Play by forum role play game - modern western in hot Arizona.


You are not connected. Please login or register

Dom Williama Parkera - obecnie: Consueli Ramirez

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11, 12, 13  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down  Wiadomość [Strona 4 z 13]

First topic message reminder :

Dom jest niewielki, wybudowany z gotowych materiałów. Ściany są wypełnione gąbką lub styropianem, nie ma tu mowy o porządnej izolacji. Dach często przecieka, w czasie upałów wewnątrz nie da się wytrzymać a klimatyzacja działa wątpliwie. Podczas chłodniejszych dni robi się naprawdę zimno i trzeba ratować się piecykiem elektrycznym.
Budynek ma tylko jedno piętro. Wewnątrz znajduje się kuchnia i łazienka oraz dwa średniej wielkości pokoje. Dom jest pomalowany na piaskowy kolor.
Na podwórku znajduje się podjazd.


-----


- No jakby chciał robić dużą ścianę to muszę mieć pozwolenie. Za duże ryzyko... takie małe szablony to se mogę na jedną noc zrobić... - podrapał się po brodzie. W końcu zamalowany czerwony napis i musieli poczekać, aż wszystko wyschnie. 
Przysiadł na ziemi. 
- Motor... to... dobry pomysł jest. Ale kasy brak.



Ostatnio zmieniony przez Noah Houser dnia Pią 31 Lip 2015, 17:58, w całości zmieniany 1 raz



Zobacz profil autora

A wszedł. Jak do siebie. Przecież to kiedyś był jego dom, więc się rozejrzał, jakby chciał zobaczyć, ile rzeczy uległo zniszczeniu.
- Nic dziwnego, że się pomodliła - stwierdził, przypominając sobie, że Ramirez ma niesamowite uparcie, aby ciągle klepać modlitwy. Dobrze, że nie robiła tego na spotkaniach.
- Ogólnie wolałbym na nią poczekać, ale znając ją to nie wiem czy do tego czasu nie zapuszczę tutaj korzeni - odpowiedział, odwracając się w końcu do Noaha. - Coś taki nerwowy?

Zobacz profil autora
- A, nie wiem ja już tak mam i... kawy? Herbaty? Em, piwa?
Sam nie miał pojęcia jak ma się zachować przy świętym, który wyglądał jak komornik. Az podszedł do kuchennego stolika i zamknął swojego laptopa, jakby się bał, że Will się na niego rzuci i skonfiskuje.
- A... to od pana ten dom, tak? Znaczy, pan po czynsz, czy coś? Bo jak tak, to ja mogę uregulować. Znaczy, jeśli można to ten, żeby nieco obniżyć, bo na przykład wymieniłem okna i zamki i przemalowałem, to trochę wydałem na to.



Zobacz profil autora
- Może i jest południe, ale bez przesady - powiedział, słysząc o piwie. - Kawy - rzucił, ochoczo. Najwidoczniej nie wypił swojej porannej, będąc zmuszonym do szybkiego wyjścia i załatwiania spraw w sprawie remontu.
Gdyby faktycznie Ramirez była mu coś winna (dopiero będzie) to może i by się rzucił na laptop. Tylko że Will nie był dzikusem. Był kulturalnym komornikiem, który w dość przyjacielskim geście tutaj przyszedł. Ale że był jaki był (posąg) to nie bardzo się przejmował.
Słuchał Noaha, nie wiedząc czy ma unieść brwi, czy zmarszczyć w niezrozumieniu. Zaśmiał się gardłowo i odpalił papierosa.
- Ramirez kupiła ode mnie ten dom, kiedy był w całkiem innym stanie - powiedział wymownie. - Nie przychodzę po żaden czynsz czy coś w tym stylu, więc nie mogę już za niego odpowiadać. Zresztą, Consuela powinna gdzieś mieć umowę, że została właścicielką - wyjaśnił, będąc prawie że pewien, iż umowa zapisana przez Parkera to robiła za podstawkę pod nogę stołu, do kawy czy nawet za papier toaletowy w kryzysowej sytuacji. Fuj.
- Zresztą, nie przyszedłem po to, by brać, a coś dać - dodał, wypuszczając dym.

Zobacz profil autora
Proszę się mu nie dziwić - wszak Consuela była spłukana, to nie brał pod uwagę faktu, ze mogła KUPIĆ dom. Podrapał się zatem po głowie, łącząc fakty.
- Słucham? Dać?
Wycofał się do aneksu kuchennego i zaczął szykować kawę. Trochę niezdarnie, bo wysypał nieco arabici na blat zamiast do kubka...



Zobacz profil autora
Zanim była spłukana, to miała po spalonych rodzicach i domu około 50 tys., a potem pewnie 30 tysięcy. Will o tym słyszał, ale nadal nie rozumiał, jak można być tak nieostrożnym. Przecież to są pieniądze, kasa, mamona, sałata, piękno w papierkach, cud w nominałach. Jakby dostał (lub komuś dał) bukiet z pieniędzy to byłaby miłość.
- Fakt, źle powiedziałem - stwierdził, po chwili namysłu, ale w przeciwieństwie do Dixie, nie myślał o tym dwuznacznie.
- Miałem na myśli pożyczyć jej - poprawił się. - I gdybym był gorszy to bym po prostu powiedział, że życzę, no ale... - wzruszył ramionami, sięgając do wewnętrznej kieszeni kurtki.
- Nie mówiła, kiedy będzie? Pognała i już? - spytał.

Zobacz profil autora
- Pożyczyć? Pieniądze?
Przestraszył się. Will wyglądał na lichwiarza!
- Nie no, nie mówiła, nie spowiada mi się, przecież to, ze mieszkamy razem wcale nie znaczy, ze jesteśmy no nie wiem, eheh parą czy coś, no to mi nie mówi gdzie gna i kiedy będzie ale mogę się zorientować, co nie?
I podrapał się po nosie.



Zobacz profil autora
- Tak, pieniądze - powiedział. Przecież nie powie o pięknie, mądrości i przystojności, prawda? Cisnęło mu się to na usta.
Przypominając sobie Zbrodnię i karę, zdecydowanie wolałabym być na miejscu Raskolnikowa.
- Nie no, na pewno to tak się nie prezentuje - zacmokał. - Po prostu wychodzę z założenia, że jako tako sobie ufacie, czyż nie? - upewnił się. Najgorsze jest to, że Will cały czas mówił chłodnym, obojętnym i pełnym znużenia tonem. Jak psychol. - I dobrze by było się zorientować, chociaż mnie to nie przeszkadza.
Ściągnął kurtkę, a z niej wyciągnął dość grubą kopertę.
- Nie będę tu siedział do wieczora.

Zobacz profil autora
- No, ufamy - odparł. Przynajmniej on jej ufał całym swoim indiańskim serduszkiem.
Spojrzał na kopertę i otworzył szeroko oczy.
-A... o kiedy ona ma to spłacić? - zapytał niepewnie. 
A co jak zaśpiewa 20%?!



Zobacz profil autora
- To dobrze - powiedział. - Przekażesz jej - Will wyciągnął plik pieniędzy z koperty. - Licz ze mną, czy się zgadza.
W przeciwieństwie do Noaha, liczenie sumy Parkerowi poszło bardzo szybko. Niemniej, można było doliczyć się okrągłych pięciu tysięcy.
- Za pół roku się upomnę i dowiem czy jest szansa, by to spłaciła - dorzucił. Już nie wspomniał, że liczy sobie 50% od pożyczonej kwoty.

Zobacz profil autora
Zajrzał do koperty i prawie mu serce stanęło.
- A... a... czy to można na raty rozłożyć - zapytał, spoglądając znad kasy na Willa.
- Wie pan co. Ja... ja to spłacę szybciej, tylko pan jej nie mówi, dobra? Nie chce, żeby miała długi.



Zobacz profil autora
- Na raty możecie sobie zbierać - powiedział od razu. - Nie ustalam z góry tego, kiedy się kończy termin spłaty, więc orientacyjnie za pół roku sprawdzę - wyjaśnił, co miał na myśli.
Will odchylił się nieznacznie, spoglądając na Noah.
- Chcesz to spłacić za nią? - spytał, jakby się przesłyszał. - Jestem jak bank szwajcarski o znacznie niższej kwocie posiadanych pieniędzy - zaśmiał się. Jakby tylko mógł być tak bogaty jak jeden ze wspomnianych banków, no to na pewno by gdzie indziej mieszkał. Lub co innego zrobił z miastem. - Zależy ci na niej.
Will skipował do zlewu.
- Jak dobrze grasz w karty? - spytał.

Zobacz profil autora
Will wcale mu nie pomagał. Trzymał w rękach tę kopertę z kasą i słuchał tego co mówi Will. Może powinien się zaśmiać, ale nawet zapomniał jak to się robi. 
- Nie chcę, żeby wpadła w większe problemy - dodał. Uniósł brwi, słysząc pytanie. Przez myśl mu przeszedł pewien pomysł, ale zaraz potem szybko go wygonił ze swojego łba.
- Em, no coś tam umiem. Kart się nie boję.



Zobacz profil autora
Dobrze, że to akurat Will był tym, co ponoć miał ściągać długi. Nie rzucał się przynajmniej na samym początku z pięściami. Może to i lepiej. Albo gorzej?
- Wątpię, żeby udało jej się nie wpadać we większe tarapaty - stwierdził. - Ale ma rodzinę i przyjaciół - spojrzał wymownie na Noaha, na którego odpowiedź kiwnął krótko. Napił się kawy, papierosa spalił, zgasił pod strumieniem wody i wrzucił do śmietnika.
- To dobrze - powiedział. - Bo od tego zależy czy dług będzie większy, czy mniejszy do spłaty - sprecyzował.
- Chcesz tutaj siedzieć czy wolisz, żeby Consuela na nas nie trafiła? - spytał, bardziej gotów do wyjścia.

Zobacz profil autora
No i stało się to, czego się bał. Schował kopertę z pieniędzmi do kieszeni bojówek. 
- Możemy iść gdzieś indziej - powiedział, nie chcąc, żeby faktycznie Consuela ich złapała na graniu o jej długi.

/zt dla obu



Zobacz profil autora
/26.09.2013/z siedziby Świętych/rano/

Consuela nad ranem po cichutku, na paluszkach wkroczyła do swojego domu. Wzięła szybki prysznic, wskoczyła w gacie w króliczki i jedną ze swoich kretyńskich koszulek, tym razem z napisem: 'Pieprzyć wszystko, czas na disko!' i legła na swoim łóżku, śpiąc głęboko przez resztę nocy.



Zobacz profil autora
/26.09.2013, rano, po pracy u Floriana, który pewnie zabawił całą noc na imprezie ze swoją żoną (bilokacje)


Zaraz po tym jak Consuela usnęła w swim łóżku, Noah wlazł do domu. Tez był padnięty, miał ochotę nawet zasnąć pod prysznicem - tańce z Macareną do północy i usypianie niemowlaka do drugiej wcale go nie bawiło. A potem jeszcze czekanie na imprezowego Floriana, który wrócił półnagi z imprezy. 
Wszedł do pokoju - gdy zobaczył, ze Consuela wróciła, to się rozbudził; bo sobie przypomniał o pieniądzach pod materacem. 
Podszedł do łóżka, przykucnął i zaczął budzić dziewczynę. 
- Ej, Lupita. Obudź się.



Zobacz profil autora
Sen Consueli był twardy, jak mięsień piwny Grubego Jima. Twardy jak kupa Tomaszka. Twardy jak orzech do zgryzienia, kiedy zbliżał się termin płacenia rachunków.
Z początku w ogóle nie reagowała, kiedy chłopak ją budził. Dopiero po chwili, kiedy nagle zaliczyła zderzenie ze światem zewnętrznym, zmarszczyła nos, wtuliła się mocniej w kołdrę i przewróciła się na drugi bok.
- Jeszcze pięć minut - wymruczała leniwie, mając nadzieję, że Noah da jej spokój.



Zobacz profil autora
Nie dawał za wygraną. 
- Lupita, bo, ja muszę coś wyjąć spod materaca - powiedział cicho, nachylając się do niej. 
- Przesuń dupkę - zasugerował i nieśmiało przesunął wątłe ciało Consueli, by sięgnąć tam, gdzie chciał - pod materac, żeby nie było. Wyjął spod niego kopertę z pieniędzmi.
- Słuchaj... - szepnął, nachylając się nad nią tak, ze jego włosy padłu na jej twarz - już nie musisz spłacać długu u Parkera.



Zobacz profil autora
- Jeśli tam schowałeś prochy, to pierdol się, Neo. - mruknęła, nie mając zamiaru się podnosić. Dopiero kiedy poczuła włosy chłopaka w nosie i poczuła zapach pieniędzy otworzyła oczy i podniosła się na łokciach do pozycji siedzącej. Zamrugała kilkukrotnie.
- Jak to? - zapytała marszcząc brwi i wpatrując się baranim spojrzeniem w plik banknotów, które Noah wyciągnął z koperty.



Zobacz profil autora
Usiadł na łóżku obok Cosnueli i pokazał jej pieniądze.
- No... bo ja.. ale proszę cię nie złość się - zaczął szeptem, spoglądając w stronę drzwi. Potem wstał, podszedł do nich i je zamknął, jakby bał się, ze Howahkan ich bezie podsłuchiwać. Potem znowu wlazł do łóżka Consi, jak to jakiejś tajnej bazy.
Może nawet sobie zrobili bazę. 
- Bo... ja wygrałem twoje długi.... w pokera.



Zobacz profil autora
Consuela słuchała uważnie. Być może, kiedy powiedział, że wygrał jej długi w pokera, kąciki jej ust poderwały się do uśmiechu. Jednak potem zrozumiała, że grał o jej długi w pokera, więc jej brwi znowu zmarszczyły się mocno.
- Grałeś o MOJE długi W POKERA? - zapytała, uderzając w górne C. Parker miał rację - z temperamentem Consueli ta rozmowa wcale nie musi przebiegać aż tak gładko.
- Czyś ty zdebilniał do reszty?! No ja pierdole! - krzyknęła i wylazła z łózka, łapiąc się za głowę. Po chwili cisnęła w chłopaka palcem.
- To moje długi i moja sprawa! Dlaczego ty we wszystko się musisz, kurwa, wtrącać?! I to jeszcze w pokera?! I to jeszcze pewnie z Parkerem!  - prychnęła - Oboje jesteście zjebani, ja pierdole, kurwa! Matko Bosko z Guadelupa, przepraszam, że tak klnę, ale zaraz mnie z tego wszystkiego jebane drzwi ścisną, kurwa! - krzyknęła i wyszła z pokoju, teatralnie trzaskając drzwiami.
Po sekundzie wróciła, wyrywając Noah pieniądze z dłoni. Znowu głośno trzasnęła drzwiami.
Po sekundzie znowu wróciła i przytuliła Noah w podzięce.
- To ja może zrobię śniadanie. - powiedziała i znowu wyszła. Nie trzasnęła drzwiami tym razem. Dopiero po kolejnej sekundzie wróciła, tylko po to by otworzyć drzwi i ostatecznie nimi łupnąć.



Zobacz profil autora
Siedział skulony i nawet nie odważył się dyskutować. Słuchając jej, doszło do niego, ze faktycznie, zrobił głupotę i to wielką. Bo ryzykował strasznie dużo, a nawet nie był pewny czy da radę! Chyba Consuela miała rację - wtrącał się bez sensu. Chociaż z drugiej strony, wtedy, gdy dowiedział się o długu dziewczyny wcale o tym tak nie myślał.
Za każdym razem gdy trzaskała drzwiami, kulił się w sobie. Ale największy wstyd przyszedł, gdy dziewczyna go przytuliła. Wtedy to poczuł się naprawdę zjebany do góry do domu.
W końcu wylazł z łóżka i wyjrzał z pokoju.
- Ja... nie chciałem, żebyś wlazła w większe gówno - powiedział cicho, spoglądając na dziewczynę.



Zobacz profil autora
Consuela związała włosy na czubku głowy, nałożyła na siebie fartuch, wstawiła głowę na kawę i z miną jakby miała jeża tam, gdzie nawet słońce wstydziło się zaglądać - zaczęła robić śniadanie.
- Może przestań skupiać się na mnie. Spójrz na siebie. Nie masz ani swojego domu, ani pieniędzy i jesteś jebanym ćpunem. To nie nade mną powinieneś się roztkliwiać, tylko nad sobą. Ja sobie zawsze poradzę. - mówiła, krojąc chleb w taki sposób, jakby zrobił jej wcześniej kuku.
- Nie wpadnę w większe bagno. Nie wpadnę, bo już jestem na samym, śmierdzącym dnie. Przyzwyczaiłam się, serio. - powiedziała, po czym ustawiła patelnię na ogniu.
- Nie chcę żebyś mi już więcej pomagał. Nie czuję się z tym dobrze. - dodała.



Zobacz profil autora
Oparł sie o framuge drzwi i wbił wzrok w podłoge. Miała racje. Całkowitą racje. I musiał jej to przyznać.
- Tak... - szepnął - w sumie to jestem zerem. I nie umiem aobie poradzić. Bo nawet nie wiem czy chce być trzeźwy bardziej dla siebie czy dlatego, że ci obiecałem.
Przysiadł pod drzwiami i schował twarz w dłoniach.
- Jak chcesz to moge się wyprowadzić.



Zobacz profil autora
- A kto w tym domu umie sobie poradzić?! Spójrzmy prawdzie w oczy, cała nasza trójka jest życiowymi nieudacznikami. Nie mamy pieniędzy, nie mamy rodzin, nic, kurwa, nie mamy. Nawet nasz kot nas nienawidzi. A co najśmieszniejsze - jesteśmy takimi zjebanymi kretynami, że na własne życzenie wpędziliśmy się w to szambo. I pewnie będziemy się w nim taplać do zajebania. Ale wiesz co? Czasem dochodzę do wniosku, że nigdy nie będzie tu wystarczająco źle, dopóki co rano widzę sześciopak Howakhana, dopóki co jakiś czas orientuję się, że tego dnia Wypierdalaj nie naszczał mi do butów i dopóki słyszę te twoje plumkanie na tym gównianym syntezatorze. - mówiła, wymachując co jakiś czas nożem.



Zobacz profil autora

Sponsored content


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry  Wiadomość [Strona 4 z 13]

Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach