psychologowie kojarzyli mu się z upierdliwymi kolegami z uniwerku, którym się wydawało, że po jednej rozmowie z człowiekiem znają go lepiej niż jego własna matka. I w każdym znajdą jakieś odchyły od normy, a Jonathan nie potrzebował niczyich zapewnień o  tym, że ma problemy. To wiedział sam, chociaż nie chciał znać szczegółów. 
- yyy - zmieszał się, jak za każdym razem gdy był pytany o swój zawód - Pracuje dla... biura koronera... - schował twarz za szklanką. Zespół w końcu się usadowił i zaczął nastrajać instrumenty. Po paru chwilach w klubie rozległy się gładkie nuty znanych, smooth jazzowych kawałków. Jonathan nie próbował nawet powstrzymać swojego łagodnego gibania się na boki do rytmu. Poprosił barmana o dolewkę. Po malutku odzywał się mu w głowie znajomy, przyjemny szum.
- Ostatnio też odkryłem w sobie duszę artysty i zacząłem malować. - popatrzył mężczyźnie prosto w oczy i z pełną powagą dodał - Jestem beznadziejny - po czym parsknął śmiechem.





Zobacz profil autora

204 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 15:42

Jeremy poprawił nieco poły marynarki w kolorze ciemnego granatu. Kiwnął głową.
- Nie, niedawno się przeprowadziłem w te okolice. Mieszkam trochę za miastem. Powiedzmy, że... Próbuję teraz czegoś nowego - podsumował krótko. Mniejsza, że ta "nowość" to raczej degradacja w stosunku do tego, co kiedyś miał, ale to była tylko i wyłącznie jego wina.
Zmierzył Jonathana uważnym spojrzeniem. Rozbawiło go, że jego towarzysz był w tym momencie równie zakłopotany swoim zawodem, co on sam.
- W biurze koronera? To ciekawe. Nie miałem dotąd okazji poznać nikogo, kto by się tym zajmował - powiedział szczerze. Jonathan wydawał się coraz bardziej intrygującą osobą. - No i, ekhm, mam nadzieję, że cię nie odrzuca to, czym się zajmuję. To znaczy, ludzie, kiedy się tego dowiadują, reagują na dwa różne sposoby - westchnął. - Obu nie lubię.
W międzyczasie zaczęła grać muzyka. Jeremy'emu coraz bardziej się tu podobało. Też poprosił o dolewkę. Wyglądało na to, że to będzie dłuższy wieczór. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Jeremy uniósł brwi słysząc ostatnie słowa jego nowego znajomego.
- Artysty? - zapytał, pociągając łyk whiskey i uśmiechając się pod nosem. - Ścisłowiec z pędzlem w ręku, to interesujące... Skąd taka nagła pasja? - zapytał, nachylając się nieco do Jonathana. Wolał się nie dzielić tym, czym on sam lubi się zajmować w wolnym czasie. Odruchowo jednak zerknął na nadgarstek towarzysza, szukając wzrokiem zegarka. Rzadko jednak kroił ludzi, których lubił, z ich kosztowności. Chociaż zdarzyło mu się to raz czy dwa.



Zobacz profil autora

205 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 15:56

Przytaknął i nie pytał dalej, bo nie chciał wyglądać na creepa co chce wyłudzić adres nieznajomego w barze.
- Czegoś nowego... - rzucił w eter i westchnął z jakąś melancholią w głosie. 
- Nie, nie nie... nie skądże... jeżeli to jakiekolwiek pocieszenie, to ludzie reagują podobnie gdy im mówię, że codziennie kroję martwe ciała. - skrzywił się nieco. To źle brzmiało. Jednak wyprostował się po chwili. - Ale lubię swoją pracę, więc mogą mnie pocałować... - napił się i odstawił szklankę ze stuknięciem.
- Dwa? - dopytał. On się zazwyczaj spotykał z uprzejmym zainteresowaniem, ewentualnie niechęcią.
Jonathan zakreślał kółka na krawędzi szklanki wsłuchany w muzykę.
- Oh, ja jestem humanistą - posłał mu przeciągłe spojrzenie, które zapewne spowodowane było trzecią szklanką whiskey - i estetą.
Wzruszył ramionami.
- Magia Boba Rossa.





Zobacz profil autora

206 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 16:12

Jeremy'emu jakoś zawsze lepiej piło się przy muzyce. Kolejne porcje whiskey znikały w jego gardle, podczas gdy zespół rozkręcał się coraz bardziej.
- No widzisz, ty kroisz ciała, ja kroję umysły - rzucił Jeremy, a potem zaśmiał się nerwowo. - Boże, to było słabe. Przepraszam. Chyba mi się dzisiaj stępiło poczucie humoru. - Odchylił się nieco na krześle i spojrzał Jonathanowi w oczy, próbując przywołać na twarz wyraz powagi.
- No więc wygląda to tak: mówię, że jestem psychologiem. Reakcja numer jeden: ludzie nagle zaczynają mi się zwierzać. Zwłaszcza w takim miejscu - wskazał na bar. - Wiesz, "ostatnio śniło mi się, że przespałem się z moim kumplem, czy jestem gejem?" albo nagłe wywody o tym, że kogoś ojciec nie zabrał kiedyś na ryby - Jeremy oparł twarz  na dłoni. - Reakcja numer dwa: całkowicie się zamykają w sobie. Nie mówią nic, bo myślą, że ich rozbieram wzrokiem.
Zamrugał kilkakrotnie, bo nagle zorientował się, co powiedział.
- To znaczy, wydaje im się, że ich zaczynam analizować. Boże - pokręcił głową z rezygnacją. - Chyba to whiskey już na mnie zaczęło działać - zaśmiał się i, a jakże, pociągnął następny łyk. - W każdym razie - położył dłoń na ramieniu Jonathana - prosiłbym cię, żebyś nie robił ani tego, ani tego. Zdecydowanie lepiej wtedy spędzimy wieczór.
Znowu wziął do ręki szklankę, już pustą. Skinął na barmana, chcąc dostać dolewkę. Słysząc uwagę Jonathana o byciu "estetą", odwrócił się powoli w jego stronę, z uśmieszkiem błądzącym na jego ustach.
- Estetą, tak? To chyba mamy coś wspólnego. Ja też bardzo cenię piękne rzeczy - pociągnął łyk alkoholu, nie odrywając wzroku od towarzysza.

Zobacz profil autora

207 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 16:57

Jonathan zaśmiał się mimo wszystko z żenującego dowcipu rodem z familiady.
- Było - przyznał i stuknął się szklankami - strasznie słabe. 
Przyglądał się uważnie Jeremiemu na koniec unosząc brwi i chichocząc pod nosem gdy zeszło na rozbieranie wzrokiem. Rozluźniające było to, że nie tylko Jonathanowi zdarzało się palnąć coś dziwnego. Inna rzecz, że pewnie nie miałby nic przeciwko, a na pewno nie w jego obecnym stanie.
Bezwiednie oblizał usta i dopił czwartą whiskey... albo to była piąta? Zmarszczył czoło skonfundowany by po chwili powiedzieć sobie "chrzanić to". Nie po to jest piątek, żeby się przejmować.
Spojrzał na dłoń na swoim ramieniu a potem w oczy jej właścicielowi. Kiwnął mu głową z uśmiechem.
- Żadnych analiz. - potwierdził i wystawił szklankę do kolejnego drinka. Wtedy przez chmurę dymu papierosowego doszedł do niego zapach wody kolońskiej. 
Pokręcił głową z niedowierzaniem. Jeremy rzucał tekścikami jakby wyciągniętymi z jakiegoś filmu, a Jonathan co raz poważniej zastanawiał się czy nie pije z psychopatą. Uśmiechnął się sam do siebie. Nie byłaby to najdziwniejsza rzecz jaka mu się przytrafiła.
- Wiesz, to spojrzenie powinno być nielegalne - wskazał palcem na jego twarz odstawiając szklankę od ust z rozbawieniem. Odwrócił się do zespołu, który właśnie grał aranżację "Feeling Good".
- Co jeszcze lubisz? - oparł głowę rozleniwiony na swojej dłoni - poza pięknymi rzeczami - zmrużył oczy. Alkohol, dym papierosowy i muzyka zakręciły mu trochę w głowie.
- mam nadzieję, że nie jesteś z tych co żyją tylko pracą? ...jak ja... - skrzywił się gdy się zorientował, że podpada dokładnie pod tą kategorię.





Zobacz profil autora

208 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 17:25

Jeremy po czasie zorientował się, że to, co powiedział, brzmiało jak parafraza Austina Powersa. Mentalnie palnął się dłonią w czoło, ale na zewnątrz nie dawał po sobie znać, że się wygłupił. Nie, to nie było w jego stylu. Może i szumiało mu już w głowie, ale nadal miał jeszcze w sobie na tyle świadomości, żeby się spróbować przywołać do porządku.
Na uwagę o jego spojrzeniu zaśmiał się cicho i spuścił wzrok.
- Hm, tak. Ktoś mi to już kiedyś chyba powiedział. Przepraszam - powiedział półżartem i położył dłoń na klatce piersiowej w geście skruchy.  - Postaram się już go nie używać - skłonił się Jonathanowi, ale wracając do normalnej pozycji puścił do niego oko.
Także zwrócił się w stronę sceny, lekko podrygując nogą w rytm muzyki. Spojrzał na profil Jonathana, po raz pierwszy zadając sobie tego wieczoru pytanie, co on właściwie wyrabia i po co.
- Wiesz, pod kategorię piękna podchodzi naprawdę dużo rzeczy - zauważył. - Na przykład muzyka - wskazał trzymaną w dłoni szklanką zespół. - Hm, w sumie to powiedziałbym, że jestem hedonistą. Zależy mi na tym, żeby z życia mieć wszystko to, co najlepsze. Więc podróże, dobre jedzenie... Dosyć długo mieszkałem we Francji, tam chyba się czułem najlepiej - pociągnął łyk alkoholu. Na uwagę o pracy podniósł ręce do góry.
- Ha, tu mnie masz. Praca to jest moje życie... Niestety. Ale to u mnie rodzinne, wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy pracoholikami. Nawet mój brat, który zajmuje się sztuką - Jeremy wzdrygnął się lekko na ostatnie słowo. - Ale nie chciałbym o tym rozmawiać. I myślę - zmierzył Jonathana wzrokiem - że ty też nie. Mam rację?



Ostatnio zmieniony przez Jeremy Falcon dnia Nie 28 Cze 2015, 17:07, w całości zmieniany 1 raz

Zobacz profil autora

209 Re: Heart, Soul and Saxophone on Sob 27 Cze 2015, 18:00

- Bezczelny - pokręcił głową z udawaną dezaprobatą.
Jonathan popatrzył na mężczyznę z rozbawieniem. Hedonista. termin używany przez rozpieszczonych japiszonów z funduszem po rodzicach, narkomanów i gimbazę co myśli że zna już wszystko co świat ma do zaoferowania...
Ale najwyrażniej też przez eleganckich psychologów. Kto by pomyślał. 
- Hm, ja jestem raczej z gatunku ludzi nudnych i pospolitych - przyznał się bez bicia nie wspominając o swoim drugim życiu jako łowca przygód i skarbów.
- Francja? Brzmi ekscytująco. Czy to prawda, że tam się wszyscy całują na powitanie, a kobiety nie golą pach? Czy to tylko mity? - napił się z patrzył na mężczyznę wyczekująco chcąc usłyszeć więcej o egzotycznej europie.
Wzruszył ramionami ze swobodnym uśmiechem.
- W dobrym towarzystwie mogę rozmawiać o czymkolwiek. Jestem łatwy... - chwila przerwy - znaczy do rozmowy. - dodał pospiesznie gdy się zastanowił co powiedział. Olaboga. 
- Ja też nie wiem już co mówię - zaśmiał się niezręcznie i przetarł twarz dłonią i napił się raz jeszcze. Zespół zmienił klimat i zaczął grać nieco żywiej. Dym papierosowy stawał się coraz gęstszy i patologowi przyszła ochota na fajkę. Na szczęście nie miał nic przy sobie.





Zobacz profil autora

210 Re: Heart, Soul and Saxophone on Nie 28 Cze 2015, 17:18

Jeremy wzruszył ramionami robiąc swoją minę niewiniątka.  Wrócił do zabawy szklanką, przez chwilę całkowicie zanurzając się w swoich myślach. Alkohol płynął mu już we wszystkich żyłach, muzyka wprowadzała w delikatny trans, dym z papierosów otumaniał…
Głos Jonathana wyrwał go z chmur.
- Zależy, kto czego tam szuka – odpowiedział, poprawiając mankiet koszuli. – Ale z tym całowaniem to prawda. I z tym, że nikt tam nie mówi po angielsku. Sam musiałem się nauczyć francuskiego, ale to w sumie dla mnie żadna strata… W końcu to język miłości – dokończył, uśmiechając się półgębkiem.
Spojrzał na Jonathana, znowu lekko mrużąc oczy, jak to miał w zwyczaju. Wyglądało na to, że obaj już byli już wystarczająco zrobieni, atmosfera robiła się coraz gęstsza, a Jeremy nie był w stanie ugryźć się w język ze swoim innuendo. Podejrzewał, że to jednak przez alkohol.
- Słuchaj – odezwał się nagle Jeremy, wstając z krzesła barowego. – Nie wiem jak ciebie, ale mnie naszła ochota na odrobinę świeżego powietrza. I przysięgam, że jeśli wypiję kolejną szklankę whiskey w takim tempie, to będę musiał stąd wyjść na czworaka. Może byśmy wyszli na zewnątrz? – zaproponował, opierając się ręką o blat obok Jonathana. Tym razem jednak nie miał już tego szelmowskiego wyrazu twarzy, zupełnie tak, jakby faktycznie posłuchał „prośby” nowego znajomego, żeby już nie używał tego spojrzenia.



Zobacz profil autora

211 Re: Heart, Soul and Saxophone on Nie 28 Cze 2015, 17:33

- Straszne - powiedział szczerze poruszony. Cóż za gwałcenie przestrzeni osobistej. A co jak ktoś jest germofobem? Europa jest dziwna.
Nie udało mu się powstrzymać prasknięcia śmiechem. "Język miłości" bardziej brzmi jakby ktoś się dławił żabą.
- Zabawny jesteś - wyszczerzył się do nowego znajomego, pokręcił głową i skończył swoją whiskey.
- Tak. Proszę. Już nie potrafię myśleć przez ten dym. - odstawił szklankę i zsunął tyłek ze stołka, opierając się trochę o ramię Jeremiego, bo świat mu zawirował przed oczami. Początkowo nieco chwiejnie wyszedł na zewnątrz. Przeciągnął się i rozejrzał.
- Nie jesteś głodny? Bo ja mam straszną ochotę na chińczyka - wskazał kciukiem na pobliski "Kin". Będzie tego jutro żałował, ale w tym momencie przemawiało przez niego gastro.





Zobacz profil autora

212 Re: Heart, Soul and Saxophone on Nie 28 Cze 2015, 17:46

Jeremy parsknął śmiechem.
- Na obronę pocałunków w policzki, to dziewięćdziesiąt procent amerykańskiej populacji nie myje rąk po skorzystaniu z toalety, więc teoretycznie uścisk dłoni jest jeszcze mniej higieniczny – powiedział, wyraźnie rozbawiony.
- I wcale nie jestem zabawny, dobrze sobie z tego zdaję sprawę. Mam poczucie humoru drewnianej deski. Ale dziękuję za to urocze kłamstwo – skłonił się głową Jonathanowi Jeremy.
Słysząc, że jego nowy znajomy też chce wyjść, sięgnął po swoją aktówkę. Rozpiął też jeszcze jeden guzik koszuli (to były już dwa!). Na szczęście Jeremy trzymał się  jeszcze całkiem nieźle na nogach, więc całkiem nieźle posłużył jako podpora dla Jonathana.
Na zewnątrz poczuł się już zdecydowanie lepiej. Wziął głęboki wdech nocnego powietrza, lekko przymykając oczy.
- Pierwszy raz piję w tym mieście – przyznał się Jonathanowi. – W sumie to pierwszy raz tyle wypiłem od… Sam nie wiem kiedy. Więc w sumie, chińczyk brzmi w tym momencie niebiańsko – dodał pan hedonista, jednocześnie rzucając okiem na zegarek. Północ. Noc była jeszcze młoda. Dwóch mężczyzn ruszyło lekko chwiejnym krokiem w stronę baru „Kin”.
 
//zt x2 --> Bar „Kin”

Zobacz profil autora

213 Re: Heart, Soul and Saxophone on Czw 09 Lip 2015, 16:40

/ niedziela, 27.09 (jako że w zeszłym tygodniu fabularnym był boot camp)

William zajechał do Heart, Soul & Saxophone. Z nikłym uśmiechem na twarzy, z zamyśleniem zauważalnym niesamowicie, co akurat jemu nie przeszkadzało. Zwłaszcza, jak miał w dość przyjemny sposób spędzić wieczór w Appaloosa, choć nie za często przyjeżdżał. Co prawda, jak mijał kino to rozważał, że może sobie zacznie chodzić, by nieco podwyższyć kulturę (osobistą czy nie, byle podwyższyć).
Niemniej, Parker wszedł do klubu, zajął miejsce początkowo przy barze, a potem dopiero jakiś wolny stolik, wsłuchując się w muzykę, która rozbrzmiewała po lokalu, zachwycając na swój sposób słuchaczy. Dojrzał, że kilka osób zamykało jakieś interesy - szemrane, może i nie, ale jakoś dziwnie się rozglądali. Najważniejsze, że można było się odprężyć. Co tam, że smutnym faktem było to, że facet pije sam, będąc tylko we własnym towarzystwie. Jakby mu to przeszkadzało to można by było dojrzeć jakiś problem, ale nie - tego właśnie nie było. Williamowi, indywidualiście od siedmiu boleści i przykrości, to wszystko pasowało. Może klub nie był odpowiednim miejscem, ale dało się zaznać spokoju, prawda?

Zwłaszcza, że po kilku piwach czy tam whisky bardziej się otworzył, może nawet z kimś rozgadał. Nie miało to przecież znaczenia. Nic zazwyczaj nie ma znaczenia, jeśli chodzi o jego osobę. Zapalił sobie fajkę, wcześniej nabijając do jej dna tytoń i kilka razy zaciągnął się porządnie, aby zmarszczyć nos i poczuć się dziwnie, kiedy uświadomił sobie, że za długo przetrzymał dym w płucach. No nic, każdemu się zdarza, prawda?
Tak czy siak - po kilku godzinach zasiedzenia się w klubie, bluesie i jazzie, to William miał dość, a głowa go zaczęła boleć i to dość porządnie. Za stary się robi. I zbyt nudny, choć czy można bardziej?

/zt



Will Parker / playlista

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 9 z 9]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach