Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Parking przy wjeździe do parku i bar "Jackie"

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 8 z 8]

First topic message reminder :

Jeśli zamierzasz udać się na wycieczkę po parku krajobrazowym, to dobre miejsce by zacząć. Tutaj można zostawić samochód i dalej iść pieszo, jeśli ma się taką ochotę. Zwykle jest tu dość tłoczno, stoją tu nie tylko samochody osobowe, ale i wycieczkowe autokary.
Wychodząc naprzeciw potrzebom klientów, przy wjeździe do parku znajduje się niewielki bar, w którym obsługują zarówno rdzenni Amerykanie, jak i biali obywatele. Jest to drewniany budynek, wewnątrz ozdobiony indiańskimi wyrobami i wielkim, jelenim porożem. Jedzenie jest tu całkiem smaczne, szczególnie po całodniowej wyprawie!

Zobacz profil autora

/15.10, 10 minut później (o ile czas nie będzie do zmiany w ogole)

Lil miała ze sobą plecak i cieplejsze ubrania. Dwa płacze przeciwdeszczowe, laleczke i bebenek Onawy, nóż, latarkę.. i kilka innych rzeczy które potem narratorka dopisze w ekwipunek.
Dojrzała blond czuprynę z daleka, jak się okazało uwalaną keczupem.
- Hej - odezwała się i na wejściu podała mu chusteczki. Sporo schudła od ostatniego spotkania, co starała się zamaskować ubraniami. Przynosiło to odwrotny od zamierzonego skutek.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Blondyn wyszczerzył się na jej widok. To facet toteż nie zauważał takich rzeczy jak kilka kilogramów w tą czy tamtą. Znaczy... przynajmniej nie kojarzył co się zmieniło na początku. Zdziwił się trochę dostając chusteczki, nie mając pojęcia po co mu one, więc je wcisnął w kieszeń bluzy, a sam przytulił Indiankę, pewnie dzieląc się z nią ketchupem. I wyczuwając, że trochę jej ubyło.
Uniósł brwi.
-Wiesz, że ze swoim wzrostem nie zostaniesz modelką?-upewnił się, patrząc na jej tobołki.-Co my tam na tydzień idziemy?-zapytał, chyba się przejmując tym, że sam się na tyle nie przygotował/



Zobacz profil autora
Wytarła policzek z keczupu i zmarszczyła nos.
- Wytrzyj się, bo jesz jak mała świnka - poradziła - I pachniesz jak sklep z perfumami - dodała.
- Nie zamierzam - westchnęła lekko - Staram się coś z tym zrobić, ale powoli idzie - dodała jeszcze i poprawiła plecak. Czy jej ciążył? Trochę. Ale nie zamierzała marudzić.
- Nie, ale byłam pewna, że nie zabierzesz połowy rzeczy - uśmiechnęła się - Masz płaszcz przeciwdeszczowy? - uniosła brwi pytająco, bo pewnie nie miał.
- Poza tym będzie raczej chłodno, a mi jest teraz cały czas zimno. No i mam coś do picia. A do tego obydwoje nie mamy prawa jazdy, więc idziemy pieszo - wyjaśniła.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
-Co?-zapytał, wrzucając ostatni kawał zapiekanki do ust i na jej polecenie wytarł szybko twarz, myśląc, że to na niej się uwalił. Dopiero później spojrzał na swoją bluzę i użył chusteczek, które zostały mu powierzone.
-Co? Nie podoba ci się?-zapytał, szczerząc się głupio.-Jak to powoli idzie?-zdziwił się.-Ale co... ej, Liluye, ty nie masz jakiejś bulimii czy coś, nie?-spytał, nagle wpadając na to jako powód, dla którego może tak topornie iść.
No bo... tak to wystarczyło już tylko po prostu jeść, nie?
Wzruszył ramionami.
-Mam jedzenie, coś do picia, bluzę na sobie, jakąś latarkę, telefon i scyzoryk. Co mi jeszcze trzeba?-odezwał się lekkim tonem.-Eeee, no nie. Ale chyba nie ma dziś padać, nie?
Poruszył brwiami.
-Podobno emituję sporo ciepła. Mogę się nim podzielić.-zaoferował się, obejmując Indiankę ramieniem (bezczelny!) i ruszając w stronę lasu.



Zobacz profil autora
- No, własnie to - uśmiechnęła sie lekko, widząc jak sie wyciera.
- Nie no, pięknie.. Odurzająco wręcz - dodała trochę złośliwie i wsadziła ręce w kieszenie, bo miała zimne dłonie.
- Nie, akurat tego nie mam - pokręciła głową z westchnieniem - Po prostu mam za szybki metabolizm i za dużo ćwiczę, a za mało jem.. I ciężko mi przytyć.. Ale teraz na razie nie ćwiczę - wyjaśniła. Dla niej to nie było takie łatwe, po prostu jeść. Mogła obrosnąć tłuszczem a nie o to przecież chodziło. To znaczy o to też, bo przydałoby się jej trochę tłuszczyku, ale nie głównie.
- Dobrze, to w sumie wszystko masz.. tylko ten płaszcz. Ostatnio padało, więc wolałam zabrać niz zmoknąć. Nie chcę być odpowiedzialna za twoje zapalenie płuc. Albo swoje - bo to by było całkiem kiepskie, wylądować teraz w szpitalu.
- Rozgrzejemy się w drodze - szczypnęła go lekko po żebrach i ruszyła szybciej, zostawiajac go z tyłu.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Przewrócił oczami, ale się uśmiechnął.
-Chciałem, byś spadła z nóg z wrażenia.-rzucił w jej kierunku, ruszając brwiami, wesoło.
Było mu jakoś o wiele łatwiej walić na powrót takie teksty w stronę Liluye. Sprawa z Reginą była w sumie więcej niż skomplikowana, ale on zdawał się mieć do niej czyste, jasno określone podejście. Jeżeli chciała się poniżać, jej sprawa, nie? On tylko na tym zyskiwał. Bo przecież nie chodziło mu o nic więcej. A Oldwood... no, to ona była tą normalną, miłą dziewczyną, z którymi to faceci chcieli chodzić, trzymać się za ręce i tak dalej, nie? Sasha też chciał.
Zmarszczył lekko brwi.
-Ty pewnie masz większe bice ode mnie, co?-zapytał, nagle zaniepokojony. Przeczesał włosy palcami.-Boże, ale ty wprowadzasz faceta w kompleksy!-aż pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Martwisz się o mnie?-zapytał, wyszczerzając się bezczelnie.
Chwilę potem odskoczył, zaskoczony, ale zaraz ją dogonił.
-Dobra, dobra szefowo. Ty prowadzisz.
Po czym weszli na szlak i zniknęli między drzewami.

/zt x2 nie wiem który szlak!



Zobacz profil autora
/pólnocny szlak, 15.10

Blondyn dał się pociągnąć w dół.
-Czemu zabaw...-zapytał, oglądając się do tyłu, gdy schodzili i... momentalnie przerwał, widząc coś, czego... nie był pewien czy widział.
Przełknął ślinę i mrugnął. Ale widok mu zniknął.
-Liluye... czy... czy Onawa wygląda trochę jak Pocahontas?-zapytał, utrzymując względny spokój, po czym dosyć mocno przyspieszył przy schodzeniu ze szlaku.
Gdy w końcu pojawili się na znajomym terenie, Sasha stwierdził, że koniec z duchami. Ostatecznie.



Zobacz profil autora
- Bo mam wrażenie, że specjalnie przyszedł bez.. Co? - spojrzała na Sashę a potem w kierunku Onawy. Uśmiechnęła się i skinęła głową, nie zdążywszy podnieść ręki. Trzeba się pozegnać, no!
- Tak, to była ona - aż się czuło kolorowy wiatr w powietrzu, jak nic.
Przyspieszyła za nim i na parkingu zwolniła.
- Bardzo ci sie nie podobało? - zapytała.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Przełknął ślinę, blednąc na jej odpowiedź. Usiadł przy jednej z ławek, próbując się uspokoić.
Te duchy tam przez cały czas były. Boże. One tam były. A on ich nie widział. A jak się odlewa w parku to one też patrzą? Jezu, tyle co on papierków w parku wyrzucił...?! A co, jak go nienawidzą? Na bank ta Indianka mu się pokazała, by rzucić na niego jakąs klątwę...!
Przymknął oczy, odchylając głowę do tyłu.
I po co on się odwracał?! Teraz jest przeklęty! Damn it!
-Nie moje klimaty.-odpowiedział Liluye po chwili, trawiąc fakt, że pewnie umrze w ciągu siedmiu dni.



Zobacz profil autora
Stanęła na chwilę obok niego, po czym odstawiła plecak na ziemię i podeszła do Saszy, przytulajac go. Teraz chyba ona go musiała uspokoić. Mógł się przytulić do kościsto-żylastego brzucha Lil. Poczochrała mu włosy.
- Widziałes ją? - zapytała, uświadamiajac sobie, że musiał.
- Nie martw się, już cię nie będę ciągnąć na takie akcje - uspokoiła go.
Nie jego klimaty. Ale jej tak, do końca życia, czy tego chce czy nie. Westchnęła. No, pięknie.




KP Liluye



Funny you're the broken one
but I'm the only one who needed saving
Cause when you never see the lights
it's hard to know which one of us is caving
Zobacz profil autora
Wzruszył lekko ramionami na jej pytanie. No, widział.
-Spoko, przecież się nie boję, nie?-oburzył się, przytulając policzek do tej skóry i kości.
Westchnął.
Sasha może próbował wypytać Liluye o tą całą sprawę z duchami, skąd to się wzięło, ale pewnie nie dopytywał za mocno, jeśli nie chciała mówić. Chwilę pewnie posiedzieli na tej ławce przy barze, blondyn zgłodniał i pewnie zmusił Indiankę do wciśnięcia coś w siebie, po czym rozstali się, kierując się w swoje strony.

/zt



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 8 z 8]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach