Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Yellow Road

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 9 z 9]

1 Yellow Road on Pią 16 Maj 2014, 15:03

First topic message reminder :

 Przy Yellow Road stoi bar Chaco Taco. Od tej ulicy wychodzą liczne przecznice, przy których stoją rzędy niewielkich domków mieszkalnych. Ta droga także poprowadzi nas do centrum.

Zobacz profil autora

201 Re: Yellow Road on Pią 22 Maj 2015, 21:26

Walker otworzył usta.
-No nie! Łasuch jest mój!-oburzył się.-...albo ewentualnie mogę być Marudą...-zmarszczył brwi i zawiesił się na chwilę w zastanowieniu.
-Brzmi jak plan.-stwierdził bardzo obiektywnie, wzruszając ramionami.-Kurwa, no jak nic trzeba wrócić do ćwiczeń...-powiedział do siebie, dotykając brzucha, a potem patrząc tęsknie na tortillę. Wziął kolejnego gryza. No przecież jej nie wyrzuci!
-Planowanie? Myślisz, że się do tego szykują?-uśmiechnął się pod nosem.-Choć... może. Jestem trochę w szoku, że nas nie złapali.
Zaśmiał się pod nosem i przetarł dłonią szorstki policzek.
-Taaa... nieźle oberwałem.-przyznał.-Ale to odświeżające trochę, nie? Ta adrenalina.-zaśmiał się i pokręcił nosem na absurd tego. Dostać w ryj to nowe katharsis.-Informatyk? Mówisz? A co, znasz się na tym?-zainteresował się.



Zobacz profil autora

202 Re: Yellow Road on Pią 22 Maj 2015, 21:33

- Hej, ja się mogę podzielić. Mogę nawet odstąpić tytuł, by zostać Śpiochem, nie ma problemu, absolutnie - zaśmiał się, unosząc dłonie, jakby to był gest obronny, jakby miał dostać tortillą w ryj, a to było mało prawdopodobne, skoro Walker domagał się Łasucha!
- Niby ta, ale po co się męczyć, skoro i tak potem się przytyje. Na zimę, nie? - zażartował sobie śmiało! Jools się nieznacznie przeciągnął, aby nie wyglądać jak cep, to jeszcze włosy przeczesał, które były nieco niesforne, ale ukochane i tak.
- No nie wiem, ale jak się patrzy na te sofy no to tak dziwne, gdyby spontanicznie stwierdzili, by to brać - uniósł brwi. - No, ja się zwinąłem szybciej nieco, ale i tak jak patrzę to policja już dawno powinna zareagować - przyznał i pokiwał lekko głową, łapiąc się za łokcie.
- No, no, no! - przyznał. Już mógłby powiedzieć, że i dla niego adrenalina później się pojawiła, ale nie był idiotą by paplać. Miał też nadzieję, że Kate nie była idiotką. Spojrzał na Walkera i zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie ma mowy. Próbowałem kilka razy usiąść, ale jak coś chciałem to ostatecznie zapłakałem nad tym. Nie dla mnie, by się bawić w to wszystko.

Zobacz profil autora

203 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 13:57

Scottowi chyba brakowało trochę męskich kontaktów. Zanim wrócił do swojego głównego zajęcia to miał kontakt z samymi ciotami. Nie cierpiał pracy w biurze. A tak to "na swoim" miał wolną rękę, mógł robić co chciał. No i definitywnie wolał bezpośredni, niewymuszony kontakt z ludźmi. Umówione spotkania tworzyły sztuczną atmosferę. A tak to mógł sam nadawać każdemu napotkanemu jakieś własne odczucia. No i totalnie nie cierpiał tego całego załatwiania, dzwonienia i papierkowej roboty. A teraz tylko on i droga. Jak można tego nie lubić? Cóż, a przynajmniej tak sobie osładzał rzucenie dobrze płatnej pracy...
-Dobra, Śpiochu.-powiedział przez śmiech.-Wiesz, to trochę nie za dobrze o nas świadczy, że tak łatwo przyznajemy się do swoich grzeszków.-zauważył, wpychając sobie resztę tortilli do ust.
Oczywiście, że nie marnował by jedzenia na jakąś agresję. To by było świętokradztwo!
Pokiwał głową z powagą.
-Zima coraz bliżej.-stwierdził, klepiąc się po brzuchu.
Zmrużył lekko oczy.
-W sumie. Ej.-nagle wyglądał na lekko napiętego.-Myślisz, że mogli przekupić psy?-zapytał.-...ja pierdole, nieźle.-skwitował, nie czekając na potwierdzenie swoich domysłów.
W co oni się wpakowali, że nawet policja nie chciała się w to mieszać? A może po prostu to była jednak banda matołów?
Parsknął.
-Też nie ogarniam tego całego kodowania.-machnął ręką.-A co w ogóle robisz, Jools?-zapytał, wycierając łapy w serwetkę.



Zobacz profil autora

204 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 14:17

Praca w biurze. Och, niektórzy mogli lubić, ale sam Jools za tym nie przepadał. Na swój sposób był zbyt towarzyski, ażeby siedzieć na tyłku cały czas za biurkiem. Już wolał siedzieć na tyłku przez parę godzin za kierownicą, bo chociaż nie czuł się źle. Mógł otworzyć okno, wysiąść, pogadać z ludźmi i innymi kierowcami. Swoją drogą sama chciałam zrobić z Julka taksówkarza, powiem ci tak szczerze! Ciekawy zawód.
- A tam - machnął ręką. - Lepiej się przyznawać, niż palić głupa, że tak nie jest. Nie pogrążasz się, a i ludzie nie mogą się z ciebie nabijać - powiedział wesoło, przeczuwając, że ma rację. Człowiek, który przyznaje się do swoich wad, może je wykorzystać, a to jest całkiem solidna broń, mechanizm obronny na swój sposób.
Reynolds zmarszczył brwi, zastanawiając się.
- Patrząc na to, że swego czasu człowiek pogrywał w różne Itmany, Grab de Auto V8, obejrzał mnóstwo seriali i filmów to całkiem prawdopodobne to się wydaje, nie? - spojrzał na Scotta. - Układy, nie-układy, jakaś zgodność. Dodatkowa kasa każdemu się przyda - wzruszył ramionami. Powiedziałby, że jest pewien, że to przekupione było, bo z doświadczenia mógł coś takiego założyć.
- Ja? Kierowcą jestem. Bawię się w rozwożenie towarów, przewożenie paru rzeczy w tę i nazad, ale narzekać nie mogę - uśmiechnął się. - A ty?

Zobacz profil autora

205 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 14:41

Cóż, wyglądało na to, że Scott z Joolsem mieli sporo wspólnego. Choć sam Walker nie zawsze był taki super towarzyski i rozgadany. Cóż. Być zamkniętym w pomieszczeniu, a w pojeździe to dwie różne rzeczy. Samochód się przemieszczał po otwartym terenie. A jak się uchyliło okno to prawie jak praca na świeżym powietrzu!
Brunet za to chyba nie był zawsze taki otwarty i szczery jak jego prawie-rudy kolega. On zbytnio lubił sobie ważyć na ile mu się opłacają pewne rzeczy.
-W sumie. To też jakaś taktyka.-zgodził się, no bo faktycznie. Gdy ty już sam się śmiejesz z siebie to psuje to element zaskoczenia i wbicia ci szpili pod żebra, nie?-Chyba nie byłeś nigdy lubianym dzieciakiem, co?-zapytał, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że skądś się takie instynkty ochronne musiały wziąć.
Przechylił na bok głowę, mrużąc lekko oczy w geście zastanowienia.
-Wiesz. Ale człowiek się zawsze łudzi, że to dotyczy tylko specjalnych przypadków. Bo wiesz... trochę chujowo się tak dowiedzieć, że nie ma co na pewnych grupach ludzi polegać, nie? Straszne w sumie. Zapierdoli ci samochód osoba ze specjalnego grona i chuja zrobisz.-zauważył, bo sprawa auta to mega ważna kwestia w końcu.-...w sumie też bym nie pogardził dodatkową kasą.-przyznał, wsuwając papierosa między usta. Wyciągnął paczkę w stronę Reynoldsa.-Chcesz?
-O, serio?-zdziwił się, z fajką w gębie. Odpalił szluga.-No ja też jeżdżę, nie? Taksówką.-wskazał brodą na swoją Impalkę ze specjalnym oznakowaniem.



Zobacz profil autora

206 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 14:57

Jools, mimo świadomości, że wypadałoby odpowiednio ważyć słowa, nie przykładał do tego aż takiej wagi. Jasne, nie mówił wiele rzeczy o sobie, były one wciśnięte między słowami całkiem bzdurnymi i uwagami, których człowiek nie chce słuchać. Najwidoczniej uznał, że mówienie półprawdy jest niekiedy bardziej opłacalne niż kompletnej prawdy czy cholernego kłamstwa. To, co mówił, zależne było od osobiście przez niego nałożonej kwestii prywatności, które sprawy są bardziej intymne, które mniej.
- Nie, wbrew pozorom nie było problemów - zwrócił uwagę. - A trzeba było się wybronić przed starszym bratem, który próbował dopierniczyć, a tu wiesz - psikus - zamachał dłońmi w gestykulacji do rozmowy. Jools swego czasu miał o tyle wygodną osobowość (inaczej tego ubrać w słowa nie potrafiłam), że ludzie jakoś nie czuli się źle w jego towarzystwie. Może nie byli mu zbyt ufni, ale też nie mogli narzekać na to, że jest on osobą cholernie poważną, ciężką w zrozumieniu i marudną. Marudzić może marudził, ale zawsze z uśmiechem i z przymrużeniem oka. Obecność mechanizmu obronnego - no cóż, wychowany przez matkę i dziadka, potem wujka, a potem re-wychowanie przez ojca kilkanaście lat temu. Trochę pomieszać się mogło!
- No to jest akurat przykra sprawa - przyznał i pokręcił głową. - Traci się takie poczucie bezpieczeństwa, nie? - spojrzał na Walkera. - Niby człowiek tutaj normalnie może żyć, a jak przyjdzie co do czego, to wychodzi na to, że problemy są znacznie większe - zaśmiał się. - Zdecydowanie za dużo CSI.
No, Jools przytaknął na słowa o kasie. Każdemu się przyda.
- Nie, dzięki, nie palę - uniósł dłoń, jakby chciał przystopować. - Rzuciłem, ale jasne pal, śmiało - w razie gdyby Scott stwierdził, że lepiej przy Joolsie nie palić, skoro ten rzucił.
- Tu, po Old Whiskey za taksówkarza robisz? - spytał i spojrzał na Impalę. - Muszę przyznać, że masz jedną z lepszych taksówek. Stare auta mają... duszę.

Zobacz profil autora

207 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 15:09

Cóż, Scott miał taką pracę wcześniej, że dobieranie słów było esencjalne. Być może był to nawyk, a może po prostu miał taką cechę charakteru i styl bycia. Był trochę ostrożny i niezbyt ufny, ale... chyba nieciężko jest mu się dziwić po tym, co przeżył. I w sumie dalej przeżywa.
Zaśmiał się.
-No tak.-przytaknął z uśmiechem.-Co prawda brata nigdy nie miałem... Ale chyba starszy kolega działa podobnie, co?-zaciągnął się papierosem, cofając się o dwa kroki. Nie będzie go kusił dymem skoro rzucił. On też próbował kilka razy, ale ten nawyk go uspakajał.
Cóż, faktycznie rozsiewał wokół siebie jakąś taką przyjemną aurę. Oby nie za przyjemną, bo biedny Walker się jeszcze zakocha...!
-No. Tyle rzeczy, o których nie wiemy!-pokręcił głową.-No ale co. Za malutcy jesteśmy na takie sprawy, nie?-wyszczerzył się, jakby go to bawiło.-Ale przynajmniej się zabawiliśmy czyimś kosztem! Albo... cóż, w sumie to ktoś nieźle przy okazji na nas zarobił na tych zakładach.-zdał sobie nagle sprawę, marszcząc czoło.
Nie lubił jak go w chuja robili.
Pokiwał głową, nie rozwijając tej kwestii na razie.
-Ano mają. Mój najlepszy samochód! Może i pali jak głupi, no ale coś za coś, nie?

Mnożnik na charyzmę: 35, by Scott powiedział ci coś więcej o pracy w Old Whiskey.



Zobacz profil autora

208 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 15:24

3 (32)

Przeżywanie zdaje się być najgorszą rzeczą i największą słabością. Sam Jools mógłby mu przybić piątkę. Zwłaszcza, jeśli chodzi o życie towarzyskie, z naciskiem na prywatne i dotyczące sfery rodzinnej. Też swoje przeżywał, mimo że już dawno mógłby sobie odpuścić, ale to albo kwestia uparcia, albo kwestia przerażenia, że jak się coś odsunie to nie będzie to dobre.
Och, jak się zakocha to to będzie szip o najbardziej rozkosznych awatarach, hehehehe.
- Za malutcy, za mało ważni, no co zrobisz - wzruszył ramionami. - Chociaż dziwne, bo w tak małym miasteczku wszystko powinno być człowiekowi wiadome, a w metropoliach niech się gnieżdżą te wszystkie tajemnice, tyci-tyci sprawunki i inne gówna - pokiwał palcami, jakby chciał ugłaskać powietrze, a raczej pokazywał te drobnostki, które niby nie są takie ważne. - Ta, jak ktoś potrafi ogarnąć to się nieźle może obłowić. Gdybym miał więcej szczęścia to pewnie też bym korzystał - zaśmiał się.
A kto lubił?
- Właśnie wydaje mi się, że jak tyle pali, bo te osiągi lepsze to czuć prawdziwą, starą i dobrą Amerykę - przyznał. - No, trochę gorzej było w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, bo jednak zjeżdżanie z meksykańskimi prochami, ale wtedy to było tak spopularyzowane, że... - machnął dłonią.
- Długo tutaj pracujesz i tu, w Old Whiskey? - spytał. - Nie wiem, wydaje mi się, że to za małe miasteczko by być taksówkarzem.
Głupie zagadanie, ale ciekawość swoje robi!

Zobacz profil autora

209 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 15:40

Oczywiście. Emocje, przywiązanie i wszelakie jakieś tego typu sprawy, które mieszają ci w głowie i sprawiają, że się wahasz przy podejmowaniu decyzji... to wszystko słabość. Ale może też i siła. Bo gdy mocno coś odczuwasz, gdy ci na czymś bardzo zależy, ktoś cię przyciska do bramki... to walczysz. Jesteś zdeterminowany. Scotta nie byłoby w tym miejscu gdyby nie prywatne sprawy.
Najlepszy szip. Ewentualnie jakiś trójkąt z Leszkiem czy coś. I Kenny'm. I Howahkanem. Taki tam pięciokąt.
-Ano. Łatwiej się ukryć w wąskich uliczkach wielkiego miasta niż w kilku ulicach małego, nie? Dziwne, że tu takie... zamieszanie.-powiedział, patrząc nieco baczniej na Joolsa, jakby testował na ile faktycznie zdaje sobie sprawę z tutejszej sytuacji.-Ja to nigdy nic nie wygrałem. Ani w karty, ani w zakładach, ani w totka.-wyznał, krzywiąc się lekko.-Ale ktoś zawsze musi przegrać, nie?-wzruszył ramionami, dzieląc się tą prawdą życiową.
-Starą dobrą Amerykę?-powtórzył ze śmiechem.-Może. Ja to go lubię, bo skubany się prezentuje. No i niezawodny jest.-przyznał. Po kolejnym zdaniu Joolsa zmarszczył brwi.-Że co... że jakie meksykańskie prochy?-zmieszał się.
Brunet wciągnął powietrze przez nos, przekrzywiając głowę na boki. Zmrużył lekko oko, krzywiąc się.
-No, nie jest najlepiej, ale nie miałem wyjścia...-przyznał niechętnie.

Mnożnik na charyzmę: 30, by Scott powiedział więcej.



Zobacz profil autora

210 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 15:49

2 (27)

Tak. Jeśli coś jest słabością to - jak wcześniej obaj zauważyli - lepiej to wykorzystać jako siłę, żeby było czymś dodatkowym, skrytą bronią, która pozornie może być najczulszym punktem, a to zmylić też potrafi.
Kilunastokąt niech będzie. Co się będziemy ograniczać.
- No niestety - przyznał. - Paradoks czy jak to cholerstwo się nazywało - mruknął pod nosem, czubkiem buta chwilowo próbując wyrobić wgłębienie w drodze, ale zaraz z tego zrezygnował i przestąpił z nogę na nogę. - Zamieszania są zawsze i wszędzie, mniejsze lub większe. Chyba przestałem na  to zwracać uwagę - powiedział, chociaż kto wie czy nie mial zamiaru powiedzieć, że zwraca jeszcze większą uwagę.
- Kolego, jak ja bym wygrał choć raz w totka - nachylił się ku Walkerowi. - ...to na pewno by mnie tu nie było - zaśmiał się, odsuwając od Scotta i poklepał go po ramieniu.
- Stare auta mają swoją duszę i klasę, jak mówiłem - przyznał, a gdy Scott nie ogarnął o co mu chodzi. - No, gorzej było w tych latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wiesz, AIDS, te sprawy, to z Meksyku i ogólnie zza granicy sprowadzało się leki, które wówczas u nas nie były dostępne, a często te właśnie auta zdawały się być najlepszym przewoźnikiem i wykorzystywane w tak okropny sposób - wyjaśnił, jakby w ogóle nie przejmował się tym, że przeskoczył ze dwa tematy.
- Nie? - powtórzył. - Mnie się wydaje, że zawsze jest wyjście. Wiadomo, praca swoje robi i inne nieprzyjemności - zaśmiał się. - Ale żeby aż tak dramatycznie to zabrzmiało? - spojrzał na Walkera.

Zobacz profil autora

211 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 16:16

Walkera już się bardziej nie dało zranić, a rozrusznik uczuciowy już ruszył. I mógł przeć tylko do przodu. Chyba, że coś go skutecznie zatrzyma.
-Serio?-dopytał, nieco zdziwiony.-Ale co... w miarę stabilnie tu jest? Nie ma problemu z jakimiś dziwnymi sytuacjami dla miejscowych, którzy nie stoją po żadnej stronie?-zapytał, jakby nieco zmartwiony.
Zaśmiał się.
-Co ty, myślisz, że też szpeciłbym Impalkę tymi znakami?-wskazał na swoje autko.-Przestań. Woziłbym nią swoje panie. Może nawet miałbym po jednej na każdy dzień tygodnia, z każdej strony świata, co?-uśmiechnął się.
Choć tak naprawdę wystarczyłaby mu tylko jedna. Ale przecież nie będzie mówić o tym na głos. Nie dlatego, że bał się, iż zabrzmi jak frajer. Tylko... mógłby znowu wpaść w ten dziwny humor.
-O. Och.-wydał z siebie, gdy Jools wytłumaczył o co mu chodzi.-Stary, ale ty masz psychikę pokręconą.-zaśmiał się.-W życiu bym tego nie ogarnął. Ale wiesz. Podobno tak mają ludzie, którzy szybko myślą.-kliknął językiem do niego.
-No... no właśnie, są te nieprzyjemności.-przyznał, odwracając wzrok.

Mnożnik na charyzmę: 25, by Scott powiedział o co chodzi. Jeśli nie przekroczysz to ślepy los:
1,2,4,6 - Walker ci mówi mimo wszystko
3,5 - właśnie do szybki taksówki zaczęła pukać jakaś starsza pani, szukając kierowcy i Walker musi się zwijać do pracy!



Zobacz profil autora

212 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 16:25

6 (47), Boże, w końcu!

- Wiesz, dużo powiedzieć w tym temacie nie mogę, bo ja sam często jestem poza domem - przyznał. - ...ale można odnieść wrażenie, że coś jest w powietrzu i na pewno nie woń spalin czy gówna - dodał, wskazując w stronę, gdzie jest ranczo. - Bo najbardziej stamtąd smród by cisnął albo za monopolowym - rozłożył ręce.
- Oho, no to się nazywa optymizm i korzystanie z wszelakich możliwości - zaśmiał się. - Ja to nie wiem, co bym właściwie zrobił - odetchnął po chwili. Pewnie jakby była maszyna wskrzeszająca jak w Simsach to by na taką wydał kasę, a tak to albo podrywać, albo kolekcjonować samochody, bo niby co innego. Chyba nie trofea po upojnych nocach z kobietą, no nie?
- No och - przytaknął i nie. Jools nie był jakoś przygaszony. Chyba przyzwyczajony do tego, że ludzie tak czasem reagują na to, co on gada. Na słowa Walkera parsknął głośnym śmiechem. - Nie mogę zaprzeczyć, sam czasem za sobą nie nadążam - powiedział i zaraz spojrzał na Walkera z zainteresowaniem. - No, wolnomyślicielem nigdy nie byłem, więc... Ach, bardziej uważali, że w ogóle nie myślę - skinął po chwili, przypominając sobie, jak to ponad dwadzieścia lat temu tak mu w szkole o tym gadali. Boże, ale on stary był. Aż mu usta wykrzywiły się w lekką podkówkę.
- Te? - przyjrzał się. - Czyli jakie, bo nie za bardzo mogę skojarzyć - zagaił.

Zobacz profil autora

213 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 17:11

Pokiwał wolno głową, na znak, że rozumie, choć w lekkim zamyśleniu.
-No. Choć nie powiem. Gównem tu nieźle śmierdzi.-przyznał, krzywiąc się.-Ej, wiedziałeś, że łajno krowie wytwarza związki, które robią dziury ozonowe?-rzucił ciekawostką prosto ze strony wiedzazbedna.com.
Scottowi też przydałaby się maszyna do wskrzeszania...
-No a co? Przecież nie zakopałbym tej kasy w ziemi, nie?-zaśmiał się.
Machnął ręką.
-E tam. Pierdolenie.-skwitował.-Ja to tam też nigdy zbyt konwencjonalny nie byłem, a wiesz.-wzruszył ramionami.-Kto by się przejmował.
Walker przetarł palcami przestrzeń między brwiami, czując, jak boli go czoło od ściągania brwi. Westchnął cicho, gdy Jools zapytał o te nieprzyjemności. Było ich kilka. Ale on miał powiedzieć o jednej.
-No... to miejsce nie jest przypadkowe.-przyznał wolno, nie patrząc na znajomego.-Potrzebuję pomocy, a wiem... że tu urzęduje ktoś, kto może mi ją dać. Ale nie za darmo.-skrzywił się, w końcu spoglądając na Reynoldsa. Był poważny. Może nawet widać było u niego jakąś determinację.-Mam kłopoty.-wyjaśnił jeszcze, nie rozwijając za mocno tej myśli.

Jeśli chcesz, by Scott powiedział ci historię swego smutnego życia, mnożnik na charyzmę: 35, masz jedną szansę. Jeśli nie przekroczysz, to może kiedyś przy piwie rozplącze mu się język!

Wpisz sobie to do umiejek, to dostaniesz jakieś punkciki!



Zobacz profil autora

214 Re: Yellow Road on Sob 23 Maj 2015, 17:19

4 (37)

- Krowie łajno i dziury ozonowe? - spytał i pokręcił głową. - Bogowie każdej mitologii, żeby kupa powiększała dziurę ozonową - powtórzył pod nosem z jakimś podziwem i ledwo powstrzymywanym rozbawieniem. To brzmiało tak absurdalnie, że nie jest to dziwne, iż dało się w to uwierzyć.
- Jakbyśmy się przejmowali to na pewno byśmy sobie nie gadali tak otwarcie, huh - zamachał rękami, by klaskać przed sobą i za sobą. Takie ćwiczenie! Pewnie znalazł je na jutubie, jak szukał jakichś ćwiczeń na tricepsy i trafił na treningi z Rubikiem i klaskaczami.
Uspokoił jednakże swoje kończyny górne, kiedy Walker zaczął o sobie mówić. Skrzyżował ramiona na torsie, przyglądając się mężczyźnie bacznie. Rozejrzał się, aby sprawdzić czy ktoś podsłuchuje, jakby to była wielka tajemnica.
- Ktoś ci może ofiarować pomoc? - spytał, zastanawiając się, choć swoje typy miał. Sam przecież nie był głupi.
- Jakie kłopoty? - dodał kolejne pytanie, a nuż może jednak byłby w stanie pomóc?

Zobacz profil autora

215 Re: Yellow Road on Nie 24 Maj 2015, 09:24

Scott uniósł brwi i pokiwał głową w geście: "no nie?!! szaleństwo!".
-No stary, wiem to z zaufanego źródła. Nawet sobie film dokumentalny o tym obejrzałem!-powiedział, podjarany.
Wzruszył ramionami.
-Niby tak.-stwierdził, choć... przecież oboje mogli udawać swoje luźne podejście, a tak naprawdę to było kolejne zachowanie obronne mające ochronić ich ego przed naruszeniem...? Psychika ludzka jest skomplikowana. Serio, serio.
Rozciągnął jeden kącik ust w jakimś grymasie.
-Wątpię, by sami z siebie chcieli mi pomóc...-przyznał.-Nie liczę na pomoc od Kółka Samarytan.-westchnął.-Moja siostra miała problem z dragami. Narobiła sobie sporego długu i... była szarpanina, gdy przyszli po kasę. Postrzelili ją. Myślę, że mogą się zgłosić do mnie o hajs, a ja...-roześmiał się niewesoło, wykręcając wnętrza kieszeni, by pokazać, że są puste i rozłożył ręce na boki.
Gdyby Jools się uważnie przyznał minie Walkera, to zauważyłby, że nie chodzi tylko o strach przed tym, że nie ma pieniędzy i mogą go kropnąć. Był zdeterminowany. Gniewny. Chodziło o coś więcej. Nie chciał chronić swojego tyłka, a... a trochę wymierzyć sprawiedliwość.
-Jak masz silnych wrogów, to musisz znaleźć silnych przyjaciół, nie?-skwitował z gorzkim uśmiechem, odwracając wzrok.



Zobacz profil autora

216 Re: Yellow Road on Nie 24 Maj 2015, 15:45

- Nie no, serio, wierzę ci, serio - przytaknął. - Po prostu to brzmi tak nieprawdopodobnie, że nie wiem jak zareagować - powiedział ze śmiechem. Fakt w istocie rozbrajający, że człowiek nie wiedział, jak do tego podejść!
Serio. Można o niej pisać godzinami, a i tak pewnie nie wszystko będzie wiadome. Wstyd, bo jestem zbyt ciekawska, by wiedzieć tak mało.
Ebenezer wsłuchał się w to, co Scott miał do powiedzenia. Chwilę to trwało, zanim wszystko uporządkował według własnego widzimisię, ale tak, by móc ogarnąć, co też Walker miał na myśli. Zauważył po wyrazie jego twarzy, że jest zacięty, że determinacja i motywacja, by osiągnąć swój cel, który aż tak jasno nie został przedstawiony Joolsowi, jest silna wystarczająco.
- Wiesz, można by powiedzieć, że trzymaj przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej - podsumował, z pewną niezręcznością i wsunął palce prawej dłoni w swoje włosy, jeszcze bardziej je roztrzepując, choć jemu to akurat różnic nie robiło. - I co? Masz zamiar zdobyć u kogoś dla nich wrogiego kontakt czy udawać, że z nimi chcesz się bratać? - zapytał, jakby chciał usłyszeć, kto miałby być przyjacielem Walkera. Swoje wnioski mieć mógł, ale wolał usłyszeć niż palnąć jak ostatni idiota.
- Wydaje mi się, że lepiej będzie się napić przy takim temacie - powiedział z nikłym rozbawieniem. Ot, jakby to w czymś miało pomóc.
- ...i przykro mi. To jest najgorsze stracić kogoś cholernie bliskiego - przyznał.

Zobacz profil autora

217 Re: Yellow Road on Pon 25 Maj 2015, 15:30

Scott tylko wsadził ręce w kieszenie spodni, niejako napawając się faktem, że doedukował swojego nowego znajomego z tak istotnych spraw i zagrożeń dla środowiska, które niejako były zupełnie naturalne i zgodne z przyrodą lub szeroko pojętą Matką Naturą.
Gdy jednak temat zszedł na jego plany, spochmurniał nieco i wzruszył niby niedbale ramionami, ale wyraźnie się spiął.
-Myślałem, by znaleźć sobie silnego sojusznika, który... no wiesz, może czuć podobną niechęć do nich.-wyznał, trochę omijając wzrokiem Joolsa.-Ale zobaczymy, nie? To nie tak, że to tęczowe misie i będą nadstawiać za mnie dupę.-zaśmiał się nieco gorzko.
Był chyba trochę zmieszany.
-Napić?-jakby się rozpogodził.-Ano. Wiesz...-chwilę szperał w portfelu, by w końcu wyciągnąć sztywną tekturkę.-Jakbyś miał ochotę trochę nawyklinać nad rudą, to daj mi znać.-powiedział z szerokim uśmiechem.
To prawie jak zaproszenie na randkę. Zwiesił się w momencie, gdy niejako przekazał mu swoje współczucie. I zmarszczył lekko czoło, zauważając coś dziwnego w tym zdaniu. Tak, jakby Reynolds nie powtarzał tylko prawdy objawionej, ale... jakby coś o tym wiedział. I już miał coś mu odpowiedzieć, może nawet wypytać, ale właśnie trafił mu się klient! Olaboga! Totalnie nie miał ochoty na słuchanie zrzędzenia jakiejś starej baby, no ale! Musiał.
-To się odezwij, nie?-rzucił, po czym machnął mu ręką na do widzenia, by pognać w stronę cudnej Impalki.

/zt



Zobacz profil autora

218 Re: Yellow Road on Pon 25 Maj 2015, 15:48

Pewnie Jools jak wróci do siebie to zacznie szukać artykułów o tej dziurze ozonowej. I o innych sprawach, aby mogli potem z Walkerem zgrywać mądrych facetów, hehe.
- Mam wrażenie, że to dość szybko ci się uda, jak się dobrze człowiek rozezna i będzie wiedział, co zaproponować - mruknął i przytaknął, bo prawdę mówił. Tak przynajmniej mu się wydawało w tymże momencie. - A szkoda - zaśmiał się.
Zdążył zauważyć jego zmieszanie i wziął tekturkę.
- Będę pamiętać - zamachał, by schować do swojego portfela, który wcisnął w kieszeń spodni. Fakt, słowa Joolsa były faktycznym współczuciem, bo sam wiedział, jak to jest. Odrobina sentymentu i niezadowolenia pojawiła się w jego tonie, zdradzając jego podejście, choć on sam nieszczególnie z tym się krył. Nie miał czego się wstydzić, a jedynie - żałować.
- Jasne, na razie - machnął ręką i pewnie jak Scott, jego nowa miłość, odjechał to Reynolds skierował się w swoją stronę, tańcząc.

/zt

Zobacz profil autora

219 Re: Yellow Road on Pon 31 Sie 2015, 01:39

/ start

Wciąż był bezdomny. Och, jak mu ten brak domu, kartonu nad głową doskwierał! Gdyby choćby ino płachta jaka, plastikowa się znalazła... ale nic z tego, nic z tych rzeczy panie Doe. Wszystko poznikało, a Gruby Janusz zabrał wszystko co tylko mógł by się schronić przed śniegiem, deszczem... ach. Tutaj to nie występowało.
John właśnie wybierał surówkę z kebaba, którego wyciągnął ze śmietnika. Wspomniał sobie swoje koleżanki lesbijki. Były już po ślubie? Znalazły gdzieś na ulicy porzucone murzyńskie dzieciątko, które adoptowały? Pewnie teraz mówi do nich "mamusiu". Wzruszył się John na samą myśl o tym mieląc pekińską kapustę w ustach. Część sosu zaplątała mu się w rudą brodę. Jedna z nich nosiła pióra we włosach, druga uwielbiała drewniane totemy. Miał nadzieję, że to był totem a nie co innego. Tak wyglądał. Wydziubał mięso, życie odebrane biednemu zwierzęciu, które zostało bestialsko zamordowane na kebaba. Wyrzucił je na chodnik, z pogardą i rozpaczą, jak na weganina przystało. Już i tak było mu źle jedząc kapustę- i ona żyła! Rosła, rozwijała się w świecie aż ktoś ją wykopał z ziemi i pociął okrutnie na kawałki. Aż mu się niedobrze zrobiło. Biedny byt jakikolwiek. Transcendencja. Iluminacja.
Podrapał się po głowie. Po marchwkowo rudych włosach skazujących go na wieczną wzgardę (obok właśnie przebiegł bezpański kundel, który wyśmiał go dziwacznie). Po brodzie, z której kapał sos czosnkowy.
- Zjadłbym zupkę pomidorową mojej śliczniutkiej Betty - pomyślał. Wyrzucił niedojedzone resztki. Z folii aluminiowej zrobił sobie czapkę z antenką, by lepiej odbierać sygnał wszechświata. Poszedł przed siebie. Może na zupkę do Betty i jej wielgachnych cycuszków?

zt.

Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 9 z 9]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach