Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 1 z 13]

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora
Odłożył pędzel i przeszedł do aneksu kuchennego, bo zgłodniał.
- Wiesz, zarobić trza. To jakiś cel... - westchnął. On takowego celu nie miał. Nie wiedział co chciał robić. Nie miał marzeń. Tkwił w takim zawieszeniu. Zero pomysłów. - A jak już masz jakiś cel to połowa sukcesu.
Zaczął robić takie superanckie wypasione kanapki, gdzie kromka chleba miała pięć centymetrów, a warstwa masła drugie pięć. Mięcho i ser trzecie pięć. Potem wrócił do salonu, klapnął obok Noah i wyciągnął talerz w jego kierunku.



Zobacz profil autora
Noah własnie bawił się nożyczkami, wycinając szablon w kształcicie pieska.
- No. Cel. Tak - mruknął.
Jaki on miał? Na razie bardzo ogólny. Ogarnąć się. Nie ćpań. Pomóc Consueli. Pogodzić się z rodzicami. Niby jakiś cel ale odległy jak druga galaktyka. 
Chwycił kanapkę i wpakował ją do ust.



Zobacz profil autora
Jako, że Howahkan nie zawsze był takim gadułą i w sumie nie musiał paplać dla samego paplania, to siedział obok Noah i milczał, przeżuwając swoją XXL kanapkę. Wpatrywał się w czarną ścianę. W sumie nie miał problemu z Noah trochę pomilczeć. W końcu jak się klepali po pupach i spali w miłosnym uścisku to nie ma czegoś takiego jak niezręczność.
- Masz już pomysł? - wpadło mu do głowy jedno pytanie i wskazał na ścianę.



Zobacz profil autora
Chwycił szablon, biała farbę w spreju i za moment Howie miał odpowiedź. Na czarnej ścianie pojawił się rysunek mopsa.
- Jak widzisz!
A potem dowalił drugiego, szczeniaczka.
- Ona lubi mopsy... - spojrzał na Oldwooda i się uśmiechnął, a nawet rumieniąc przy tym!



Zobacz profil autora
/17.09.2013/z przyczepy Bakera/

Bosa, głodna, na gaciach i koszulku, pobudzona opierdolem od Bakera niczym najmocniejsza kawa przekroczyła progi swojego domu.
- Dzisiejszy dzień ssie pałkę. Jak odkurzacz Zepter. - oznajmiła, rzucając gdzieś kluczyki od motocykla.
- Jak babcie kocham, nic nie jest w stanie mi dzisiaj poprawić humoru. Nic. - warknęła.
- Co tu tak czysto? - zapytała nagle, po czym wciągnęła nosem mocniej powietrze. - Co tu tak jebie farbą? Jeszcze bardziej niż przed moim wyjściem. Słuchajcie, trzeba okna otworzyć. Hehehehe he he, kumacie? Otworzyć okna. - wskazała kciukiem na zafoliowaną dziurę w ścianie, po czym obejrzała się na ścianę. Ścianę z mopsem.



Zobacz profil autora
Weszła Consuela. Noah poprawił bandanę pod szyją, która przed chwilą chroniła mu usta i nos. Niepewnie zaśmiał się, słysząc jej suchara. Potem jednak spiął się, widząc, ze ona widzi jego malowidło.
- No... mopsa ci namalowałem, co nie? Żeby ci smutno nie było.



Zobacz profil autora
Consuela lampiła się na rozkosznego mopsa przez dłuższą chwilę. Przejechała dłońmi po twarzy, nie radząc sobie chyba z ilością miłych gestów, jakie otrzymywała od Noah.
Odwróciła się do nich, lekko uśmiechnięta. Pewnie najpierw podeszła do szamiącego kanapki Howiego, którego ucałowała w policzek, by zaraz potem zrobić to samo z Noah. Z tą różnicą, że Noah dostał cmoka w usta.
Potem poszła się ogarnąć, by zaraz potem znowu wyjść - pewnie głosić reszcie Świętym złą nowinę.
zt



Zobacz profil autora
/ 19.09.2013, rano

Noah siedział całe popołudnie w domu. Siedział i grał na syntezatorze, czym na pewno doprowadzał współlokatorów do szału. Lecz się tym nie przejmował, tylko przygrywał kolejne hity Depeche Mode. W końcu jednak zmuszono go, by używał do tego słuchawek.
Siedział jak ten dziwak, na środku pokoju i grał dopóki pan szklarz przyszedł i nie uporali się z wymianą okien. Zrobił się wieczór, ale wreszcie Colonela miała szyby! Och, dobrze, teraz już nikt tak łatwo do tego domu nie wlezie.
Był tez tak dobry, ze nawet te okna wyszorował. Aż się przejrzeć można było.
Się styrał chłopak, jakby pole orał...
Ale nie, to nie koniec zadań. zebrał się, ubrał, wziął swoją świnkę skarbonkę. Wychodząc, spojrzał jeszcze tęsknym wzrokiem na kanapę, na której miziali się z Howiem.
Otarł niewidzialną łzę. 
Wyszedł i wrócił po dwóch godzinach. Sam, ciągnąc wielkie, kartonowe pudło z logiem West Marketu. A na dachu swojego Forda - przyczepiony materac.
Wszedł do pokoju Consueli i złożył łóżko z Łikei. Oczywiście, zostały jakieś dodatkowe śrubki, ale je wywalił do kosza. Na co mu?
Była północ, gdy przytargał materac, na którym poległ.



Zobacz profil autora
19.09, wieczór

Wrócił do domu późnym wieczorem. Po Kościele jeszcze zaczął się szwendać po miasteczku i okolicach ze swoim wiernym Papajem. Trochę pobiegali, trochę pospacerowali, aż w końcu wrócił do domu Consueli. Dziwne, że nie zastał na kanapie śpiącego Noah. Gdy zajrzał do pokoju to jego serce rozprysło się na milion kawałeczków. Kolega wolał nowe łóżko od niego! I do tego przy Świętej. Howahkan przełknął gorycz i poszedł do łazienki. Chwycił za maszynkę, by wreszcie pozbyć się przydługich włosów, które go tak męczyły. Przez lata miał je króciutkie i tak mu było łatwiej. Nie wyobrażał sobie jak można nosić długie włosy. Tyle zachodu!
Bziuum. Ziuum. Wrrruuu. I pozbył się włosów, mając z powrotem jeża na głowie. Przejechał dłonią po szczecinie. Nieźle.
Odetchnął i posprzątał łazienkę, a potem wziął prysznic i polazł do wyra, przelotnie spoglądając na mopsa wymalowanego na ścianie.

zt



Zobacz profil autora
21.09, nad ranem

Przyszedł do domu cały mokry od potu. W czarnym podkoszulku i spodenkach. Sportowe buty do tego świadczyły, że był biegać. I to sporo kilometrów, taki był zmachany. Standardowo Papaj, wierny psiak, został na zewnątrz, bo on nie miał wstępu do domu.
Howahkan od razu skierował się do kuchni, gdzie nalał sobie z kranu lodowatej wody. Wypił sporą ilość.
W domu cisza, bo bardzo wczesna godzina była. Indianin miał małe problemy ze snem odkąd spał sam, więc wiadomka.
Przed pójściem pod prysznic zajrzał kontrolnie do pokoju, ale nikogo w nim nie było. Dziwne. Wzruszył ramionami i polazł po więcej wody, bo nadal mu było gorąco.



Zobacz profil autora
/ 21.09.2013, nad ranem, spod ratusza

Wszedł cicho do domu, mając nadzieję, że nikt go nie nakryje. Wciąż w sowim przebrani. Ostrożnie zrobił krok...
- Kurwa! - krzyknął, gdy Wypierdalaj na niego wpadł, wskakując na niego. Tyle by było z cichego przemknięcia do sypialni. 
- Wypierdalaj! - zrzucił kota. Torba sportowa zsunęła mu się z ramienia a ze środka wypadły farby z sprayu.



Zobacz profil autora
A Howahkan akurat siedział w łazience i mył sobie zęby, już umyty i pachnący. W radiu leciały stare przeboje Madonny, a on dość nieudolnie próbował śpiewać, plując pastą do zębów na lewo i prawo.
Like a virgin
Touched for the very first time
Like a virgin
When your heart beats
Next to mine
HOOOOOOU

Usłyszał nagle jakiś krzyk i wylazł z łazienki, szorując dalej zęby, jakby nigdy nic. Uniósł brwi i spojrzał na Noah.
- Ktoś tu dziś w nocy zamoczył... - stwierdził, widząc wyraźnie, że kolega wraca właśnie z Walk od Shame. Brakowało mu tylko żółtej sukienki jak w tym nowym filmie o blondynce.



Zobacz profil autora
- Kurwa - zaklął, odganiając kota. Farby i szablony wylądowały na podłodze, a po chwili Noah zaczął je nerwowo zbierać. Zrzucił z siebie maskę i spojrzał na Howahkana.
- Nie, nie... Jezu, nic nie moczyłem! A...albo. Tak, Jezu, tak, zamoczyłem i co z tego, co? Boże, boże!
Coś dziwnie nerwowy był.
- Con... Consuela już wróciła? - zapytał, ściągając bandanę z głowy.



Zobacz profil autora
Oparł się o ścianę, nie przejmując zupełnie tym, że stał w ręczniku ze szczoteczką w pysku. Obserwował nerwowe zachowanie Noah. Aha. Murale! To coś, co ogarnia na ścianach.
- Człowieku, spokojnie. Nikt cię tu nie podkabluje. Rób swoje. - odpowiedział, chcąc uspokoić kumpla. Potem wrócił do łazienki i wypluł pastę, płucząc usta.
- Co malowałeś? - zawołał. - Nie. Consueli nie ma.



Zobacz profil autora
Noah zebrał swoje graty. Ściągnął bluzę, bo robiło się coraz goręcej. Kapnął na kanapie i przyciągnął do siebie Wypierdalaj, którego teraz, dla odmiany, zaczął głaskać.
Wskazał głową na torbę, a potem wyciągnął z niej szablon, który zmalował na ścianie ratusza.
- Tylko jak mnie sypniesz to nie żyjesz.



Zobacz profil autora
Wylazł z łazienki i spojrzał na szablon. Podrapał się po prawie łysej glacy, zastanawiając się co powiedzieć.
- Em... Cóż. No... Spoko. - kompletnie nie rozumiał tej podniety wokół Indian i ich walką. Sam był zbyt wielkim ignorantem i nie widział w tym sensu. W niczym nie widział sensu. - Noah, za kogo ty mnie masz. Nie sypnę.
Pokręcił głową i poszedł się ubrać, by nie świecić klatą Thora. Wrócił rach ciach.
- Ale po co to wszystko?



Zobacz profil autora
Westchnął, próbując w łowie ułożyć sobie dobrą odpowiedź. Widział sceptyczne nastawienie Howahkana, trudno je było ukryć, prawda? Z drugiej jednak strony, Noah nie miał zamiaru wyskakiwać z wielkimi ideologiami. Lecz czy warto było tez mówić, ze dla wielu, to była po prostu wymówka dla wandalizmu? 
Noah miał jednak nadzieję, że ci, którym nie zależało na "misji" już dawno odeszli. Po śmierci Jacoba, jedynej osoby, która była w stanie ich chronić, wszystko zaczęło się sypać. Ci mniej zawzięci, ci nie wierzący w idee dali sobie spokój. Houser głęboko w to wierzył, że miał przy sobie zaufanych ludzi i tych, którym się coś chce - mimo, że byli w gównianej sytuacji.
- Zabrali nam ziemie, tradycje i język. Kazali uczyć się świata według ich zasad, zamknęli nas w rezerwatach. Potem wysyłali nas na wojny, byśmy ginęli w ich imieniu - to ściągnął brwi, patrząc na Howahkana, który sam przecież był w wojsku - każą nam utożsamiać się z walką, której nie chcemy. To może jeśli już mamy ginąć, to w walce, którą my prowadzimy dla siebie a nie dla nich?
Pokręcił głową i potarł twarz.
- Brzmi to mega chujowo co? - dodał - ale co nam zostało? Ja wiem, że w sumie to my żadnych szans nie mamy i to wygląda jak zwykłe chuligaństwo. Ale ktoś musi zobaczyć, że nam się nie podoba to jak nas traktują. A że szanse marne? Myślisz, ze Cochise czy Geronimo się tym przejmowali? Trzeba, no wiesz, cel mieć jakiś. COŚ swojego. Na co ci coś, co może mieć białas, jak możesz znaleźć coś co może mieć tylko Apacz?



Zobacz profil autora
Znał historię. Mimo, że jej nie lubił to rodzice od małego wpajali mu te indiańskie przekonania. Zasiadł na kanapie i wysłuchał Noah w całości, w ciszy. Z szacunkiem, dla jego przekonań.
Nie wiedział na ile mu wierzy. Na ile został przekonany. Cóż, ciężko było Howahkana do czegokolwiek przekonać, bo depresja i pourazowy stres nie pomagały w tym.
A do wojska poszedł z własnej woli. Nigdy się nie zastanawiał nad tym, dla kogo walczy, albo za kogo. Walczył dla siebie. Chciał być równy, nie zaliczany do żadnej grupy. Walczył dla pokoju w miejscach gdzie go brakuje. Nie mieszał w to swojego pochodzenia czy rasy. W końcu był tylko szczylem, gdy poszedł do szkoły wojskowej.
Przejechał dłonią po jeżu na głowie i odetchnął.
- To o czym mówisz to stare dzieje. Przodkowie ludzi, którzy teraz tu żyją. Możemy mieć swoje tradycje, język i to wszystko. - odpowiedział ostrożnie, z wahaniem. - Zresztą dali nam technologię. Domy, pracę.
Machnął ręką.
- Ach, co będziemy dyskutować. Zgadzam się po części. Ale myślę, że to bardziej skomplikowane. I nie, nie brzmi tu w ogóle chujowo. Lepiej wierzyć w coś takiego niż być rasistą czy homofobem dla samego bycia.
Spojrzał na kumpla i klepnął go w plecy.
- Nawet jeśli nie czuję tego co ty, to zawsze możesz na mnie liczyć... - zabrzmiało to jak jakieś wyznanie miłości, ale spoko.



Zobacz profil autora
Prychnął. Chwycił kota i wtulił w jego futro lewy policzek.
- Tak, technologię i domy? Raczej wódkę, alkoholizm, ospę i depresję - mruknął - powiedz, jesteś w swoim życiu szczęśliwy? Czujesz, ze och, ktoś cię wybawił?
Pokręcił głową i ucałował Kota w pysk. A ten siedział niewzruszony.
- Przodkowie. Nie można się na takich wypinać. Oni przelewali krew za to, byśmy chociaż trochę dziś pamiętali swój język. Gdyby nie oni, wymordowali by wszystkich do końca i nie byłoby ani mnie ani ciebie. Fajna perspektywa? No nie sądzę. 
Spojrzał na tłustego, popierdolonego Wypierdalaj.
- Jasne... - stwierdził - ale słuchaj... może ty po prostu musisz to poczuć? To, co robimy?
Spojrzał na niego wyczekująco.



Zobacz profil autora
Wpatrywał się w Noah, a w jego spojrzeniu był smutek pomieszany z jakby poczuciem winy. Jakby przepraszał za to, że nie czuł tego co mówił kolega. No bo kurde nie czuł. Westchnął.
- Nie wiem. - odezwał się jedynie. Nie wiedział co dalej powiedzieć. Musiał koniecznie zadzwonić do pani doktor i umówić się na wizytę, bo nie radził sobie z tym wszystkim. Pogubił się.
- Ale kto może w swym życiu nazywać się prawdziwie szczęśliwym. Mam trzydziestkę na karku i... nic. - rzucił, wpadając w filozoficzne tony. Brakowało jeszcze zarzucić cytatami od Szan Pałlo CohELO. - Nie będę się spierał, bo nigdy nie uważałem jak rodzice i dziadkowie opowiadali.
Oparł się przedramionami o kolana, pochylając. Odwrócił głowę w jego stronę.
- A czy to źle, że nie czuję tego? No kurde, nigdy nie byłem gorzej traktowany przez to kim jestem. W wojsku coś takiego nie istniało. Miałem przyjaciela żyda, muzułmanina, ateistę, czarnego, żółtego, białego. Nikt na to nie patrzył.
Spojrzał zamyślony na Wypierdalaj, który chyba rzeczywiście ich lubił, bo był wyjątkowo grzeczny.
A może to był ten cel, którego by się uczepił w życiu. Może przekonanie przyszłoby z czasem.



Zobacz profil autora
- A może warto spróbować, co? 
Spojrzał na mężczyznę obok wyczekująco.
- Jak... uznasz, ze to bez sensu i nie ma celu i nie czujesz się z tym dobrze, to olej to, a ja przyznam ci rację, ze to nic złego, że nie czujesz tego co ja. Ale... hej, co masz do stracenia? No, oprócz życia i wolności.
Zaśmiał się nerwowo.
- Dziś w nocy.



Zobacz profil autora
Siedział w bezruchu i wpatrywał się w Noah. Nie do końca wiedział co z tym zrobić, bo kumpel przeszedł o ostro do konkretów i okazało się, że tkwienie w pewnego rodzaju zawieszeniu było bardzo wygodne dla starszego Indianina.
Milczał długo, nerwowo miziając szczecinę na łbie.
- Kurwa. - odpowiedział jedynie. - No dobra. A co ci po głowie chodzi. Co się szykuje?
Splótł palce. Nie wiedział czy robił dobrze, czy źle. Miał problem z wybuchowym zachowaniem i pewnie w ten sposób się nie wyleczy, ale co mu tam. Może o wiele bardziej na tym skorzysta. Więzienie... Trudno.



Zobacz profil autora
Uśmiechnął się. Odłożył kota na ziemię, a Wypierdalaj pobiegł do pokoju Consueli, robić bałagan.
- No, tego ci powiedzieć nie mogę. Przekonasz się na miejscu. 
Poklepał go po ramieniu i wstał.
- Bądź tu o 20. Dobra?
Po czym wziął torbę i wyszedł z domu... Howahkan usłyszał jedynie odgłos odjeżdżającego auta. 

/zt



Zobacz profil autora
- Heh. - uśmiechnął się pod nosem. Coś przeczuwał, że pakował się w niemałe kłopoty. Najwyraźniej Noah miał schowane pod tą czupryną rogi diabełka. Ale nie miał nic do stracenia.
- Jasne. Na razie. - rzucił, a gdy kumpel wyszedł to ten zajął się sobą. Zapewne pooglądał telewizję, ponudził się. Polazł na dłużej gdzieś z psem i resztę dnia go nie było.

koło godziny 20:00
Wrócił na umówioną godzinę. A nawet chwilę przed 20 z pudełkiem pachnącej pizzy w łapkach. Zasiadł sobie i zaczął wpierdzielać. Mniam mniam.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 1 z 13]

Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach